Farmy wiatrowe są najtańszą dostępną w Polsce technologią produkcji energii elektrycznej. Wraz z uzupełnieniem w postaci np. elektrociepłowni gazowych wciąż byłyby w stanie dostarczać nieprzerwanie energię elektryczną dużo taniej i mniej emisyjnie niż nowe elektrownie węglowe. Silne wiatry na Bałtyku i u jego wybrzeży nie oznaczają jednak pomyślnych wiatrów dla energetyki odnawialnej. Jej rozwój jest w istocie zatrzymany. Co to oznacza dla Pomorza?

Łączna moc zainstalowana w krajowym systemie produkcji energii z turbin wiatrowych sięga niemal 6 GW. W lutym bieżącego roku produkcja energii elektrycznej przez polskie farmy wiatrowe sięgnęła rekordowego poziomu ponad 2,1 TWh o łącznej wartości ok. 400 milionów złotych. Pracowały ze średnią mocą niemal 3,1 GW, wobec czego wykorzystanie mocy farm wiatrowych przekroczyło 51 % (dla porównania w całym 2019 roku na poziomie 27 %). Wieczorem 16 lutego godzinowa generacja pracy wiatraków sięgnęła nawet rekordowego poziomu mocy 5,33 GW. Wiatraki pokryły ok. 15 % lutowego zapotrzebowania całego kraju na moc. Było to zasługą silnych i stabilnych wiatrów. Tak jest zazwyczaj zimą, gdy z jednej strony zapotrzebowanie na energię elektryczną jest większe, a z drugiej warunki atmosferyczne sprzyjają intensywności pracy turbin wiatrowych.

Te wyniki cieszą, ale nie budzą wystarczającego entuzjazmu wobec złożonej sytuacji związanej z rozwojem energetyki na polskim Wybrzeżu. Wzrost mocy produkcyjnych to jedno. Pilną potrzebę stanowi stworzenie warunków technicznych wyprowadzania mocy z morskich farm wiatrowych i włączenia jej do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i europejskiego systemu przesyłu energii. To wymaga istotnych nakładów na budowę i modernizację linii energetycznych. W dniu 17 marca Komisja Europejska zatwierdziła przeznaczenie 232 milionów złotych wsparcia ze środków UE (w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020) na budowę linii między Gdańskiem a Słupskiem liczącą około 190 kilometrów. Jej przebieg obejmie obszar 15 gmin województwa pomorskiego i zachodniopomorskiego. Polskie Sieci Elektroenergetyczne rozpoczęły inwestycję w 2013 roku, do eksploatacji ma zostać oddana jeszcze w tym roku. Całkowity koszt realizacji inwestycji wyniesie ponad 1 miliard złotych. Jako szczególnie istotne przedsięwzięcie oraz ze względu na znaczenie stacji elektroenergetycznych wchodzących w jej skład budowa infrastruktury energetycznej między Gdańskiem a Słupskiem znajduje się na Liście Projektów Strategicznych. To bliski nam przykład, a kolejne środki w wymiarze europejskim są na horyzoncie. Unia Europejska przykłada dużą wagę do rozwoju czystej energetyki. Ostatnie tygodnie przyniosły decyzje o przeznaczeniu ponad 1,4 miliarda euro na inwestycje w zielone projekty w siedmiu państwach członkowskich w ramach polityki spójności. Pozwoli to na realizację 14 dużych projektów infrastrukturalnych w Chorwacji, Czechach, Hiszpanii, Polsce, Portugalii, Rumunii i na Węgrzech. W przypadku Polski m.in. środki w wysokości ponad 54 milionów euro mają być przeznaczone na finansowanie inwestycji w linie przesyłowe i podstacje elektroenergetycznych w północnej i północno-zachodniej części kraju.

Efekty inwestycji będą dostrzegalne w ciągu kilku lat, tymczasem już teraz wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych wpłynął na obniżkę ceny prądu na giełdzie energetycznej. Jest ona najniższa od dwóch lat. Średnia ważona cena indeksu spot (IRDN) Towarowej Giełdy Energii stopniała do 170 zł/MWh, w stosunku do ok. 250 zł/MWh w połowie 2019 roku. W konsekwencji doszło do ograniczenia import mocy z innych krajów. Oczywiście jeszcze bardziej zmalało zapotrzebowanie na energię pochodzącą z innych źródeł krajowych.

Być może to jest najpoważniejszy problem w kontekście produkcji prądu z wiatru. Rozwój tej gałęzi energetyki mocno hamuje tzw. ustawa antywiatrakowa, która w gruncie rzeczy zabrania budowy nowych elektrowni wiatrowych w Polsce. Dozwolone będzie budowanie jeszcze tylko farm wiatrowych, wobec których pozwolenia wydano na podstawie miejscowych planów sporządzonych przed połową 2016 roku. Ustawa nie pozwala także na modernizację i zwiększenie wydajności infrastruktury farm poprzez wymianę starych turbin na nowe. W latach 2018-2019 zakontraktowano budowę blisko 3 GW nowych mocy w lądowych farmach wiatrowych, przewidziane na rok bieżący kontraktacje kolejnych kilkuset megawatów to ostatnie przewidywane inwestycje. Łączna moc farm wiatrowych sięgnie ok. 9 GW, by zgodnie z projektem rządowej polityki energetycznej do 2040 roku wynosić już mniej niż 1 GW mocy.

Ograniczone zaufanie do odnawialnych źródeł energii ma swoje istotne konsekwencje. Polska będzie miała poważny problem z osiągnięciem założonego udziału energii ze źródeł odnawialnych (OZE) w końcowym zużyciu energii brutto. W 2018 roku udział ten wynosił jedynie 11,3 %, pułap założony  na rok  2020 wynosi 15 %. Dyscyplina jest niezbędna, jeśli poważnie traktować cel wynoszący 32% w roku 2030. Unijna Dyrektywa OZE nie określa jednoznacznych sankcji za łamanie dokonanych uzgodnień, niemniej Polska musi się liczyć – z ryzykiem poniesienia kosztów transferów statystycznych, koniecznością dokonywania wpłat do unijnego mechanizmu finansowania energii z OZE. Dla Pomorza bardziej dotkliwe będą bezpośrednie skutki gospodarcze. Z rodzimego rynku już znikają firmy rozwijające nowe projekty wiatrowe, a produkcja podzespołów do wiatraków w całości jest kierowana na eksport. Trudno oprzeć się zatem wrażeniu, że coraz trudniej uzgodnić obecny interes energetyczny Polski z perspektywami rozwoju Pomorza, nie mówiąc już o przyszłości energetyki odnawialnej w naszym kraju.