Tomasz Augustyn

Czy tuż za niemiecką granicą może wyrosnąć zagłębie odnawialnych źródeł energii? Warto się temu przyglądać i wyciągać wnioski.

W Meklemburgii – Pomorzu Przednim żywa jest dyskusja o alternatywnych scenariuszach dla dotychczasowego uzależnienia od rosyjskiego gazu. Niedawno była w tym miejscu mowa o pomysłach na odtworzeniu wydobycia ropy spod dna Bałtyku. Stowarzyszenia Energii Odnawialnej (LEE) oczekuje tymczasem szybkiego wyznaczenia na morzu nowych obszarów pod budowę morskich farm wiatrowych. Po latach zastoju nowy rząd federalny sformułował ambitne cele ekspansji. Muszą one jednak znaleźć wyraz w zabezpieczeniu w grunty, a procedury zatwierdzania muszą zostać ostatecznie przyspieszone, aby całe zamierzenie stało się realne. Korporacja oczekuje, że stawka na odnawialne źródła energii stanie się rzeczywistym fundamentem dostaw energii w Niemczech.

W 2020 roku na morzu zostało uruchomionych tylko kilka nowych turbin wiatrowych, a rok 2021 był rokiem straconym dla ekspansji sektora – nie uruchomiono wówczas żadnej nowej instalacji. Ponadto osłabione stocznie w Meklemburgi – Pomorzu Przednim zostały pozbawione możliwości inwestowania w rozwój mocy produkcyjnych na rzecz sektora OZE, co dodatkowo niekorzystnie wpłynęło na kondycję gospodarczą landu.

U wybrzeży wysuniętego najdalej na północny – wschód landu działają obecnie cztery farmy wiatrowe. Według Deutsche WindGuard GmbH mają one łączną moc 1100 MW. Całkowita moc turbin wiatrowych zbudowanych u niemieckich wybrzeży Morza Północnego jest znacznie wyższa i wynosi 6700 MW. Największa niemiecka farma wiatrowa na Morzu Bałtyckim „Gennaker”o mocy 865 MW ma powstać dziesięć kilometrów na północ od Darß. W obawie przed niedogodnościami dla ptaków wędrownych i odpoczywających z powodu tworzących ją ponad 100 turbin stowarzyszenie ochrony środowiska Nabu złożyło sprzeciw wobec pozwolenia na budowę dla tej inwestycji.

Zgodnie z intencją rządu federalnego do 2045 roku na niemieckich wodach morskich ma zostać zainstalowanych co najmniej 70 turbin wiatrowych o mocy 7,8 gigawata. Ta skala inwestycji przyciąga zainteresowanie inwestorów. Na niemiecki rynek wiatrowej chce wejść m.in. norweska Grupa Aker. Założona w XIX wieku firma ma korzenie w przemyśle okrętowym, ale w następstwie odkryć ropy naftowej u wybrzeży Norwegii w latach 60. sprzedała zakłady stoczniowe i koncentruje się na biznesie naftowym i gazowym. Spółka zamierza skoncentrować się na turbinach, które będą instalowane na pływających fundamentach. To technologia o dużym potencjale, ponieważ obszary, w których nadal można zakotwiczyć fundamenty w ziemi dla turbin wiatrowych, są ograniczone, podczas gdy obszary głębokowodne dają dużo większe perspektywy ekspansji. Możliwe jest także przenoszenie takich systemów po pewnym czasie w inne miejsce Pływające turbiny wiatrowe również mogą stać się jednak czynnikiem konfliktu celów między przemysłem a lobby ochrony mórz.

Niemcy mają też pewien problem z przygotowaniem portów na nadchodzącą ekspansję energetyki wiatrowej na morzu. Ich infrastruktura musi zostać szybko rozbudowana z myślą o transformacji energetycznej. We wspólnym oświadczeniu WAB i Federalnego Stowarzyszenia Małych i Średnich Przedsiębiorstw (BVMW) oba podmioty mówią o ogromnych możliwościach rozwoju dla średniej wielkości firm w związku z transformacją energetyczną. Z ich punktu widzenia wymaga to wybudowania ciężkiej infrastruktury portowej do załadunku dużych ilości ogromnych komponentów turbin wiatrowych. Największa obecnie farma wiatrowa planowana na niemieckim Morzu Północnym o mocy 900 megawatów składa się z 60 turbin wiatrowych o mocy 15 megawatów każda. Trzeba dla niej wyprodukować odpowiednio dużą liczbę fundamentów, części wież, gondoli i łopat wirnika o długości znacznie przekraczającej 100 metrów. Ponadto planowany jest rozwój zdolności elektrolizera do produkcji „zielonego” wodoru. Demontaż, konserwacja i modernizacja farm wiatrowych również będą wymagały zwiększenia zdolności do obsługi dużych i ciężkich komponentów.

Ponadto porty muszą zostać rozbudowane do skali „wielofunkcyjnych lokalizacji”, które łączą wartość dodaną na lądzie z zależnymi od pogody placami budowy na morzu. W ten sposób będą mogły przyczynić się do redukcji CO2 i tworzyć realnie funkcjonującą gospodarkę o obiegu zamkniętym, a tym zwiększać zatrudnienie, łącząc ekspansję produkcyjną, demontaż i recykling, a także powiązane systemy sieci produkcyjnych. Z punktu widzenia WAB porty i stocznie mają stać się w ten sposób „strategicznymi elementami łączącymi cele ochrony klimatu z wartością dodaną i zatrudnieniem w gospodarce”. Obecnie według BVMW żaden port w Niemczech nie spełnia tego warunku. Jak jednak widać środowiska gospodarcze w naszym niedalekim sąsiedztwie mają świadomość tego, co nadzy zrobić. Warto wyciągać z tego odpowiednie wnioski.