Sławomir Doburzyński

Ważna prawda o złożoności czasów, w których żyjemy, dotyczy rozproszenia i peryferyjności wiedzy. Jej źródła i przepływy są trudne do opisania i uchwycenia, powstaje często nie tam, gdzie się jej spodziewamy i oczekujemy. Wielu szczecińskich i warszawskich użytkowników Facebooka zwraca w tym kontekście uwagę na pracę Jaremy Piekutowskiego i jego „obywatelskie” analizy stanu pandemii. To cieszący i zarazem niepokojący przekaz o naszej zbiorowej kondycji.

Przede wszystkim godzi się oddać głos samemu Jaremie Piekutowskiemu, który co pewien czas wytrwale analizuje dostępne dane dotyczące skali i dynamiki epidemii. Tym razem na podstawie danych z Worldometers dla 27 państw Unii Europejskiej dla ostatnich 10 dni określa on pozycję Polski w skali kontynentu na froncie zmagań z koronawirusem. Polska jest wysoko w rankingu państw UE o najniższej liczbie przypadków COVID-19 na milion mieszkańców przy wysokiej liczbie ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców. Autor badania przy zastosowaniu metod statystycznych podzieliłe państwa na te, w których w ostatnich 10 dniach występował trend wzrostowy liczby aktywnych przypadków COVID-19 (różnica pomiędzy tymi, którzy zachorowali a tymi, którzy wyzdrowieli lub zmarli), trend płaski (bez zmian lub równoważące się wzrosty i spadki) oraz trend spadkowy (coraz mniej aktywnych przypadków). W ponad połowie państw (55,6%) wystąpił trendem spadkowym, i to jest dobra wiadomość. W Polsce ma miejsce trend jest płaski, i to jest gorsza wiadomość. Rośnie w państwach takich jak Estonia, Węgry, Słowenia i Bułgaria (wśród nowej UE) i Belgia, Holandia, Szwecja (wśród starej UE). Zainteresowanych odsyłam do źródła: https://www.facebook.com/jarema.piekutowski/posts/10219612160951939

Godzi się też – za samym Jaremą Piekutowskim – oddać sprawiedliwość Jackowi Baranieckiemu wspierającemu tę przenikliwość. Obaj przyjmą, mam nadzieję, ze zrozumieniem moją uwagę, że ich praca pochodzi z peryferii szeroko rozumianego systemu. Żaden z nich nie jest pracownikiem wiodących rządowych instytucji, ich kooperacja opiera się też zarówno na szczecińskich korzeniach, jak i fizycznej obecności (na stałe przynajmniej jednego z nich) z dala od stołecznego centrum walki z kryzysem. Nie sposób przy tym nie zauważyć, że tego rodzaju wiedza i jej przekaz nie są obecne w publicznej narracji źródeł, od których można by jej oczekiwać.

Życie i praca na peryferiach ma sens.