Przemysław Łonyszyn

O smogu mówi się dużo. O smogu mówi wielu. Smog ma wielki wypływ na życie ludzi. Mimo to tylko niewielu wie, czym tak naprawdę jest smog, którego nazwa łączy dwa anglojęzyczne wyrazy: smoke (dym) i fog (młga).

Dwa typy smogu

Typologia smogu jest prosta. Mamy albo smog typu londyńskiego, zwany czasami klasycznym, albo smog fotochemiczny. Różnią się dość mocno między sobą, choć zwykle bardzo często są mylone. Smog londyński pojawia się w niskich temperaturach przy niskim pułapie chmur lub podczas mgły. Warunki te powodują, że w powietrzu zatrzymane są cząsteczki stanowiące efekt uboczny niepełnego lub nieprowidowanego spalania węgla – w uproszczeniu mówiąc to sadza, WWA (czyli wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, głównie benzopiren) plus tlenki węgla. Skalę zanieczyszczeń wyrażamy stężeniem cząstek pyłu o rozmiarach 2,5 μm (pm 2,5), 10 μm (pm 10), oraz wspomnianych WWA.

Według raportu IOŚ-PIB w Polsce w roku 2017 głównym źródłem zanieczyszczenia są procesu spalania. W przypadku pm 2,5 to 72%, w przypadku pm 10 to 65%, a w przypadku WWA to aż 84%. Najwyższe stężenie smogu londyńskiego obserwujemy zwykle we wczesnych godzinach porannych.

Smog fotochemiczny to efekt emisji do atmosfery tlenków azotu i LZO (lotnych związków organicznych), które na skutek reakcji chemicznych zachodzących przy niezbędnym udziale energii słonecznej tworzą ozon i azotany peroksyacylu. Warto tutaj przypomnieć, że ozon w stratosferze jest dobrodziejstwem dla człowieka, o tyle w warstwie niższej – troposferze – jest niezwykle groźny.

Jeśli chodzi o tlenki azotu to głównym ich źródłem, wg raportu IOŚ-BIP, są procesy spalania – 41% oraz transport drogowy – 37%. Głównym źródłem emisji LZO jest wykorzystanie rozpuszczalników i innych podobnych produktów – 30% oraz procesy spalania – 23%. W ciągu dnia najwyższe stężenie smogu fotochemicznego obserwujemy w godzinach największego nasłonecznienia (przedział może się różnić w zależności od specyfiki miasta, ale zwykle są to godziny wczesnopopołudniowe).

Wspominany raport IOŚ-BIP dokonuje podziału procesów spalania na trzy sektory: w przemyśle, poza przemysłem (głównie na potrzeby ocieplania domów) oraz wytwarzanie energii.

W przypadku pierwszego typu smogu dominuje w Polsce spalanie pozaprzemysłowe. Dla pm 10 jest to 72% wszystkich emisji pochodzących z procesów spalania a dla pm 2,5 to 65%. Ze zrozumiałych względów (sezon grzewczy) wymienione tutaj procenty są jeszcze wyższe w okresie jesienno-zimowym.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku procesów spalania i emisji związków chemicznych odpowiedzialnych za smog fotochemiczny. Dla LZO dominującym wciąż jest spalanie pozaprzemysłowe (73%), to jednak w przypadku tlenków azotu  jest to produkcja i transformacja energii (51,5%).

Elementem wzmacniającym smog jest inwersja termalna, z którą mamy do czynienia, gdy masy powietrza nad danym terytorium jest chłodniejsze od mas powietrza znajdujących się powyżej. Zanieczyszczenie nie ma wówczas drogi ucieczki. Dzieje się tak głównie na skutek ukształtowania terenu, np. gdy miasto jest otoczone wzgórzami albo wzgórzami i morzem. Ratunkiem, choć tylko czasowym, jest deszcz.

Rozwiązania?

W Polsce mamy do czynienia głównie ze smogiem londyńskim. Smog fotochemiczny jest charakterystyczny dla takich miast jak: Los Angeles, Meksyk, czy Santiago de Chile. W Europie doskwiera szczególnie mieszkańcom Aten i Madrytu. To oczywiście tylko nieliczne przykłady, bo liczba takich miast rośnie.

Aby poradzić sobie ze smogiem w Londynie wprowadzono zakaz używania pieców opalanych węglem w całym mieście – Clean Air Act z 1956 roku. Wydaje się, że dla polskich miast, jak Kraków, Żywiec, Rybnik, Nowy Sącz, Pszczyna i inne, podobne regulacje prawne są niezbędne. Niestety w kraju, gdzie węgiel nazywany był czarnym złotem a górnicy stanowią ważną politycznie grupę społeczną, jest to trudne do zrealizowania. I to w kraju, który importuje węgiel z tak odległych krajów jak Kolumbia czy Australia. Ograniczenia w ruchu pojazdów z silnikami diesla, szczególnie ciężarowych, stanowią tutaj temat zastępczy, aby decydenci mogli pokazać wyborcom, że jednak coś w temacie smogu robią. Każde działanie w kierunku poprawy jakości powietrza jest dobre, jednak problemu w ten sposób na pewno nie uda się rozwiązać.

W przypadku smogu fotochemicznego rozwiązaniem jest kontrola emisji tlenków azotu, jak np. instalacje katalityczne w elektrociepłowniach. W przypadku transportu drogowego wykorzystanie pojazdów zeroemisyjnych. Auta elektryczne – w przypadku ciężarówek to jednak jeszcze melodia przyszłości – są wciąż jeszcze droższe od pojazdów napędzanych paliwami kopalnymi, co faworyzuje bogate kraje w walce ze smogiem. W krajach mniej bogatych rozwiązaniem są choćby strategie ograniczania dostępu pojazdów lub organizacja ruchu w sposób ograniczający emisje tlenków azotu – największa jest na pierwszym i drugim biegu, których używamy poszukując miejsca parkingowego lub ruszając spod świateł. W Polsce smog fotochemiczny występuje jednak sporadycznie, z czego powinniśmy się cieszyć.

Polskie normy

Rozmawiając o smogu w naszym kraju nie można pominąć jednego ważnego elementu – norm alarmowych dotyczących smogu. Do 2012 roku w Polsce obowiązywał przepis, że alarm obowiązuje, gdy stężenie pyłów pm 10 (czyli cząsteczek o średnicy nie większej niż 10 μm) w powietrzu osiągnie poziom 200 μg/m3. W 2012 roku przepis zmieniono i wartość graniczną… podniesiono do 300 μg/m3, natomiast na wcześniejszym poziomie utworzono tzw. poziom informowania. Obie wartości dotyczą nie wskazań chwilowych, ale średniodobowych. Dopiero po licznych głosach sprzeciwu środowisk ekologicznych w październiku 2019 roku normy zostały zaostrzone i wynoszą obecnie 100 μg/m3 (poziom informowania) i 150 μg/m3 (poziom alarmowy).

Jak to wygląda w innych krajach UE? We Francji poziom alarmowy to 80 μg/m3, we Włoszech jeszcze niżej bo 75 μg/m3, w Belgii 70 μg/m3, w Finlandii i Niemczech 50 μg/m3. W opuszczającej Unię Europejską Wielkiej Brytanii poziom alarmowy zaczyna się od 101 μg/m3. Jak wynika z analizy organizacji PAS (Polski Alarm Smogowy) polskie normy nawet po zmianach należą do najbardziej liberalnych w UE. Warto dodać, że poziom akceptowany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) dla średniodobowego stężenia pm 10 to poniżej 50 μg/m3. Dla niektórych polskich miast to wartość nieosiągalna w sezonie grzewczym! Dość powiedzieć, że stosując normy francuskie w Krakowie średnio w roku alarm byłby ogłaszany ponad 100 razy.

Po raz kolejny mamy dowód ignorancji wiedzy i faktów ze strony osób decyzyjnych w naszym kraju. Przejawia się to później na opinie większości obywateli, co obserwujemy nie tylko w przypadku wyborów, ale także w trakcie tzw. dyskusji publicznej. Szczególnie groźne jest mylenie dwóch typów smogu, które prowadzi do stosowania nieskutecznych środków zapobiegawczych.

Na bieżąco stan powietrza można śledzić na stronie: https://aqicn.org/map/world/pl.

Przemysław Łonyszyn – doktor nauk o Ziemi specjalizujący się w charakterach miast, socjolog, dziennikarz (związany swego czasu z TVP Szczecin); autor książek beletrystycznych i literatury faktu; uznany znawca kultury, historii oraz sportu Hiszpanii; organizator imprez kulturalnych; działacz samorządowy.