Sławomir Doburzyński

Państwo w realny sposób angażuje lokalną administrację i społeczności w tworzenie kultury życia z koronawirusem. Dla wielu samorządów na Pomorzu Zachodnim to trudna, ale potrzebna próba wdrażania nowej podmiotowości i skuteczności działania. 

Początek roku szkolnego wprowadził nową optykę w postrzeganiu epidemii koronawirusa i walki z nią. Rządzący doszli do wniosku, że to właściwy moment, by zabezpieczyć się przed ponownym zamknięciem całego kraju, groźnym dla gospodarki, ale też destrukcyjnym dla społeczeństwa. Lepiej zatem starać się identyfikować zagrożenia w wymiarze terytorialnym i reagować adekwatnie do ich zasięgu. Z jednej strony prowadzi to do określania map zagrożeń, z drugiej – do przenoszenia na poziom lokalny decyzji choćby o tym, czy i w jakim stopniu nauka w szkołach ma być ograniczana bądź wręcz przenoszona w tryb zdalny. To samo od kilku tygodni przerabiamy w zakresie wyznaczania zasięgu ponadstandardowych ograniczeń sanitarnych w żółtych i czerwonych strefach. Tym samym po miesiącach wdrażania, testowania, krytykowania i modyfikowania różnych praktyk i rozwiązań jako państwo odkryliśmy istotę regionalizmu i lokalności, w ramach której jest ono silne zdolnością do reagowania i funkcjonowania swych składowych – lokalnych społeczności i samorządu. O ile – jak pisaliśmy – strefowanie w istocie nieco fałszuje rzeczywistość, bo na szkielecie gmin i powiatów określa zasięg interwencji państwa, to już włączenie do tej logiki systemu edukacji stawia sprawy nieco z głowy na nogi. Pod warunkiem, że uda się przy tym odbudować elementarne zaufanie między poszczególnymi szczeblami administracji nadwątlone zwłaszcza rosnącymi obciążeniami lokalnych finansów.

Stare – nowe podejście co do zasady służy stosunkowo silnym i dobrze zorganizowanym społecznościom lokalnym zdolnym do identyfikacji wyzwań i wdrażania adekwatnych rozwiązań oraz organizowania na ich rzecz własnych potencjałów. Gorzej jest z samorządami i społecznościami o słabszych strukturach, niższym kapitale społecznym, oddalonych od ośrodków miejskich. Taka właśnie jest specyfika wielu gmin w głębi Pomorza Zachodniego i na znacznym obszarze Pomorza Środkowego. Tu rodzi się potrzeba poważnego, odpowiedzialnego podejścia do samorządności, w której rolę wspierającą wobec wymiaru powiatowego pełni samorząd regionalny. Można postawić tezę, że jego ewentualna obojętność wobec dalej od stolic regionów położonych ośrodków w dłuższej perspektywie odbiłaby się pogłębieniem marginalizacji środowisk na rubieżach województw pomorskiego i zachodniopomorskiego. Tak w konkretnej rzeczywistości kryzysu epidemicznego ujawnia się sens zmagań o realną samorządność na Pomorzu Środkowym, ale także w biedniejszych gminach wewnątrz regionów.

Godzi się jeszcze przywołać inną istotną tezę związaną z refleksją regionalistyczną odniesioną do realiów, z którymi się zmagamy. Jak wyżej stwierdzono, stabilne społeczności mogą dysponować większym kapitałem społecznym i zdolnością do wewnętrznej mobilizacji, ale też być mniej podatne do nawiązywania współpracy w ramach większych struktur, adekwatnie do rzeczywistej skali zagrożeń i potrzeb – do funkcjonowania w ramach obszarów funkcjonalnych. To także należy uwzględnić w ramach formułowania polityki intraregionalnej na Pomorzu Zachodnim w dobie epidemii. Pozostawienie małej, biednej gminy samej sobie z jej systemem oświatowym i zdolnościami finansowymi np. do zwiększenia interwencji w sferze społecznej może oznaczać skazywanie jej na trwałą dysfunkcyjność. Wobec tego należy szukać rozwiązań osadzających problemy i rozwiązania w skali, która zapewni efektywność działań. To nic nowego, samorząd województwa zachodniopomorskiego od kilku lat w taki sposób stara się kształtować system programowania rozwoju i przygotowanie do pozyskiwania środków unijnych. Sytuacja epidemiczna stwarza doskonałą okazję, by to podejście potraktować jeszcze poważniej i zasiąść do uzgodnień skutkujących realnym działaniem.

Pozostaje pytanie, czy tego rodzaju racjonalny sposób rozumienia samorządności i funkcjonowania państwa, z którym w przyspieszonym tempie oswaja się administracja państwa, zostanie zaakceptowany przez najbardziej zainteresowanych. Fakt, że dotychczas gminy i powiaty były raczej konsekwentnie przyzwyczajane do wzmacniania centralizmu działania jako paradygmatu efektywnego państwa. Lokalne społeczności zdążyły już też doświadczyć tego, że są obdarzane nie tylko (i nie zawsze) odpowiedzialnością, ale też kosztami decyzji zapadających na górze. Tak było przede wszystkim z ostatnią reformą systemu oświatowego i likwidacją gimnazjów. Teraz dostają szansę, by wobec władzy oraz własnych społeczności zawalczyć o sukces w dostosowywaniu się do zmagań z koronawirusem i jego następstwami. Ten sukces i realne upodmiotowienie warte jest tego, by wejść w taktyczne i strategiczne sojusze z innymi samorządami oraz każdym gotowym do współpracy podmiotem.

Terytorium dla wirusa – mamy o czym myśleć

 

Obszary funkcjonalne w miejsce podziałów terytorialnych