Zbigniew Jagniątkowski
Sektor morskich farm wiatrowych w Polsce przyspiesza. Nagle paląca okazuje się kwestia zapewnienia dla niego odpowiedniej floty. Czy nastąpi jej budowa w kraju i co to oznacza dla Szczecina?  
Gdynia zostanie wskazana w specjalnej rządowej uchwale jako miejsce, w którym powstanie terminal instalacyjny na potrzeby budowy farm wiatrowych na morzu.
Zapisy uchwały mają przeciąć dyskusje na temat lokalizacji terminalu i będą wiążące dla organów administracji. Uchwała Rady Ministrów ma też wskazywać całą ścieżkę finansowania prac. Koszt budowy terminalu szacowany jest na około 500 mln złotych. Prawdopodobnie oprócz portu w Gdyni jako naturalnego inwestora będzie w nią zaangażowany  budżet państwa. Zlokalizowany w Polsce terminal jest niezbędny do tego, by udział krajowych przedsiębiorstw w programie budowy farm wiatrowych na morzu wyniósł co najmniej 50 %. Inwestycja powinna zostać ukończona do 2024 roku, aby terminal mógł obsłużyć pierwsze prace budowlane na morzu, prowadzone przez inwestorów morskich farm wiatrowych. Projekt jest już na etapie komitetu stałego Rady Ministrów, a decyzję o jego realizacji na konferencji branży offshore zapowiedział pełnomocnik rządu ds. morskiej energetyki wiatrowej Zbigniew Gryglas.
Port Gdynia jest najbliżej położony (od strony wschodniej) względem obszarów morskich w polskiej strefie przybrzeżnej, przeznaczonych do lokalizacji morskich farm wiatrowych. Lokalizacja zaplecza logistycznego dla elementów budowy morskich farm wiatrowych w Gdyni spełnia niezbędne wymagania dla tego typu obiektów – DOWNVInD (Distant Offshore Windfarms with No Visual Impact in Deepwater). Poza tym Port Gdynia spełnia wszystkie warunki nawigacyjne do obsługi statków instalacyjnych typu „jack-up” oraz „dynamic positioning”. Za wyborem Gdyni dla przeprowadzenia inwestycji przemawia silna branża TSL (transport, spedycja i logistyka), obecność firm specjalizujących się w produkcji na rynek offshore, rozwój projektu Doliny Logistycznej oraz bogate zaplecze naukowe i doświadczenie w kształceniu kadr na kierunkach morskich. Niemniej szczęściu w przyznaniu decyzji lokalizacyjnej pomogło samo miasto i jego gospodarcze zaplecze. W 2019 roku Port Gdynia wraz z gminą Kosakowo, miastem Rumią oraz miastem Gdynia podpisał list intencyjny w sprawie budowy morskich farm wiatrowych na południowym wybrzeżu Bałtyku. Gdyński port chyba nie jest specjalnie zaskoczony przygotowywaną przez rząd decyzją, bo ostatnio został członkiem organizacji WindEurope zrzeszającej ponad 400 członków w 30 krajach największej organizacji związanej z branżą offshore na świecie.
Fakty są takie jakie są i trudno z nimi dyskutować. Branża offshore napędzana globalnymi trendami, rządowymi decyzjami i inwestycjami energetycznych koncernów będzie się w Polsce rozwijać. Póki co na tym boomie w większym stopniu zyska wschodnia część wybrzeża, gdzie determinacja i skala podejmowanych przedsięwzięć jest duża. Znaczenie sektora i jego potencjał sprawiają jednak, ze wciąż bardzo wiele pozostaje jednak do zrobienia, a przedsięwzięcia inwestycyjne i rozwiązania organizacyjne dają szanse zdynamizowania w oparciu o morską energetykę wiatrową całego polskiego wybrzeża. Przede wszystkim wciąż w powijakach pozostaje dyskusja o potrzebach rozwoju produkcji stoczniowej na rzecz powstających farm oraz ich przyszłej eksploatacji. Agencja Rozwoju Przemysłu utworzyła grupę przemysłową Baltic integrującą aktywa dawnej Stoczni Gdańsk Baltic Operator. Przez ostatnie kilkanaście lat tworzące ją podmioty zdobywały doświadczenie w zakresie sektora onshore, a realizowana strategia rozwoju prowadzi bezpośrednio do wejścia na rynek offshore dysponując kapitałem zakładowym w wysokości 600 milionów złotych. Doświadczenia w produkcji wyspecjalizowanych konstrukcji stalowych na użytek branży oil and gas oraz morskiej energetyki wiatrowej posiada też Energomontaż-Północ Gdynia, inna spółka z portfela ARP. Na Forum Wizja Rozwoju w Gdyni wiceprezes Agencji Mateusz Berger zapowiedział, że jest ona w stanie finansować zarówno polskich, ale nie tylko, przedsiębiorców tak, aby ten ekosystemu rozwoju sektora. Podczas tej samej konferencji Grzegorz Strzelczyk, prezes Lotos Petrobaltic, postawił tezę, że zostało ledwie kilka miesięcy na powołanie do życia narodowego operatora offshore wind, który m.in. zlecałby budowę statków instalacyjnych dla farm wiatrowych i prace serwisowe w kontakcie z inwestorami. Skoro proces inwestycyjny statków instalacyjnych trwa minimum ok. 36 miesięcy, zgodnie z polityką energetyczną farmy wiatrowe mają zacząć działać w latach 2023-2025, to kluczowy element układanki zawodzi. Bez szybkiej decyzji zagraniczni operatorzy będą budować farmy wiatrowe dla polskich koncesjonariuszy na polskim szelfie.
Wiosną 2018 roku przedstawiciele Stoczni Szczecińskiej przedstawiali to zagadnienie Zbigniewowi Gryglasowi, wówczas szefowi sejmowej komisji zajmującej się rozwojem energetyki odnawialnej w Polsce. Od tamtej pory sprawy nie ruszyły jednak z miejsca, gównie po stronie „szczecińskiej”. Wiele wskazuje na to, że oprócz terminalu w porcie Gdyni także inne elementy nowej, dynamiczne rozwijającej się branży, przy zaangażowaniu publicznych środków znajdą lokalizację raczej we wschodniej części Wybrzeża.
Według zamierzeń rządu, w 2030 roku w polskiej części Bałtyku powinny pracować farmy wiatrowe o mocy rzędu 8 GW. Wyliczenia ekspertów mówią o tym, że do 2030 roku stworzy to 77 tysięcy miejsc pracy w całym kraju, wygeneruje około 60 miliardów złotych wartości dodanej do PKB i 15 miliardów wpływów z tytułu podatków CIT i VAT. Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku odegrają kluczową rolę w transformacji energetycznej Polski ku gospodarce niskoemisyjnej, przyczyniając się do zagwarantowania bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz pomagając w walce z zanieczyszczeniami powietrza.