Największą satysfakcję powinniśmy dziś odczuwać z tych przedsięwzięć, które nie były owocem radykalnej rewolucji i gwałtownego zrywu, ale następstwem mozolnych przygotowań i wytrwałej realizacji całej społeczności. To trudne. Jeszcze poważniejsze wyzwanie polega na zrozumieniu, że takie osiągnięcia zmieniają bardzo wiele, są źródłem zobowiązania. Rozejrzyjmy się dookoła. Już nie elementarny brak, ale osiągnięty status staje się dla nas źródłem wyobrażeń o przyszłości i zobowiązania wobec niej.

W ostatnich dniach szczecińskie wydanie „Gazety Wyborczej” zaliczyło Zachodniopomorski Szlak Żeglarski do grona najważniejszych dla regionu inwestycji ostatnich 75 lat – czasu liczonego od zakończenia II wojny światowej. Samorządowcy, którzy 14 lat temu podpisywali w Mielnie list intencyjny w tej sprawie, mieli prawdopodobnie zupełnie inne wyobrażenia o tym przedsięwzięciu niż to, co faktycznie zostało osiągnięte. Wszyscy trochę inaczej myśleliśmy o otaczającym nas świecie, ale na szczęście zapał i pozytywna energia przezwyciężyły początkowe obawy.

U zarania projektu budowy Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego leżały dwie motywacje. Pierwsza, którą wówczas – w pierwszych latach XXI wieku – najczęściej podawałem, związana była z potrzebą stworzenia właściwych warunków dla uprawiania żeglarstwa. Odbywały się Etapowe Regaty Turystyczne i wiele innych imprez, turyści zawijali do przystani pamiętających złote lata 60., a niektóre odziedziczone nawet po okresie przedwojennym i z braku punktów odniesienia cieszyli się tym, czym dysponowaliśmy. Szybko jednak zaczynało brakować miejsc, a niedoinwestowana infrastruktura coraz bardziej ulegała dewastacji. Nasze aspiracje, jak w wielu innych dziedzinach życia, właśnie wtedy zaczęły współgrać z faktyczną zmianą na lepsze w jakości dróg, infrastruktury komunalnej czy też instytucjami kultury. To, co było, przestało nam wystarczać.

Motywacja pierwsza, wywodząca się z praktyki żeglarskiej, płynnie przechodziła zatem w drugą, odwołującą się do wizji nowoczesnego społeczeństwa. Początkowo można było odnieść wrażenie, że ta nowoczesność także dotyczyć będzie stosunkowo wąskiego grona żeglarzy, samorządowców zainteresowanych poprawą wizerunku swoich miejscowości, turystów przybywających latem na Pomorze Zachodnie i chętnych do odwiedzania miejsc pachnących przygodą na wodzie. Aspiracje i potrzeby wybuchły jednak zwielokrotnione, gdy okazało się, że się da, a zwłaszcza wtedy, gdy standard i jakość okazały się dostępnymi, obecnymi w codziennym życiu lokalnych społeczności wartościami. Zachodniopomorski Szlak Żeglarski stanowił dla tych małych ośrodków  przejaw sprawczości i zespołowego udziału w sukcesie wynoszącym na nowy poziom funkcjonowania w rynku turystycznym, w polskiej modernizacji. Na wielkich targach branżowych żeglarze z całej Europy dowiadywali się, że w zagubionym zakątku Zalewu Szczecińskiego jest przystań, której nowoczesna infrastruktura niczym nie ustępuje takim samym obiektom w Holandii czy Niemczech – tyle że jest nowsza, woda czystsza, ludzie przyjaźni, a wkoło wiele innych podobnych lokalizacji. Dziś w wielu spośród takich miejsc w obrębie Szlaku myśli się o dalszej rozbudowie, bo coraz bardziej doskwiera brak miejsc.

W pewnym momencie dotarła do mnie nieco podświadoma, jeszcze istotniejsza, ta druga motywacja. Na jaw wyszło to, czego wszyscy potrzebowaliśmy szukając właściwej formy dla podjęcia wspólnego działania i uzyskania nieco mimochodem jakościowej zmiany i nowego sposobu opowiadania o naszym otoczeniu i sposobie bycia nad Bałtykiem, nad Zalewem, nad Odrą. Zachodniopomorski Szlak Żeglarski wszystkim nam się udał, bo był projektem cywilizacyjnym, którego potrzebowaliśmy. Polegał na wspólnie rozpoznawanym celu, odważnym przekierowaniu na ten cel środków, wytrwałości w realizacji złożonego projektu, który trafił w swój czas, a przy tym odpowiadał zapotrzebowaniu na wiarygodną opowieść o nas samych. Stanowił skok jakościowy i zapotrzebowanie na jakość tworzył. W tym sensie wydobył z nas to, co cenne i warte pielęgnowania. Nie wszyscy z nas muszą kochać żeglarstwo, ale żyjąc tu i teraz potrafimy się cieszyć przynależnością do środowiska, które nad wodą i z wody żyje, dla którego taki świat jest prawdziwy.

Nowe przystanie nie rozwiązały wszystkich problemów i same z siebie nie staną się społecznym i gospodarczym sercem regionu. Dziś warto już sobie zadać pytanie, czy ważniejszy był ten postęp i przełamanie braku i niemocy, jakich w Szlaku dokonaliśmy, czy może wyzwania i możliwości, jakie on przed nami otworzył? Zawsze potrzebny jest jakiś Szlak, ale czy nie powinno być tak, że stanowi on dla innych dopiero początek prawdziwej pracy nad nowoczesnym biznesem, nad poszerzaniem oferty turystycznej i zachęcaniem młodych ludzi do aktywnego spędzania czasu? To nie tylko inwestycja, ale także wielkie pytania o to, na ile jesteśmy w stanie otwierać nowe możliwości w oparciu o to, co dał dzień wczorajszy. Przecież nie jesteśmy barbarzyńcami, aspirujemy do miana społeczności cywilizowanej, która raczej właśnie tworzy i rozwija, a nie pasożytuje na tym, co posiądzie. Mamy zatem prawo oczekiwać od siebie, że skala i charakter zmiany uzdatnią nas też do postępu. Może zresztą chcę ciągle jeszcze za wiele.

Uważam jednak, że to w tej perspektywie jest sens myśleć dzisiaj o minionych dekadach naszej obecności na Pomorzu Zachodnim, dorobku i sposobie funkcjonowania społeczeństwa oraz struktur reprezentujących go władz, o potencjałach i strategiach działania, a zwłaszcza o pokoleniach, którym przekażemy to dziedzictwo. Potrzebowaliśmy najpierw zmian przełamujących schemat niemocy i kolor szarości w otoczeniu, przemian tego rodzaju, które dotykały nas naprawdę i we właściwym punkcie. Nie w każdym aspekcie było to możliwe i nie we wszystkim zaszliśmy tak daleko, jak to było możliwe, nawet w warunkach peryferyjności, nawet wtedy, gdy nie na wszystko wystarcza pieniędzy. Wciąż jeszcze – jestem pewien – wiele ocen będzie odwoływać się przede wszystkim do porównania z tym, gdzie dziś są „inni”, te regiony i miasta, które stanowią dla nas naturalny, bo oswojony punkt odniesienia. Może jednak pora najwyższa, by poważna refleksja skłoniła nas do wyznaczenia nowego horyzontu. Bądźmy wobec siebie szczerzy – w jakiej kategorii występuje nasza przeszłość i czy możliwa jest inna scenografia w działaniach dla przyszłości? Diagnozując stan turystyki i dotyczących jej trendów mogę z przekonaniem stwierdzić, że mistrzostwo w jednej dziedzinie nie jest warte jednego czy drugiego miejsca na podium w innych konkurencjach. Osiągnęliśmy – w skali kraju, ale także Europy – naprawdę wiele, tym większa potrzeba, by utrzymać, wzmocnić pozycję, spojrzeć dalej i odważniej w przyszłość. Miejmy odwagę sprawdzić, przekonać samych siebie i naszych następców, że nie jesteśmy barbarzyńcami. Zasługujemy na zmiany cywilizacyjne, bo takie są już naszym udziałem.