Tymczasem sam temat bywa spychany na margines debaty publicznej. Rybołówstwo bałtyckie przestało być sektorem o masowym znaczeniu zatrudnieniowym, a jego udział w strukturze gospodarki narodowej jest relatywnie niewielki. W efekcie dyskusja o przyszłości połowów dotyczy coraz węższego kręgu interesariuszy: armatorów, przetwórców, administracji morskiej, części środowisk naukowych oraz społeczności nadbrzeżnych. W szerszym dyskursie rozwojowym dominują inne wątki – energetyka offshore, logistyka portowa, turystyka czy transformacja klimatyczna. Rybołówstwo funkcjonuje niejako w cieniu tych megatrendów, a jego problemy – choć dotykają konkretnych regionów i grup społecznych – nie przebijają się do głównego nurtu debaty.
Ma to również wymiar symboliczny. Bałtyk, postrzegany coraz częściej przez pryzmat degradacji środowiskowej i kryzysu stad dorsza, stał się przykładem ograniczeń eksploatacyjnego modelu gospodarowania zasobami. W takiej narracji pytanie o „powrót sukcesu” może być odbierane jako próba rewindykacji przeszłości, zamiast poszukiwania nowego paradygmatu. Jednak właśnie dlatego warto je stawiać – nie w sensie nostalgicznego odtwarzania dawnych realiów, lecz jako element refleksji nad tym, jak pogodzić ochronę ekosystemu z utrzymaniem funkcji gospodarczych morza.
Tabuizacja tematu wynika także z napięcia między ochroną przyrody a interesem ekonomicznym. W debacie publicznej często przeciwstawia się te dwa porządki, co utrudnia prowadzenie zniuansowanej rozmowy o warunkach, w których odbudowa połowów mogłaby iść w parze z poprawą stanu środowiska. Tymczasem nowoczesne zarządzanie zasobami morskimi opiera się na założeniu, że trwałość ekonomiczna jest możliwa tylko przy zachowaniu trwałości ekologicznej. Oznacza to, że ewentualny „sukces” nie może być mierzony wyłącznie tonami złowionych ryb, lecz stabilnością stad, przewidywalnością kwot, rentownością przedsiębiorstw i akceptacją społeczną.
W tym sensie pytanie o przyszłość połowów na Bałtyku ma charakter strategiczny, nawet jeśli dziś wydaje się niszowe. Dotyczy bowiem zdolności regionów nadmorskich do utrzymania kompetencji morskich, ciągłości kulturowej i zróżnicowanej struktury gospodarczej. Marginalizacja tej kwestii może prowadzić do nieodwracalnej utraty kapitału ludzkiego i instytucjonalnego, którego odbudowa byłaby w przyszłości znacznie trudniejsza niż sama odbudowa stad ryb. Dlatego dyskusja – nawet jeśli prowadzona w wąskim gronie – pozostaje zasadna. Warunkiem jest jednak odejście od myślenia w kategoriach powrotu do przeszłości i skupienie się na tym, czy i w jaki sposób Bałtyk może stać się przestrzenią zrównoważonej, nowoczesnej działalności połowowej w realiach XXI wieku.
Mierzymy się z tym wyzwaniem, chcemy dać impuls do nowej rozmowy, Służy temu analiza Instytutu Studiów Regionalnych „Czy sukces rybołówstwa jest jeszcze możliwy?”. Chyba warto, by pobudziła do rozmowy, polemiki, krytyki. Jesteśmy dojrzałym społeczeństwem, jeśli potrafimy w ten sposób dyskutować o naszej przeszłości i przyszłości mierząc się z teraźniejszością.
Analiza dostępna jest TUTAJ.