Tomasz Augustyn
Ta lektura pozwala lepiej zrozumieć obszar, który ma fundamentalne znaczenie dla naszych nordyckich sojuszników.
Arktyka przestaje być geograficznym marginesem światowej polityki. Topniejący lód otwiera nowe szlaki żeglugowe, zwiększa dostępność surowców i odsłania przestrzeń, która jeszcze niedawno uchodziła za zbyt odległą, zbyt surową i zbyt kosztowną, aby mogła stać się przedmiotem bezpośredniej rywalizacji mocarstw. Dziś właśnie tam coraz wyraźniej koncentrują się interesy militarne, energetyczne, gospodarcze i wywiadowcze Rosji, Stanów Zjednoczonych, Chin oraz państw europejskich. Kenneth R. Rosen w książce „Wojna o Arktykę Rywalizacja mocarstw o biegun północny” opublikowanej ostatnio przez niezawodne wydawnictwo Prześwity opisuje ten proces, podróżując od Alaski i Islandii po Grenlandię i Skandynawię oraz rozmawiając z naukowcami, badaczami, rybakami, żołnierzami i funkcjonariuszami Straży Przybrzeżnej Stanów Zjednoczonych. Z jego relacji wyłania się obraz Arktyki znajdującej się w stanie nieustannej geopolitycznej i ekologicznej rekalibracji, w którym zmiana klimatu nie osłabia znaczenia terytorium, lecz przeciwnie – radykalnie je zwiększa.
Książka ukazuje się w momencie, gdy zdolność Stanów Zjednoczonych do stabilizowania sytuacji na dalekiej Północy słabnie, natomiast obecność Rosji i Chin staje się coraz bardziej widoczna. Rosen próbuje wyjaśnić, czym jest rodząca się nowa zimna wojna w Arktyce, jakie ma historyczne źródła, do czego może doprowadzić i dlaczego jej konsekwencje dotyczą również ludzi mieszkających daleko na południe od koła podbiegunowego. Autor zauważa, że dla osób obserwujących sytuację w Arktyce w ostatnich latach możliwość konfliktu przestała być abstrakcyjnym scenariuszem. Ocieplenie regionu zostało odczytane przez państwa arktyczne i pozaarktyczne jako możliwość ekspansji, dostępu do surowców, kontroli nowych tras oraz wzmocnienia obecności wojskowej. W rezultacie obszar, który przez długi czas przedstawiano jako przestrzeń współpracy, stopniowo zbliża się do progu otwartego konfliktu. Niestabilność na Grenlandii, północnym Atlantyku czy należącym do Norwegii archipelagu Svalbard nie musi automatycznie prowadzić do wojny. Rosen pokazuje jednak, że zmieniły się zarówno częstotliwość prowokacji, jak i potencjalna skala ich następstw. Rosyjscy agenci wywiadu, atomowe okręty podwodne, państwa azjatyckie określające się jako „bliskoarktyczne”, nocne przerwy w działaniu podmorskich systemów łączności, uszkadzanie infrastruktury przesyłowej oraz sabotaż gazociągów przestają być odrębnymi incydentami. Układają się w szerszy obraz rywalizacji prowadzonej poniżej progu wojny. Towarzyszy temu wzrost liczby jednostek rybackich wykorzystywanych do zadań o charakterze militarnym lub wywiadowczym, rozwój potencjału jądrowego oraz przesuwanie środków publicznych z regionalnych przedsięwzięć nastawionych na rozwój lokalnych społeczności w stronę wydobycia zasobów i finansowania obronności.
Jedną z najważniejszych tez Rosena jest bezpośredni związek pomiędzy zmianą klimatu a militaryzacją Arktyki. Topnienie lodu nie tylko poprawia dostępność szlaków i złóż, lecz także zwiększa możliwość prowadzenia operacji wojskowych, rozbudowy infrastruktury oraz trwałego rozmieszczania sił. Rosja wykorzystała tę zmianę znacznie szybciej i konsekwentniej niż Stany Zjednoczone. Rozwinęła zdolności działania w ekstremalnie niskich temperaturach, rozbudowała obecność wojskową i stworzyła flotę lodołamaczy, której skala nie ma odpowiednika w żadnym innym państwie. Ponownie uruchomiła i zmodernizowała blisko 50 baz z okresu zimnej wojny, rozmieszczonych wzdłuż około 24 tys. kilometrów arktycznego wybrzeża. W tym samym czasie Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych ograniczała się do rozważania ponownego otwarcia dawnej bazy w Adak na Alasce oraz możliwości budowy portu głębokowodnego w Utqiagvik. Dysproporcja jest szczególnie widoczna w zakresie infrastruktury arktycznej. Stany Zjednoczone próbują utrzymać zdolność operacyjną poprzez remontowanie przestarzałych i nadmiernie eksploatowanych lodołamaczy, podczas gdy Rosja dysponuje liczną i nowoczesną flotą, obejmującą jednostki o napędzie atomowym. Rosen pokazuje również, że Finlandia, należąca obecnie do NATO, budowała kolejne lodołamacze dla Rosji. Jednocześnie loty rosyjskich bombowców strategicznych w międzynarodowej i neutralnej przestrzeni powietrznej Arktyki, a także w strefie identyfikacji obrony powietrznej Alaski, nie należą do rzadkości. Rosja testuje więc zarówno gotowość techniczną, jak i polityczną reakcję Zachodu. Zdaniem Rosena Stany Zjednoczone muszą odpowiedzieć na tę lukę przede wszystkim poprzez wzmocnienie baz wojskowych i ochronę infrastruktury krytycznej, w tym rurociągów naftowych, systemów komunikacyjnych oraz obiektów energetycznych. Problem polega jednak na tym, że amerykańskie siły mają ograniczone doświadczenie w prowadzeniu operacji przy użyciu współczesnych technologii w ekstremalnych warunkach arktycznych. Zdolność do rozmieszczenia wojsk na północy nie jest równoznaczna z możliwością długotrwałego utrzymywania ich gotowości, zaopatrywania, komunikowania i ochrony. Arktyka obnaża różnicę między deklarowaną obecnością a rzeczywistą zdolnością operacyjną.
Przez długi czas region ten postrzegano jako naturalnie odizolowany od głównych napięć międzynarodowych. Surowy klimat, trudna dostępność i wysokie koszty miały działać jak geograficzna bariera chroniąca go przed intensywną rywalizacją. Dziś przekonanie to okazuje się naiwne. Politycy europejscy i północnoamerykańscy coraz częściej traktują Arktykę nie jako wyjątkową strefę pokoju, lecz jako potencjalny teatr wojny. Rosen podkreśla, że skomplikowana sieć interesów narodowych, współzależności i wzajemnych zobowiązań, połączona z gwałtownym ociepleniem regionu, wytworzyła sytuację bardziej niebezpieczną niż w wielu dekadach zimnej wojny. Autor wskazuje, że strategiczne znaczenie związku pomiędzy zmianą klimatu a militaryzacją Arktyki zaczęto powszechniej rozumieć dopiero około 2010 roku. Wówczas stało się jasne, że stopniowe otwieranie się północnych szlaków może skrócić podróż tankowców, frachtowców i statków pasażerskich płynących z Azji Wschodniej do Europy Zachodniej nawet o około dwa tygodnie. Ominięcie Kanału Sueskiego dawałoby istotne korzyści czasowe i kosztowe, ale prowadziłoby przez przestrzeń w dużej mierze kontrolowaną lub politycznie zdominowaną przez Rosję. Nowy korytarz handlowy stał się więc nie tylko szansą ekonomiczną, lecz także potencjalnym narzędziem strategicznej zależności.
Waszyngton zaczął poważniej dostrzegać te konsekwencje dopiero po 2022 roku. Administracja amerykańska przygotowała bardziej spójną strategię arktyczną, a następnie rewidowała ją i analizowała na poziomie różnych departamentów, w tym jeszcze w maju 2024 roku. Rosen uważa jednak, że odpowiedź pozostaje powolna, nieskoordynowana i niedostatecznie finansowana. Ograniczenia budżetowe, opóźnienia w programie nowych lodołamaczy Polar Security Cutter oraz trudności z realizacją kluczowych inwestycji pokazują szerszy problem niedoinwestowania regionu i braku przygotowania do strategicznej rywalizacji. Wszystko to utrudni Stanom Zjednoczonym odzyskanie pozycji jednej z głównych potęg arktycznych. Autor okazuje zrozumienie żołnierzom i funkcjonariuszom amerykańskim, którym powierzono rozległe zadania przy zbyt małych zasobach i niedostatecznym wyposażeniu. Znacznie mniej wyrozumiałości ma wobec administracji stanowej i federalnej, której zarzuca opieszałość, wahanie i organizacyjną niekompetencję. Jego zdaniem wieloletnia niezdolność Ameryki do utrzymania i rozbudowy potencjału na dalekiej Północy wykracza daleko poza niedobory sprzętu. Jest to problem instytucjonalny, obejmujący planowanie, koordynację, logistykę, analizę zagrożeń oraz zdolność do konsekwentnego realizowania długoterminowej strategii. Słabości dotyczą między innymi świadomości domenowej. Amerykańskie instytucje mają skłonność do niedoceniania możliwości przeciwnika, ponieważ oceniają go przez pryzmat własnych ograniczeń i doświadczeń. Powstaje ryzyko błędnego założenia, że skoro określone działania są trudne dla Stanów Zjednoczonych, to muszą być równie trudne dla Rosji lub Chin. Problemy występują także w komunikacji. Łączenie jednostek bojowych za pośrednictwem satelitów i systemów radiowych na globalnej Północy pozostaje trudniejsze niż na niższych szerokościach geograficznych. Do tego dochodzą ograniczenia logistyczne: zamrażanie paliwa, awarie pojazdów, psucie się sprzętu mechanicznego, problemy z transportem i zaopatrzeniem oraz niewielka liczba portów i lotnisk zdolnych do obsługi dużych operacji.
Mimo alarmistycznego tonu książka nie sprowadza się do tworzenia wizji nieuchronnego podboju Arktyki. Rosen zwraca uwagę, że Stany Zjednoczone nie muszą przejmować Grenlandii, aby realizować na niej swoje cele wojskowe i strategiczne. Na podstawie traktatu zawartego z Danią w 1951 roku Amerykanie już dysponują bardzo szerokimi możliwościami rozmieszczania sprzętu i personelu wojskowego na tym półautonomicznym terytorium. Posiadają więc dostęp, którego nie muszą uzyskiwać poprzez zmianę granic lub własności politycznej wyspy. Jak zauważyła Caroline de Gruyter na łamach holenderskiego „NRC”, Donald Trump był wielokrotnie informowany, że Dania jest gotowa zaoferować Stanom Zjednoczonym niemal wszystkie praktyczne korzyści, których mogłyby oczekiwać, łącznie z porozumieniami dotyczącymi eksploatacji grenlandzkich złóż pierwiastków ziem rzadkich. Nie dawałoby to jednak Trumpowi możliwości budowania spektaklu politycznego, demonstrowania siły, zastraszania partnerów i przedstawiania sojuszników NATO jako podmiotów, które powinny podporządkować się amerykańskiej woli. Rosen sugeruje, że retoryka przejęcia Grenlandii ma zatem więcej wspólnego z polityką prestiżu i dominacji niż z racjonalną oceną potrzeb bezpieczeństwa. Odsuwanie od siebie Danii byłoby strategicznie nieracjonalne. Jest ona wieloletnim i lojalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a duńscy żołnierze walczyli u boku Amerykanów w Iraku i Afganistanie. Jednocześnie Dania nie może po prostu przekazać Grenlandii bez utraty własnej pozycji geopolitycznej w Arktyce. Jeżeli jednak Grenlandczycy zdecydują się w przyszłości na niepodległość albo zawrą odrębne porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi, Kopenhaga może i tak utracić znaczną część wpływów. Przyszłość wyspy zależy więc nie tylko od relacji amerykańsko-duńskich, lecz także od aspiracji samych Grenlandczyków.
Amerykańskie zainteresowanie Grenlandią nie jest nowe. Rosen przypomina, że pragnienie kontrolowania tej wyspy towarzyszy Stanom Zjednoczonym niemal od początku ich istnienia. Nie tyle sama retoryka Trumpa o przejęciu terytorium okazała się dla autora zaskakująca, ile kontrast między groźbami a rzeczywistą słabością amerykańskiej obecności arktycznej. Publiczne sugerowanie możliwości inwazji na Grenlandię odbywa się w czasie, gdy Stany Zjednoczone nie są w stanie rozwiązać własnych problemów infrastrukturalnych i operacyjnych na Alasce oraz w szerszym regionie. Ambicje pozostają więc niewspółmierne do posiadanych zasobów. Rosen przedstawia szereg działań, które amerykańscy ustawodawcy i administracja powinni podjąć natychmiast. Po pierwsze, konieczna jest znaczna poprawa systemu obronnego i bardziej racjonalne rozmieszczenie zasobów przeznaczonych do działań arktycznych. Bazy, sprzęt, personel i systemy rozpoznania powinny znajdować się w miejscach odpowiadających rzeczywistym zagrożeniom oraz możliwościom operacyjnym, a nie być utrzymywane wyłącznie z powodów politycznych lub historycznych. Stany Zjednoczone powinny ratyfikować Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Brak ratyfikacji osłabia ich pozycję w sporach dotyczących granic szelfu kontynentalnego, eksploatacji zasobów i praw do obszarów morskich. Waszyngton próbuje kształtować reguły w Arktyce, nie będąc formalnie pełnym uczestnikiem podstawowego systemu prawnego regulującego użytkowanie mórz. Autor postuluje wreszcie utworzenie Strategii Wywiadowczej Stanów Zjednoczonych dla Arktyki oraz powołanie krajowego menedżera odpowiedzialnego za wywiad arktyczny w Biurze Dyrektora Wywiadu Narodowego. Obecna wiedza jest rozproszona pomiędzy wiele instytucji, a brak jednego ośrodka odpowiedzialności utrudnia tworzenie spójnego obrazu zagrożeń. Potrzebna jest nie tylko obserwacja aktywności wojskowej, lecz również analiza inwestycji, transportu morskiego, działalności badawczej, rybołówstwa, ruchów ludności i finansowania projektów infrastrukturalnych.
Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zdaniem Rosena muszą intensywniej wymieniać dane wywiadowcze oraz opracować wspólne plany wykrywania, odstraszania i reagowania na operacje hybrydowe i działania w szarej strefie. Arktyczna rywalizacja nie będzie prawdopodobnie rozpoczynać się od otwartego ataku. Bardziej prawdopodobne są zakłócenia łączności, incydenty wokół infrastruktury, działania prowadzone pod osłoną badań naukowych lub rybołówstwa, sabotaż, presja ekonomiczna i prowokacje trudne do jednoznacznego przypisania konkretnemu państwu. Jednocześnie potrzebne są mechanizmy ograniczające ryzyko niekontrolowanej eskalacji. W regionie o niewielkiej liczbie kanałów komunikacyjnych, trudnych warunkach i rosnącej obecności sił strategicznych nawet lokalny incydent może zostać błędnie odczytany. Bezpośrednia komunikacja, procedury ostrzegania i uzgodnione zasady reagowania powinny chronić zarówno Stany Zjednoczone, jak i ich sojuszników przed przypadkowym przejściem od rywalizacji do konfliktu zbrojnego. Rosen opowiada się także za wzmacnianiem krajowych i sojuszniczych alternatyw dla inwestycji pochodzących z państw zewnętrznych. Społeczności arktyczne potrzebują kapitału, infrastruktury i miejsc pracy, co może czynić je podatnymi na oferty rosyjskie lub chińskie. Sama krytyka zagranicznych inwestycji nie wystarczy. Zachód musi zapewnić wiarygodne źródła finansowania, aby przeciwdziałać próbom uzależniania regionu, przejmowania infrastruktury oraz wywierania wpływu politycznego poprzez projekty gospodarcze. Autor popiera wykorzystanie obrazowania geoprzestrzennego i zaawansowanych technologii obserwacyjnych do badania zasobów mineralnych oraz złóż pierwiastków ziem rzadkich. Rosnące zapotrzebowanie na surowce niezbędne dla energetyki, elektroniki i przemysłu obronnego sprawia, że Arktyka będzie coraz ważniejsza gospodarczo. Eksploatacja musi jednak uwzględniać zarówno bezpieczeństwo strategiczne, jak i ochronę środowiska oraz prawa lokalnych społeczności.
W odniesieniu do Grenlandii Rosen wspiera jej starania o zbliżenie z Unią Europejską, a nawet przyszłe członkostwo, oraz wejście do Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu. Takie rozwiązania mogłyby zwiększyć gospodarcze i polityczne zakotwiczenie wyspy w strukturach zachodnich bez podważania jej podmiotowości. Jednocześnie autor jednoznacznie odrzuca pomysł jej zakupu przez Stany Zjednoczone jako rozwiązanie niepotrzebne, destabilizujące i sprzeczne z zasadami współpracy między sojusznikami. Nie wszystkie rekomendacje wydają się jednak równie realistyczne. Rosen postuluje między innymi kontynuowanie dekarbonizacji amerykańskiej gospodarki oraz osiągnięcie neutralności emisyjnej do 2050 roku. W obecnych warunkach politycznych mało prawdopodobne jest, aby administracja Stanów Zjednoczonych konsekwentnie realizowała wcześniejsze zobowiązania klimatyczne. Tymczasem w logice autora ograniczenie zmian klimatu pozostaje jednocześnie elementem ochrony środowiska i bezpieczeństwa, ponieważ dalsze ocieplenie będzie zwiększać dostępność Arktyki, skalę eksploatacji oraz intensywność rywalizacji militarnej.
Rosen kończy analizę podkreśleniem, że stabilność regionu wymaga znalezienia wspólnego języka nie tylko między państwami, lecz również między człowiekiem a środowiskiem naturalnym. Islandia, od dawna ucząca się życia w bezpośrednim związku z siłami przyrody, stanowi tu ważny punkt odniesienia. Arktyki nie można traktować wyłącznie jako pustej przestrzeni przeznaczonej do podziału, wydobycia i militaryzacji. Jest ona środowiskiem życia lokalnych społeczności i jednym z najważniejszych regulatorów globalnego klimatu. Autor zauważa jednak trwałą lukę między deklaracjami a rzeczywistymi działaniami. Ludzie, instytucje i rządy regularnie zapowiadają ambitne strategie arktyczne, ale osiągają znacznie mniej, niż zamierzali. Odległość, klimat, koszty, brak infrastruktury i administracyjna bezwładność wciąż ograniczają możliwość realizacji najbardziej zdecydowanych planów. Problem polega na tym, że podobna luka dotyczy przede wszystkim Zachodu, podczas gdy Rosja przez lata konsekwentnie budowała zdolności, które dziś dają jej przewagę.
„Polar War” jest dzięki temu czymś więcej niż opisem militarnej rywalizacji. To reportaż o przestrzeni, w której kryzys klimatyczny, surowce, infrastruktura, historia, ambicje mocarstw i los lokalnych społeczności zostały splecione w jeden system. Książka unika nadmiaru pobocznych wątków i dostarcza wyjątkowo dużej liczby istotnych informacji. Jej najważniejszy przekaz jest zarazem prosty i niepokojący: Arktyka nie staje się strategiczna dopiero teraz. Strategiczna była od dawna. Dopiero teraz jednak lód przestaje ukrywać skalę rywalizacji, która już się tam rozpoczęła.
