Tomasz Augustyn
Szwecja przed wyborami: przewaga opozycji nie oznacza jeszcze prostego powrotu socjaldemokratów do władzy
Szwecja wchodzi w ostatnie dwa tygodnie kampanii wyborczej w sytuacji wyraźnie odmiennej od tej sprzed czterech lat. Wybory do Riksdagu, a równocześnie do władz regionalnych i komunalnych, odbędą się 13 września 2026 roku. Głosowanie przedterminowe już trwa. Na poziomie sondażowym przewagę ma obóz opozycyjny skupiony wokół Socjaldemokratów Magdaleny Andersson, ale politycznie sytuacja jest znacznie bardziej złożona niż sugerowałaby sama różnica poparcia między blokami. Najważniejszym problemem szwedzkiej sceny politycznej nie jest dziś bowiem wyłącznie odpowiedź na pytanie, kto wygra wybory, lecz kto po nich będzie w stanie zbudować większość zdolną do rządzenia.
W sierpniowym badaniu SVT/Verian partie opozycyjne – Socjaldemokraci, Zieloni, Partia Centrum i Partia Lewicy – uzyskiwały łącznie 53,9 proc. poparcia, wobec 43,9 proc. dla czterech partii tworzących zaplecze porozumienia Tidö: Moderatów, Szwedzkich Demokratów, Chrześcijańskich Demokratów i Liberałów. Inne badania pokazują mniejszą, ale nadal wyraźną przewagę opozycji. Ipsos pod koniec sierpnia dawał jej 52,4 proc., a obozowi rządowemu 45,6 proc. Nie jest więc uprawnione traktowanie pojedynczego sondażu jako prognozy wyniku, ale kierunek jest czytelny: przez znaczną część kadencji obóz rządowy pozostawał w defensywie, a w końcówkę kampanii wchodzi z pozycji goniącego.
Największą siłą opozycji pozostaje Magdalena Andersson i jej Socjaldemokraci. Partia utrzymuje poparcie w okolicach 30 proc. i jest zdecydowanie największym ugrupowaniem w kraju. W badaniu Demoskop z przełomu lipca i sierpnia uzyskiwała 30,2 proc., a w Verian 30,5 proc. Socjaldemokraci mają również szeroką przewagę w zakresie postrzegania kompetencji programowych: w badaniu SVT/Verian byli wskazywani jako ugrupowanie posiadające najlepszą politykę w czterech z dziewięciu kluczowych dziedzin, podczas gdy Moderaci zajmowali pierwsze miejsce w trzech. Nie oznacza to jednak odbudowy dawnej socjaldemokratycznej hegemonii. Szwedzka polityka jest dziś trwale wielobiegunowa. Socjaldemokraci są największą partią, ale nie są w stanie samodzielnie stworzyć większości. Ich potencjalna większość zależy od ugrupowań, które pozostają ze sobą w głębokim konflikcie – przede wszystkim od Partii Centrum i Partii Lewicy. Tutaj znajduje się największa słabość obecnej przewagi opozycji.
Dwa bloki, ale już nie dwa spójne obozy
Obecny rząd Ulfa Kristerssona powstał po wyborach w 2022 roku na podstawie porozumienia Tidö. Formalnie tworzą go Moderaci, Chrześcijańscy Demokraci i Liberałowie, natomiast Szwedzcy Demokraci zapewniają większość parlamentarną i mają bardzo duży wpływ na politykę migracyjną, bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości. W 2026 roku kolejnym krokiem ma być potencjalne wejście Szwedzkich Demokratów bezpośrednio do rządu. Kristersson zapowiedział już, że w przypadku zwycięstwa cztery partie Tidö miałyby współtworzyć gabinet, choć pozostaje spór o podział najważniejszych resortów. Jest to symbolicznie istotna zmiana. Jeszcze kilka lat temu głównym pytaniem szwedzkiej polityki było to, czy inne ugrupowania w ogóle mogą współpracować ze Szwedzkimi Demokratami. Dzisiaj spór dotyczy już raczej zakresu ich udziału w rządzie. Proces normalizacji SD jako jednego z głównych graczy systemowych zaszedł więc bardzo daleko.
Paradoks polega na tym, że partia Jimmiego Åkessona może ponownie okazać się silniejsza od Moderatów. W badaniu Demoskop SD miało 20,2 proc., Moderaci 16,8 proc. Sierpniowy sondaż Novus wskazuje, że różnica między obydwoma ugrupowaniami mieści się już w granicy błędu statystycznego. Oznacza to fundamentalne przesunięcie wewnątrz szwedzkiej prawicy. Nie jest już oczywiste, że Moderaci są jej naturalnym centrum, a SD jedynie partnerem wspierającym. Jeśli obecny obóz utrzyma władzę, Szwecja może więc otrzymać rząd znacznie bardziej otwarcie przesunięty na prawo niż gabinet z poprzedniej kadencji. Problemem tego scenariusza jest jednak najsłabsze ogniwo porozumienia Tidö – Liberałowie.
Liberalowie mogą zdecydować o losach całego systemu
Szwedzki system wyborczy przewiduje czteroprocentowy próg wejścia do Riksdagu. W sierpniowym badaniu SVT/Verian Liberałowie mieli zaledwie 1,9 proc. poparcia. W badaniu Demoskop było to 2,4 proc. To nie jest marginalny szczegół. Jeśli Liberałowie nie przekroczą progu, duża część głosów oddanych na obecny obóz rządowy nie zostanie przeliczona na mandaty. Przy wyrównanym wyniku może to przesądzić o większości parlamentarnej. Dlatego końcówka kampanii może przynieść klasyczne dla szwedzkiej polityki zjawisko stödröstning – głosowania strategicznego, w którym wyborcy większej partii oddają głos na mniejszego koalicjanta, aby pomóc mu przekroczyć próg. Tym razem jednak sytuacja jest trudniejsza niż w poprzednich kampaniach. Liberałowie nie tylko znajdują się bardzo daleko od 4 proc., ale także mają problem z własną tożsamością polityczną. W badaniu SVT dotyczącym kompetencji programowych zajmowali ostatnie miejsce w niemal wszystkich analizowanych obszarach poza edukacją.
Ich słabość jest skutkiem głębszego procesu. Liberalna, centroprawicowa przestrzeń polityczna została rozciągnięta między współpracą ze Szwedzkimi Demokratami a bardziej tradycyjnym liberalizmem społecznym. Część wyborców, którym nie odpowiada rosnąca rola SD, odpływa do Partii Centrum. To właśnie Centrum stało się jednym z największych zwycięzców lata: w badaniu Verian wzrosło z 5,4 proc. w czerwcu do 8 proc. w sierpniu. Tym samym szwedzka polityka ujawnia bardzo interesujący proces: centroprawicowy elektorat dzieli się według stosunku do Szwedzkich Demokratów.
Centrum rośnie, ale komplikuje zwycięstwo Andersson
Wzrost Partii Centrum pomaga całej opozycji, ale jednocześnie utrudnia jej przyszłe rządzenie. Centrum nie jest bowiem klasycznym ugrupowaniem lewicowym. Pozostaje partią liberalną gospodarczo, silnie zakorzenioną w prowincji i zdecydowanie niechętną Partii Lewicy. Liderka Centrum Elisabeth Thand Ringqvist opowiada się za szeroką centrową formułą rządową z udziałem Socjaldemokratów, Centrum, Zielonych i – potencjalnie – Chrześcijańskich Demokratów, ale stawia wyraźną granicę wobec udziału Vänsterpartiet w rządzie.
Partia Lewicy stawia żądanie dokładnie odwrotne: chce uczestniczyć w przyszłym rządzie i deklaruje, że nie zamierza automatycznie wspierać gabinetu, z którego zostałaby wykluczona. To nie jest wyłącznie spór personalny. Centrum i Lewica różnią się w kwestii opodatkowania, rynku pracy, przedsiębiorczości, polityki socjalnej i roli państwa. Przykładem jest jeden z ważniejszych postulatów Socjaldemokratów – likwidacja potrącenia za pierwszy dzień choroby, tzw. karensavdrag. Centrum stanowczo się temu sprzeciwia, argumentując, że rozwiązanie zwiększyłoby koszty przedsiębiorstw.
Podobne napięcia występują pomiędzy Socjaldemokratami i Zielonymi. S popiera budowę nowych elektrowni jądrowych, podczas gdy Zieloni są temu przeciwni. Zieloni chcą również bardziej liberalnej polityki migracyjnej, podczas gdy Andersson wyraźnie sygnalizuje utrzymanie restrykcyjnego kursu w tej dziedzinie. W konsekwencji może dojść do sytuacji pozornie paradoksalnej: opozycja może zdecydowanie wygrać wybory, ale stworzenie nowego rządu może być trudniejsze niż samo pokonanie Tidö.
Szwecja przesunęła się na prawo nawet wtedy, gdy może wygrać lewica
To prawdopodobnie najważniejsza cecha obecnej kampanii. Ewentualny powrót Magdaleny Andersson na stanowisko premiera nie oznaczałby powrotu Szwecji do polityki sprzed dekady. Podstawowe osie debaty zostały w ciągu ostatnich lat wyraźnie przesunięte. Najlepiej widać to w polityce migracyjnej. Dawny model szwedzkiego liberalizmu migracyjnego został w znacznej mierze porzucony nie tylko przez prawicę, ale również przez Socjaldemokratów. Ewentualny rząd Andersson prawdopodobnie nie dokona zasadniczej liberalizacji tej polityki. Podobnie trudno oczekiwać większego odwrotu w dziedzinie bezpieczeństwa, walki z przestępczością zorganizowaną czy polityki obronnej. Reuters zwraca uwagę, że w przypadku zwycięstwa Andersson zmiany byłyby prawdopodobnie znacznie większe w polityce społecznej niż w migracji, obronności czy wsparciu Ukrainy.
Oznacza to, że sukces Szwedzkich Demokratów należy mierzyć nie tylko liczbą mandatów. Ich największym osiągnięciem może być przesunięcie całego centrum politycznego w stronę problemów, które przez lata definiowali jako pierwsi: migracji, integracji, przestępczości, tożsamości i bezpieczeństwa. Jeżeli więc we wrześniu zmieni się premier, nie musi zmienić się zasadniczy kierunek państwa w tych obszarach.
Kampania 2026 jest jednak bardziej socjalna niż kampania 2022
Jednocześnie tegoroczne wybory różnią się od poprzednich hierarchią tematów. W 2022 roku kampanię zdominowały ceny energii, przestępczość, migracja i narastający kryzys bezpieczeństwa. W 2026 roku najbardziej palącą kwestią dla wyborców jest ochrona zdrowia. W badaniu Verian aż 64 proc. respondentów zalicza ją do najważniejszych problemów wyborczych. Na kolejnych miejscach znajdują się bezpieczeństwo i porządek publiczny oraz szkoła, a szybko rośnie znaczenie opieki nad osobami starszymi. Energetyka spadła natomiast na dziewiąte miejsce w hierarchii problemów. Migracja pozostaje ważna, ale nie dominuje już nad pozostałymi zagadnieniami. To zmienia teren politycznej rywalizacji. Prawica nadal posiada przewagę w części kwestii bezpieczeństwa, ale socjaldemokraci zyskują możliwość prowadzenia kampanii na tematach klasycznie dla nich korzystnych: ochronie zdrowia, usługach publicznych, kosztach życia i bezpieczeństwie socjalnym. Jest to jeden z powodów, dla których obecny rząd próbuje przesunąć debatę w stronę poprawiającej się sytuacji gospodarczej.
Gospodarka zaczyna pomagać rządowi, ale prawdopodobnie zbyt późno
Pod koniec sierpnia rząd podwyższył prognozę wzrostu PKB Szwecji w 2026 roku z 2,3 do 2,5 proc. i oczekuje podobnej dynamiki w 2027 roku. Inflacja wyraźnie spadła, realne dochody gospodarstw domowych zaczynają się odbudowywać, poprawia się również sytuacja konsumpcyjna. To może tłumaczyć obserwowane w drugiej połowie sierpnia lekkie zawężenie różnicy między blokami. SVT wskazuje, że wyborcy coraz lepiej oceniają pracę rządu i własną sytuację ekonomiczną. Rząd próbuje więc zbudować narrację bardzo klasyczną: przejęliśmy państwo w czasie inflacji, kryzysu energetycznego i pogorszenia bezpieczeństwa, a oddajemy je w momencie przyspieszającego wzrostu, niskiej inflacji i silniejszej obronności. Towarzyszą temu propozycje obniżenia części podatków, wsparcia rodzin oraz kosztów życia.
Problem polega na tym, że statystyczna poprawa koniunktury nie musi natychmiast przekładać się na doświadczenie gospodarstw domowych. Część wyborców nadal odczuwa skutki wcześniejszego wzrostu cen, wysokich kosztów mieszkań i pogorszenia dostępności usług publicznych. To właśnie różnica pomiędzy makroekonomiczną poprawą a społecznym odczuciem dobrobytu może być jednym z kluczowych czynników wyborów.
Kristersson walczy o władzę, Åkesson o zmianę hierarchii na prawicy
W tej kampanii nie toczy się zatem jedna walka, lecz co najmniej trzy równocześnie. Pierwsza dotyczy stanowiska premiera: Ulf Kristersson kontra Magdalena Andersson. Druga przebiega wewnątrz prawicy: czy Moderaci zachowają status głównej partii rządzącej, czy też Szwedzcy Demokraci staną się największym ugrupowaniem tego obozu. Trzecia rozgrywa się w centrum: czy Partia Centrum zdoła trwale zagospodarować wyborców liberalnych niechętnych współpracy z SD, a Liberałowie przetrwają jako samodzielna siła parlamentarna. Właśnie druga i trzecia rywalizacja mogą mieć długofalowo większe znaczenie niż sam wynik wrześniowych wyborów.
Jeżeli SD wyprzedzi Moderatów, powstanie pytanie, jak długo partia słabsza wyborczo może pozostawać naturalnym liderem całej prawicy. Jeśli jednocześnie Liberałowie wypadną z parlamentu, stary szwedzki blok centroprawicowy zostanie jeszcze mocniej przebudowany. Moderaci będą znajdowali się pomiędzy dużą narodowo-konserwatywną partią po prawej stronie i odradzającym się liberalnym Centrum po stronie środka.
Wynik wyborów może więc otworzyć etap negocjacji, a nie go zamknąć
Na niecałe dwa tygodnie przed wyborami najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje zwycięstwo bloku skupionego wokół Magdaleny Andersson. Przewaga w kilku niezależnych badaniach jest znaczna, choć w ostatnich dniach nieco się zmniejsza. Jednak szwedzka ordynacja i logika parlamentaryzmu powodują, że wynik procentowy będzie dopiero pierwszym etapem. Jeżeli Liberałowie nie przekroczą 4 proc., szanse Kristerssona na utrzymanie większości dramatycznie maleją. Jeżeli próg przekroczą dzięki głosowaniu strategicznemu, rywalizacja może stać się znacznie bardziej wyrównana. Jeżeli zwycięży opozycja, Magdalena Andersson będzie musiała znaleźć formułę pozwalającą pogodzić gospodarczo liberalne Centrum, Lewicę domagającą się udziału w rządzie i Zielonych różniących się z S w energetyce i migracji. Co więcej, problemy te mają już odzwierciedlenie w elektoratach. Aż 78 proc. wyborców Centrum deklaruje negatywny stosunek do udziału Partii Lewicy w rządzie, a jednocześnie 19 proc. wyborców Moderatów nie chce obecności Szwedzkich Demokratów w gabinecie.
Szwecja nie zmierza więc ku prostemu odtworzeniu dawnego podziału lewica–prawica. Przeciwnie, wybory 2026 mogą utrwalić nową strukturę systemu: silnych Socjaldemokratów w centrum-lewicy, potężnych Szwedzkich Demokratów na prawicy, osłabionych Moderatów jako potencjalnego pośrednika pomiędzy nimi a tradycyjnym centrum oraz kilka mniejszych ugrupowań posiadających zdolność blokowania większości.
Z polskiego punktu widzenia najważniejsze jest przy tym to, że niezależnie od wyniku wyborów nie należy oczekiwać zasadniczej zmiany strategicznego kursu Szwecji. Członkostwo w NATO, wzmacnianie obronności, poparcie dla Ukrainy, twarde podejście do bezpieczeństwa wewnętrznego i bardziej restrykcyjna niż dekadę temu polityka migracyjna weszły już do szerokiego konsensusu. Główna zmiana po ewentualnym zwycięstwie Andersson dotyczyłaby raczej proporcji między polityką fiskalną, usługami publicznymi i redystrybucją niż podstawowej orientacji geopolitycznej państwa.
Szwedzkie wybory warto więc obserwować nie jako klasyczny pojedynek lewicy z prawicą, lecz jako test nowego modelu politycznego państwa nordyckiego. Dawny konsensus liberalno-socjaldemokratyczny uległ rozpadowi, ale nowy system jeszcze się nie ustabilizował. Szwedzcy Demokraci zostali włączeni do głównego nurtu polityki, Socjaldemokraci zaakceptowali część przesunięcia w prawo w sprawach migracji i bezpieczeństwa, Centrum próbuje odbudować autonomiczne liberalne centrum, a tradycyjni Liberałowie walczą wręcz o przetrwanie.
13 września Szwedzi zdecydują więc nie tylko o tym, kto zostanie premierem. W znacznej mierze zdecydują, który z kilku konkurencyjnych modeli politycznych stanie się punktem odniesienia dla Szwecji w drugiej połowie dekady.
