Tomasz Augustyn

Symulacja gry wojennej przeprowadzonej w Niemczech oraz analiza realnego potencjału militarnego państw bałtyckich pokazują, że wschodnia flanka NATO znalazła się w punkcie krytycznym. Region znacząco wzmocnił zdolności obronne, lecz nadal pozostaje podatny na szybkie działania faktów dokonanych ze strony Rosji.

Symulacja gry wojennej przeprowadzona wspólnie przez Niemieckie Centrum Gier Wojennych Uniwersytetu Bundeswehry im. Helmuta Schmidta w Hamburgu oraz redakcję dziennika „Die Welt” stanowi jedno z najbardziej znaczących ostrzeżeń dotyczących realnej zdolności NATO – a w szczególności Europy – do reagowania na ograniczoną, lecz celowo zaprojektowaną agresję ze strony Rosji. Przedstawione 5 lutego 2026 r. wnioski nie miały charakteru prognostycznego w sensie ścisłym, lecz diagnostyczny: ich celem było ujawnienie mechanizmów decyzyjnych, strukturalnych słabości i psychologii eskalacji w warunkach presji czasu, niejednoznaczności prawnej i braku pełnej spójności politycznej w ramach Sojuszu.

Scenariusz symulacji został osadzony w realiach końca 2026 r., które – choć hipotetyczne – odpowiadają obecnym trendom geopolitycznym. Zakładano istnienie kruchego zawieszenia broni na Ukrainie, zamrażającego konflikt, lecz pozostawiającego Rosji kontrolę nad zajętymi terytoriami. Jednocześnie, po manewrach „Zapad 2026”, znaczna część rosyjskich sił pozostała na terytorium Białorusi, co stworzyło trwałe zaplecze operacyjne przy wschodniej flance NATO. W tym kontekście Moskwa, powołując się na wywołany przez siebie „kryzys humanitarny” w obwodzie królewieckim, wystąpiła z żądaniem utworzenia korytarza tranzytowego przez Litwę. Odmowa Wilna oraz eskalacja incydentów granicznych stały się pretekstem do rozpoczęcia przez Rosję ograniczonej operacji wojskowej, której celem było stworzenie militarnego korytarza przez przesmyk suwalski, w szczególności poprzez zajęcie rejonu Mariampola – kluczowego węzła logistycznego na styku Litwy, Polski, Białorusi i rosyjskiej eksklawy.

Jednym z najbardziej niepokojących ustaleń symulacji była reakcja – a właściwie jej brak – po stronie NATO. Stany Zjednoczone, wobec narracji o „interwencji humanitarnej”, nie wyraziły jednoznacznej zgody na uruchomienie art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Niemiecka brygada stacjonująca na Litwie nie podjęła działań bojowych, a Polska – mimo przeprowadzenia mobilizacji – nie zdecydowała się na wysłanie wojsk. W efekcie, przy użyciu relatywnie niewielkich sił liczących około 15 tysięcy żołnierzy, Rosja w ciągu kilku dni była w stanie uzyskać dominację militarną nad państwami bałtyckimi. Symulacja unaoczniła, jak skuteczna może być strategia faktów dokonanych, oparta na szybkości, ograniczonej skali działań i wykorzystaniu niejednoznaczności polityczno-prawnej.

Z perspektywy niemieckiej kluczowym wnioskiem okazała się strukturalna niezdolność do szybkiego i jednoznacznego działania militarnego. Decyzje Berlina w symulacji były zdominowane przez dążenie do wewnętrznego konsensusu, obawy przed niekontrolowaną eskalacją oraz silną zależność od przywództwa USA. Pierwsze reakcje obejmowały sankcje gospodarcze, demonstracyjne działania morskie na Bałtyku oraz uruchomienie procedur ochrony ludności i zabezpieczenia gospodarki. Brakowało jednak gotowości do natychmiastowego, zdecydowanego przeciwdziałania militarnego, co w praktyce oznaczało akceptację nowego status quo stworzonego przez Rosję.

Gra wojenna obnażyła fundamentalną i niezwykle groźną dynamikę współczesnych konfliktów: po zajęciu przez agresora ograniczonego obszaru ciężar eskalacji zostaje przerzucony na stronę broniącą się. Od tego momentu to NATO musiałoby podjąć decyzję o rozpoczęciu ofensywy w celu odzyskania terytorium państwa członkowskiego, co byłoby postrzegane jako eskalacja konfliktu, obarczona ogromnymi kosztami politycznymi i militarnymi. Taka asymetria decyzyjna działa na korzyść Rosji, która kalkuluje, że Zachód nie zdecyduje się na ryzyko pełnoskalowej konfrontacji.

Wiarygodność symulacji wzmacnia skład jej uczestników – byli wysocy rangą decydenci polityczni i wojskowi oraz czołowi eksperci ds. bezpieczeństwa, w tym Oana Lungescu, gen. Eberhard Zorn czy Roderich Kiesewetter. Ich oceny wskazywały, że zaprezentowany przebieg wydarzeń jest „niepokojąco realistyczny”, a Rosja – zwłaszcza po potencjalnym „złym pokoju” na Ukrainie – może stać się jeszcze bardziej skłonna do testowania odporności NATO.

Wnioski te wpisują się w szerszy kontekst ostrzeżeń formułowanych przez niemieckie władze i służby wywiadowcze. Federalna Służba Wywiadowcza (BND) ujawniła, że rzeczywiste wydatki wojskowe Rosji były w ostatnich latach nawet o 66 proc. wyższe niż oficjalnie deklarowane, a część kosztów była ukrywana w innych pozycjach budżetowych. Według BND w 2025 r. rosyjski budżet wojskowy osiągnął około 250 mld euro, czyli blisko 10 proc. PKB, co świadczy o długofalowej mobilizacji państwa rosyjskiego do konfrontacji militarnej, nie tylko wobec Ukrainy, lecz także wobec wschodniej flanki NATO.

Szczególne znaczenie symulacji „Die Welt” polega na jej publicznym charakterze. W przeciwieństwie do większości gier wojennych, których wyniki pozostają tajne, zdecydowano się na ich upublicznienie jako elementu szerszej debaty strategicznej. W warunkach narastających zagrożeń i nowej ery rywalizacji mocarstw transparentność w obszarze bezpieczeństwa staje się kluczowym elementem budowania odporności społecznej i politycznej. Symulacja nie jest jedynie ostrzeżeniem dla decydentów, lecz także sygnałem dla opinii publicznej, że koszt zaniechań, opóźnień i strategicznej niejednoznaczności może okazać się znacznie wyższy niż koszt wcześniejszych, trudnych decyzji inwestycyjnych i politycznych. W tym sensie gra wojenna „Die Welt” pełni rolę nie tyle scenariusza katastroficznego, co lustra, w którym Europa może – i powinna – zobaczyć własne słabości, zanim zostaną one brutalnie przetestowane w rzeczywistości.

Analiza potencjału militarnego Estonii, Łotwy i Litwy wskazuje na bezprecedensową transformację polityki obronnej regionu, napędzaną trwałą zmianą środowiska bezpieczeństwa po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Państwa bałtyckie przeszły w ostatnich latach od symbolicznego uczestnictwa w systemie kolektywnej obrony NATO do aktywnego budowania własnych zdolności odstraszania i opóźniania agresji. Wszystkie trzy kraje przekroczyły próg 2% PKB na obronność, a w praktyce traktują ten poziom nie jako cel, lecz jako minimum operacyjne, inwestując jednocześnie w modernizację uzbrojenia, infrastrukturę przyjęcia sił sojuszniczych oraz rozbudowę rezerw osobowych. Najbardziej zaawansowanym militarnie państwem regionu stała się Litwa, pełniąca coraz wyraźniej rolę „ciężkiej pięści” wschodniej flanki. Wilno konsekwentnie buduje pełnowymiarową dywizję, opartą na zachodnim ciężkim sprzęcie pancernym i artyleryjskim. Zakupy czołgów Leopard 2, bojowych wozów piechoty Boxer Vilkas, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych HIMARS oraz samobieżnych haubic PzH 2000 i CAESAR świadczą o ambicji prowadzenia klasycznych działań manewrowych, a nie wyłącznie obrony terytorialnej. Litwa utrzymuje największe siły regularne w regionie – około 23 tysięcy żołnierzy – oraz dysponuje najnowocześniejszą infrastrukturą NATO, skoncentrowaną w węzłach takich jak Rukla i Podbradė. Wydatki obronne na poziomie 2,7% PKB, z planami wzrostu do 3%, lokują ją wśród najbardziej zmilitaryzowanych państw Europy w relacji do wielkości gospodarki.

Estonia obrała odmienną, lecz równie konsekwentną ścieżkę, opartą na doktrynie „totalnej obrony” (Laia riigikaitse). Jej istotą jest założenie, że państwo pozbawione głębi strategicznej nie jest w stanie prowadzić długotrwałej wojny konwencjonalnej, a kluczem do odstraszania jest uczynienie okupacji skrajnie kosztowną. Niewielka armia regularna – około 7700 żołnierzy – pełni funkcję siły opóźniającej i stabilizującej, zorganizowanej wokół dwóch brygad piechoty, z których trzonem pozostaje 1. Brygada stacjonująca w Tapie. Prawdziwą siłą systemu jest jednak rozbudowana struktura rezerwowa i paramilitarna. Liga Obrony Kaitseliit, licząca ponad 30 tysięcy członków wraz z personelem pomocniczym, stanowi podstawę zdolności do prowadzenia długotrwałych działań nieregularnych, sabotażu i obrony terytorialnej. Estonia pozostaje także regionalnym liderem w cyberobronie – goszcząc NATO-wskie Centrum Doskonałości ds. Cyberobrony (CCDCOE) w Tallinie i rozwijając własne Dowództwo Cybernetyczne zdolne do operacji defensywnych i ofensywnych.

Łotwa, przez lata uznawana za najsłabsze ogniwo regionu, w ostatnim okresie nadrabia zaległości w sposób najbardziej dynamiczny, choć nadal nierównomierny. Przywrócenie obowiązkowego poboru do wojska w ramach Valsts aizsardzības dienests oznacza strategiczne odejście od modelu opartego wyłącznie na niewielkiej armii zawodowej. Priorytetem Rygi stała się rozbudowa obrony powietrznej średniego zasięgu we współpracy z Estonią, zakup nadbrzeżnych pocisków NSM w celu kontroli Zatoki Ryskiej oraz wdrażanie systemów HIMARS. Modernizacja brygady zmechanizowanej postępuje dzięki transporterom Patria 6×6, jednak tempo zmian pozostaje wolniejsze niż u sąsiadów, co wciąż ogranicza zdolność Łotwy do samodzielnego prowadzenia działań o większej skali.

Za wzrostem jakościowym stoją konkretne liczby. W trzecim kwartale 2025 r. Estonia wydawała na obronność około 3% PKB (1,3 mld euro), Łotwa 2,7% (1,1 mld euro), a Litwa 2,72% (około 2 mld euro). Potencjał osobowy pozostaje jednak asymetryczny: Estonia i Łotwa utrzymują po około 7500 żołnierzy czynnych, Litwa trzykrotnie więcej. Kluczowe znaczenie ma rezerwa – estońska, licząca około 73 tysięcy wyszkolonych osób, jest największa i najlepiej zintegrowana z systemem obronnym. W zakresie uzbrojenia region nadal cierpi na niedobory: żadne z państw bałtyckich nie dysponuje jeszcze pełnowartościowymi siłami pancernymi, a obrona powietrzna i przeciwrakietowa dopiero wchodzi w fazę budowy zdolności wielowarstwowych.

Pomimo realnych postępów region pozostaje szczególnie narażony w pierwszych 72–96 godzinach potencjalnego konfliktu. Ograniczona przestrzeń operacyjna, brak strategicznej głębi oraz wąski przesmyk suwalski, stanowiący jedyne lądowe połączenie z resztą NATO, tworzą strukturalną podatność na szybkie działania przeciwnika. Logistyka oparta na kilku kluczowych portach – Kłajpedzie, Tallinie i Rydze – oraz na linii Rail Baltica może zostać łatwo zakłócona. Marynarki wojenne państw bałtyckich pozostają flotami o charakterze patrolowo-minowym, niezdolnymi do zabezpieczenia szlaków morskich w warunkach konfliktu o wysokiej intensywności. W tych realiach fundamentem bezpieczeństwa pozostaje Wzmocniona Wysunięta Obecność NATO. Wielonarodowe batalionowe grupy bojowe rozmieszczone w każdym z państw bałtyckich nie są projektowane jako siła decydująca, lecz jako polityczno-wojskowy „bezpiecznik” uruchamiający mechanizm Artykułu 5. Ich obecność zwiększa próg ryzyka dla agresora, ale nie eliminuje zagrożenia szybkiej, ograniczonej operacji faktów dokonanych – co wyraźnie pokazała ostatnia symulacja gry wojennej.