Sławomir Doburzyński

Być może tamten dzień jest dobrym punktem wyjścia na zbudowanie w oparciu o przeszłość opowieści o roli miasta w przyszłości.

Dokładnie 88 lat temu, 12 czerwca 1938 roku, Adolf Hitler złożył wizytę w ówczesnym Stettinie, biorąc udział w zjeździe pomorskiej NSDAP. Kulminacją kilkugodzinnego pobytu Führera była wielka defilada na Tarasach Hakena, która według nazistowskiej „Pommersche Zeitung” przyciągnęła około 150 tysięcy osób. Przed wodzem przemaszerowało wówczas 47 tysięcy członków różnych organizacji partyjnych i paramilitarnych. Hitler przybył do miasta specjalnym pociągiem, zatrzymując się na Dworcu Głównym około godziny 13.30. Następnie otwartym Mercedesem przejechał trasą dzisiejszych ulic Dworcowej, Niepodległości i Jana Pawła II, pozdrawiając wzniesioną ręką entuzjastycznie witające go tłumy. W budynku obecnego Urzędu Miasta, pełniącym wówczas funkcję siedziby władz prowincji pomorskiej, odebrał tytuł honorowego obywatela Stettina – tytuł, który nigdy formalnie nie został mu odebrany. Sprawa ta pozostaje do dziś źródłem emocji i sporów. Część mieszkańców uważa, że Rada Miasta powinna uchylić przedwojenną decyzję. Władze Szczecina przyjęły jednak stanowisko, że nie istnieje ciągłość prawno-ustrojowa między niemieckim Stettinem a polskim Szczecinem, w związku z czym Hitler nie może być uznawany za honorowego obywatela obecnego miasta. Rok wcześniej skreślono jedynie osoby uhonorowane tym tytułem w okresie PRL, w tym Nikitę Chruszczowa i Bolesława Bieruta. W dalszej części wizyty Hitler zwiedził Muzeum Miejskie na Tarasach Hakena, a następnie z pokładu motorówki obejrzał port i stocznię Vulcan. Około godziny 18 ponownie pojawił się na Dworcu Głównym i opuścił Szczecin.

To wydarzenie jest interesujące przede wszystkim nie dlatego, że Adolf Hitler odwiedził Szczecin, lecz dlatego, co ta wizyta mówi o samym mieście i regionie u schyłku lat 30. XX wieku. W tym sensie jest ono często źle interpretowane – zarówno przez przecenianie, jak i niedocenianie jego znaczenia. Jest przeceniane wtedy, gdy sama obecność Hitlera urasta do rangi jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach miasta. Na tle ponad tysiącletniej historii Szczecina była to jednodniowa wizyta polityczna, jedna z wielu odbywanych przez przywódcę III Rzeszy. Nie zmieniła biegu historii miasta, nie zapoczątkowała przełomowego procesu gospodarczego czy urbanistycznego. Sama w sobie nie jest więc wydarzeniem formacyjnym dla dziejów Szczecina. Jednocześnie jest niedoceniana jako świadectwo stopnia nazifikacji miasta i regionu. To właśnie tłumy witające Hitlera, masowa mobilizacja struktur NSDAP, obecność dziesiątek tysięcy członków organizacji partyjnych oraz symboliczne akty, takie jak nadanie honorowego obywatelstwa, pokazują, że Pomorze Zachodnie nie było biernym obserwatorem nazizmu. W regionalnej pamięci historycznej istnieje czasem tendencja do postrzegania III Rzeszy jako zewnętrznego systemu narzuconego mieszkańcom. Tymczasem Stettin był ważnym ośrodkiem państwa nazistowskiego, a znaczna część lokalnych elit i społeczeństwa uczestniczyła w jego funkcjonowaniu.

Dlatego właściwym kontekstem dla tej rocznicy nie jest pamięć o „niemieckim Szczecinie”, lecz pamięć o nazistowskim Szczecinie. To istotne rozróżnienie. Niemiecka historia miasta obejmuje wiele stuleci rozwoju gospodarczego, kulturowego i urbanistycznego, podczas gdy okres 1933–1945 stanowi jedynie fragment tej historii. Redukowanie niemieckiego dziedzictwa do doświadczenia III Rzeszy byłoby równie błędne jak pomijanie faktu, że nazizm był ważną częścią przedwojennej historii miasta. Właściwy ton powinien więc unikać dwóch skrajności. Pierwszą jest moralizatorskie oburzenie, które sprowadza przeszłość do prostego potępienia i zamyka możliwość zrozumienia, dlaczego tak wielu ludzi poparło totalitarny system. Drugą jest historyczna neutralizacja, traktująca wizytę Hitlera jako jedną z wielu ciekawostek z dziejów miasta. Między tymi podejściami znajduje się perspektywa dojrzałej pamięci historycznej: nie chodzi o celebrowanie wydarzenia ani o jego przemilczanie, lecz o analizę mechanizmów społecznych i politycznych, które uczyniły możliwym tak masowe poparcie dla reżimu.

W tym sensie zdjęcia z Hakenterrasse są bardziej ważne niż sama obecność Hitlera. Pokazują bowiem nie tyle przywódcę, ile społeczeństwo. Nie opowiadają przede wszystkim historii jednego człowieka, ale historię miasta, które w 1938 roku było integralną częścią nazistowskiego państwa i w znacznym stopniu identyfikowało się z jego ideologią. To właśnie ten aspekt wydaje się najważniejszy dla współczesnego Szczecina próbującego uczciwie zmierzyć się ze swoją przedwojenną przeszłością.

Paradoksalnie dojrzała pamięć o mieście wymaga jednoczesnego uznania dwóch faktów: że nazizm nie wyczerpuje historii niemieckiego Szczecina oraz że nie można opowiadać historii niemieckiego Szczecina bez nazizmu. Dopiero utrzymanie tej równowagi pozwala znaleźć właściwy język dla takich rocznic. Nie są one ani centralnym elementem tożsamości miasta, ani niewartym uwagi epizodem, lecz ważnym przypomnieniem o tym, jak nowoczesne, rozwinięte i dobrze zorganizowane społeczeństwa mogą stać się uczestnikami systemów totalitarnych. Dyskusja o znaczeniu wizyty Hitlera w Szczecinie prowadzi w istocie do pytania o to, jak współczesne miasto chce zarządzać trudnym dziedzictwem swojej przedwojennej historii. Można wskazać co najmniej trzy modele postępowania, które są częściowo konkurencyjne, ale mogą również wzajemnie się uzupełniać.

Pierwszy model zakłada przekształcenie Szczecina w miejsce polsko-niemieckiej refleksji nad źródłami, przemianami i współczesnymi konsekwencjami niemieckich doświadczeń z totalitaryzmem. W takim ujęciu wizyta Hitlera nie byłaby przede wszystkim obiektem lokalnej pamięci historycznej, lecz punktem wyjścia do rozmowy o problemach współczesnych Niemiec i Europy. Rosnące znaczenie AfD, kryzys części dotychczasowych modeli integracji społecznej, napięcia wokół migracji czy przemiany niemieckiej kultury politycznej tworzą kontekst, w którym Szczecin mógłby pełnić rolę szczególnego laboratorium dialogu. Nie chodziłoby przy tym o moralizowanie ani pouczanie niemieckich partnerów, lecz o wspólne poszukiwanie odpowiedzi na pytania dotyczące odporności demokracji i źródeł radykalizacji społecznej. W tym modelu „Hitler w Szczecinie” staje się nie tyle tematem historycznym, ile początkiem długiej rozmowy o tym, co z doświadczeń XX wieku pozostaje żywe również w XXI wieku. Jednocześnie byłaby to forma odzyskiwania niemieckiego dziedzictwa miasta bez podważania jego polskiego charakteru. Wręcz przeciwnie – właśnie polskość Szczecina, połączona z jego niemiecką przeszłością i transgranicznym położeniem, dawałaby mu wyjątkową legitymację do prowadzenia takiej debaty. Szczecin jako miasto pogranicza zyskałby szczególny tytuł do swojej bramowej tożsamości, mógłby z historią uciec do przodu i starać się budować na niej swoją tożsamość i znaczenie. Nie stoi to w sprzeczności z równoczesnym pełnieniem innych, równie istotnych ról.

Drugi model przesuwa punkt ciężkości z relacji polsko-niemieckich na szerszy problem współczesnych demokracji. Jego osią byłby namysł nad populizmem jako jednym z najważniejszych zjawisk politycznych ostatnich dekad. W tym ujęciu faszyzm i nazizm stanowiłyby jedynie jeden z punktów odniesienia, choć niezwykle ważny ze względu na lokalną historię. Szczecin mógłby stać się miejscem badań i debat nad społecznymi źródłami masowych ruchów politycznych, mechanizmami mobilizacji emocji, kryzysami zaufania do instytucji oraz rolą tożsamości zbiorowych. Szczególną wartość miałoby tu nałożenie na siebie kilku doświadczeń historycznych obecnych w biografii miasta i jego mieszkańców: przedwojennej fascynacji nazizmem, powojennego doświadczenia komunizmu oraz późniejszego antykomunistycznego buntu. Niewiele miejsc w Europie Środkowej posiada tak wyjątkową możliwość zestawienia tych różnych tradycji politycznych w jednym miejscu. W takim modelu Szczecin nie byłby przede wszystkim miejscem pamięci, lecz miejscem refleksji nad ideami i ich skutkami społecznymi. Dziedzictwo historyczne stanowiłoby punkt wyjścia do zrozumienia współczesności, a nie cel sam w sobie.

Trzeci model jest znacznie bardziej zachowawczy i polega na stopniowym osłabianiu symbolicznej dominacji wizyty Hitlera poprzez poszerzanie społecznej wiedzy o innych aspektach dziejów miasta. Można go określić jako strategię „ucieczki kalendarzowej”. Zakłada ona budowę bogatszego kalendarium przedwojennego Szczecina, obejmującego wydarzenia gospodarcze, społeczne, naukowe, kulturalne i urbanistyczne. W takim podejściu nie neguje się znaczenia wizyty Hitlera, ale przestaje się ją traktować jako niemal jedyny punkt odniesienia dla pamięci o niemieckim Szczecinie. Obok niej pojawiają się setki innych dat, postaci i procesów, które tworzyły historię miasta. Efektem byłoby bardziej zrównoważone spojrzenie na przeszłość, w którym okres nazistowski pozostaje ważny, ale nie monopolizuje całej narracji o przedwojennym Szczecinie.

Każdy z tych modeli odpowiada na inny problem. Pierwszy szuka sposobu wykorzystania trudnego dziedzictwa do budowania transgranicznej roli miasta. Drugi próbuje uczynić z niego punkt wyjścia do refleksji nad współczesną polityką i społeczeństwem. Trzeci koncentruje się na porządkowaniu pamięci historycznej i przywracaniu proporcji. W praktyce nie muszą się one wykluczać. Wręcz przeciwnie – największą wartość mogłoby przynieść ich połączenie. Bogatsza wiedza o przedwojennej historii miasta tworzyłaby podstawę dla bardziej dojrzałej rozmowy o nazizmie, a ta z kolei mogłaby zostać wykorzystana do szerszej refleksji nad współczesnymi kryzysami demokracji. Wówczas wizyta Hitlera w Szczecinie przestałaby być jedynie kontrowersyjną rocznicą, stając się elementem większego projektu intelektualnego, który nadawałby historycznej pamięci aktualne znaczenie społeczne i polityczne.

Pomyślmy i porozmawiajmy o tym. Bądźmy krok dalej, zwłaszcza w 90 czy tym bardziej 100 lat od upływu tamtego dnia.