Tomasz Augustyn
Niedługo możemy być o to zapytani. Odpowiedź wymaga świadomej wizji złożonego systemu bezpieczeństwa dla całej Europy.
Jacob Funk Kirkegaard jest starszym pracownikiem naukowym w Bruegel i starszym pracownikiem naukowym w Peterson Institute for International Economics (PIIE). Współpracował z duńskim Ministerstwem Obrony, Organizacją Narodów Zjednoczonych w Iraku oraz prywatnym sektorem finansowym. Napisał on na łamach portalu Euractiv: „Nadszedł niestety czas na nordycką broń jądrową”. Jego zdaniem kraje nordyckie mają wiele do stracenia, co nakłada na nie polityczną odpowiedzialność za dyskusję na temat energii i broni jądrowej. Państwa te stać na niezależne odstraszanie nuklearne, którego dziś potrzebują.
Tło dla tych stwierdzeń stanowi wycofanie przez Donalda Trumpa gróźb militarnych i ekonomicznych wobec Grenlandii i państw członkowskich UE, ale też gotowość rządu USA do publicznego rozważenia ekspansji terytorialnej kosztem państwa nordyckiego będącego członkiem NATO, co rodzi poważne pytania dotyczące tego regionu, który już graniczy z Rosją. Zdaniem analityka powinien on jasno dać do zrozumienia – zwłaszcza Kongresowi USA – do czego może doprowadzić kwestionowanie bezpieczeństwa i gwarancji nuklearnych USA w NATO, mianowicie do niechętnego rozprzestrzeniania broni jądrowej w regionie nordyckim.
Analiza przesuwa horyzont tego, co może być traktowane jako nordycka strategia pacyfizmu i niezaangażowania. Ona już się materializuje. W obliczu grasujących w regionie nordyckim drapieżników uzbrojonych w broń jądrową, samoograniczenie wynikające z traktatów, wprowadzone w przeszłości, może nie być już adekwatne do dzisiejszej sytuacji bezpieczeństwa. W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji i rozwoju sytuacji militarnej na polach bitew na Ukrainie, Finlandia niedawno wycofała się z Konwencji Ottawskiej zakazującej używania min lądowych. Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja powinny – zdaniem Kierkegaarda – analogicznie i natychmiast ogłosić zamiar wycofania się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), który zamiast tego musi zostać zastąpiony nowymi międzynarodowymi ramami nuklearnymi, ułatwiającymi odpowiedzialne samoubezpieczenie przez przejrzyste demokracje. W tym względzie region nordycki powinien przejąć inicjatywę.
W jego ocenia przyszłe wydarzenia polityczne w Europie mogą jeszcze bardziej osłabić regionalne odstraszanie nuklearne. Preferencje obronne krajów UE są po prostu zbyt różne, aby państwa członkowskie, które rzeczywiście mają obawy dotyczące bezpieczeństwa, mogły kiedykolwiek polegać na Brukseli w kwestiach obronnych. Francuska faworytka w wyborach prezydenckich, Marine Le Pen, jasno dała do zrozumienia, że obecny francuski potencjał odstraszania nuklearnego nie będzie nikomu udostępniany. Kraje nordyckie również nie mogą polegać na brytyjskim arsenale nuklearnym. W Wielkiej Brytanii Nigel Farage prowadzi obecnie w sondażach i może zostać premierem pod koniec lat 20. Jego partia ma bliskie powiązania z Rosją.
Zdaniem Kirkegaarda koszt finansowy opracowania nordyckiej broni jądrowej jest trudny do oszacowania, ale z pewnością nie stanowiłby on bariery dla grupy zaawansowanych technologicznie i bardzo bogatych krajów. Opracowanie broni jądrowej wraz z pojazdem transportowym mogłoby kosztować 2-3% łącznego PKB Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji, rozłożonego na kilka lat. To mniej niż te kraje ogłosiły już w ostatnich latach w ogólnym wzroście wydatków na obronę . Długoterminowe koszty utrzymania nordyckiego odstraszania nuklearnego również nie stanowią istotnego wydatku ekonomicznego. Zarówno Szwecja, jak i Finlandia posiadają obecnie cywilne elektrownie jądrowe, a Szwecja w okresie zimnej wojny prowadziła własny tajny program zbrojeń jądrowych. Koszt amerykańskiego Projektu Manhattan szacuje się na około 2 miliardy dolarów w latach 1940-1945, czyli 40-50 miliardów euro w dzisiejszych pieniądzach. Podobnie, opracowanie rakietowego pojazdu do przenoszenia broni jądrowej nie będzie trudne dla grupy krajów posiadających już rozwinięty krajowy sektor wojskowo-przemysłowy.
Zdaniem autora jest prawdopodobne, że inne kraje – zwłaszcza niewielka grupa państw, które obecnie posiadają broń jądrową, a zwłaszcza te dwa, które obecnie bezpośrednio zagrażają terytorium regionu nordyckiego – będą dążyć do powstrzymania tego rozwoju sytuacji poprzez sankcje handlowe lub inne sankcje gospodarcze. Jednak wysokie nadwyżki handlowe i na rachunku obrotów bieżących oraz znaczna siła fiskalna regionu nordyckiego powinny zagwarantować, że takie próby zastraszania nie powiodą się. Niemniej jednak ważne jest, aby region nordycki podjął wszelkie możliwe środki w celu rozwijania wspólnych zdolności do obrony jądrowej w sposób niestwarzający zagrożenia. Powinno to obejmować co najmniej demokratyczne i przejrzyste podejmowanie decyzji dotyczących wielkości i składu środków odstraszania jądrowego, a także ewentualne poddanie ich inspekcjom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej po ich utworzeniu, ponadto klauzulę o nieużywaniu broni jako pierwszy.
Według autora analizy nordycka tarcza jądrowa powinna otworzyć się na przystąpienie innych europejskich demokracji. Dotyczyłoby to wyraźnie krajów regionu bałtyckiego i obecnej europejskiej tarczy obronnej na Ukrainie. Takie przejrzyste opracowanie nowego potencjału nuklearnego przez grupę stabilnych, demokratycznych państw nordyckich, dążących do samoasekuracji, może stać się inspiracją do podobnego odpowiedzialnego rozprzestrzeniania broni nuklearnej wśród demokracji w Azji.
Nie jest to idea nowa. W Szwecji, kraju, który wcześniej prowadził tajny program nuklearny, ponownie pojawiły się głosy sugerujące, że warto rozważyć ponowne rozważenie posiadania własnej broni jądrowej lub utworzenia wspólnego nordyckiego parasola nuklearnego. Podobne dyskusje toczyły się w Finlandii, która w ostatnich latach aktywnie wzmocniła swoją obecność w strukturach NATO i poszukuje nowych form bezpieczeństwa strategicznego w odpowiedzi na rosnące zagrożenia ze strony Rosji. Pod koniec minionego roku przewodniczący Komisji Obrony Parlamentu Danii, Rasmus Jarlov, publicznie wezwał Europę do podjęcia zdecydowanych kroków w celu wzmocnienia własnych zdolności obronnych, w szczególności poprzez rozważenie nabycia własnej broni jądrowej lub rozwoju niezależnego mechanizmu odstraszania. Według Jarlova obecna sytuacja geopolityczna w Europie wymaga, aby państwa kontynentu nie polegały wyłącznie na gwarancjach bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych. Podkreśla, że zmieniające się realia strategiczne i rosnące napięcia z Rosją wymuszają stworzenie europejskiego mechanizmu zdolnego do skutecznej obrony przed zagrożeniami nuklearnymi. Jarlov podkreśla, że niezależność w odstraszaniu nie powinna być postrzegana jako prowokacja, lecz jako odpowiedzialny krok w kierunku zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa na całym kontynencie.
Dla krajów nordyckich odstraszanie nie jest już kwestią teoretyczną – Rosja jest aktywna na Morzu Bałtyckim co tydzień. W obwodzie królewieckim rozmieszczono około 100 taktycznych głowic jądrowych. W czerwcu ubiegłego roku media donosiły o tym, że Rosja prowadziła tam rozbudowę i unowocześnienie infrastruktury związanej z bronią jądrową. Dla państw wschodniej flanki lekcja z Ukrainy jest oczywista: tylko wiarygodna siła, rozmieszczona w regionie, może zapobiec kolejnej agresji. Dlatego, nawet jeśli broń jądrowa pozostaje nierealna dla większości krajów, połączenie wspólnego planowania, rozmieszczenia sił sojuszniczych i współpracy nordycko-bałtyckiej tworzy obronną głębię, którą Rosja musi wziąć pod uwagę. W odstraszaniu percepcja ma równie duże znaczenie, co możliwości.
Analitycy podkreślają, że rozmowy o europejskim parasolu nuklearnym oraz ewentualnym odtworzeniu narodowych zdolności jądrowych w państwach nordyckich mogą stać się impulsem do szerszej dyskusji na poziomie całej Unii Europejskiej. Tego rodzaju scenariusz oznaczałby konieczność poniesienia bardzo wysokich nakładów finansowych i technologicznych, a jednocześnie wymagałby wypracowania szerokiego porozumienia politycznego pomiędzy państwami członkowskimi. Równolegle pojawiają się wątpliwości dotyczące stanowiska NATO oraz Stanów Zjednoczonych, które mogłyby postrzegać rozwój europejskich zdolności nuklearnych zarówno jako wsparcie istniejących gwarancji bezpieczeństwa, jak i jako ich potencjalne osłabienie lub konkurencję. Niezależnie od tego, jakie decyzje zapadną w przyszłości, sama intensywność tej debaty pokazuje, że Europa coraz poważniej rozważa wzmocnienie własnych mechanizmów odstraszania. Odbywa się to w kontekście rosnących napięć na wschodniej flance kontynentu i sygnalizuje, że kwestia większej autonomii w polityce nuklearnej może w nadchodzących latach stać się jednym z kluczowych tematów europejskiej debaty strategicznej.
Wobec powyższego stosunek Polski do ewentualnej inicjatywy jądrowej państw bałtyckich powinien zostać poddany pogłębionej analizie i przełożony na jasno zdefiniowane stanowisko strategiczne. Dotyczy to nie tylko relacji z bezpośrednimi sąsiadami w regionie Morza Bałtyckiego, lecz także szerszego kontekstu bezpieczeństwa, w którym kluczową rolę odgrywa największy militarny sojusznik Polski, a więc Stany Zjednoczone, oraz ramy funkcjonowania NATO. Ewentualne działania państw bałtyckich w obszarze zdolności nuklearnych – nawet jeśli miałyby charakter polityczny lub koncepcyjny – mogłyby istotnie wpłynąć na architekturę bezpieczeństwa regionu, a tym samym na strategiczne interesy Warszawy. Jednocześnie Polska musiałaby uwzględnić reakcje oraz kalkulacje agresywnego i silnie uzbrojonego sąsiada ze wschodu, dla którego każda inicjatywa związana z bronią jądrową w bezpośrednim sąsiedztwie mogłaby stać się pretekstem do eskalacji napięć, presji militarnej lub działań hybrydowych. Brak jasno sformułowanego stanowiska niósłby ryzyko strategicznej niejednoznaczności, osłabiającej zdolność Polski do kształtowania debaty regionalnej i ochrony własnych interesów bezpieczeństwa. Dlatego kwestia ta powinna być rozpatrywana nie wyłącznie w kategoriach deklaratywnych, lecz jako element długofalowej polityki bezpieczeństwa państwa, obejmującej ocenę kosztów, korzyści i ryzyk, spójność z zobowiązaniami sojuszniczymi oraz wpływ na stabilność regionu. Wypracowanie spójnego stanowiska wobec potencjalnej inicjatywy jądrowej państw bałtyckich mogłoby wzmocnić pozycję Polski jako istotnego aktora bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej i umożliwić jej aktywne współkształtowanie przyszłej architektury odstraszania w regionie.
