Tomasz Augustyn

Decyzja o budowie pięciu nowych okrętów arktycznych na terytorium Danii to nie tylko odpowiedź na zmieniającą się architekturę bezpieczeństwa w Arktyce, lecz także świadoma próba odzyskania państwowej sprawczości w strategicznym segmencie produkcji stoczniowej.

Duński rząd przesądził, że pięć nowych okrętów arktycznych dla marynarki wojennej będzie wytwarzanych w modelu rozproszonym – w kilku zakładach na terenie kraju – a następnie montowanych w państwowym zakładzie w Frederikshavn. Oznacza to faktyczny powrót budowy okrętów wojennych na duńską ziemię i wyraźny zwrot w polityce przemysłowo-obronnej, który łączy potrzeby bezpieczeństwa z długofalowym interesem gospodarczym państwa. Przyjęta strategia ma jednocześnie wzmocnić odporność łańcuchów dostaw oraz odbudować kompetencje krajowego przemysłu stoczniowego.

Na obecnym etapie nie rozstrzygnięto jeszcze, kto zostanie wykonawcą nowych jednostek. Jednym z poważnych kandydatów jest konsorcjum Danske Flådeskibe, skupiające kluczowe podmioty duńskiego sektora obronno-morskiego: firmę Terma, Odense Maritime Technology odpowiedzialną za projektowanie okrętów wojennych, fundusz PensionDanmark oraz przedsiębiorstwo inżynieryjno-wykonawcze Semco Maritime. Już od 2023 r. konsorcjum to otrzymało 490 mln koron na prace rozwojowe nad nowymi jednostkami patrolowymi, które w toku analiz zostały przekształcone koncepcyjnie w okręty arktyczne. Jednocześnie zapadła decyzja, że sam zakład montażowy w Frederikshavn będzie własnością państwa i zostanie zaprojektowany w taki sposób, by w przyszłości umożliwić budowę jednostek większych niż obecnie planowane okręty arktyczne.

Porozumienie kończące ten etap przygotowań zamyka proces rozpoczęty jeszcze w sierpniu 2022 r., kiedy ówczesny minister obrony Morten Bødskov publicznie zainicjował ideę odbudowy duńskiej marynarki wojennej w oparciu o krajową produkcję. Już wówczas było jasne, że część floty zbliża się do kresu swojej eksploatacji i wymaga pilnej wymiany. Celem było nie tylko zapewnienie ciągłości zdolności operacyjnych, lecz także utrzymanie produkcji w kraju – zarówno ze względów bezpieczeństwa dostaw, jak i w celu tworzenia miejsc pracy oraz trwałego zaplecza przemysłowego. Bødskov mówił wówczas nawet o ambicji uczynienia z Danii jednego z kluczowych graczy w europejskim przemyśle stoczniowym, zdolnego do produkcji zarówno mniejszych jednostek, jak i dużych fregat.

Kurs ten został jednak częściowo skorygowany przez obecnego ministra obrony Troelsa Lund Poulsena. Po wizycie w brytyjskich stoczniach pod koniec ubiegłego roku uznał on, że Dania powinna zrezygnować z budowy fregat od podstaw i zamiast tego przyjąć rolę „dojrzałego ucznia” sojuszników, uczącego się na cudzych doświadczeniach i błędach. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z odbudowy kompetencji stoczniowych jako takich, lecz raczej ich pragmatyczne ukierunkowanie.

Decyzja o nowych okrętach zapadła w kontekście rosnącej presji politycznej i operacyjnej. Jeszcze przed ponownym zaostrzeniem relacji między USA, Danią i Grenlandią pod koniec 2025 r. rząd był krytykowany za opieszałość w realizacji programu arktycznego. Rzecznicy ds. obrony zarzucali władzy brak zdecydowania i nadmierne zwlekanie. Choć już latem 2025 r. strony porozumienia obronnego uzgodniły, że w Frederikshavn powinny powstać ramy dla budowy większych okrętów wojennych, dopiero teraz wypracowano ostateczny model realizacji programu arktycznego.

Obecnie duńskie siły zbrojne patrolują Grenlandię i Wyspy Owcze przy użyciu czterech okrętów inspekcyjnych klasy Thetis oraz trzech jednostek klasy Knud Rasmussen. Statki te realizują szeroki zakres zadań: od obrony militarnej i egzekwowania suwerenności, przez ratownictwo morskie i wsparcie policji, po misje medyczne w odległych osadach i inne działania na rzecz lokalnych społeczności. Jeden z okrętów pełni funkcję szkoleniową, lecz w razie potrzeby może zostać skierowany do operacji na północnym Atlantyku. Operacjami w tym rejonie kieruje Dowództwo Arktyczne z siedzibą w Nuuk.

Stan techniczny floty coraz wyraźniej jednak ogranicza zdolności operacyjne. Jednostki często ulegają awariom wynikającym z wieku i intensywnej eksploatacji. Niedawno „Vædderen”, jeden z okrętów klasy Thetis, musiał przedwcześnie przerwać misję i powrócić do Frederikshavn z powodu poważnej awarii kluczowego wyposażenia. Raport Grenlandzkiej Służby Ratownictwa Morskiego i Lotniczego z jesieni wykazał dodatkowo, że do 2024 r. nie udało się zrealizować zakładanego celu w zakresie ratowania życia na morzu u wybrzeży Grenlandii. Wymóg całorocznej dostępności co najmniej jednego okrętu inspekcyjnego nie został spełniony, podobnie jak cel zapewnienia przez dwa–trzy okręty łącznie minimum 882 dni żeglugi rocznie.

W tym kontekście decyzja o pozyskaniu pięciu nowych okrętów – trzech pierwotnie planowanych oraz dwóch dodatkowych, uzgodnionych w ramach częściowego porozumienia nr 2 dotyczącego Arktyki i północnego Atlantyku – ma wymiar zarówno operacyjny, jak i strategiczny. Nowe jednostki, które mają wejść do służby do 2030 r., zastąpią zarówno starzejące się okręty klasy Thetis, jak i Knud Rasmussen. Jednocześnie stanowią element szerszej odpowiedzi na nową sytuację geopolityczną, w której Arktyka staje się coraz istotniejszym obszarem rywalizacji.

Model rozproszonej produkcji i państwowego montażu pokazuje, że Dania nie ogranicza się do reaktywnego wzmacniania zdolności militarnych. Równolegle podejmuje próbę odbudowy realnej kontroli nad kluczowym segmentem przemysłu, traktując stocznie nie tylko jako wykonawców zamówień, lecz jako element infrastruktury bezpieczeństwa państwa. To kolejny krok, w którym polityka obronna splata się z polityką przemysłową – i w którym regiony takie jak Frederikshavn odzyskują znaczenie jako węzły strategicznej produkcji, a nie jedynie peryferyjne zaplecze logistyczne.