Tomasz Augustyn

W następstwie wojny turyści mogą częściej wybierać bliższe kierunki w Europie lub wypoczynek krajowy, choć i tam rosnąca presja popytu może oznaczać wyższe ceny i nowe ograniczenia.

Eskalacja konfliktu w Iranie już teraz destabilizuje globalny system lotniczy, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza bezpośredni obszar działań wojennych. Zawieszane i ograniczane połączenia na Bliski Wschód, reorganizacja siatek połączeń, zamknięcia przestrzeni powietrznych oraz rosnące ceny ropy naftowej tworzą układ naczyń połączonych, w którym koszty operacyjne linii lotniczych rosną, a ryzyko geopolityczne przekłada się na zachowania konsumentów. Nawet jeśli konflikt miałby charakter krótkotrwały, efekt psychologiczny i operacyjny może utrzymywać się miesiącami – szczególnie w odniesieniu do kierunków w regionie Zatoki Perskiej, które w ostatnich latach stały się kluczowymi węzłami przesiadkowymi między Europą a Azją.

Huby w Dubaju, Abu Zabi czy Ad-Dausze budowały swoją pozycję w oparciu o model transferowy, przyciągając pasażerów z Europy lecących dalej do Azji Południowo-Wschodniej, Chin czy Australii. Ograniczenie ich funkcjonowania – nawet czasowe – oznacza zakłócenie globalnych łańcuchów transportowych. W połączeniu z wcześniejszym zamknięciem przestrzeni nad Ukrainą i omijaniem przez wielu przewoźników przestrzeni rosyjskiej, konflikt na Bliskim Wschodzie dodatkowo komplikuje trasowanie rejsów i wydłuża przeloty. To z kolei przekłada się na wyższe zużycie paliwa i presję kosztową. Wzrost cen ropy – już obserwowany – z opóźnieniem, ale niemal nieuchronnie, znajdzie odzwierciedlenie w cenach biletów lotniczych oraz pakietów turystycznych. W takiej sytuacji naturalne jest pytanie, czy ograniczenie atrakcyjności kierunków bliskowschodnich i części azjatyckich przełoży się na wzrost zainteresowania wypoczynkiem krajowym, czy raczej na przekierowanie strumienia turystów w obrębie Europy. W krótkim okresie bardziej prawdopodobny wydaje się drugi scenariusz. Europejczycy, zamiast rezygnować z podróży, mogą wybierać bliższe, postrzegane jako bezpieczniejsze kierunki na Starym Kontynencie. To oznacza potencjalne wzmocnienie ruchu turystycznego w basenie Morza Śródziemnego, Europie Południowej czy w regionach nadmorskich i alpejskich.

Jednocześnie jednak Europa już dziś zmaga się z problemem overtourismu. Miasta takie jak Barcelona, Wenecja czy Dubrownik wprowadzają lub rozważają ograniczenia w napływie turystów – poprzez limity wejść do atrakcji, opłaty turystyczne, restrykcje dla statków wycieczkowych czy regulacje rynku najmu krótkoterminowego. Dalsze zwiększenie presji popytowej, wynikające z przekierowania ruchu z kierunków pozaeuropejskich, może pogłębić napięcia społeczne i środowiskowe w tych miejscach. Wzrost cen noclegów, przeciążenie infrastruktury miejskiej oraz konflikty między mieszkańcami a sektorem turystycznym to już nie incydentalne zjawiska, lecz trwały element debaty publicznej w wielu popularnych destynacjach.

Alternatywnym scenariuszem jest częściowy powrót do turystyki bliższej geograficznie – w tym krajowej. W warunkach rosnących cen biletów lotniczych i większej niepewności geopolitycznej część gospodarstw domowych może ograniczyć dalekie podróże i wybierać wypoczynek w granicach własnego kraju lub w regionach dostępnych transportem lądowym. Taki trend był już obserwowany w okresie pandemii i pokazał, że rynek krajowy może w krótkim czasie znacząco urosnąć. Jednak jego trwałość zależy od relacji cenowej – jeśli różnica kosztów między wakacjami krajowymi a zagranicznymi pozostanie niewielka, wielu turystów nadal będzie preferować wyjazdy zagraniczne. Według danych opublikowanych dziś przez Eurostat w 2025 roku liczba noclegów turystycznych wzrosła w 24 z 27 krajów UE. Największy wzrost odnotowano na Malcie (+10,1% w porównaniu z 2024 rokiem) i w Polsce (7,2%). W samym województwie zachodniopomorskim w pierwszym półroczu 2025 r. z noclegów skorzystało 1,7 mln turystów, czyli aż 10,2% więcej niż rok wcześniej. Pomorze Zachodnie udziela największej liczby noclegów a Kołobrzeg i Świnoujście to liderzy nadmorskiej turystyki – oba miasta oferują największe w Polsce zaplecze noclegowe nad morzem. W całym regionie działa ponad 1 500 obiektów turystycznych, co daje aż 159 tys. miejsc noclegowych.

W dłuższej perspektywie konflikt w Iranie może przyspieszyć kilka procesów strukturalnych: większą dominację przewoźników z tych krajów, które mają dostęp do korzystniejszych tras przelotowych; wzrost znaczenia hedgingu paliwowego jako czynnika konkurencyjnego; a także rosnącą koncentrację ruchu na trasach krótkiego i średniego zasięgu. Dla branży turystycznej oznacza to konieczność elastycznego dostosowania oferty – zarówno w zakresie kierunków, jak i segmentów cenowych.

Bez względu na ostateczną długość i skalę konfliktu jedno wydaje się pewne: ceny zagranicznych wyjazdów będą rosły. Skala podwyżek zależeć będzie od dynamiki cen surowców energetycznych oraz czasu trwania zakłóceń w siatkach połączeń. W efekcie rynek turystyczny może wejść w fazę większej selektywności – podróże staną się droższe, bardziej planowane i mniej spontaniczne. Pytanie nie dotyczy już tego, czy nastąpi korekta, lecz jak głęboka będzie i czy przyniesie trwałą zmianę w geografii europejskich wyjazdów wakacyjnych.