Tomasz Augustyn

Pomysł amerykańskiej bazy w Szczecinie nie powinien być sprowadzany do wyścigu o lokalizację i szybkich deklaracji gotowości. To raczej test dojrzałości strategicznej regionu.

Materiał „Głosu Szczecińskiego” dotyczący możliwości ulokowania amerykańskiej bazy wojskowej w Szczecinie dobrze pokazuje, jak szybko temat o znaczeniu strategicznym może zostać sprowadzony do pytania o konkretną lokalizację. W debacie pojawiają się argumenty oczywiste: porty Szczecina i Świnoujścia, lotnisko Szczecin–Goleniów, poligon drawski, obecność struktur NATO czy relatywne oddalenie od wschodniej granicy Polski. Podobne przesłanki wskazują obecnie przedstawiciele władz regionalnych i eksperci wypowiadający się w lokalnych mediach. TVP3 Szczecin informowała 22 września, że Pomorze Zachodnie znajduje się wśród rozpatrywanych obszarów, przy czym żadna decyzja lokalizacyjna jeszcze nie zapadła. Właśnie na tym etapie warto jednak zatrzymać się przed przejściem od informacji do mobilizacji i od mobilizacji do decyzji. Najważniejszym problemem nie jest dzisiaj to, czy szybko wskażemy Amerykanom teren. Ważniejsze jest to, czy umiemy powiedzieć, jaką strategiczną funkcję Pomorze Zachodnie ma pełnić w systemie bezpieczeństwa Polski, NATO i regionu Morza Bałtyckiego w perspektywie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat.

Obecna dyskusja nie jest przy tym wyłącznie medialnym balonem. 16 czerwca 2026 roku Rada Ministrów formalnie upoważniła ministra obrony do podjęcia działań na rzecz utworzenia stałej bazy sił USA w Polsce, obejmujących między innymi konsultacje ze stroną amerykańską, przygotowanie propozycji lokalizacji, infrastruktury, kosztów i źródeł finansowania. Dwa dni później MON poinformował o pozytywnej reakcji strony amerykańskiej. 10 września odbyły się już rozmowy robocze polskiego MON z delegacją Pentagonu dotyczące warunków wzmocnionej obecności USA, harmonogramu dalszych konsultacji i powołania grup roboczych, a 17 września Donald Trump mówił publicznie o postępie w kierunku ustanowienia stałej bazy US Army w Polsce. Jest to więc proces rzeczywisty, choć jego ostateczny kształt, skala i lokalizacja pozostają otwarte.

Trzeba również uporządkować pojęcia. Stała amerykańska obecność wojskowa w Polsce już istnieje. U.S. Army Garrison Poland działa od 2023 roku z siedzibą w Poznaniu i obejmuje sieć instalacji skupionych wokół Poznania, Powidza i Świętoszowa; w Poznaniu funkcjonuje również wysunięte dowództwo V Korpusu. Rozmowa dotyczy więc nie rozpoczęcia trwałej obecności USA w Polsce od zera, lecz jej potencjalnego rozwinięcia o nowy, bardziej rozbudowany element. Bez odpowiedzi na pytanie, czy miałby to być przede wszystkim komponent bojowy, logistyczny, magazynowy, dowódczy, szkoleniowy, obrony powietrznej czy kombinacja tych funkcji, dyskusja o działce pod bazę jest przedwczesna. Różne funkcje wymagają zupełnie innej geografii, infrastruktury i zaplecza.

W tym kontekście warto powrócić do materiału ISR „Warto przynajmniej myśleć o Fort Szczecin”, opublikowanego kilka miesięcy przed obecną falą zainteresowania. Jego istotą nie była próba przepowiedzenia, że baza powstanie właśnie tutaj. Znacznie ważniejsze było stwierdzenie, że nawet przy niepewnym prawdopodobieństwie decyzji należy podejmować „strategiczne planowanie działań i formułowanie dla nich przesłanek”. To zasadnicza różnica. Strategia nie polega na tym, aby po pojawieniu się politycznej okazji jak najszybciej zgłosić gotowość. Polega na tym, aby przed pojawieniem się okazji wiedzieć, czego się chce, jakie funkcje jest się w stanie wykonywać, jakie inwestycje są potrzebne niezależnie od konkretnej decyzji oraz jakie będą konsekwencje realizacji różnych scenariuszy. W takim rozumieniu „Fort Szczecin” nie powinien oznaczać jednej wielkiej bazy zlokalizowanej w granicach miasta. Znacznie bardziej użyteczne jest potraktowanie tego pojęcia jako nazwy rozproszonego systemu funkcjonalnego bezpieczeństwa obejmującego znaczną część Pomorza Zachodniego. Szczecin wnosi funkcję dowódczą i instytucjonalną. Od 1999 roku mieści się tutaj Dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego, które NATO wskazuje jako strukturę odpowiedzialną za działania dotyczące sił rozmieszczonych w Polsce i państwach bałtyckich. Szczecin i Świnoujście tworzą system portowy pozwalający przyjmować ciężkie ładunki od strony morza. Goleniów posiada lotnisko i zaplecze komunikacyjne. Drawsko Pomorskie daje dostęp do jednego z najważniejszych kompleksów szkoleniowych wykorzystywanych przez siły polskie i sojusznicze. Stargard, Świdwin i inne lokalizacje środkowej części województwa dysponują terenami i istniejącą lub historyczną infrastrukturą wojskową. ISR zwracał uwagę właśnie na możliwość połączenia tych zasobów w układ logistyczny, szkoleniowy, magazynowy i operacyjny, a nie na koncentrację wszystkiego w jednym punkcie.

Taki sposób myślenia pozwala również uniknąć pułapki szybkiego działania, które w polskiej praktyce publicznej zbyt często zastępuje przygotowanie strategiczne. Kiedy pojawia się szansa na dużą inwestycję, naturalną reakcją administracji, środowisk gospodarczych i polityków jest natychmiastowe wskazanie dostępnych terenów, przygotowanie deklaracji poparcia i rozpoczęcie lobbingu. W przedsięwzięciu komercyjnym może być to uzasadnione. W przypadku instalacji wojskowej projektowanej na dziesięciolecia kolejność powinna być odwrotna. Najpierw należy zdefiniować funkcję w architekturze bezpieczeństwa, następnie odpowiedzieć na pytanie o konfigurację systemu, później dopiero określać lokalizacje konkretnych elementów. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że polityczna potrzeba szybkiego pokazania aktywności zacznie wyprzedzać analizę tego, co rzeczywiście powinno powstać. To kwestia kultury strategicznej. Nie chodzi wyłącznie o dokumenty strategiczne ani o wojskową ekspertyzę. Chodzi o utrwalony sposób działania instytucji i elit regionalnych: zdolność myślenia scenariuszowego, analizowania konsekwencji pośrednich, przygotowywania wariantów, tworzenia wiedzy zanim jest ona potrzebna do podjęcia decyzji oraz utrzymywania kierunku działania mimo zmian politycznych. Dojrzała kultura strategiczna każe więc zapytać nie tylko: „czy możemy dostać amerykańską bazę?”, ale również: co chcemy dzięki niej osiągnąć, czego potrzebuje amerykański i natowski system operacyjny, jakie inwestycje należy wykonać nawet wtedy, jeśli baza ostatecznie powstanie gdzie indziej, i jakie ryzyka przyjmujemy wraz z nową funkcją regionu?

Takie podejście prowadzi do znacznie szerszej agendy. Jeżeli Pomorze Zachodnie ma rozwijać rolę głębi strategicznej Polski i zaplecza wschodniej flanki, to sens mają inwestycje, które pozostają użyteczne niezależnie od decyzji o jednej konkretnej bazie: zwiększenie przepustowości portów dla transportów wojskowych i ciężkich, dostosowanie kolei i dróg do mobilności wojskowej, poprawa odporności systemów energetycznych i teleinformatycznych, rozwój magazynowania i serwisu, zabezpieczenie infrastruktury krytycznej, obrona przeciwlotnicza i przeciwdronowa, zaplecze medyczne, zdolności remontowe oraz infrastruktura dual-use. Wtedy ewentualna amerykańska instalacja nie jest samotną „wyspą”, ale elementem wcześniej przygotowanego systemu regionalnego.

W dyskusji lokalnej pojawia się argument, że amerykańska obecność mogłaby wzmacniać ochronę portów, terminalu LNG czy innych elementów infrastruktury krytycznej. Taki związek wskazywał m.in. prof. Grzegorz Ciechanowski, zwracając uwagę, że ochrona samej instalacji wojskowej mogłaby oznaczać również rozmieszczenie dodatkowych zdolności obrony powietrznej w regionie. Jest to argument istotny, ale również on powinien zostać włączony do szerszego rachunku. Duża instalacja wojskowa sama staje się celem o wysokiej wartości i zwiększa znaczenie regionu dla rozpoznania, cyberataków, sabotażu i potencjalnych działań rakietowych. ISR zwracał na ten aspekt uwagę już w majowej analizie, wskazując obok korzyści gospodarczych i infrastrukturalnych również koszty społeczne, środowiskowe i bezpieczeństwa. Strategiczne myślenie nie polega więc na mnożeniu argumentów „za”, ale na włączeniu korzyści i kosztów do jednego modelu decyzyjnego.

Równie ważny jest wymiar rozwojowy. Duża obecność amerykańska może generować popyt na usługi, logistykę, budownictwo, mieszkania, serwis, informatykę i technologie bezpieczeństwa. Może przyciągać przedsiębiorstwa związane z sektorem obronnym i tworzyć nowe relacje pomiędzy wojskiem, biznesem i uczelniami. Ale region nie powinien budować strategii gospodarczej na oczekiwaniu, że sama obecność wojska wytworzy rozwój. Z perspektywy polityki regionalnej sensowniejsze byłoby wykorzystanie jej jako katalizatora istniejących i rozwijanych specjalizacji: gospodarki morskiej, logistyki, energetyki, przemysłu stoczniowego, technologii bezzałogowych, cyberbezpieczeństwa, systemów komunikacji i remontów. Wtedy inwestycja militarna wzmacnia strukturę gospodarczą regionu, zamiast tworzyć zależność od jednego zewnętrznego pracodawcy.

Najbardziej wartościowym efektem obecnej dyskusji nie musi więc być szybkie znalezienie odpowiedzi na pytanie „Szczecin czy gdzie indziej”. Może nim być wykształcenie regionalnej zdolności strategicznego myślenia o bezpieczeństwie. Pomorze Zachodnie ma już wiele elementów, które tworzą szczególną konfigurację: najważniejsze polskie porty zachodnie, infrastrukturę energetyczną, wielki kompleks szkoleniowy w Drawsku, Korpus NATO w Szczecinie, dostęp do Niemiec i Skandynawii, korytarz S3, rozwijającą się sieć kolejową oraz stosunkowo duże rezerwy przestrzenne. To są faktyczne zasoby. Nie wynika z nich automatycznie, że właśnie tutaj powinna powstać konkretna baza. Wynika natomiast, że region powinien posiadać własną, profesjonalnie przygotowaną koncepcję swojej roli w systemie bezpieczeństwa państwa i Sojuszu. W tym sensie hasło „Fort Szczecin” zachowuje wartość niezależnie od wyniku obecnych negocjacji polsko-amerykańskich. Powinno być rozumiane nie jako postulat ustawienia płotu wokół kolejnych hektarów ziemi, lecz jako projekt intelektualny i strategiczny: opisanie regionalnego systemu bezpieczeństwa, jego funkcji, infrastruktury, zależności, słabych punktów i możliwych ścieżek rozwoju. Dopiero z takiego materiału powinny wynikać propozycje inwestycji i lokalizacji.

Jeżeli obecna debata zakończy się wyłącznie konkursem na to, kto szybciej zaoferuje teren i głośniej zadeklaruje gotowość, wykorzystamy tylko polityczny moment. Jeżeli stanie się impulsem do stworzenia trwałej regionalnej kultury strategicznej, jej znaczenie będzie dużo większe niż wynik pojedynczego postępowania lokalizacyjnego. Dojrzały region nie czeka na decyzję z Warszawy lub Waszyngtonu, żeby zacząć myśleć o swojej roli. Powinien tę rolę rozumieć wcześniej — i dzięki temu być przygotowany na różne decyzje, a nie tylko na tę, której w danym momencie najbardziej oczekuje.