Tomasz Augustyn
Fora opiniotwórcze w Polsce kształtują język i ramy debaty publicznej, ale ich wpływ na decyzje polityczne pozostaje pośredni, selektywny i wtórny wobec bieżącej walki partyjnej.
Analiza tegorocznych programów kongresów opiniotwórczych pozwala dostrzec interesującą zmianę w sposobie myślenia polskich i europejskich elit gospodarczych, politycznych oraz eksperckich. Choć wydarzenia te różnią się profilem, grupami uczestników i językiem debaty, coraz wyraźniej koncentrują się wokół podobnych wyzwań. Najbardziej rzuca się w oczy odejście od dominującej jeszcze kilka lat temu narracji o rozwoju, innowacyjności i globalizacji na rzecz dyskursu skoncentrowanego na bezpieczeństwie, odporności i zarządzaniu niepewnością. W programach forów coraz rzadziej pojawiają się pytania o to, jak przyspieszać wzrost gospodarczy, a coraz częściej o to, jak utrzymać stabilność gospodarczą, społeczną i polityczną w warunkach narastających napięć geopolitycznych, kryzysów energetycznych, zmian technologicznych oraz postępującej polaryzacji społecznej.
Szczególnie symptomatyczne jest przesunięcie tematyki sztucznej inteligencji z obszaru innowacji do obszaru strategicznego bezpieczeństwa. Jeszcze niedawno AI była prezentowana głównie jako narzędzie zwiększania produktywności i przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw. Obecnie staje się przedmiotem debat dotyczących suwerenności technologicznej, odporności państwa, cyberbezpieczeństwa, kontroli infrastruktury krytycznej oraz pozycji Europy w globalnej rywalizacji z USA i Chinami. W tym sensie technologia przestaje być celem samym w sobie, a staje się elementem szerszej układanki geopolitycznej i gospodarczej. Podobny proces można zaobserwować w odniesieniu do transformacji energetycznej i klimatycznej. O ile jeszcze kilka lat temu dominował język związany z ochroną klimatu i koniecznością przyspieszenia zielonej transformacji, o tyle dziś dyskusja koncentruje się przede wszystkim na kosztach, tempie oraz konsekwencjach gospodarczych tych procesów. Zielona transformacja nie jest już przedstawiana jako projekt ideowy, lecz jako złożone wyzwanie zarządcze wymagające pogodzenia bezpieczeństwa energetycznego, konkurencyjności przemysłu i oczekiwań społecznych.
W programach wszystkich najważniejszych wydarzeń tego typu w Polsce widoczny jest również renesans państwa jako kluczowego aktora rozwoju. W latach dominacji neoliberalnego paradygmatu głównymi bohaterami debat byli przedsiębiorcy, inwestorzy oraz globalne korporacje. Obecnie coraz większą rolę odgrywają zagadnienia związane z polityką przemysłową, bezpieczeństwem energetycznym, odpornością infrastruktury, regulacją technologii czy zdolnością instytucji publicznych do reagowania na kryzysy. Oznacza to odejście od przekonania, że rynek samodzielnie rozwiąże najważniejsze problemy rozwojowe, na rzecz wizji, w której państwo odzyskuje funkcję strategicznego koordynatora procesów gospodarczych i społecznych.
Na tym tle szczególną pozycję zajmuje Open Eyes Economy Summit. Podczas gdy Impact koncentruje się przede wszystkim na technologii, innowacjach i przyszłości biznesu, a Forum Ekonomiczne analizuje kwestie bezpieczeństwa, polityki i gospodarki, OEES pozostaje przestrzenią refleksji nad aksjologicznymi podstawami rozwoju. Pytania o wartości, kapitał społeczny, zaufanie, odpowiedzialność instytucji czy społeczne konsekwencje transformacji technologicznej stanowią tam równie ważny element debaty jak kwestie ekonomiczne. W tym sensie wydarzenie to pełni funkcję swoistego „sumienia” współczesnej debaty rozwojowej, przypominając, że wzrost gospodarczy nie jest wartością samą w sobie, lecz powinien służyć poprawie jakości życia i wzmacnianiu spójności społecznej. Jednocześnie pod powierzchnią wielu paneli i dyskusji można dostrzec temat, który rzadko jest nazywany wprost, ale stale powraca w różnych kontekstach – kryzys zaufania społecznego. Dyskusje dotyczące dezinformacji, odporności społecznej, jakości instytucji, partycypacji obywatelskiej czy odpowiedzialności mediów są w istocie debatą o zdolności współczesnych społeczeństw do współpracy i utrzymania legitymizacji demokratycznych instytucji. Coraz częściej elity dostrzegają, że bezpieczeństwo gospodarcze i technologiczne nie może być oddzielone od kondycji społecznej oraz poziomu zaufania obywateli do państwa, rynku i siebie nawzajem.
Równie wymowne jak obecne tematy są jednak kwestie nieobecne. W porównaniu z poprzednią dekadą znacznie mniej miejsca zajmują zagadnienia związane z kulturą, szeroko rozumianą jakością życia, rozwojem humanistycznym czy wizjami przyszłości opartymi na optymizmie i ekspansji. Dominują natomiast pojęcia takie jak odporność, bezpieczeństwo, transformacja, konkurencyjność, autonomia strategiczna i zarządzanie ryzykiem. W rezultacie można odnieść wrażenie, że współczesne fora elit opiniotwórczych weszły w nową fazę historyczną. Jeszcze niedawno były miejscem projektowania przyszłości i kreowania wizji rozwoju. Dziś coraz częściej stają się przestrzenią poszukiwania sposobów utrzymania stabilności w świecie postrzeganym jako coraz bardziej nieprzewidywalny, konfliktowy i podatny na wstrząsy. To właśnie ta zmiana mentalności – od logiki wzrostu do logiki odporności – wydaje się najbardziej charakterystycznym rysem tegorocznego sezonu forów elit opiniotwórczych.
Kongresy i fora elit opiniotwórczych w Polsce pełnią funkcję, którą można określić jako próbę „metagovernance” debaty publicznej – nie tyle uczestniczą w bieżącej polityce, ile starają się wyznaczać jej ramy pojęciowe, selekcjonować tematy uznane za strategiczne i nadawać im język, który następnie może zostać przejęty przez administrację, biznes oraz media. W tym sensie rzeczywiście aspirują do dyktowania rytmu dyskusji publicznej. Problem polega jednak na tym, że ich realna sprawczość jest pośrednia i asymetryczna – zależna od tego, na ile w danym momencie agenda polityczna i medialna jest gotowa absorbować proponowane przez nie narracje. Relacja między kongresami a polityką ma charakter selektywnej dyfuzji. Część tematów wypracowywanych w środowisku eksperckim przenika do programów rządowych i strategii publicznych, szczególnie w obszarach technokratycznych: cyfryzacji, bezpieczeństwa energetycznego, polityki przemysłowej czy regulacji AI. W tych domenach język kongresów bywa wręcz kompatybilny z językiem administracji, co ułatwia transfer idei. Widać to szczególnie w rosnącym znaczeniu pojęć takich jak „odporność”, „suwerenność technologiczna” czy „bezpieczeństwo infrastrukturalne”, które jeszcze niedawno funkcjonowały głównie w dyskursie eksperckim, a dziś są elementem oficjalnych strategii państwowych.
Jednocześnie jednak istnieje wyraźne napięcie między logiką kongresów a logiką polityki partyjnej. Kongresy operują w czasie długim, problemowym i analitycznym, podczas gdy polityka partyjna funkcjonuje w cyklach wyborczych, logice konfliktu oraz krótkoterminowej widoczności. W efekcie wiele tematów podnoszonych podczas debat – szczególnie tych dotyczących reform instytucjonalnych, jakości państwa, kapitału społecznego czy transformacji edukacji – pozostaje na poziomie diagnoz, które rzadko przekładają się na spójne programy polityczne. Silne przywództwa partyjne selektywnie słuchają głosu elit: akceptują te elementy, które wzmacniają ich bieżącą narrację lub legitymizację, natomiast znacznie rzadziej implementują kompleksowe pakiety rekomendacji wymagające długofalowej konsekwencji i kosztów politycznych. W praktyce oznacza to, że kongresy nie tyle „dyktują” debatę publiczną, ile raczej konkurują o jej wpływ z innymi źródłami narracji: mediami, kryzysami, emocjami społecznymi oraz logiką platform cyfrowych. Ich siła polega na tym, że dostarczają języka, pojęć i map interpretacyjnych, które mogą zostać użyte w momentach przesileń politycznych. Gdy pojawia się kryzys – gospodarczy, geopolityczny lub technologiczny – to właśnie zasoby intelektualne wypracowane w takich środowiskach często stają się podstawą szybkiego „składania” nowych polityk publicznych. Z tego punktu widzenia skuteczność kongresów należy mierzyć nie bezpośrednim wpływem na decyzje polityczne, lecz ich zdolnością do kształtowania horyzontu myślenia elit. To one definiują, jakie problemy są uznawane za „poważne”, jakie rozwiązania za „realistyczne”, a jakie w ogóle trafiają do pola widzialności. W tym sensie pełnią funkcję infrastruktury intelektualnej państwa, choć pozbawionej formalnej władzy decyzyjnej.
Odpowiadając na pytanie, czego oczekiwać, wybierając się na tego typu kongresy, należy odrzucić intuicję, że jest to przestrzeń bezpośredniego wpływu na zmianę polityki. Bardziej adekwatne jest postrzeganie ich jako środowisk, w których dokonuje się negocjacja znaczeń, budowa sieci relacji oraz obserwacja kierunków, w jakich przesuwa się „mainstream” myślenia instytucjonalnego. Uczestnictwo nie daje natychmiastowej sprawczości, ale pozwala zrozumieć, jakie kategorie analityczne będą w najbliższych latach używane przez administrację, biznes i media do opisu rzeczywistości. W konsekwencji kongresy można traktować jako przestrzeń pośrednią między światem idei a światem decyzji. Nie są one ani miejscem realnego sprawowania władzy, ani wyłącznie debatą akademicką. Ich znaczenie polega na tym, że porządkują wyobraźnię decyzyjną elit. Wpływ na zmianę Polski dokonuje się więc nie poprzez bezpośrednie implementacje wystąpień panelowych, lecz poprzez stopniowe przenikanie języka, diagnoz i ram interpretacyjnych do instytucji państwa i organizacji gospodarczych.
