Tomasz Augustyn

Szczeciński socjolog analizuje, jak Pomorze Zachodnie wyróżnia się na mapie kraju jako region o wyraźnej odrębności socjopolitycznej, będącej wynikiem unikalnej syntezy historycznej.

Dekada funkcjonowania Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie była impulsem do przeprowadzenia rozmowy o tożsamości Pomorza Zachodniego z profesorem Maciejem Kowalewskim z Uniwersytetu Szczecińskiego. Procesy migracyjne w regionie po II wojnie światowej stanowią bowiem jeden z najbardziej złożonych eksperymentów społecznych w nowoczesnej historii Europy. Włączenie tych obszarów w granice państwa polskiego stworzyło unikalne laboratorium, w którym na zgliszczach starego porządku musiała powstać zupełnie nowa struktura społeczna. Region ten stał się punktem zbornym dla ludzi pozbawionych dotychczasowych punktów oparcia, co wymusiło błyskawiczną adaptację do skrajnie obcych warunków materialnych i kulturowych.

W ocenie Maciej Kowalewskiego analiza pochodzenia osadników wskazuje na ogromną heterogeniczność kulturową. Region został zasiedlony przez ludność z Polski centralnej (m.in. z dzisiejszych województw wielkopolskiego, łódzkiego czy świętokrzyskiego) oraz przez przesiedleńców z Kresów Wschodnich – obszarów rozciągających się od Litwy po Ukrainę. To zróżnicowanie geograficzne przełożyło się na mozaikę tradycji i obyczajów, która ewoluowała w zależności od charakteru osadnictwa. Na terenach wiejskich często dochodziło do swoistej transplantacji kapitału społecznego – przesiedleńcy przywozili ze sobą całe struktury sąsiedzkie i hierarchie, odtwarzając znany im ład. Z kolei w miastach, gdzie spotykały się jednostki z różnych stron, konieczne było wytworzenie zupełnie nowego porządku społecznego od podstaw, co sprzyjało większej dynamice i otwartości.

W ewaluacji motywacji osadników kluczowy jest dualizm między przymusem a wyborem. O ile dla części mieszkańców „Ziem Zabużańskich” przesiedlenie było koniecznością dziejową, o tyle dla przybyszów z Polski centralnej Pomorze Zachodnie stanowiło „obietnicę Nowego Świata”. Władza ludowa oferowała szansę na radykalne zerwanie z przeszłością. W kontekście powojennej biedy i traumy możliwość „wymyślenia siebie na nowo” w nowym, niewojennym otoczeniu stawała się dla wielu jedyną drogą do odzyskania podmiotowości. Fizyczne osiedlenie się było jednak zaledwie wstępem do znacznie trudniejszego procesu: budowania rzeczywistego poczucia przynależności do nowej ziemi.

Budowanie kapitału społecznego na Pomorzu Zachodnim wymagało fundamentu, który w innych regionach kształtował się przez stulecia. Co istotne, naukowa refleksja nad tym procesem często brała swój początek w obserwacji przemian religijnych – warto odnotować, że istotne projekty badawcze nad tożsamością regionu (m.in. pod kierunkiem ks. dr. Remigiusza Szaera) rodziły się na wydziałach teologicznych, analizując sekularyzację jako jeden z wyznaczników „Nowego Świata”.

W debacie publicznej często pojawia się teza, że dopiero trzecie pokolenie może czuć się w pełni „u siebie”. Perspektywa socjologiczna, reprezentowana przez prof. Macieja Kowalewskiego, poddaje jednak kategorię „zakorzenienia” krytycznej analizie. Zakorzenienie jest często traktowane jako pojęcie normatywne, sugerujące, że „głębokie korzenie” są wartością nadrzędną. Tymczasem na Pomorzu Zachodnim – podobnie jak w województwach lubuskim czy dolnośląskim – „płytkie korzenie” stały się swoistym atutem. Oznaczają one mniejszy ciężar historyczny, co przekłada się na większą mobilność, wolność jednostkową i brak lęku przed zmianą. Istotną rolę w procesie „stajania się u siebie” odegrało zaangażowanie w odbudowę. Pierwsze pokolenie, które aktywnie tworzyło instytucje i odgruzowywało miasta, dokonywało aktu zawłaszczania przestrzeni poprzez sprawstwo. Ten proces budowania nowego ładu stał jednak często w jaskrawej sprzeczności z oficjalną narracją państwową i prywatnym doświadczeniem traumy.

Pamięć zbiorowa Pomorza Zachodniego jest polem napięcia między propagandowym „mitem pioniera” a sprywatyzowaną pamięcią rodzinną. Oficjalna narracja przez dekady kreowała obraz heroicznego osadnika, podczas gdy w relacjach prywatnych okres ten jawi się jako czas głębokiej niepewności i lęku. Wspomnienia z pierwszych lat powojennych są w wielu rodzinach przemilczane lub „zatrzymywane”. Pamięć prywatna przechowuje obrazy biedy i poczucia tymczasowości, potęgowanego przez niepewność zachodniej granicy. Szczególnie w Szczecinie lęk przed powrotem administracji niemieckiej był realnym czynnikiem hamującym identyfikację z miejscem. Mit pioniera rzadko znajdował odzwierciedlenie w autentycznych emocjach mieszkańców, stanowiąc domenę elit politycznych.

Wczesne lata powojenne to także specyficzny tygiel kulturowy o dużej dynamice czasowej. Różne grupy narodowościowe – Polacy, Niemcy, Żydzi – oraz wojska sowieckie „pojawiały się i znikały”, tworząc atmosferę chaosu i przejściowości. W tym skomplikowanym układzie konieczność przetrwania ekonomicznego często wymuszała pragmatyczną współpracę, która minimalizowała konflikty. Na wsi brak maszyn i narzędzi czynił pomoc sąsiedzką warunkiem koniecznym do uruchomienia produkcji rolnej, niezależnie od pochodzenia etnicznego sąsiadów. Z czasem ta surowa rzeczywistość ustąpiła miejsca procesowi akceptacji i stopniowego odkrywania wielowarstwowego dziedzictwa regionu.

Po 1989 roku nastąpił przełom w redefiniowaniu tożsamości lokalnej. Poniemiecka architektura przestała być postrzegana jako obca czy „rewizjonistyczna”, a stała się fundamentem nowoczesnego autoportretu mieszkańców. Proces odkrywania niemieckiej przeszłości Szczecina czy Wrocławia w latach 90. przyniósł fascynujący paradoks pamięci. Młode pokolenia wykazują często większą wiedzę na temat przedwojennej historii swoich miast niż na temat okresu lat 50. czy 70. XX wieku. Dzieje PRL-u bywają wypierane jako „szare” i mało angażujące, podczas gdy przedwojenna metropolia jawi się jako byt „egzotyczny” i „fantastyczny”.

Jak konstatuje Maciej Kowalewski, materialność regionu bezpośrednio wpływa na współczesny autoportret pomorzan. W „duchu miejsca” (genius loci) odnajdują oni cechy kojarzone z dawnymi mieszkańcami: przedsiębiorczość, śmiałość i otwartość na świat. Ta identyfikacja pozwala budować tożsamość ludzi dynamicznych, potrafiących zarządzać złożonym dziedzictwem. Dla mieszkańców regionu to dziedzictwo jest codziennością i czymś naturalnym, podczas gdy dla przybyszów z centrum Polski pozostaje ono sferą fascynującej zagadki. Pomorze Zachodnie wyróżnia się na mapie kraju jako region o wyraźnej odrębności socjopolitycznej, będącej wynikiem unikalnej syntezy historycznej. Wskaźniki tej odrębności – specyficzna geografia wyborcza, niższy poziom religijności czy zmodernizowane modele życia rodzinnego – są bezpośrednim efektem „płytkiego zakorzenienia” i braku ciężaru tradycji, który dominuje w innych częściach kraju. Fundamentem tej tożsamości jest proces, który prof. Inga Iwasiów w powieści Bambino opisała słowami: „Co sobie kto na swój temat wymyśli”. Tożsamość regionu opiera się na ciągłym wytwarzaniu narracji o sobie samym, często z myślą o przyszłości, a nie o kultywowaniu przeszłości. W relacji z „centrum” Polski region ten często funkcjonuje w napięciu między peryferyjnością a autonomią. Szczecin, położony w „narożniku mapy”, dla mieszkańców centrum może wydawać się końcem kraju, jednak w lokalnej świadomości to właśnie tutaj Polska się zaczyna. Ta perspektywa buduje archetyp „Eksploratora” – człowieka, który nie boi się migracji, zmiany zawodu czy odkrywania nowych światów, co jest bezpośrednim dziedzictwem pionierów.

Tożsamość Pomorza Zachodniego nie jest stanem statycznym. To dynamiczny proces „wymyślania siebie na nowo”, budowany na fundamencie odwagi, mobilności i akceptacji złożonej, wielokulturowej przeszłości. Region ten, pozostając dla wielu „nieodkrytą perłą”, definiuje swoją nowoczesność poprzez zdolność do nieustannego przekraczania granic – zarówno tych geograficznych, jak i mentalnych.

Cała rozmowa do wysłuchania i obejrzenia TUTAJ.