Tomasz Augustyn
Dunkierka nie jest modelem do skopiowania. Jest testem strategicznej dojrzałości Szczecina
Artykuł Aude van den Hove w portalu Politico przedstawia Dunkierkę jako modelowy przykład europejskiej zielonej reindustrializacji, ale zarazem podważa możliwość jego prostego powielania. To właśnie ten paradoks jest najważniejszy z punktu widzenia Szczecina. Sukces francuskiego miasta nie powstał dlatego, że wyznaczono teren inwestycyjny, skrócono procedury administracyjne i zaoferowano przedsiębiorstwom dotacje. Był wynikiem nałożenia się wyjątkowego położenia portowego, dużych zasobów terenów przemysłowych, dostępu do niskoemisyjnej energii, istniejącej kultury produkcyjnej, zaplecza pracowniczego, silnego państwa prowadzącego aktywną politykę przemysłową oraz ponad dziesięcioletniej ciągłości lokalnego przywództwa. Industrial Accelerator Act, przedstawiony przez Komisję Europejską 4 marca 2026 roku, ma wspierać europejską produkcję, upraszczać procesy inwestycyjne i wzmacniać popyt na niskoemisyjne produkty wytwarzane w Unii, ale według stanu na lipiec 2026 roku pozostaje propozycją legislacyjną, a nie ukończonym mechanizmem, który automatycznie stworzy nowe ośrodki przemysłowe.
Odpowiedź na pytanie, na ile Dunkierka może być inspiracją dla Szczecina, musi więc być dwudzielna. Jako materialny wzorzec lokalizacji konkretnych gałęzi przemysłu jest inspiracją ograniczoną, ponieważ Szczecin nie posiada identycznego układu energetycznego, logistycznego, własnościowego i instytucjonalnego. Jako model budowania długofalowej polityki przemysłowej zakorzenionej w rzeczywistych przewagach terytorium jest natomiast inspiracją bardzo silną. Nie należy kopiować tego, co powstało w Dunkierce, lecz zrozumieć, w jaki sposób miasto, port, państwo, przemysł i instytucje rozwoju stworzyły wspólny mechanizm działania. Najważniejszą lekcją nie jest bowiem budowa gigafabryki baterii. Jest nią zdolność przekształcenia zespołu istniejących atutów w spójną ofertę przemysłową, a następnie konsekwentnego utrzymywania tej oferty przez wiele lat.
Podobieństwa między Dunkierką a Szczecinem są wystarczająco istotne, aby takie porównanie miało sens. Obydwa miasta posiadają silną tożsamość portowo-przemysłową, doświadczyły głębokich zmian w tradycyjnych sektorach gospodarki i muszą odpowiadać na pytanie o miejsce przemysłu w gospodarce XXI wieku. W obu przypadkach port nie jest wyłącznie terminalem przeładunkowym, lecz częścią większego układu obejmującego produkcję, logistykę, energetykę, rynek pracy i strukturę przestrzenną miasta. Obydwa ośrodki dysponują także przemysłową pamięcią społeczną. W Dunkierce jest ona związana ze stalą, hutnictwem i ciężkim przemysłem portowym, w Szczecinie przede wszystkim z przemysłem stoczniowym, gospodarką morską, produkcją metalową i obsługą portu. Ta pamięć nie daje automatycznej przewagi konkurencyjnej, ale może ułatwiać społeczną akceptację dla odbudowy nowoczesnych funkcji produkcyjnych. Miasto, które przez dziesięciolecia żyło z przemysłu, nie musi dopiero uzasadniać, dlaczego produkcja ma znaczenie. Musi natomiast udowodnić, że nowy przemysł nie będzie prostym odtworzeniem sektorów przeszłości, ale źródłem bardziej produktywnych, lepiej płatnych i technologicznie zaawansowanych miejsc pracy.
Istnieje jednak zasadnicza różnica w punkcie wyjścia. Dunkierka była i pozostaje jednym z głównych europejskich ośrodków przemysłu ciężkiego, w którym dekarbonizacja istniejących zakładów może zostać połączona z lokowaniem nowych sektorów, takich jak produkcja baterii, recykling materiałów czy technologie elektromobilności. Port Dunkierki oficjalnie przedstawia swój model jako zieloną reindustrializację opartą na multimodalności, obiegu zamkniętym, niskoemisyjnej energii oraz współpracy istniejących i nowych gałęzi przemysłu. Nie chodzi więc o zastąpienie jednego zakładu innym, lecz o budowanie przemysłowej symbiozy, w której energia, ciepło, materiały, odpady, transport i usługi przepływają pomiędzy wieloma przedsiębiorstwami.
Szczecin nie jest natomiast miastem całkowicie zdeindustrializowanym ani monokulturą przemysłową wymagającą zastąpienia jednego dominującego sektora. Jego gospodarka jest bardziej rozproszona między działalność portową, logistykę, usługi dla biznesu, technologie informatyczne, produkcję przemysłową, sektor morski, handel i funkcje administracyjne. To z jednej strony utrudnia stworzenie jednej spektakularnej opowieści o „odrodzeniu przemysłu”, ale z drugiej ogranicza ryzyko uzależnienia miasta od pojedynczej branży. W przypadku Szczecina reindustrializacja nie powinna oznaczać powrotu do modelu miasta podporządkowanego jednemu wielkiemu zakładowi. Powinna polegać na podnoszeniu technologicznego poziomu istniejącej gospodarki, wzmacnianiu jej funkcji produkcyjnych i tworzeniu powiązań pomiędzy przemysłem morskim, energetyką, logistyką, informatyką, automatyką, usługami inżynieryjnymi oraz zapleczem naukowym.
Najważniejsza różnica dotyczy geografii portowej. Dunkierka jest portem głębokowodnym położonym bezpośrednio nad Morzem Północnym. Szczecin jest portem morskim położonym w głębi lądu, połączonym z Bałtykiem torem wodnym przebiegającym przez Zalew Szczeciński i Świnoujście. Pogłębienie toru do 12,5 metra oraz modernizacja nabrzeży istotnie zwiększyły możliwości portu w Szczecinie, umożliwiając obsługę statków o zanurzeniu około 11 metrów i ładowności dochodzącej do 45–50 tys. ton. Nie usuwa to jednak zasadniczej różnicy między Szczecinem a portem posiadającym bezpośredni dostęp do otwartego morza. Z tej różnicy wynika najważniejszy strategiczny wniosek: polskim odpowiednikiem Dunkierki nie może być sam Szczecin. Może nim być dopiero funkcjonalny kompleks Szczecin–Świnoujście–Police–Goleniów, uzupełniony powiązaniami ze Stargardem, Gryfinem i niemieckim zapleczem przygranicznym. Szczecin może koncentrować produkcję, inżynierię, kadry, usługi, badania i część przeładunków. Świnoujście zapewnia bezpośredni dostęp do morza, terminal instalacyjny offshore, terminal LNG, funkcje promowe i potencjał obsługi największych jednostek. Police wnoszą istniejący kompleks chemiczny, port przemysłowy i doświadczenie procesowe. Goleniów oferuje zaplecze produkcyjne, logistyczne, lotnicze oraz dostęp do rynku pracy. Dopiero połączenie tych funkcji tworzy skalę porównywalną z dużym europejskim okręgiem przemysłowo-portowym.
Jest to jednocześnie przewaga i słabość. Przewaga polega na możliwości funkcjonalnego rozdzielenia działalności między kilka lokalizacji: najbardziej terenochłonne i wymagające bezpośredniego dostępu do morza operacje mogą być rozwijane w Świnoujściu, działalność przemysłowa i przeładunkowa w Szczecinie i Policach, a część produkcji, logistyki oraz zaplecza magazynowego w Goleniowie. Słabością jest rozproszenie odpowiedzialności. Miasto Szczecin nie kontroluje całego układu, port pozostaje podmiotem państwowym, polityka energetyczna i sieciowa należy do władz oraz operatorów krajowych, terminale specjalistyczne mają własnych właścicieli, a poszczególne tereny znajdują się w granicach kilku samorządów. Francuska Dunkierka korzysta z tradycji silnej, skoordynowanej polityki przemysłowej państwa. W szczecińskim obszarze funkcjonalnym osiągnięcie podobnej koordynacji wymagałoby świadomego przezwyciężenia polskiej skłonności do działania sektorowego i administracyjnego, w którym każdy podmiot realizuje własną inwestycję, własny budżet i własną politykę komunikacyjną.
Szczecin nie rozpoczyna jednak tego procesu od zera. W mieście i jego otoczeniu powstaje już realny zalążek specjalizacji związanej z energetyką wiatrową. Vestas rozpoczął w 2025 roku produkcję gondoli dla turbin V236-15.0 MW w szczecińskim zakładzie, a wcześniej zapowiadał rozwój dwóch fabryk offshore, które według pierwotnych planów mogły przynieść łącznie ponad 1700 bezpośrednich miejsc pracy. Firma przejęła ponadto zakład produkcji łopat w Goleniowie, wzmacniając regionalny układ produkcyjny. Kolejnym elementem jest inwestycja Windar Polska na Ostrowie Grabowskim. Zakład produkujący stalowe sekcje wież dla morskiej energetyki wiatrowej ma kosztować około 653 mln zł, z czego blisko 230 mln zł stanowi wsparcie publiczne. Lokalizacja przy nabrzeżu nie jest dodatkiem marketingowym, lecz warunkiem technologicznym, ponieważ elementów o średnicy sięgającej około 10 metrów, długości 50 metrów i masie setek ton nie można racjonalnie przewozić zwykłą siecią drogową. To przykład inwestycji wynikającej z autentycznej przewagi Szczecina: połączenia zaplecza metalowego, terenów przemysłowych i możliwości bezpośredniego przeładunku wielkogabarytowych konstrukcji. Równolegle działa uruchomiony w czerwcu 2025 roku terminal offshore w Świnoujściu, który pozyskał już klientów branżowych i jest przygotowany do obsługi komponentów turbin o mocy 15 MW i większej oraz specjalistycznych jednostek instalacyjnych. Jego znaczenie wykracza poza polską część Bałtyku, ponieważ może obsługiwać projekty realizowane także na wodach niemieckich, szwedzkich i duńskich. Oznacza to, że zachodniopomorski układ portowy posiada już trzy podstawowe ogniwa potencjalnego klastra: produkcję komponentów w Szczecinie, zaplecze instalacyjne w Świnoujściu oraz produkcję i rozwój technologii łopat w Goleniowie.
W tym miejscu podobieństwo do Dunkierki staje się wyraźne. Francuski sukces nie rozpoczął się od abstrakcyjnej deklaracji, że miasto chce rozwijać zielony przemysł. Zaczął się od rozpoznania, jakie działalności rzeczywiście wymagają portu, dużych terenów, energii, logistyki ciężkiej i istniejących kompetencji przemysłowych. Szczecin powinien postąpić podobnie. Nie powinien konkurować o wszystkie modne branże zielonej gospodarki, od baterii po półprzewodniki, wodór i centra danych, lecz budować specjalizację wokół działalności, dla których jego portowe położenie jest warunkiem ekonomicznym albo technologicznym. Najbardziej wiarygodnym kierunkiem pozostaje przemysł morskiej energetyki wiatrowej i jego rozszerzenia: produkcja wież, gondoli, piast, elementów konstrukcyjnych, fundamentów i kabli, obsługa instalacyjna, serwis, jednostki specjalistyczne, automatyka, elektronika mocy, monitoring, logistyka wielkogabarytowa, recykling komponentów oraz usługi inżynieryjne. Nie oznacza to prostego ogłoszenia Szczecina „stolicą offshore”. Polskie miasta i regiony zbyt często zastępują strategię gospodarczą hasłem promocyjnym. Klaster nie powstaje wtedy, gdy na danym obszarze zlokalizuje się kilka zakładów należących do tej samej szeroko rozumianej branży. Powstaje wtedy, gdy zakłady zaczynają korzystać ze wspólnych dostawców, rynku pracy, infrastruktury, instytucji badawczych, szkoleń, usług technicznych i procesów innowacyjnych. Zakład funkcjonujący jako zamknięta montownia, importujący większość komponentów i korzystający z centralnych struktur badawczych przedsiębiorstwa, daje miejsca pracy i wpływy podatkowe, lecz nie tworzy jeszcze lokalnego ekosystemu przemysłowego. Strategiczny sukces Szczecina nie powinien być zatem mierzony wyłącznie liczbą inwestycji i wartością zadeklarowanego kapitału. Równie ważne są udział regionalnych dostawców, liczba powstających firm inżynieryjnych, transfer technologii, wartość lokalnych zamówień, rozwój kompetencji i zdolność regionu do samodzielnego tworzenia coraz bardziej zaawansowanych elementów łańcucha wartości.
Największa materialna przewaga Dunkierki, której Szczecin nie może obecnie po prostu odtworzyć, dotyczy energii. Przyciąganie przemysłu ciężkiego, metalurgii, produkcji baterii, wodoru, chemii czy centrów danych wymaga nie tylko fizycznego przyłącza, lecz także dużej dostępnej mocy, przewidywalności dostaw, niskiego śladu węglowego oraz ceny pozwalającej konkurować z lokalizacjami poza Europą. W Dunkierce położenie w sąsiedztwie francuskiego systemu energetyki jądrowej i możliwość zawierania wieloletnich kontraktów z EDF są elementem samego modelu przemysłowego. Szczecin może produkować elementy służące wytwarzaniu zielonej energii, ale nie oznacza to automatycznie, że lokalny przemysł otrzyma tanią i stabilną energię. Turbina wyprodukowana w porcie może zostać zainstalowana setki kilometrów dalej, a energia z niej trafić do krajowego systemu bez stworzenia bezpośredniej przewagi kosztowej dla zachodniopomorskiego zakładu. Dlatego zachodniopomorska strategia reindustrializacji nie może ograniczać się do mapy wolnych terenów i katalogu ulg inwestycyjnych. Powinna zawierać przemysłową mapę energetyczną: dostępne i planowane moce przyłączeniowe, terminy rozbudowy sieci, możliwość zawierania długoterminowych umów zakupu energii, potencjał magazynowania, wykorzystania ciepła odpadowego i tworzenia lokalnych układów współpracy energetycznej. Bez tego Szczecin może skutecznie pozyskiwać zakłady montażowe, ale będzie miał większe trudności z przyciąganiem najbardziej energochłonnych i kapitałochłonnych etapów produkcji. Samorząd nie kontroluje cen energii ani krajowej sieci, lecz może wymusić, aby kwestie te stały się przedmiotem wspólnego planowania miasta, portu, administracji centralnej, operatorów sieciowych i inwestorów. To właśnie jest praktyczna lekcja Dunkierki: przewaga geograficzna nabiera wartości dopiero wtedy, gdy zostanie połączona z decyzjami infrastrukturalnymi i kontraktowymi.
Drugą przewagą Dunkierki jest obecność zakładów kotwiczących cały ekosystem. ArcelorMittal nie jest tylko jednym z wielu inwestorów, ale przemysłowym rdzeniem zapewniającym popyt, kompetencje, dostawców i skalę operacji. Verkor nie powstaje w izolacji, lecz w sąsiedztwie francuskiego przemysłu motoryzacyjnego i jego realnego zapotrzebowania na baterie. Otwarta w grudniu 2025 roku fabryka Verkor ma początkową zdolność produkcyjną 16 GWh rocznie, a spółka wskazuje na około 1200 bezpośrednich i 3000 pośrednich miejsc pracy. W Szczecinie rolę kotwicy może częściowo odgrywać Vestas, ale dopiero kolejne lata pokażą, czy wokół jego zakładów powstanie rzeczywiście regionalny łańcuch dostaw. Miasto i region powinny zatem odejść od klasycznej polityki obsługi pojedynczych inwestorów na rzecz polityki budowania całego portfela działalności komplementarnych. Po każdej dużej inwestycji należałoby przeprowadzać analizę tego, jakie procesy produkcyjne są realizowane lokalnie, jakie komponenty są importowane, jakie firmy mogłyby je dostarczać, jakie certyfikaty są wymagane i czego brakuje regionalnym przedsiębiorstwom, aby wejść do łańcucha dostaw. Pomoc publiczna przeznaczona na duży zakład powinna być powiązana z systemem rozwoju lokalnych dostawców, programami jakości, wsparciem certyfikacji i tworzeniem centrów kompetencji dostępnych także dla mniejszych przedsiębiorstw.
Trzecia lekcja Dunkierki dotyczy ciągłości. Artykuł „Politico” trafnie pokazuje, że rezultaty nie powstały w czasie jednej kadencji i nie były efektem pojedynczego programu dotacyjnego. Szczecin potrzebowałby porozumienia przemysłowego wykraczającego poza bieżący cykl polityczny: kilkunastoletniego uzgodnienia między miastem, samorządem województwa, administracją rządową, portem, sąsiednimi gminami, uczelniami oraz kluczowymi przedsiębiorstwami. Jego przedmiotem nie powinno być ogólne poparcie dla rozwoju, lecz konkretna kolejność działań dotyczących terenów, energii, nabrzeży, kolei, dróg, transportu pracowniczego, kształcenia zawodowego, mieszkań i ochrony środowiska. Taka ciągłość jest w polskich warunkach trudniejsza niż we francuskim modelu aktywnej polityki przemysłowej. Kompetencje i zasoby są rozproszone, a poszczególne instytucje mają różne harmonogramy, priorytety i odpowiedzialność polityczną. Miasto może przygotować plan zagospodarowania, ale nie zmodernizuje samodzielnie krajowej sieci energetycznej. Port może przygotować nabrzeże, ale nie odpowiada za mieszkania i szkoły. Uczelnia może uruchomić kierunek kształcenia, lecz bez stabilnych zamówień przemysłu nie zatrzyma absolwentów. Przedsiębiorca może utworzyć zakład, ale nie zbuduje sprawnego transportu metropolitalnego. Dlatego szczecińskim odpowiednikiem francuskiego modelu nie byłaby jedna instytucja wydająca pozwolenia, lecz trwały mechanizm koordynacji wyposażony w realne dane, harmonogram, kierownictwo polityczne i zdolność rozwiązywania sporów między podmiotami.
Ważne jest przy tym, aby nie utożsamiać koordynacji z tworzeniem kolejnej rady, zespołu albo strategii. Szczecin posiada już instytucje promocji gospodarczej, organizacje przedsiębiorców, klastry, uczelnie i struktury współpracy metropolitalnej. Problemem nie jest brak podmiotów, lecz ich ograniczona zdolność do wspólnego prowadzenia jednego, długiego procesu przemysłowego. Potrzebna byłaby struktura przypominająca regionalne biuro realizacji programu, monitorująca przygotowanie terenów, sieci, kadr, mieszkań, transportu i łańcucha dostaw. Jej miarą powodzenia nie byłaby liczba konferencji i podpisanych listów intencyjnych, ale terminowe usuwanie konkretnych barier inwestycyjnych.
Czwarta i być może najbardziej niedoceniana lekcja Dunkierki dotyczy jakości życia. W artykule „Politico” bezpłatny transport autobusowy, szkoły, mieszkania i atrakcyjność miasta nie są przedstawione jako dodatki do polityki przemysłowej, lecz jako jej integralna część. To fundamentalna zmiana perspektywy. Inwestor nie wybiera wyłącznie działki. Wybiera miejsce, w którym musi przez wiele lat rekrutować i zatrzymywać pracowników, sprowadzać specjalistów, rozwijać kadrę menedżerską i zapewniać warunki życia ich rodzinom. Fabryka może powstać w dwa lub trzy lata, ale społeczność zdolna ją obsłużyć nie pojawi się równie szybko. W Szczecinie problem ten będzie nawet ważniejszy niż w tradycyjnie wysoko bezrobotnym regionie poprzemysłowym. Na koniec 2025 roku miasto liczyło około 383,8 tys. mieszkańców, a stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 4,2%. Oznacza to, że znaczna ekspansja przemysłowa nie może opierać się wyłącznie na aktywizowaniu dużych lokalnych rezerw bezrobotnych. Będzie wymagała zatrzymania absolwentów, przyciągnięcia pracowników z innych części kraju i zagranicy, podnoszenia kwalifikacji osób już zatrudnionych oraz poprawy produktywności. Szczecin posiada znaczące zaplecze akademickie, obejmujące uczelnie techniczne, morskie, uniwersyteckie i medyczne, a miejskie materiały inwestycyjne wskazują na sieć 14 szkół wyższych oraz rozwijane mechanizmy współpracy nauki, biznesu i samorządu. Sama obecność uczelni nie gwarantuje jednak dopasowania kompetencji do potrzeb przemysłu. Dunkierka powinna więc skłonić Szczecin do zmiany sposobu myślenia o kapitale ludzkim. Nie wystarczy zamawiać nowe kierunki albo klasy patronackie po ogłoszeniu inwestycji. Potrzebny jest system prognozowania zapotrzebowania na kwalifikacje, obejmujący operatorów produkcji, spawaczy, automatyków, elektryków, specjalistów utrzymania ruchu, inżynierów jakości, logistyków, programistów systemów przemysłowych, projektantów i menedżerów. Kształcenie powinno być prowadzone wspólnie z przedsiębiorstwami i obejmować nie tylko uczelnie, ale również szkoły branżowe, technika, centra szkoleniowe i system przekwalifikowania osób dorosłych.
Równie ważna jest polityka mieszkaniowa. Pozyskanie kilku tysięcy nowych pracowników bez zwiększenia dostępności mieszkań może podnieść ceny, wydłużyć dojazdy i spowodować, że część ekonomicznych korzyści zostanie skonsumowana przez rynek nieruchomości. Inwestycje przemysłowe powinny być zatem łączone z planem rozwoju budownictwa mieszkaniowego w miejscach posiadających dobrą dostępność transportową do portu, północnych dzielnic Szczecina, Polic, Goleniowa i Świnoujścia. Nie musi to oznaczać powrotu do osiedli podporządkowanych jednemu zakładowi pracy. Chodzi o zwiększenie podaży różnego rodzaju mieszkań i stworzenie warunków, w których pracownik może związać się z miastem na dłużej, a nie tylko czasowo wynajmować lokal podczas realizacji inwestycji. Także transport publiczny powinien być rozumiany jako infrastruktura przemysłowa. Bezpłatne autobusy w Dunkierce są rozwiązaniem charakterystycznym dla lokalnego modelu, ale nie sama bezpłatność jest tu najważniejsza. Istotne są dostępność, częstotliwość, niezawodność i dopasowanie do zmianowego systemu pracy zakładów. W przypadku szczecińskiego układu przemysłowego transport powinien przekraczać granice miasta i łączyć Szczecin, Police, Goleniów, Stargard, Gryfino oraz węzły przesiadkowe z obszarami portowymi. Jeżeli tysiące nowych pracowników będą zależne od samochodu, wzrost przemysłowy szybko przełoży się na zatłoczenie dróg, presję parkingową i wysokie koszty społeczne. Szczecińska Kolej Metropolitalna oraz transport autobusowy powinny być więc planowane nie tylko jako usługa dla obecnych mieszkańców, ale także jako element przyszłego rynku pracy.
Dunkierka pokazuje również, że rozwój przemysłowy wymaga świadomego zarządzania relacją między portem a miastem. Nowe zakłady zajmują duże obszary, generują ruch ciężarowy, hałas, emisje i presję na środowisko. Zielona technologia nie oznacza automatycznie braku lokalnych uciążliwości. Produkcja turbin, baterii, konstrukcji stalowych czy wodoru nadal jest przemysłem. W Szczecinie kwestia ta jest szczególnie wrażliwa ze względu na przenikanie się obszarów portowych, miejskich, wodnych i przyrodniczych. Próba przyspieszania inwestycji przez pomijanie konsultacji albo traktowanie ochrony środowiska jako formalnej przeszkody prowadziłaby do konfliktów, opóźnień i utraty społecznego zaufania. Szybsze procedury powinny oznaczać lepszą koordynację i wcześniejsze przygotowanie dokumentacji, a nie osłabienie standardów. Niezbędny jest więc nowy rodzaj kontraktu społecznego. Mieszkańcy powinni wiedzieć nie tylko, ilu inwestorów pozyskano, lecz także jakie powstaną miejsca pracy, jakie będą wynagrodzenia, skąd zostaną sprowadzeni pracownicy, jaki ruch wygenerują zakłady, jak będzie monitorowane oddziaływanie środowiskowe i jakie korzyści otrzymają dzielnice sąsiadujące z terenami przemysłowymi. Bez takiej transparentności może powstać sytuacja, w której miasto ponosi koszty infrastrukturalne i środowiskowe, a znaczna część wartości dodanej oraz decyzji technologicznych pozostaje poza regionem.
Dunkierka jest również przestrogą przed zbyt wczesnym ogłaszaniem sukcesu. Między zapowiedzią inwestycji, budową zakładu, osiągnięciem pełnej zdolności produkcyjnej i powstaniem trwałych miejsc pracy może upłynąć wiele lat. Projekty baterii we Francji mierzą się z opóźnieniami, wysokimi kosztami, konkurencją azjatycką i niepewnością europejskiego rynku samochodów elektrycznych. Sama reindustrializacja nie rozwiązała także wszystkich problemów społecznych i politycznych Dunkierki. Relacje z francuskiego regionu wskazywały, że obietnice tysięcy miejsc pracy materializują się wolniej, niż oczekiwali mieszkańcy, a poprawa wskaźników gospodarczych nie usuwa automatycznie poczucia marginalizacji. Szczecin powinien wobec tego unikać uzależnienia swojej polityki od jednej prognozy rozwoju offshore. Morska energetyka wiatrowa jest najbardziej wiarygodną specjalizacją przemysłową miasta, ale pozostaje sektorem zależnym od regulacji, harmonogramów aukcji, finansowania, cen energii, decyzji inwestorów i stabilności europejskiego łańcucha dostaw. Zakłady muszą mieć dostęp do zamówień nie tylko z polskiego rynku, ale także z całego Bałtyku i innych regionów Europy. W tym sensie lokalizacja blisko Niemiec, Skandynawii i bałtyckich szlaków morskich jest znaczącą przewagą, lecz musi zostać wykorzystana przez aktywną politykę eksportową, współpracę transgraniczną i zdolność obsługi inwestorów w skali ponadnarodowej.
Industrial Accelerator Act może stworzyć dla Szczecina szansę, ale wyłącznie pod warunkiem, że miasto i region nie będą zabiegać o status obszaru przyspieszenia przemysłowego jako kolejny tytuł promocyjny. Komisja proponuje mechanizmy upraszczające pozwolenia, wzmacniające europejski komponent produkcji i wspierające technologie niskoemisyjne w takich sektorach jak stal, aluminium, motoryzacja i technologie neutralności klimatycznej. Szczeciński kompleks portowo-przemysłowy mógłby być naturalnym kandydatem do wykorzystania tych rozwiązań, ale jego oferta musiałaby być skonstruowana wokół jasno zdefiniowanej specjalizacji. Wyznaczenie dużej strefy na mapie nie stworzy przewagi, jeżeli nie zostanie zapewniona energia, infrastruktura, dostęp do nabrzeży, transport kolejowy, wykwalifikowane kadry i przewidywalność procedur. Dunkierka odnosi sukces nie dlatego, że posiada strefę przemysłową, lecz dlatego, że inwestor może w jednym terytorialnym pakiecie otrzymać niemal wszystko, czego wymaga produkcja wielkoskalowa. Najbardziej ambitnym i jednocześnie racjonalnym kierunkiem dla Szczecina byłoby więc stworzenie zachodniopomorskiego zielonego okręgu morskiego. Nie jako nowej jednostki administracyjnej, lecz jako wspólnego programu gospodarczego Szczecina, Świnoujścia, Polic, Goleniowa, portu, województwa, państwa, uczelni i przemysłu. Jego podstawą powinny być nie ogólne deklaracje, lecz uzgodniony portfel terenów i inwestycji, bilans energetyczny, plan rozwoju sieci, program kadr, strategia mieszkaniowa, transport pracowniczy, system włączania lokalnych firm do łańcuchów dostaw oraz wspólne standardy środowiskowe. Sukces takiego programu należałoby mierzyć czymś więcej niż liczbą komunikatów inwestycyjnych. Podstawowymi wskaźnikami powinny być wartość produkcji przemysłowej, udział regionalnych przedsiębiorstw w zamówieniach, liczba trwałych miejsc pracy, przeciętne wynagrodzenia, liczba osób zdobywających kwalifikacje techniczne, wartość eksportu, nakłady badawczo-rozwojowe, liczba nowych dostawców, dostępność transportowa zakładów, zużycie energii i emisyjność produkcji. Dopiero takie mierniki pozwolą odróżnić trwałą zmianę strukturalną od serii dużych, lecz odizolowanych inwestycji.
Dunkierka może być zatem dla Szczecina bardzo silną inspiracją, ale pod warunkiem odrzucenia pokusy powierzchownego naśladownictwa. Szczecin nie ma zostać polską Dunkierką poprzez zbudowanie podobnych fabryk. Powinien zrobić to, co zrobiła Dunkierka: rozpoznać własną, niepowtarzalną kombinację przemysłowego dziedzictwa, położenia, portu, kompetencji i przyszłych rynków, a następnie konsekwentnie zbudować wokół niej instytucjonalny, społeczny i infrastrukturalny ekosystem.
Najważniejszy wniosek z francuskiego przykładu jest wymagający. Szczecin posiada już część niezbędnych aktywów i obserwuje pierwszą falę poważnych inwestycji związanych z offshore. Nie posiada jednak jeszcze kompletnego, powszechnie czytelnego modelu zielonej reindustrializacji łączącego Szczecin ze Świnoujściem, Policami i Goleniowem. Jeżeli poszczególne zakłady, terminale, szkoły i inwestycje infrastrukturalne pozostaną osobnymi przedsięwzięciami, region otrzyma kilka ważnych fabryk, ale niekoniecznie nowy system gospodarczy. Jeżeli natomiast zostaną połączone wspólną specjalizacją, polityką energetyczną, transportową, kadrową i mieszkaniową, Szczecin może stać się jednym z głównych europejskich ośrodków zielonego przemysłu morskiego. Dunkierka nie uczy bowiem, jak zdobyć gigafabrykę. Uczy, jak przestać traktować inwestycję jako pojedyncze wydarzenie i uczynić z niej element wieloletniej transformacji całego terytorium.
