Sławomir Doburzyński
Słabo rozpoznajemy aspiracje młodych ludzi, a bez tego grozi nam – jako regionom peryferyjnym – wielopoziomowa degradacja.
W doświadczeniu części młodzieży dorastającej w regionie takim jak Pomorze Zachodnie nakładają się na siebie trzy odrębne, lecz wzajemnie wzmacniające się poziomy peryferyjności: przestrzennej, kulturowej i technologicznej. Nie są one wyłącznie obiektywnymi cechami miejsca zamieszkania. Stają się elementami codziennego doświadczenia, sposobu postrzegania własnych możliwości i wyobrażenia o tym, gdzie znajduje się świat uznawany za nowoczesny, dynamiczny i godny aspiracji. Peryferyjność przestrzenna oznacza oddalenie od dużych ośrodków pracy, edukacji, kultury i rozrywki. Peryferyjność kulturowa przejawia się poczuciem, że lokalne środowisko nie wytwarza języka, symboli i wzorów sukcesu atrakcyjnych dla młodego pokolenia. Peryferyjność technologiczna nie musi już oznaczać wyłącznie braku dostępu do internetu lub urządzeń. Coraz częściej polega na tym, że młodzi są intensywnymi użytkownikami technologii, ale pozostają przede wszystkim konsumentami treści, platform i produktów tworzonych gdzie indziej, zamiast stawać się ich świadomymi producentami, projektantami i właścicielami. W przestrzeni cyfrowej te trzy wymiary nie znikają. Przeciwnie, mogą zostać zwielokrotnione, ponieważ ekran nie tylko otwiera dostęp do świata, lecz także nieustannie przypomina o dystansie dzielącym młodego człowieka od jego najbardziej widowiskowych centrów.
Pomorze Zachodnie jest szczególnym środowiskiem dla takiego procesu. Region charakteryzuje się znacznym rozproszeniem osadnictwa, dużymi odległościami między miejscowościami, małą skalą demograficzną wielu lokalnych wspólnot oraz koncentracją bardziej złożonych funkcji w ograniczonej liczbie ośrodków. Dla młodej osoby mieszkającej poza Szczecinem, Koszalinem czy Stargardem dostęp do oferty edukacyjnej, kulturalnej i zawodowej może wymagać długiego dojazdu albo migracji. Szczecin sam pełni przy tym rolę silnego centrum regionalnego, lecz w ogólnopolskim obiegu medialnym, kulturalnym i gospodarczym bywa postrzegany jako miasto położone na obrzeżu głównej osi rozwoju kraju. Powstaje więc układ peryferyjności piętrowej. Młodzież z małych miejscowości odnosi własne życie do Szczecina, natomiast młodzi szczecinianie porównują swoje możliwości z Warszawą, Wrocławiem, Krakowem, Poznaniem, Berlinem albo przestrzenią całkowicie oderwaną od geografii, reprezentowaną przez globalne platformy, influencerów i marki. Regionalne centrum samo może odczuwać dystans wobec centrum krajowego, a centrum krajowe okazuje się jedynie lokalnym przystankiem w globalnym obiegu obrazów sukcesu.
W tradycyjnym modelu peryferyjność była w znacznej mierze ograniczana przez fizyczny zasięg codziennego doświadczenia. Młody człowiek porównywał się z osobami ze szkoły, osiedla, wsi lub sąsiedniego miasta. Wiedza o stylu życia elit, celebrytów i ludzi bardzo zamożnych była filtrowana przez telewizję, prasę i instytucje kultury. Przekaz był scentralizowany, lecz jego częstotliwość i intensywność pozostawały ograniczone. Współczesna przestrzeń cyfrowa zniosła tę osłonę. Młodzi ludzie z najmniejszych miejscowości żyją w nieprzerwanym kontakcie z obrazami życia w metropoliach, luksusowych wnętrzach, egzotycznych podróżach, studiach nagraniowych, modnych restauracjach i środowiskach show-biznesu. Nie obserwują tego świata okazjonalnie. Noszą go w kieszeni, oglądają przed snem, po przebudzeniu, w drodze do szkoły i podczas przerw. Algorytmiczny strumień treści zamienia wyjątkowe doświadczenia nielicznych osób w pozorną codzienność całego pokolenia.
Cyfrowy obraz centrum nie jest przy tym wiernym przedstawieniem rzeczywistości wielkomiejskiej. To jej najbardziej skondensowana, atrakcyjna i komercyjna wersja. Nie pokazuje przeciętnych wynagrodzeń, kosztów mieszkań, niepewności zatrudnienia, zmęczenia, ryzyka porażki ani wieloletniego procesu zdobywania kompetencji. Pokazuje moment sukcesu, konsumpcję, widzialność i społeczne uznanie. Centrum zostaje sprowadzone do scenografii, w której ludzie są młodzi, atrakcyjni, samodzielni finansowo i nieustannie uczestniczą w wydarzeniach. Peryferia przedstawiają się na tym tle jako przestrzeń pozbawiona znaczenia: bez właściwych ludzi, odpowiednich miejsc, pieniędzy, kontaktów i możliwości. Młody człowiek może mieć dostęp do tej samej aplikacji co mieszkaniec Warszawy, Londynu lub Los Angeles, ale nie ma dostępu do tych samych sieci społecznych, instytucji, kapitału rodzinnego, rynku pracy i infrastruktury produkcyjnej. Formalna równość dostępu do platformy maskuje głęboką nierówność możliwości wykorzystania jej do realnego awansu.
Fenomen Ekipy był jednym z wyrazistych przykładów przekształcenia młodzieżowych aspiracji w zintegrowany system medialny, konsumpcyjny i biznesowy. Jego znaczenie nie polegało wyłącznie na popularności określonej grupy twórców. Pokazał on, że środowisko influencerów może stworzyć zamknięty świat społeczny, w którym przyjaźń, wspólne mieszkanie, zabawa, relacje emocjonalne, twórczość i przedsiębiorczość tworzą jeden atrakcyjny spektakl. Sukces wydawał się efektem energii, rozpoznawalności, osobowości i zdolności przyciągania uwagi, a granica między codziennym życiem a produktem została niemal całkowicie zatarta. Dla młodego odbiorcy z peryferyjnej miejscowości taki model był szczególnie silny, ponieważ przedstawiał alternatywną drogę awansu. Nie wymagała ona pozornie wieloletniej edukacji, mozolnego zdobywania pozycji zawodowej ani przechodzenia przez hierarchie instytucjonalne. Wystarczały pomysł, grupa znajomych, odwaga, kamera i zdolność zaistnienia. Od tego czasu formy cyfrowej aspiracji stały się jeszcze bardziej rozproszone i intensywne. Nie jest już potrzebna jedna rozpoznawalna grupa wyznaczająca styl pokoleniowy. Funkcję tę pełnią tysiące mikrocelebrytów, streamerów, twórców krótkich filmów, komentatorów, graczy, sprzedawców kursów i osób budujących markę osobistą wokół własnego stylu życia. Algorytmy nie tworzą jednego wspólnego kanonu. Dopasowują odrębny świat aspiracyjny do każdego użytkownika. Jednemu pokazują muzykę, modę i życie nocne, innemu szybki biznes, samochody i inwestowanie, kolejnemu sprawność fizyczną, podróże, gry komputerowe albo radykalną indywidualną samowystarczalność. Wspólny pozostaje podstawowy komunikat: sukces jest dostępny natychmiast, jeśli człowiek potrafi właściwie wykorzystać uwagę, odróżnić się od innych i uwolnić od ograniczeń zwykłej drogi życiowej.
Niebezpieczeństwo tego modelu nie polega na samym istnieniu aspiracji ani na tym, że młodzi chcą zarabiać, być widoczni, podróżować i opuszczać środowiska, które uznają za ograniczające. Aspiracja jest naturalnym i potrzebnym składnikiem rozwoju. Problem pojawia się wtedy, gdy kultura cyfrowa oddziela obraz sukcesu od jego materialnych podstaw. Widzialność zaczyna być utożsamiana z kompetencją, popularność z wartością, konsumpcja z niezależnością, a szybkość osiągnięcia rezultatu z osobistą sprawnością. Znaczna część pracy, kapitału, kontaktów, zaplecza produkcyjnego i ryzyka stojącego za cyfrowym sukcesem pozostaje niewidoczna. Młody odbiorca obserwuje efekt, ale nie widzi infrastruktury. Widzi markę, lecz nie widzi zespołu, księgowości, prawników, montażystów, reklamodawców, menedżerów i kapitału początkowego. Może więc dojść do błędnego wniosku, że zwykła droga edukacyjna i zawodowa jest przejawem braku odwagi, a nie jednym z realnych sposobów budowania niezależności.
W regionie peryferyjnym skutki tego przekazu mogą być szczególnie intensywne, ponieważ lokalne instytucje często nie oferują równie atrakcyjnych i wiarygodnych narracji o sukcesie. Szkoła mówi o nauce, samorząd o projektach, dom kultury o zajęciach, a lokalni pracodawcy o stabilnym zatrudnieniu. Język ten przegrywa z wizualną dynamiką platform, ponieważ jest abstrakcyjny, formalny i pozbawiony emocjonalnej siły. Młody człowiek nie widzi w nim obietnicy sprawczości. Widzi raczej powolność, hierarchię, podporządkowanie i ograniczenie. Jeżeli lokalny rynek pracy kojarzy się z niskimi wynagrodzeniami, zmianowością, sezonowością albo pracą poniżej kwalifikacji, cyfrowa droga na skróty zaczyna wyglądać nie jak nieracjonalna fantazja, ale jak próba ucieczki z systemu, który nie oferuje wystarczającej nagrody za cierpliwość. Peryferyjność przestrzenna w takim układzie nie oznacza wyłącznie odległości od miasta. Oznacza ograniczoną liczbę punktów wejścia do świata aspiracji. W dużej metropolii młody człowiek może zetknąć się z różnymi środowiskami zawodowymi, instytucjami kultury, organizacjami społecznymi, startupami, uczelniami, wydarzeniami branżowymi i osobami wykonującymi nietypowe zawody. Może zobaczyć, że między szkołą a celebryckim sukcesem istnieje rozległa przestrzeń realnych, interesujących dróg życiowych. W małej miejscowości horyzont zawodowy bywa znacznie węższy. Jeżeli lokalnie widoczne są przede wszystkim administracja, handel, usługi podstawowe, rolnictwo, sezonowa turystyka lub kilka większych zakładów, cyfrowy świat staje się głównym źródłem wiedzy o innych możliwościach. Jest to wiedza szeroka, lecz bardzo selektywna. Platformy nie pokazują zawodów według ich społecznej użyteczności ani prawdopodobieństwa osiągnięcia stabilnej pozycji. Promują to, co generuje uwagę.
Peryferyjność kulturowa polega natomiast na osłabieniu zdolności lokalnego środowiska do nadawania wartości własnym doświadczeniom. Młodzież może znać globalne trendy, język platform i twórców z innych części kraju, a jednocześnie nie posiadać atrakcyjnej opowieści o własnym regionie. Pomorze Zachodnie jest w tym zakresie przypadkiem szczególnym. Jego powojenna historia, migracyjny charakter, przerwana ciągłość kulturowa, pograniczne położenie i duże zróżnicowanie lokalnych tożsamości utrudniają stworzenie jednego mocnego kodu regionalnego. Dla części młodych ludzi region nie jest źródłem symbolicznego prestiżu, lecz przestrzenią, z której należy się wydostać. Miejsce urodzenia staje się punktem startowym, a nie składnikiem tożsamości możliwym do twórczego wykorzystania. Jeżeli lokalna kultura jest przedstawiana wyłącznie jako dziedzictwo, folklor, rocznice i działania skierowane do starszych odbiorców, nie może skutecznie konkurować z żywą kulturą cyfrową. Młodzież nie odrzuca kultury lokalnej dlatego, że nie interesuje jej własne otoczenie. Odrzuca sposób, w jaki jest ono często przedstawiane: statyczny, dydaktyczny i pozbawiony prawa do współczesności. Region potrzebuje nie tylko opowiadania o przeszłości, ale również produkowania nowych znaczeń. Port, granica, morze, krajobraz, powojenna migracja, wielokulturowość, przemysł, transformacja energetyczna, małe miasta i życie pomiędzy Polską a Niemcami mogą być materiałem dla muzyki, filmu, gier, wzornictwa, fotografii i nowych mediów. Dopóki jednak młodzi są traktowani głównie jako odbiorcy oferty kulturalnej, a nie jej współtwórcy, będą przenosić swoje ambicje do systemów wytwarzanych poza regionem.
Peryferyjność technologiczna jest najbardziej paradoksalna. Młodzi mieszkańcy regionu mogą korzystać z nowoczesnych smartfonów, generatywnej sztucznej inteligencji, platform streamingowych i narzędzi do montażu, a mimo to pozostawać technologicznie zależni. Dostęp do narzędzia nie jest równoznaczny ze zdolnością tworzenia wartości. Użytkownik aplikacji może sprawnie publikować treści, ale nie rozumieć modelu biznesowego platformy, zasad działania algorytmu, ekonomii danych, praw autorskich, reklamy, bezpieczeństwa cyfrowego i monetyzacji. Może posiadać kompetencje konsumpcyjne, lecz nie produkcyjne. Może tworzyć treści, ale nie być właścicielem kanałów dystrybucji, relacji z odbiorcami ani danych. W praktyce jego aktywność zasila platformę, która ustala zasady widzialności i może w każdej chwili zmienić algorytm, ograniczyć zasięg albo zablokować konto. Taka technologiczna zależność wzmacnia peryferyjność kulturową. Młody człowiek może odczuwać, że aktywnie uczestniczy w globalnym świecie, podczas gdy w rzeczywistości porusza się po przestrzeni zaprojektowanej przez kilka korporacji i dostosowuje zachowania do ich mechanizmów. Wytwarza treści podobne do tych, które już uzyskały wysokie zasięgi, naśladuje język i estetykę dominujących twórców, a swoje poczucie wartości wiąże z liczbą reakcji. Pozornie wyzwala się z lokalnych ograniczeń, lecz trafia do jeszcze silniej scentralizowanego systemu. Geograficzne centrum zostaje zastąpione przez centrum algorytmiczne. Nie znajduje się ono w Warszawie ani Berlinie, ale w systemach rekomendacyjnych, które decydują, co zostanie zobaczone, powielone i uznane za atrakcyjne.
Wszystkie trzy poziomy peryferyjności kumulują się w doświadczeniu porównania. Młody człowiek nie porównuje już swojego życia wyłącznie z życiem rówieśników. Porównuje jego nieprzetworzoną, codzienną wersję z profesjonalnie wyprodukowaną reprezentacją życia innych. Własne mieszkanie, szkoła, miejscowość i rodzina oglądane są bez filtrów, natomiast świat cyfrowy pojawia się po selekcji, montażu i korekcji. Jest to porównanie strukturalnie nierówne, ale psychologicznie bardzo silne. Może rodzić wstyd związany z pochodzeniem, wyglądem domu, poziomem konsumpcji, zawodem rodziców albo brakiem dostępu do rozrywki. Lokalność przestaje być neutralnym środowiskiem życia, a zaczyna być postrzegana jako dowód niepowodzenia. W tym kontekście pojawia się nowy rodzaj mobilności. Tradycyjna mobilność oznaczała wyjazd do szkoły, na studia albo do pracy, zmianę miejsca zamieszkania i stopniowe budowanie pozycji. Współczesna mobilność jest częściowo mentalna, cyfrowa i tożsamościowa. Młody człowiek może mieszkać w małej zachodniopomorskiej miejscowości, ale kulturowo lokować siebie w globalnej wspólnocie graczy, twórców muzycznych, inwestorów, fanów określonego stylu albo uczestników internetowej subkultury. Może odcinać się od lokalnego środowiska, zanim fizycznie je opuści. Nie zawsze prowadzi to do emancypacji. Czasem powoduje stan zawieszenia: jednostka przestaje identyfikować się z miejscem, w którym żyje, ale nie posiada jeszcze zasobów pozwalających wejść do świata, do którego aspiruje. Ta mobilność może sprzyjać skłonności do pójścia na skróty, lecz nie należy interpretować jej jako moralnej wady młodego pokolenia. Jest raczej racjonalną odpowiedzią na środowisko, które jednocześnie podnosi aspiracje i osłabia wiarę w tradycyjne mechanizmy awansu. Jeżeli młodzi widzą wysokie koszty mieszkań, niepewność zatrudnienia, długi czas zdobywania stabilności i ograniczoną dostępność prestiżowych zawodów, mogą uznać, że cierpliwa ścieżka nie zapewnia odpowiedniej nagrody. Platformy oferują alternatywną narrację: szybki handel, spekulację, kryptowaluty, zakłady, płatne kursy, afiliację, dropshipping, tworzenie treści, monetyzację wizerunku albo sprzedaż obietnicy sukcesu innym. Nie wszystkie te działania są nieuczciwe lub destrukcyjne. Problemem jest ich przedstawianie jako łatwych, powszechnie dostępnych i oderwanych od ryzyka.
Szczególnie groźna jest normalizacja przekonania, że wartość człowieka zależy od zdolności natychmiastowego przekształcenia siebie w produkt. Marka osobista, wcześniej charakterystyczna dla artystów, przedsiębiorców i osób publicznych, staje się obowiązkiem nastolatka. Należy być widocznym, charakterystycznym, konsekwentnym wizerunkowo i stale aktywnym. Prywatność może być traktowana jako niewykorzystany zasób, a relacje jako materiał do publikacji. Młodzi uczą się mierzyć społeczne znaczenie wskaźnikami zasięgu. W takiej logice proces dorastania, który naturalnie wymaga eksperymentowania, zmiany poglądów i popełniania błędów, zostaje podporządkowany trwałemu zapisowi cyfrowemu i reakcji publiczności. Równocześnie część młodych ludzi, niezdolna do osiągnięcia widzialności, może doświadczać podwójnego wykluczenia. Są peryferyjni w świecie fizycznym i niewidzialni w świecie cyfrowym. Platforma obiecuje każdemu możliwość zaistnienia, ale rozdziela uwagę skrajnie nierówno. Większość twórców nie osiąga znaczących zasięgów ani dochodów. Im silniejsze jest jednak przekonanie, że sukces zależy wyłącznie od kreatywności i determinacji, tym łatwiej niepowodzenie przypisać osobistej niewystarczalności. Pojawia się frustracja, wstyd, poczucie przegranej i podatność na przekazy oferujące prostych winnych: szkołę, rodziców, lokalną społeczność, państwo, migrantów, elity, kobiety, mężczyzn albo całe społeczeństwo.
Wyzwanie dla polityki młodzieżowej, edukacji i kultury nie polega zatem jedynie na prostowaniu fałszywych informacji. Klasyczna edukacja medialna, koncentrująca się na rozpoznawaniu fake newsów i sprawdzaniu źródeł, jest potrzebna, ale niewystarczająca. Stereotypy wypełniające horyzont młodych nie mają przede wszystkim charakteru faktograficznego. Są emocjonalnymi i estetycznymi strukturami rozumienia świata. Stereotyp mówi nie tylko, że w Warszawie są większe możliwości. Mówi, że wartościowe życie dzieje się wyłącznie tam, gdzie są pieniądze, widzialność i ciągła intensywność. Nie wystarczy odpowiedzieć statystyką, że życie w mniejszym mieście może być spokojniejsze lub tańsze. Trzeba stworzyć alternatywną, wiarygodną i atrakcyjną wizję sprawczości.
Przełamywanie przekłamań musi rozpocząć się od przyznania, że część młodzieżowej diagnozy jest prawdziwa. Mniejsze miejscowości rzeczywiście oferują mniej zróżnicowany rynek pracy, słabszą komunikację, ograniczoną ofertę kulturalną i mniejszą anonimowość. Nie można oczekiwać, że młodzi zaakceptują lokalność wyłącznie z obowiązku patriotycznego. Polityka oparta na moralizowaniu będzie nieskuteczna, ponieważ potwierdzi przekonanie, że lokalne instytucje nie rozumieją ich aspiracji. Trzeba równocześnie poprawiać warunki życia i język, którym się o nich opowiada. Bez realnego dostępu do transportu, mieszkań, dobrej edukacji, przestrzeni spotkań, kultury i technologii kampania promująca region będzie odbierana jako propaganda. Najważniejszym zadaniem jest poszerzenie horyzontu możliwych dróg życiowych. Młodzi powinni zobaczyć, że między pozostaniem w bezperspektywicznej pracy a zostaniem celebrytą istnieje szerokie spektrum ról: technicznych, twórczych, naukowych, społecznych, przedsiębiorczych i rzemieślniczych. Wymaga to obecności żywych wzorów, a nie tylko poradnictwa zawodowego opartego na testach i prezentacjach. Szkoły, samorządy, firmy, uczelnie i instytucje kultury powinny organizować trwały kontakt młodzieży z osobami wykonującymi nowoczesne zawody w regionie: inżynierami offshore, programistami, projektantami, operatorami dronów, twórcami gier, specjalistami produkcji filmowej, logistykami, badaczami morza, automatykami, muzykami, animatorami i przedsiębiorcami. Nie po to, by przekonywać wszystkich do pozostania, lecz aby pokazać, że nowoczesność nie jest wyłącznie importowana z metropolii.
Potrzebna jest również zmiana roli instytucji kultury. Dom kultury nie może być jedynie organizatorem zajęć i wydarzeń. Powinien stawać się lokalnym laboratorium produkcji treści, wyposażonym w sprzęt, kompetencje i opiekę mentorską. Młodzież powinna mieć możliwość tworzenia filmów, podcastów, muzyki, fotografii, animacji, gier i projektów cyfrowych, a następnie uczyć się ich dystrybucji, ochrony prawnej i monetyzacji. Nie chodzi o produkowanie kolejnych influencerów, ale o przejście od biernego korzystania z platform do świadomego rozumienia całego procesu produkcyjnego. Młody człowiek, który sam tworzy, montuje, negocjuje licencję i analizuje odbiorców, przestaje postrzegać cyfrowy sukces jako magiczny rezultat osobowości.
Edukacja technologiczna powinna obejmować ekonomię platform. Młodzi muszą wiedzieć, kto zarabia na ich uwadze, dlaczego algorytmy promują konflikt i skrajne emocje, jak działają reklamy, na czym polega ryzyko finansowych obietnic oraz dlaczego większość prób monetyzacji nie przynosi stabilnego dochodu. Nie może to być przekaz zakazowy. Zakaz korzystania z platform nie ma znaczenia w świecie, w którym są one podstawowym środowiskiem komunikacji. Potrzebne jest podejście podobne do edukacji ekonomicznej i obywatelskiej: rozumienie reguł systemu, własnej pozycji, praw i ryzyka.
Równie ważne jest tworzenie lokalnych drabin prestiżu. W wielu małych społecznościach młody człowiek nie otrzymuje uznania za kompetencje, dopóki nie osiągnie sukcesu poza regionem. Lokalne środowisko zauważa sportowca, artystę lub przedsiębiorcę dopiero wtedy, gdy zostanie rozpoznany w skali kraju. To wzmacnia przekonanie, że prawdziwa wartość zawsze musi zostać potwierdzona przez centrum. Samorządy i instytucje regionalne powinny systematycznie promować młodych twórców, wynalazców, społeczników, rzemieślników i specjalistów, ale nie przez ceremonialne nagrody oderwane od ich środowiska. Potrzebne są stypendia, zamówienia, przestrzenie prezentacji, dostęp do mentorów i realne możliwości zawodowe. Uznanie musi mieć materialną konsekwencję.
Pomorze Zachodnie posiada przy tym zasób, który może odróżniać je od wielu regionów: bliskość Niemiec, Skandynawii i gospodarki bałtyckiej. Pograniczność może być źródłem peryferyjności wobec krajowego centrum, ale może również stanowić przestrzeń otwarcia. Dla młodzieży z regionu naturalnym horyzontem nie powinna być wyłącznie migracja do Warszawy. Mogą nim być Berlin, Hamburg, Kopenhaga, Malmö oraz transgraniczne rynki edukacji, kultury i pracy. Wymaga to jednak znajomości języków, sprawnego transportu, programów wymiany, współpracy szkół i wspólnych projektów twórczych. W przeciwnym razie bliskość granicy pozostanie geograficznym faktem bez społecznej treści. Polityka regionalna powinna także odróżniać mobilność od trwałej utraty zasobów. Nie należy oczekiwać, że młodzi ludzie pozostaną w miejscowości urodzenia. Wyjazd jest często warunkiem rozwoju. Problem zaczyna się wtedy, gdy region nie posiada mechanizmu powrotu, współpracy na odległość ani ponownego włączenia osób, które zdobyły doświadczenie gdzie indziej. Nowoczesna polityka młodzieżowa nie powinna bronić lokalności przed światem, lecz tworzyć obieg między regionem a światem. Młodzi mogą studiować i pracować poza Pomorzem Zachodnim, a następnie wracać, inwestować, tworzyć projekty, utrzymywać relacje zawodowe albo pracować zdalnie. Warunkiem jest jednak istnienie lokalnej infrastruktury i środowiska, do którego warto powrócić.
Największym błędem byłoby potraktowanie analizowanego zjawiska jako kryzysu wartości jednego pokolenia. Młodzież nie wymyśliła kultury natychmiastowości, finansjalizacji życia, widowiskowej konsumpcji i nieustannego budowania wizerunku. Dorasta w systemie, który uczynił z tych mechanizmów podstawowy język sukcesu. Dorośli również żyją pod presją widzialności, porównania i szybkiego rezultatu. Instytucje publiczne same wzmacniają ten model, gdy komunikują rozwój liczbą otwarć, inwestycji, wydarzeń i medialnych zasięgów, zamiast jakością długotrwałych procesów. Nie można wymagać od młodych cierpliwości, jeżeli całe otoczenie społeczne premiuje natychmiastowy efekt. Dlatego odpowiedź musi mieć charakter strukturalny. Należy jednocześnie zwiększać dostępność usług i transportu, rozwijać kompetencje cyfrowe, tworzyć miejsca produkcji kultury, zapewniać kontakt z nowoczesnymi zawodami, wzmacniać lokalnych mentorów oraz budować regionalną narrację atrakcyjną dla młodego pokolenia. Żaden pojedynczy program nie przełamie skumulowanej peryferyjności. Warsztaty z bezpieczeństwa cyfrowego nie zastąpią rynku pracy. Nowe studio nagraniowe nie zastąpi transportu. Kampania o zaletach regionu nie zastąpi mieszkań i dobrej edukacji. Potrzebna jest polityka łącząca rozwój terytorialny, kulturę, edukację i technologię.
Sednem wyzwania jest odbudowa wiarygodnej relacji między wysiłkiem a rezultatem. Młodzi muszą widzieć, że zdobywanie kompetencji, współpraca, nauka i odpowiedzialność mogą prowadzić do realnej niezależności. Jeżeli społeczeństwo nie jest w stanie takiej relacji zapewnić, cyfrowe obietnice drogi na skróty będą coraz bardziej atrakcyjne. Nie wystarczy mówić, że większość influencerów nie odnosi sukcesu albo że szybkie pieniądze są ryzykowne. Trzeba pokazać i stworzyć drogi, które są wolniejsze, ale dostępne, sprawiedliwe i prowadzą do życia odpowiadającego współczesnym aspiracjom. Przełamywanie stereotypów wypełniających młodzieżowy horyzont kulturowy nie powinno więc polegać na przekonywaniu, że peryferie są równie atrakcyjne jak centrum. Często nie są. Powinno polegać na przekształcaniu peryferyjności z trwałego wyroku w pozycję, z której można budować relacje, kompetencje i własne znaczenie. Młodzież nie musi wybierać między zamknięciem w lokalności a całkowitym podporządkowaniem globalnej kulturze platform. Może używać technologii do tworzenia, a nie tylko porównywania się; może być mobilna bez zerwania z regionem; może uczestniczyć w kulturze globalnej, jednocześnie nadając współczesną formę doświadczeniu Pomorza Zachodniego.
Najważniejszym zadaniem nie jest zatem ochrona młodych przed aspiracjami. Jest nim ochrona aspiracji przed przejęciem przez system, który sprowadza sukces do pieniędzy, widzialności i natychmiastowej konsumpcji. Region, który tego nie zrozumie, będzie tracił młodych nie tylko poprzez fizyczną migrację. Będzie ich tracił wcześniej, na poziomie wyobraźni. Będą mieszkać na Pomorzu Zachodnim, lecz mentalnie traktować je jako poczekalnię przed prawdziwym życiem. Region, który potrafi stworzyć im przestrzeń realnej sprawczości, może natomiast uczynić z peryferyjnego położenia nie źródło kompleksu, ale punkt widzenia pozwalający tworzyć własne odpowiedzi na świat zdominowany przez centra i platformy.
