Tomasz Augustyn
Tuż za naszą zachodnią granicą okrzepły antysystemowe i prorosyjskie poglądy ufundowane na poczuciu wykluczenia. Na razie reprezentująca je AfD nie wejdzie do rządu.
Pierwszym sygnałem rosnącego lawinowo poparcia dla AfD we wschodnich Niemczech były już ubiegłoroczne wybory landowe – w Saksonii, Turyngii i Brandenburgii. Skrajnie prawicowe ugrupowanie Weidel było w ścisłej czołówce. W Turyngii wygrało zdecydowanie (30,5 proc. poparcia, przed CDU – 24,5), w Saksonii zajęło drugie miejsce (30 proc.) minimalnie przegrywając z CDU (31,5 proc.) i podobnie w Brandenburgii – AfD (29,2 proc.) było tuż za SPD (30,9 proc.).
Tegoroczne wybory do Bundestagu potwierdziły, że Alternatywa dla Niemiec może liczyć we wschodnich krajach związkowych nie tylko na najwyższe poparcie ze wszystkich partii politycznych, ale w dodatku wciąż powiększa swoją bazę wyborców. W sondażu przeprowadzonym w dniu wyborów 24% ankietowanych wskazało na AfD jako partię najlepiej reprezentującą interesy Niemców ze wschodu. Tam też AfD osiągnęła sumarycznie poparcie ok. 34,5% wyborców (na zachodzie Niemiec − 17,9%). W zestawieniu z wynikami wyborów do Bundestagu z 2021 r., poparcie dla Alternatywy dla Niemiec (AfD) wzrosło w każdym kraju związkowym. Jednak najbardziej spektakularne wyniki partia osiągnęła w pięciu landach wschodnich Niemiec: Saksonia 37,3% (wzrost o 12,7 punktów proc.), Meklemburgia-Pomorze Przednie 35,0% (wzrost o 17 p.p.), Saksonia-Anhalt 37,1% (wzrost o 17,5 p.p.), Turyngia 38,9% (wzrost o 14,6 p.p.), Brandenburgia 32,5% (wzrost o 14,4 p.p.). W wielu okręgach wyborczych na wschodzie Niemiec odnotowano również wyższą niż zwykle frekwencję. Dzięki takim wynikom w dwóch landach (Saksonia i Turyngia) AfD stała się ugrupowaniem o najwyższym indywidualnym poparciu w RFN, trzecie miejsce przypadło CSU w Bawarii. Jedynie mieszkańcy Berlina, który stanowi osobny land, zagłosowali inaczej niż pozostałe kraje związkowe na wschodzie Niemiec.
Partie wygrywające głosowanie w poszczególnych okręgach podczas wyborów w Niemczech (23 lutego 2025)

Nowością w tych wyborach było to, że AfD sięgnęła po elektorat miejski. Po raz pierwszy kandydaci partii zdobyli mandaty bezpośrednie w Berlinie (Gottfried Curio − wygrał z Mario Czają, byłym sekretarzem generalnym CDU) i w Lipsku (Christian Kriegel − wygrał z podwójnym złotym medalistą olimpijskim Jensem Lehmannem startującym z listy CDU). Kriegel mimo wygranej nie zajmie miejsca w Bundestagu z powodu zreformowanej ordynacji wyborczej. Warto jeszcze wspomnieć, że Aleksander Gauland zdobył bezpośredni mandat w miejskim okręgu wyborczym Chemnitz.
W niektórych okręgach wschodnich Niemiec partia osiągała rekordowe poparcie. W trzech miejscowościach Meklemburgii-Pomorza Przedniego na kandydatów AfD głosowało ponad 70% wyborców. Tak było np. w Garz na wyspie Uznam − w tej miejscowości położonej tuż przy granicy z Polską na AfD głosowało 75,4% wyborców. W brandenburskiej gminie Jämlitz-Klein Düben (ok. 5 km od polskiej Łęknicy) AfD otrzymała 69,2% głosów. Dla porównania − w tej samej gminie partia Zielonych nie zdobyła ani jednego głosu, a CDU odnotowała tu najgorszy wynik w Brandenburgii. Drugą gminą w tym kraju związkowym z rekordowym poparciem dla AfD była gmina Hirschfeld, gdzie ta prawicowa partia uzyskała 69,4% poparcia, jednocześnie SPD miała tam jeden ze swoich gorszych wyników w regionie (4%). Jeżeli weźmiemy pod uwagę okręgi wyborcze w całych Niemczech, AfD uzyskała najwyższe poparcie w okręgu Görlitz, graniczącym z polskim Zgorzelcem (ok. 46,7%). Dla odmiany, w Saksonii AfD przegrała z CDU w paru gminach zamieszkanych przez katolickich Serbołużyczan. W Brandenburgii najsłabszy wynik AfD odnotowano w gminie Kleinmachnow na obrzeżach Poczdamu należącej do pasa gmin o tradycyjnie wysokim poparciu dla Zielonych (AfD − zaledwie 11,5%).
Po raz pierwszy w swojej historii AfD zdobyła najwięcej głosów w dwóch okręgach wyborczych na zachodzie kraju, m.in. w Gelsenkirchen (ok. 25 proc.). Z badania Infratest dimap dla nadawcy ARD wynika, że wśród najważniejszych kwestii, które wpłynęły na ich decyzje wyborcze, Niemcy wskazali „bezpieczeństwo wewnętrzne” i „bezpieczeństwo społeczne” (po 18 proc.). Dla 15 proc. najistotniejszy był temat migracji, tyle samo głosujących wskazało wzrost gospodarczy, a 13 proc. – środowisko i klimat. Dla 13 proc. decydującym czynnikiem było „zapewnienie pokoju”, a dla 5 proc. – „wzrost cen”.
Lider AfD Tino Chrupalla w rozmowie z radiem RBB powiedział, że ugrupowanie to wkrótce wejdzie do regionalnych rządów na wschodzie kraju. – Mieszkańcy wschodnich Niemiec jasno pokazali, że nie życzą sobie już żadnej „zapory ogniowej” – oświadczył Chrupalla. „Zapora ogniowa” oznacza izolację AfD przez pozostałe ugrupowania niemieckie, które odmawiają współpracy z ta partią. AfD została uznana przez kontrwywiad za częściowo prawicowo ekstremistyczne ugrupowanie. – AfD będzie nadal rozwijać i profesjonalizować swój program. I wtedy w następnych wyborach zdobędziemy kolejne pięć do sześciu procent więcej – dodał.
Sukces wyborczy AfD zawdzięcza w dużej mierze swej kandydatce na kanclerza i współprzewodniczącej partii Alice Weidel. Jej zdaniem AfD zasługuje na miano „Volkspartei”, czyli partii ludowej. Zazwyczaj w Niemczech w ten sposób mówi się tylko o największych ugrupowaniach: chadeckiej CDU/CSU i socjaldemokracji SPD. W niedzielnych wyborach socjaldemokraci znaleźli się za AfD, z wynikiem gorszym o ok. 4 punkty procentowe. – AfD ma najlepsze szanse, by w ciągu nadchodzących lat i przed następnymi wyborami wyprzedzić CDU i stać się największą siłą – powiedziała Weidel na poniedziałkowej konferencji prasowej w Berlinie. Wówczas AfD będzie mieć mandat do tego, by tworzyć następny rząd, dodała. Jej zdaniem to, że AfD zyskała mocne poparcie wsród młodych wyborców oznacza, iż „jest parta przyszłości”. Weidel ponownie skrytykowała też chadeków za „postawę blokady”, ponieważ odrzucają możliwość współpracy z AfD. W jej ocenie CDU/CSU, która wygrała wybory parlamentarne w Niemczech, nie będzie w stanie zrealizować swoich obietnic, jeżeli wejdzie w koalicję z SPD.
Wzrost poparcia dla AfD na Wschodzie wynika w dużej mierze z mocnego wzrostu frekwencji wyborczej właśnie w landach wschodnich. Dotychczas frekwencja na Wschodzie była dużo niższa niż na Zachodzie. W tych wyborach różnice zaczęły się zacierać. Frekwencja wzrosła wszędzie, ale szczególnie silnie np. w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Przedpomorzu. Wyższa frekwencja nie oznacza automatycznie wyższego poparcia dla AfD, ale, inaczej niż w przeszłości, nie osłabia już wyraźnie procentowego wyniku partii antysystemowych. AfD po prostu w dużo większym stopniu i szczególnie na Wschodzie zmobilizowała ludzi, którzy w ogóle znajdowali się poza systemem politycznym, żyli na jego marginesie, czuli się zapomniani. Poparcie dla AfD mocno wzrosło także na Zachodzie, ale tam wciąż partie umiarkowane były w stanie obsadzić w większości okręgów dwa lub trzy pierwsze miejsca. Wyjątkiem są okręgi Kaiserslautern i Gelsenkirchen, przykłady niemieckiego „pasu rdzy”.
Do tego doszły powszechne w Niemczech nastroje antyimigranckie i obietnice AfD szybkiego rozprawienia się z kryzysem. AfD postuluje w tym temacie wprowadzenie kontroli granicznych i niewpuszczanie osób wjeżdżających do kraju bez konkretnych dokumentów. „Raj azylowy w Niemczech” ma zostać zamknięty. Dla AfD oznacza to możliwość zatrzymania uchodźców na granicach. Partia opowiada się również za zniesieniem prawa do zasiłku dla obywateli Ukrainy.
Wyniki wyborów pokazują, że wschód Niemiec ma takie same problemy jak inne regiony postkomunistycznej Europy Środkowej i reaguje na nie wybieraniem prawicowych populistów. Kwestia wspólnoty doświadczeń Niemiec Wschodnich z państwami Europy Środkowo-Wschodniej była przez długi czas pomijana w niemieckiej debacie publicznej i niedoceniana w badaniach politologicznych. Trzeba bowiem pamiętać, że przez 45 lat po drugiej wojnie światowej NRD było jednym z państw tzw. demokracji ludowej i utrzymywało w ramach tej grupy intensywne kontakty.
Później nastąpiło zjednoczenie. Ono miało w rzeczywistości charakter wchłonięcia pięciu „nowych landów” i połączonego Berlina do Republiki Federalnej Niemiec. Wtedy doszło do kompletnego przeorientowania na Zachód wraz z importem systemu partyjnego i funkcjonariuszy partyjnych z Niemiec Zachodnich. Najlepszą ilustracją tego zjawiska jest fakt, że premierami Turyngii i Saksonii zostali wpływowi politycy z Zachodu, Bernhard Vogel, były premier Nadrenii-Palatynatu i Kurt Biedenkopf, były lider CDU w Północnej Nadrenii-Westfalii. Odbyło się to oczywiście nie wbrew woli mieszkańców Niemiec Wschodnich, ale za ich przyzwoleniem. Do czasu reform socjalnych Schrödera z lat 2003-2005 wydawało się, że ten transfer się udał i doprowadził do przeszczepienia także kultury politycznej. Później stabilny system partyjny zaczął wchodzić w okres coraz mocniejszych turbulencji, co dotyczyło także Zachodu Niemiec i innych państw. W Niemczech Wschodnich proces ten miał jednak bardziej gwałtowny przebieg, bo nastąpił w społeczeństwie już osłabionym 45-letnim doświadczeniem dyktatury komunistycznej, charakteryzującym się niższym poziomem zaufania wobec współobywateli i instytucji państwowych oraz niskim poczuciem sprawczości.
Pomiędzy Niemcami Wschodnimi a pozostałymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej istnieją dwie istotne różnice. Po pierwsze, Niemcy Wschodni mieli praktycznie od początku do dyspozycji pełen wachlarz zabezpieczeń społecznych zachodnioniemieckiego państwa socjalnego, o którym Polacy, Czesi, Węgrzy czy Słowacy mogliby tylko pomarzyć. Dało im to poczucie równouprawnienia z Niemcami z Zachodu. Jednocześnie mocno podniosło poprzeczkę oczekiwań. Ale druga kwestia to jednak poczucie obcości we własnym kraju. Z jednej strony cieszyli się równouprawnieniem, ale z drugiej cała elita, nie tylko polityczna, ale także akademicka, biznesowa czy sędziowska jest w dużej mierze do dziś obsadzona przez Niemców z Zachodu. Podczas, gdy Niemcy ze Wschodu stanowią około 20 proc. mieszkańców RFN, zajmują jedynie 12 proc. najbardziej eksponowanych stanowisk. Ta nierównowaga znalazła również odzwierciedlenie w rządzie Scholza, który szczycił się po powstaniu w 2021 roku parytetem płci oraz silną reprezentacją osób z tłem migracyjnym, ale brak w nim było reprezentantów byłego NRD. Wspomniane dwa czynniki łącznie pogłębiają poczucie skrzywdzenia, które jest paradoksalnie przez to mocniej wyartykułowane niż w innych państwach regionu.
