Dziękujemy Maciejowi Patynowskiemu za przygotowanie wizualizacji danych.

Tomasz Augustyn

O ile metropolie i ich obszary funkcjonalne potrafią przyciągać kapitał ludzki oraz amortyzować negatywne trendy demograficzne, o tyle najmniejsze miasta – zwłaszcza peryferyjnie położone i o słabej bazie gospodarczej – wchodzą w fazę trwałego kurczenia się.

Debata o zmianach demograficznych w polskich miastach coraz wyraźniej odchodzi od uproszczonego schematu „ucieczki na przedmieścia” jako jedynego dominującego wzorca. Analiza opublikowana przez Instytut Studiów Regionalnych („Mieszkańców przybywa nie tylko przedmieściom”) wskazuje, że w ostatnich latach obserwujemy bardziej złożoną rekonfigurację przestrzenną ludności – obejmującą jednocześnie suburbanizację, reurbanizację wybranych rdzeni metropolitalnych oraz wzrost znaczenia części miast średnich i mniejszych ośrodków regionalnych. W ujęciu politologicznym i z perspektywy polityk publicznych oznacza to konieczność rewizji dominującej narracji o linearnym drenażu demograficznym miast centralnych oraz głębszego namysłu nad konsekwencjami dla zarządzania metropolitalnego, finansów samorządowych i reprezentacji politycznej.

Kluczowy wniosek dotyczy rozwarstwienia procesów demograficznych pomiędzy kategoriami miast. O ile w części dużych ośrodków – zwłaszcza tych o słabszym potencjale gospodarczym – utrzymuje się ujemne saldo migracji i spadek liczby ludności, o tyle rdzenie najsilniejszych metropolii wykazują większą odporność, a niekiedy nawet wzrost liczby mieszkańców. Dotyczy to szczególnie miast o wysokiej atrakcyjności rynku pracy, rozwiniętym sektorze usług zaawansowanych i zapleczu akademickim, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław. Jednocześnie w ich otoczeniu utrzymuje się silna dynamika wzrostu gmin podmiejskich. Mamy więc do czynienia nie z prostą substytucją „miasto–przedmieście”, lecz z polaryzacją przestrzenną w obrębie całych obszarów funkcjonalnych. Inny istotny aspekt to zmiana charakteru suburbanizacji. W pierwszej dekadzie XXI wieku była ona w dużej mierze napędzana aspiracjami mieszkaniowymi klasy średniej i dostępnością gruntów pod zabudowę jednorodzinną. Obecnie, przy rosnących kosztach kredytu, cenach nieruchomości oraz presji regulacyjnej (m.in. standardy energetyczne, koszty transportu), obserwujemy większą selektywność migracji. Część gospodarstw domowych powraca do miast centralnych, zwłaszcza do dzielnic dobrze skomunikowanych i objętych procesami rewitalizacji. To zjawisko reurbanizacji, choć mniej spektakularne niż suburbanizacja, ma znaczenie strukturalne – wpływa na rynek pracy, strukturę społeczną i polityczne preferencje elektoratu miejskiego. Pod uwagę trzeba brać czynnik migracyjny o charakterze międzynarodowym, zwłaszcza napływ obywateli Ukrainy po 2022 r. Miasta rdzeniowe, dysponujące większą infrastrukturą instytucjonalną i rynkiem pracy, wchłonęły znaczną część tej populacji. W statystykach meldunkowych nie zawsze jest to w pełni widoczne, jednak realnie wzmacnia bazę demograficzną i podatkową wybranych ośrodków. W ujęciu fiskalnym oznacza to stabilizację dochodów z PIT i CIT w największych miastach, przy jednoczesnym pogłębianiu dysproporcji względem peryferii.

Z perspektywy ustrojowej i politycznej konsekwencje są wielopoziomowe. Utrzymanie względnej stabilności demograficznej rdzeni metropolii wzmacnia ich pozycję negocjacyjną wobec władzy centralnej. Duże miasta pozostają kluczowymi węzłami wzrostu i koncentracji kapitału ludzkiego, co przekłada się na ich znaczenie w debacie o podziale środków publicznych i kompetencji. Po drugie, utrzymująca się suburbanizacja bez adekwatnych mechanizmów metropolitalnych generuje napięcia finansowe: mieszkańcy gmin obwarzankowych korzystają z infrastruktury miasta centralnego (transport, kultura, edukacja), lecz podatki odprowadzają poza jego budżet. W warunkach braku silnych struktur metropolitalnych prowadzi to do chronicznego niedofinansowania rdzeni i asymetrii odpowiedzialności. Wreszcie zmiany demograficzne przekładają się na strukturę preferencji politycznych. Rdzenie dużych miast, przyciągające młodsze, lepiej wykształcone grupy, wykazują wyraźnie odmienne profile wyborcze niż ich peryferie czy miasta tracące funkcje gospodarcze. Oznacza to utrwalenie przestrzennej polaryzacji politycznej, w której metropolie i ich zaplecze funkcjonują jako odrębne ekosystemy wyborcze. Analiza ISR pośrednio wskazuje, że demografia staje się jednym z kluczowych czynników kształtujących długookresową mapę polityczną kraju. Jeśli wzrost liczby mieszkańców nie ogranicza się do przedmieść, to strategia rozwoju powinna równolegle wzmacniać podaż mieszkań w granicach administracyjnych miast, rozwijać transport publiczny i ograniczać koszty rozlewania się zabudowy. Brak koordynacji skutkuje rozproszeniem inwestycji, wzrostem kosztów infrastrukturalnych oraz presją środowiskową. Z punktu widzenia efektywności państwa oznacza to potrzebę reformy zarządzania obszarami funkcjonalnymi – w kierunku większej integracji fiskalnej i planistycznej.

Teza o jednoznacznym „wymieraniu” miast centralnych jest nadmiernym uproszczeniem; procesy demograficzne mają charakter selektywny i zróżnicowany terytorialnie. Kluczowym podziałem nie jest dziś miasto kontra przedmieście, lecz metropolie wzrostowe kontra ośrodki peryferyjne o słabnącej bazie gospodarczej. Brak adekwatnych mechanizmów metropolitalnych rodzi ryzyko strukturalnej nierównowagi finansowej i konfliktów kompetencyjnych. Dynamika demograficzna wzmacnia polityczną i gospodarczą centralność największych miast, czyniąc je strategicznymi aktorami w relacjach z rządem, za czym nie nadąża rozwój mniejszych ośrodków. Dane obejmujące zmianę liczby ludności miast w województwie zachodniopomorskim w latach 2010–2024 wskazują na wyraźnie spolaryzowany, lecz w przeważającej mierze regresywny trend w analizowanej grupie miast, przy czym skala ubytku jest silnie zróżnicowana i koncentruje się przede wszystkim w najmniejszych ośrodkach. Najbardziej spektakularny relatywny spadek odnotował Dziwnów, który w analizowanym okresie utracił 20,4% mieszkańców, osiągając w 2024 r. poziom 2 282 osób. Oznacza to redukcję o jedną piątą populacji w ciągu czternastu lat – tempo, które w ujęciu demograficznym należy uznać za bardzo wysokie i potencjalnie destabilizujące dla lokalnego systemu społeczno-gospodarczego. Podobnie silne spadki wystąpiły w Połczyn-Zdrój (–17,47%, 7 138 mieszkańców), Nowe Warpno (–16,55%, 1 044 mieszkańców), Bobolice (–16,41%, 3 641 mieszkańców) oraz Cedynia (–16,38%, 1 450 mieszkańców). Każde z tych miast reprezentuje kategorię ośrodków małych lub bardzo małych, o ograniczonej dywersyfikacji gospodarczej i niskiej masie krytycznej kapitału ludzkiego. W ujęciu strukturalnym widoczna jest silna korelacja między wielkością populacji a skalą regresu. Miasta liczące od 1 do 3 tys. mieszkańców wykazują najwyższe relatywne spadki, co potwierdza hipotezę o szczególnej wrażliwości najmniejszych jednostek na procesy migracyjne i starzeniowe. W takich ośrodkach nawet ubytek kilkuset osób oznacza radykalne przekształcenie struktury wieku, zmniejszenie liczby uczniów, ograniczenie lokalnego popytu oraz trudności w utrzymaniu podstawowych usług publicznych. Efekt skali działa tu bezwzględnie: im mniejsza populacja wyjściowa, tym silniejsze konsekwencje każdej fali odpływu. Na przeciwległym biegunie znajdują się nieliczne przypadki stabilizacji lub symbolicznego wzrostu. Maszewo zanotowało wzrost o 0,49% (3 301 mieszkańców), a Borne Sulinowo o 0,46% (4 801 mieszkańców). Są to jednak dynamiki marginalne, nieprzekraczające pół procenta w perspektywie czternastoletniej, co oznacza faktyczną stagnację demograficzną. Już Sianów odnotowuje minimalny spadek (–0,27%, 6 692 mieszkańców), a Chojna (–0,45%, 7 320 mieszkańców) czy Moryń (–2,25%, 1 611 mieszkańców) wpisują się już w umiarkowany trend regresu. Oznacza to, że dodatnia dynamika ma charakter incydentalny i nie tworzy regionalnych biegunów wzrostu, które mogłyby równoważyć spadki w innych częściach systemu osadniczego.

Relacja między wielkością miast a procesem ubytku mieszkańców (w %, w okresie 2010–2024) w województwie zachodniopomorskim.

Źródło: opracowanie własne (Maciej Patynowski) na podstawie danych GUS

MIASTA WZROST/UBYTEK LICZBY MIESZKAŃCÓW (%, 2010-2024) POPULACJA (2024)
Maszewo 0,49 3 301
Borne Sulinowo 0,46 4 801
Sianów -0,27 6 692
Chojna -0,45 7 320
Moryń -2,25 1 611
Koszalin -3,70 105 263
Mirosławiec -4,48 2 964
Szczecin -5,74 386 706
Stargard -5,75 66 077
Suchań – miasto -6,30 1 397
Drawsko Pomorskie -6,58 11 123
Goleniów -6,82 21 315
Świnoujście -7,07 38 541
Kalisz Pomorski -7,39 4 013
Biały Bór -7,66 2 074
Tychowo -7,69 2 317
Mieszkowice -7,73 3 317
Czaplinek -7,86 6 604
Wolin -8,19 4 607
Kołobrzeg -8,22 43 229
Polanów -8,77 2 798
Szczecinek -8,83 37 250
Nowogard -8,89 15 549
Golczewo -9,51 2 493
Trzebiatów -9,54 9 279
Świdwin -9,56 14 411
Pyrzyce -9,83 11 665
Gryfino -9,95 19 564
Dębno -10,09 12 769
Karlino -10,16 5 436
Płoty -10,54 3 684
Gryfice -10,61 15 277
Drawno -10,73 2 147
Barlinek -10,81 12 801
Chociwel -10,88 2 941
Tuczno -10,90 1 757
Białogard -11,10 22 159
Człopa -11,15 2 111
Dobrzany -11,22 2 145
Lipiany -11,42 3 732
Barwice -11,60 3 407
Węgorzyno -11,63 2 590
Łobez -11,80 9 418
Sławno -11,87 11 620
Złocieniec -11,91 11 906
Wałcz -12,24 23 243
Myślibórz -12,46 10 321
Kamień Pomorski -12,59 8 136
Pełczyce -12,98 2 374
Recz -13,45 2 632
Choszczno -13,67 13 791
Police -14,08 29 286
Darłowo -14,25 12 370
Międzyzdroje -14,31 4 826
Trzcińsko-Zdrój -14,50 2 129
Resko -14,68 3 818
Ińsko -15,25 1 750
Dobra -15,88 2 003
Cedynia -16,38 1 450
Bobolice -16,41 3 641
Nowe Warpno -16,55 1 044
Połczyn-Zdrój -17,47 7 138
Dziwnów -20,40 2 282

Z perspektywy ekonomicznej i finansowej dane te mają daleko idące implikacje. Spadek liczby mieszkańców przekłada się bezpośrednio na zmniejszenie dochodów własnych gmin (udział w PIT, opłaty lokalne), przy jednoczesnej sztywności wielu wydatków infrastrukturalnych. W miastach o populacji rzędu 1–2 tys. mieszkańców utrata 15–20% ludności może prowadzić do przekroczenia progu rentowności instytucjonalnej: szkoły stają się zbyt małe, by funkcjonować efektywnie, sieci wodno-kanalizacyjne generują rosnące koszty jednostkowe, a oferta usług prywatnych (handel, gastronomia, usługi specjalistyczne) ulega dalszemu zawężeniu. Powstaje mechanizm błędnego koła – odpływ ludności osłabia funkcje miasta, co z kolei pogłębia skłonność do migracji. W wymiarze społecznym proces ten wiąże się z przyspieszonym starzeniem się populacji. Odpływ dotyczy przede wszystkim osób młodych i w wieku produkcyjnym, które migrują do większych ośrodków lub za granicę. W rezultacie struktura wieku w małych miastach ulega deformacji, rośnie odsetek osób starszych, a maleje potencjał reprodukcyjny. W długiej perspektywie oznacza to nie tylko spadek liczby mieszkańców, lecz także zmianę charakteru społeczności lokalnej – z dynamicznej i relatywnie zróżnicowanej w stronę populacji o ograniczonej mobilności i niższej aktywności zawodowej.

Analiza ISR wpisuje się zatem w szerszą diagnozę transformacji polskiej przestrzeni osadniczej. Potwierdza tezę o pogłębiającej się polaryzacji przestrzennej. O ile metropolie i ich obszary funkcjonalne potrafią przyciągać kapitał ludzki oraz amortyzować negatywne trendy demograficzne, o tyle najmniejsze miasta – zwłaszcza peryferyjnie położone i o słabej bazie gospodarczej – wchodzą w fazę trwałego kurczenia się. Proces ten ma charakter systemowy, a nie incydentalny. Jeżeli dynamika z lat 2010–2024 utrzyma się, część ośrodków poniżej 2 tys. mieszkańców może w kolejnej dekadzie znaleźć się na granicy utraty realnych funkcji miejskich, stając się formalnie miastami, lecz faktycznie zdegradowanymi osadami o ograniczonej zdolności rozwojowej. Zamiast prostego modelu suburbanizacji mamy do czynienia z wielowymiarową restrukturyzacją, w której rdzenie metropolii zachowują – a miejscami wzmacniają – swoją rolę, podczas gdy część średnich i mniejszych miast doświadcza trwałego odpływu ludności. Dla polityki publicznej oznacza to konieczność różnicowania instrumentów interwencji, odejścia od jednolitej narracji o „kurczeniu się miast” oraz budowy zintegrowanych mechanizmów zarządzania obszarami metropolitalnymi jako kluczowymi biegunami rozwoju państwa. Dane empiryczne jednoznacznie pokazują, że bez interwencji o charakterze ponadlokalnym i bez redefinicji polityki wobec najmniejszych miast trend depopulacyjny będzie się utrwalał, pogłębiając asymetrię między dynamicznymi metropoliami a kurczącymi się peryferiami.