Sławomir Doburzyński
Bezpieczeństwo ma geografię. Polska potrzebuje przestrzennego modelu obrony państwa
Koncepcja przedstawiona przez gen. Jarosława Gromadzińskiego zasługuje na uwagę nie tylko dlatego, że proponuje inny sposób organizacji Sił Zbrojnych RP. Jej szczególna wartość polega na czymś szerszym: wprowadza do debaty o bezpieczeństwie kategorię przestrzeni. Generał proponuje między innymi podział wojsk lądowych według poziomu gotowości i miejsca rozmieszczenia. Jednostki znajdujące się pomiędzy wschodnią granicą a Wisłą miałyby tworzyć siły szybkiego reagowania, utrzymywane na bardzo wysokim poziomie ukompletowania i gotowości. Natomiast wszystkie jednostki rozmieszczone w pasie pomiędzy Wisłą a zachodnią granicą państwa miałyby stanowić siły wzmocnienia, w czasie pokoju ukompletowane zawodowymi żołnierzami na poziomie 50–60 proc., a po mobilizacji i zgrywaniu osiągające pełną zdolność w ciągu 90–120 dni. W tym drugim komponencie znalazłyby się przede wszystkim 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej oraz 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana. Zachodnia część Polski otrzymywałaby zarazem istotną rolę w szkoleniu rezerw, wykorzystując istniejące ośrodki i poligony.
Nie chodzi w tym miejscu o rozstrzyganie, czy właśnie taki model organizacji wojska powinien zostać przyjęty. Wymagałoby to dostępu do analiz operacyjnych, planów NATO, oceny infrastruktury, zdolności mobilizacyjnych i wielu informacji niejawnych. Znacznie ważniejsze jest dostrzeżenie problemu, który propozycja Gromadzińskiego odsłania. Jeżeli bezpieczeństwo Polski ma swoją geografię, to potrzebujemy przestrzennego modelu bezpieczeństwa państwa równie poważnie traktowanego jak przestrzenny model jego rozwoju. Nie wystarczy wiedzieć, ile będziemy mieli dywizji, samolotów, wyrzutni i żołnierzy. Trzeba odpowiedzieć również na pytanie, gdzie znajdują się zasoby potrzebne państwu w kolejnych fazach kryzysu i konfliktu, jak mają być przemieszczane, gdzie powinny być odtwarzane, jakie terytoria będą przyjmowały wojska sojusznicze, gdzie powinny znajdować się zapasy, zdolności remontowe, medyczne i logistyczne, jak będą funkcjonowały miasta, porty i sieci transportowe oraz w jaki sposób państwo zamierza zarządzać możliwymi przemieszczeniami setek tysięcy ludzi.
Tak rozumiana debata praktycznie się w Polsce nie toczy. Dyskutujemy o wielkości armii, kontraktach zbrojeniowych, liczbie dywizji, zakupach konkretnych systemów uzbrojenia, wydatkach obronnych i lokalizacji poszczególnych jednostek. Znacznie rzadziej próbujemy połączyć te elementy w przestrzenny system funkcjonowania państwa podczas kryzysu i wojny. Tymczasem współczesna obrona nie kończy się na linii styczności wojsk. NATO opiera odstraszanie i obronę wschodniej flanki nie tylko na siłach znajdujących się bezpośrednio na niej, ale również na zdolności ich szybkiego wzmocnienia, wcześniej rozmieszczonym sprzęcie, systemach dowodzenia oraz dużej puli wojsk pozostających w gotowości do rozwinięcia. To oznacza, że ogromnego znaczenia nabiera przestrzeń znajdująca się za bezpośrednim obszarem działań. Zdanie o siłach wzmocnienia rozmieszczonych „w pasie pomiędzy linią Wisły a zachodnią granicą naszego kraju” powinno zatem zostać przeczytane szerzej niż jako propozycja dyslokacji dwóch dywizji. Otwiera ono pytanie o rolę zachodniej Polski w systemie bezpieczeństwa państwa. Dolny Śląsk, Wielkopolska, Lubuskie i Zachodniopomorskie nie są po prostu regionami bardziej oddalonymi od potencjalnego kierunku bezpośredniego uderzenia. Mogą tworzyć głębię strategiczną Polski – przestrzeń koncentracji, mobilizacji, szkolenia, przyjmowania sił sojuszniczych, logistyki, produkcji, napraw, zabezpieczenia medycznego i odtwarzania zdolności państwa.
Samo pojęcie głębi strategicznej wymaga jednak ostrożności. Nie oznacza ono „bezpiecznego zaplecza” w klasycznym rozumieniu XX-wiecznej wojny. W warunkach rakiet dalekiego zasięgu, dronów, cyberataków, sabotażu i oddziaływania na infrastrukturę krytyczną praktycznie nie istnieje terytorium całkowicie wolne od zagrożenia. Port w Świnoujściu, węzeł kolejowy w Poznaniu, zakład przemysłowy na Dolnym Śląsku, elektrownia, terminal paliwowy, centrum danych czy most na Odrze mogą być równie istotnym celem jak obiekt położony kilkadziesiąt kilometrów od granicy wschodniej. Głębia strategiczna oznacza więc nie tyle bezpieczeństwo wynikające z odległości, ile zdolność do rozproszenia, podtrzymywania i odtwarzania funkcji państwa pomimo oddziaływania przeciwnika. W tym sensie zachodnia Polska posiada szczególne znaczenie. Jest najbliżej Niemiec, a przez Niemcy – zachodniego zaplecza NATO. To właśnie z tego kierunku w sytuacji kryzysowej mogą napływać znaczne siły, sprzęt, paliwo, amunicja i zaopatrzenie. Zachodnia granica Polski przestaje w takim ujęciu być peryferyjną granicą państwa, a staje się jedną z jego najważniejszych bram strategicznych. Przepływ przez nią musi następnie zostać rozprowadzony w kierunku wschodnim i północno-wschodnim. O znaczeniu regionów zachodnich zaczyna zatem decydować nie odległość od potencjalnego przeciwnika, lecz ich pozycja pomiędzy zapleczem europejskiego NATO a wschodnią flanką.
To zmienia sposób patrzenia na autostrady A2 i A4, drogi S3, S5, S8, S10 czy S11, linie kolejowe, mosty na Odrze, porty Szczecina i Świnoujścia, lotniska oraz terminale logistyczne. Nie są one wyłącznie elementami infrastruktury gospodarczej. Stają się potencjalnymi składnikami systemu mobilności wojskowej. Polska polityka publiczna zaczyna zresztą dostrzegać tę zmianę. W 2026 roku do programu FEnIKS wprowadzono finansowanie infrastruktury transportowej podwójnego zastosowania – kolejowej, drogowej i morskiej – właśnie z myślą o sprawnym przemieszczaniu wojsk, sprzętu i ludzi w sytuacjach nadzwyczajnych. W maju MON i PKP Cargo zawarły natomiast porozumienie dotyczące kolejowego transportu wojskowego i utrzymywania zdolności, które w czasie pokoju służą przewozom komercyjnym, a podczas kryzysu mogą zostać wykorzystane na potrzeby obronne. To ważne działania, ale nadal przede wszystkim sektorowe. Potrzebujemy kolejnego kroku: spojrzenia na infrastrukturę jako system przestrzenny. Nie wystarczy bowiem wzmocnić pojedynczy most, jeżeli prowadząca do niego linia kolejowa posiada niewystarczającą przepustowość. Nie wystarczy rozbudować port, jeżeli brakuje zdolności szybkiego wyprowadzenia z niego ciężkiego sprzętu. Nie wystarczy stworzyć magazyn, jeżeli prowadzi do niego jeden łatwy do przerwania ciąg komunikacyjny. Nie wystarczy posiadać lotnisko zdolne przyjmować ciężkie samoloty transportowe, jeżeli jego otoczenie nie zapewnia paliwa, ochrony, magazynowania i dalszego transportu. Odporność powstaje z redundancji: alternatywnych tras, węzłów, źródeł energii, systemów łączności i miejsc przeładunku.
Wojskowa geografia Polski powinna zatem zostać nałożona na geografię gospodarczą. To drugi wielki obszar wymagający debaty. Wojna na Ukrainie przypomniała rzecz pozornie oczywistą: armia walczy sprzętem, który trzeba produkować, naprawiać, transportować i uzupełniać. Za dywizją znajduje się gospodarka. Za systemem rakietowym – przemysł elektroniczny, chemiczny, metalowy i maszynowy. Za czołgiem – transport kolejowy, warsztat, części zamienne, paliwo i infrastruktura remontowa. Za dronem – elektronika, optyka, oprogramowanie, baterie i system produkcji zdolny szybko zwiększyć skalę. Z tej perspektywy mapa przemysłowa Polski staje się częścią mapy bezpieczeństwa. Śląsk i Dolny Śląsk posiadają znaczenie przemysłowe, Wielkopolska logistyczne i produkcyjne, Lubuskie – transportowe, szkoleniowe i przygraniczne, Zachodniopomorskie – portowe, morskie, energetyczne, logistyczne i wojskowe. Nie oznacza to podporządkowania gospodarki logice wojennej. Oznacza natomiast uznanie, że polityka przemysłowa, transportowa, energetyczna i regionalna posiada obecnie również wymiar odpornościowy.
Szczególnie ciekawy jest przypadek województwa zachodniopomorskiego. W klasycznej percepcji bezpieczeństwa jest to region odległy od granicy z Rosją i Białorusią. W przestrzennym systemie bezpieczeństwa jego pozycja może jednak okazać się znacznie ważniejsza. Znajduje się na styku Bałtyku, granicy niemieckiej i korytarza Odry. Dysponuje portami Szczecin–Świnoujście, rozwiniętym kompleksem gospodarki morskiej, zapleczem stoczniowym, terminalem LNG, infrastrukturą energetyczną, drogą S3 oraz dużymi obszarami wykorzystywanymi przez wojsko. Na jego terenie funkcjonuje 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana, a Drawsko Pomorskie jest jednym z najważniejszych obszarów szkolenia wojsk w tej części Europy. W logice proponowanej przez gen. Gromadzińskiego właśnie istniejąca infrastruktura szkoleniowa zachodniej Polski miałaby zostać silniej wykorzystana do przygotowania rezerw. Pomorze Zachodnie można więc postrzegać jako element północno-zachodniego zaplecza strategicznego państwa. Porty mogą przyjmować nie tylko towary handlowe, lecz również zasoby potrzebne państwu i sojusznikom. Przemysł stoczniowy może obsługiwać zarówno sektor cywilny, jak i bezpieczeństwo morskie. Rozwijający się sektor energetyczny ma znaczenie dla odporności całego kraju. Korytarz S3 tworzy połączenie Bałtyku z południem Polski i dalej z Czechami. Rozległe tereny wojskowe dają możliwości szkoleniowe. Bliskość Niemiec skraca połączenie z gospodarczym i logistycznym zapleczem NATO. To wszystko razem tworzy potencjał strategiczny, którego nie można opisać wyłącznie kategoriami liczby stacjonujących żołnierzy.
Analogicznie należy analizować pozostałe regiony. Polska potrzebuje swoistego bilansu strategicznych funkcji terytoriów. Nie wszystkie województwa muszą pełnić tę samą rolę. Wschodnie mogą mieć większe znaczenie dla bezpośredniego rozwinięcia wojsk i przygotowania terenu do obrony. Centralne – dla komunikacji, dowodzenia, rezerw i redystrybucji zasobów. Zachodnie – dla przyjmowania wzmocnienia, szkolenia, przemysłu i logistyki. Północne – dla bezpieczeństwa Bałtyku, portów, energetyki i połączeń z państwami nordyckimi. Południowe – dla przemysłu, transportu, połączeń z Czechami i Słowacją oraz alternatywnych kierunków dostaw. Jest to oczywiście jedynie schemat analityczny, a nie propozycja planu operacyjnego. Pokazuje jednak, jak bardzo potrzebujemy wyjścia poza jednolitą mapę administracyjną państwa.
Trzecim wymiarem jest energetyka. Armia czasu wojny zużywa ogromne ilości energii, ale równie istotne jest utrzymanie funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa. Bez energii przestają działać wodociągi, telekomunikacja, szpitale, transport, magazyny, centra danych, systemy płatnicze i administracja. Dlatego przestrzenna polityka bezpieczeństwa musi obejmować lokalizację źródeł wytwarzania, sieci przesyłowych, magazynów energii i paliw oraz możliwości wyspowego funkcjonowania części systemów. Zachodnia i północna Polska, wraz z rozwojem energetyki morskiej, terminali gazowych, nowych sieci przesyłowych i potencjalnych przyszłych źródeł jądrowych, nabiera w tym układzie kolejnego wymiaru strategicznego.
Jeszcze trudniejszy jest jednak wymiar społeczny. W polskiej debacie jest on traktowany zdecydowanie zbyt powierzchownie. Mówimy o schronach, alarmach, plecakach ewakuacyjnych i szkoleniach ludności. To potrzebne, ale nie odpowiada na skalę problemu, który może powstać podczas poważnego konfliktu.
Jeżeli wschodnia część kraju byłaby obszarem bezpośrednio zagrożonym działaniami wojennymi, należy liczyć się z gwałtownymi przemieszczeniami ludności na zachód. Nie muszą one wynikać wyłącznie z formalnej ewakuacji zarządzonej przez państwo. Doświadczenia Ukrainy pokazują znaczenie spontanicznych decyzji milionów ludzi. Rodziny będą wyjeżdżały własnymi samochodami, pociągami i autobusami, kierując się do krewnych, znajomych, większych miast, zachodnich województw albo dalej – do Niemiec i innych państw europejskich. Wtedy ta sama infrastruktura będzie potrzebna jednocześnie wojsku poruszającemu się na wschód i ludności przemieszczającej się na zachód. To jeden z najtrudniejszych problemów przestrzennego systemu bezpieczeństwa. Dwa wielkie strumienie mogą poruszać się w przeciwnych kierunkach po tej samej sieci transportowej. Wojsko, paliwo, amunicja i zaopatrzenie będą musiały przemieszczać się w stronę zagrożenia, podczas gdy część ludności cywilnej będzie próbowała oddalać się od niego. Bez wcześniejszego przygotowania oznacza to ryzyko kongestii, blokowania węzłów, paraliżu kolei, niedoborów paliwa i chaosu informacyjnego.
Planowanie mobilności wojskowej musi zostać sprzężone z planowaniem mobilności ludności. Potrzebne są scenariusze określające nie tylko potencjalne kierunki ewakuacji, ale również zdolność poszczególnych regionów do absorpcji czasowo przemieszczonej ludności. Gdzie można zakwaterować dodatkowe 50 tys., 200 tys. albo pół miliona ludzi? Jak zapewnić im wodę, energię, opiekę zdrowotną, żywność, szkoły, komunikację i bezpieczeństwo? Jak szybko zwiększyć zdolności szpitali? Jak wykorzystać akademiki, hotele, sanatoria, hale, obiekty turystyczne i inne zasoby? Jak utrzymać funkcjonowanie rynku pracy, jeżeli część pracowników zostanie zmobilizowana, a inni opuszczą miejsca zamieszkania?
Dla Pomorza Zachodniego zagadnienie to ma dodatkowy wymiar. Region posiada bardzo dużą bazę noclegową związaną z turystyką nadmorską. W normalnych warunkach jest ona aktywem gospodarki czasu wolnego. W warunkach nadzwyczajnych część tego potencjału może stać się zasobem absorpcji ludności. Podobnie należy spojrzeć na infrastrukturę uzdrowiskową, medyczną, szkolną czy transportową. Nie chodzi o militaryzowanie turystyki, lecz o zrozumienie zasady podwójnej funkcjonalności zasobów cywilnych. Państwo odporne wie wcześniej, jakie zasoby posiada i w jaki sposób może zmienić ich funkcję w sytuacji kryzysowej. Przyjęty w 2025 roku Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej był ważnym krokiem w odbudowie tego komponentu państwa. Na lata 2025–2026 przeznaczono na niego prawie 34 mld zł, obejmując m.in. budowle ochronne, system bezpiecznej łączności, ostrzeganie, szkolenia i tworzenie Korpusu Obrony Cywilnej. System ma wykorzystywać istniejące struktury cywilne, a finansowanie ochrony ludności ma sięgać co najmniej 0,3 proc. PKB. Jest to ogromna zmiana wobec wieloletniego zaniedbania obrony cywilnej. Nadal jednak potrzebujemy połączenia ochrony ludności z planowaniem przestrzennym, regionalnym, transportowym i gospodarczym.
Kolejnym problemem jest ochrona zdolności produkcyjnych. Jeżeli zachodnia Polska miałaby być obszarem rozwijania sił wzmocnienia i strategicznego zaplecza państwa, powinna posiadać nie tylko koszary i poligony. Potrzebuje przedsiębiorstw zdolnych do remontowania sprzętu, produkcji części, dronów, amunicji i wyposażenia, utrzymywania pojazdów oraz zapewniania usług technicznych. Potrzebuje magazynów i infrastruktury paliwowej. Potrzebuje szpitali zdolnych zwiększyć przepustowość. Potrzebuje centrów logistycznych i operatorów transportowych posiadających sprzęt oraz personel. Oznacza to, że polityka regionalna staje się częścią polityki bezpieczeństwa. Lokalizacja inwestycji przemysłowej może mieć znaczenie nie tylko dla miejsc pracy i PKB. Rozbudowa linii kolejowej może być uzasadniona nie tylko prognozą ruchu pasażerskiego. Utrzymanie zakładu remontowego może być istotne nawet wtedy, gdy w normalnych warunkach jego efektywność ekonomiczna nie jest maksymalna. Sieć szpitali nie może być oceniana wyłącznie poprzez bieżące wykorzystanie łóżek. Magazyny, terminale i centra logistyczne tworzą potencjalne zasoby państwa. Nawet demografia zaczyna mieć znaczenie strategiczne, ponieważ region pozbawiony ludzi nie będzie w stanie utrzymywać infrastruktury, produkcji i usług potrzebnych w sytuacji kryzysowej.
W tym miejscu pojawia się szczególnie trudne pytanie o relację pomiędzy efektywnością a redundancją. Przez trzy dekady polityka publiczna była kształtowana głównie przez logikę efektywności: koncentracji usług, redukcji kosztów, just-in-time, centralizacji magazynów, optymalizacji sieci i maksymalnego wykorzystania infrastruktury. Bezpieczeństwo wymaga częściowego odwrócenia tej logiki. System odporny musi posiadać nadmiarowość. Drugi most, alternatywną linię kolejową, rezerwowy magazyn, zapasowe centrum dowodzenia, dodatkowe źródło energii, niewykorzystywaną codziennie przepustowość szpitala czy możliwość uruchomienia dodatkowych składów kolejowych. Z punktu widzenia księgowej efektywności jest to koszt. Z punktu widzenia bezpieczeństwa – polisa ubezpieczeniowa. Właśnie dlatego potrzebujemy przestrzennego modelu bezpieczeństwa państwa. Nie musi być jednym publicznym dokumentem pokazującym lokalizację wszystkich strategicznych zasobów – znaczna część szczegółowych danych z oczywistych powodów powinna pozostać niejawna. Potrzebujemy jednak publicznej warstwy strategicznej, która pozwoli społeczeństwu, samorządom, przedsiębiorstwom i instytucjom rozumieć ich miejsce w systemie. Taki model powinien określać funkcje poszczególnych części kraju, główne korytarze odporności, zasady mobilności cywilno-wojskowej, rolę portów i lotnisk, potrzeby energetyczne, system ochrony ludności, zasady absorpcji przemieszczonej ludności, znaczenie infrastruktury medycznej, potencjał przemysłowy oraz zdolności przyjmowania sił sojuszniczych. Nie chodzi o publikowanie planów wojennych. Chodzi o odpowiedź na znacznie bardziej podstawowe pytanie: jak ma funkcjonować Polska jako przestrzeń w sytuacji zagrożenia?
Brak takiej debaty ma kilka przyczyn. Pierwszą jest utrwalona sektorowość polskiego państwa. Wojsko planuje obronność, resort infrastruktury transport, resort energii system energetyczny, MSWiA ochronę ludności, samorządy rozwój regionalny, a przedsiębiorstwa swoje inwestycje. Tymczasem wojna natychmiast znosi te podziały. Most jest jednocześnie obiektem transportowym, gospodarczym, wojskowym i ewakuacyjnym. Port jest infrastrukturą handlową, energetyczną i militarną. Szpital jest usługą publiczną i elementem systemu odporności. Sieć telekomunikacyjna obsługuje biznes, obywateli, administrację i bezpieczeństwo. Istotne znaczenie ma także obawa przed konsekwencjami poważnego mówienia o wojnie. Łatwiej poinformować społeczeństwo o zakupie czołgów niż rozpocząć rozmowę o tym, co wydarzyłoby się w konkretnym województwie podczas mobilizacji, jak wyglądałyby przemieszczenia ludności, które usługi zostałyby ograniczone, jak przedsiębiorstwa zostałyby włączone do systemu bezpieczeństwa i czego oczekiwano by od obywateli. To wymaga mówienia rzeczy niekomfortowych. Być może niektóre inwestycje trzeba będzie realizować przede wszystkim dlatego, że zwiększają odporność, choć ich bieżąca rentowność będzie niewielka. Być może pewne zasoby trzeba będzie utrzymywać w rezerwie. Być może przedsiębiorstwa powinny wiedzieć, jaką funkcję mają pełnić podczas mobilizacji. Być może samorządy powinny planować nie tylko rozwój, ale również nagłe zwiększenie liczby mieszkańców. Być może obywatele powinni wiedzieć, gdzie mają się znaleźć i czego państwo będzie od nich oczekiwać.
Trzecią przyczyną jest prawdopodobnie błędne utożsamianie bezpieczeństwa z tajnością. Oczywiście plany operacyjne muszą pozostawać niejawne. Ale odporność społeczeństwa nie może być tajna przed społeczeństwem. Jeżeli miliony obywateli, tysiące przedsiębiorstw i wszystkie jednostki samorządu terytorialnego mają być częścią systemu bezpieczeństwa, nie można oczekiwać, że dowiedzą się o swojej roli dopiero po rozpoczęciu kryzysu.
Co znamienne, sama koncepcja gen. Gromadzińskiego wychodzi poza wojsko. Proponowana przez niego Powszechna Służba Państwu miałaby tworzyć zasoby nie tylko dla armii, ale również dla obrony cywilnej, Policji, Państwowej Straży Pożarnej, ochrony zdrowia i zarządzania kryzysowego. Autor odwołuje ją do idei obrony powszechnej i wykorzystania potencjału administracji, samorządów, gospodarki, organizacji społecznych oraz obywateli. To właśnie jest właściwy kierunek myślenia: bezpieczeństwo jako zdolność całego państwa do przejścia z normalnego sposobu funkcjonowania do funkcjonowania kryzysowego bez utraty sterowności. W tym ujęciu linia Wisły z koncepcji Gromadzińskiego jest interesująca nie dlatego, że powinna stać się jakąś administracyjną granicą dwóch Polsk. Przeciwnie – może stać się punktem wyjścia do znacznie bardziej dojrzałej rozmowy o zróżnicowaniu strategicznych funkcji polskiego terytorium. Region położony przy granicy wschodniej ma inne zadania niż region przy granicy niemieckiej. Portowe Zachodniopomorskie ma inne zasoby niż przemysłowy Śląsk. Wielkopolska inne niż Podlasie. Warszawa inne niż Szczecin. Nie oznacza to, że jedne obszary są ważniejsze, a inne mniej ważne. Oznacza, że bezpieczeństwo narodowe powstaje poprzez komplementarność ich funkcji.
Województwo zachodniopomorskie powinno być jednym z regionów najbardziej zainteresowanych rozpoczęciem takiej debaty. Koncepcja sił wzmocnienia daje ku temu bezpośredni impuls. Region posiada porty, granicę z Niemcami, duży kompleks wojskowy, poligony, przemysł morski, rozwijającą się energetykę, ważny korytarz transportowy północ–południe i znaczną bazę infrastruktury cywilnej. W nowych warunkach geopolitycznych wszystkie te elementy zaczynają układać się w zupełnie inną konfigurację niż jeszcze dekadę temu. Pomorze Zachodnie nie jest wyłącznie peryferyjnym regionem oddalonym od głównego potencjalnego teatru działań. Może być jednym z kluczowych obszarów głębi strategicznej państwa i NATO. To jednak nie wydarzy się automatycznie. Głębia strategiczna nie jest cechą geograficzną. Jest zdolnością, którą trzeba świadomie zbudować. Wymaga infrastruktury, rezerw, przemysłu, energii, logistyki, przygotowanego społeczeństwa, sprawnych samorządów, systemów medycznych, zabezpieczonych sieci telekomunikacyjnych, miejsc szkolenia i zdolności przyjmowania ludzi oraz sprzętu. Wymaga przede wszystkim wiedzy o tym, jak te elementy mają ze sobą współdziałać.
Propozycję gen. Gromadzińskiego warto potraktować jako coś więcej niż głos w dyskusji o strukturze Wojska Polskiego. Jest dobrym pretekstem do rozpoczęcia znacznie poważniejszej debaty o przestrzennej organizacji bezpieczeństwa Polski. Debaty, w której obok generałów powinni uczestniczyć samorządowcy, urbaniści, ekonomiści, logistycy, energetycy, przedstawiciele portów, kolei, ochrony zdrowia, przedsiębiorstw, organizacji społecznych i naukowcy zajmujący się rozwojem regionalnym. Nie po to, aby wspólnie projektowali plany wojenne. Po to, aby wiedzieli, jakiego państwa potrzebujemy, aby plany wojskowe w ogóle mogły zostać wykonane.
