Tomasz Augustyn
Estonia, Łotwa i Litwa próbują dostosować swoją politykę do rosnącego ryzyka rosyjskiej presji militarnej i działań hybrydowych w regionie.
Narastające napięcia między Rosją a państwami bałtyckimi są dziś postrzegane nie tylko jako problem regionalny, ale jako jeden z głównych testów dla całego systemu bezpieczeństwa europejskiego i NATO. Estonia, Łotwa i Litwa znajdują się w szczególnej sytuacji strategicznej: są geograficznie niewielkie, graniczą bezpośrednio z Rosją lub jej strefą wpływów, posiadają rosyjskojęzyczne mniejszości i jednocześnie należą do struktur zachodnich, które Moskwa uznaje za konkurencyjne wobec własnych interesów bezpieczeństwa. W rezultacie kraje te od lat prowadzą politykę ograniczania podatności na presję rosyjską, jednak wojna przeciw Ukrainie przyspieszyła wiele procesów i zmieniła skalę zagrożeń, jakie są obecnie brane pod uwagę.
Państwa bałtyckie rzeczywiście mają powody, by minimalizować ryzyko potencjalnej agresji lub destabilizacji, ale kluczowe znaczenie ma sposób prowadzenia tej polityki. Rosja wielokrotnie wykorzystywała argument „ochrony ludności rosyjskojęzycznej” jako element uzasadniania działań politycznych, militarnych lub hybrydowych. Dotyczyło to zarówno Gruzji, jak i Ukrainy. Dlatego Estonia i Łotwa, gdzie istnieją znaczące społeczności rosyjskojęzyczne, muszą zachowywać szczególną ostrożność: z jednej strony wzmacniać integrację obywatelską, odporność państwa i kontrolę nad przestrzenią informacyjną, a z drugiej unikać działań, które mogłyby zostać przedstawione przez Moskwę jako „dyskryminacja” lub „prześladowania” mniejszości. Problem polega na tym, że nawet działania standardowe z perspektywy bezpieczeństwa – ograniczanie wpływu rosyjskich mediów, usuwanie symboliki sowieckiej, reformy językowe czy kontrola organizacji prorosyjskich – bywają przez rosyjską propagandę przedstawiane jako agresywne.
Szczególnie istotne jest tutaj rozróżnienie pomiędzy realną polityką bezpieczeństwa a jej interpretacją w rosyjskiej narracji strategicznej. Dla państw bałtyckich wzmacnianie własnej odporności informacyjnej czy językowej jest naturalnym elementem budowania suwerenności państwowej po dekadach dominacji radzieckiej. Jednak Kreml konsekwentnie przedstawia tego rodzaju działania jako dowód „rusofobii”, marginalizacji ludności rosyjskojęzycznej lub prób wymazywania rosyjskiej kultury z przestrzeni publicznej. W praktyce oznacza to, że każde posunięcie władz w Tallinnie czy Rydze musi być analizowane nie tylko pod kątem skuteczności wewnętrznej, ale również potencjalnego wykorzystania propagandowego przez Moskwę. Rosja bardzo często operuje bowiem logiką tworzenia politycznych pretekstów, które następnie mogą zostać użyte do uzasadniania presji dyplomatycznej, działań destabilizacyjnych albo operacji hybrydowych.
W Estonii i na Łotwie problem ma dodatkowy wymiar historyczny i demograficzny. Znaczna część rosyjskojęzycznych mieszkańców pojawiła się tam jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, kiedy Moskwa prowadziła politykę migracyjną wzmacniającą rosyjską obecność w republikach nadbałtyckich. Po odzyskaniu niepodległości państwa te stanęły wobec trudnego zadania odbudowy własnej tożsamości narodowej, języka i instytucji państwowych przy jednoczesnym unikaniu głębokich napięć etnicznych. Dlatego obecna polityka władz bałtyckich często opiera się na delikatnej równowadze: z jednej strony konieczne jest ograniczanie wpływu rosyjskiej przestrzeni medialnej i propagandowej, z drugiej – utrzymywanie kanałów integracji społecznej, aby rosyjskojęzyczni mieszkańcy nie stawali się podatni na narracje o wykluczeniu czy marginalizacji. Rosja wykorzystuje przy tym nie tylko oficjalne komunikaty polityczne, lecz także szeroko rozbudowane instrumenty oddziaływania informacyjnego. Nawet lokalne spory dotyczące edukacji, używania języka rosyjskiego czy usuwania pomników Armii Czerwonej mogą zostać przedstawione przez rosyjskie media jako dowód systemowego „ucisku” ludności rosyjskiej. Mechanizm ten ma znaczenie strategiczne, ponieważ buduje uzasadnienie dla dalszych działań politycznych oraz wzmacnia przekaz kierowany zarówno do rosyjskiej opinii publicznej, jak i do części odbiorców za granicą. W tym sensie przestrzeń informacyjna staje się jednym z głównych pól rywalizacji pomiędzy państwami bałtyckimi a Rosją.
Z perspektywy bezpieczeństwa regionalnego szczególnie ważne jest więc, aby działania Estonii i Łotwy były jednocześnie stanowcze i ostrożne. Państwa te muszą zwiększać odporność na wpływy zewnętrzne, ograniczać możliwość penetracji instytucji publicznych przez środowiska prorosyjskie oraz wzmacniać własną spójność narodową, ale jednocześnie unikać sytuacji, które mogłyby zostać łatwo wykorzystane propagandowo. Oznacza to konieczność prowadzenia polityki bardziej długofalowej niż wyłącznie reaktywnej – nastawionej nie tylko na eliminowanie zagrożeń, lecz także na budowanie lojalności obywatelskiej wszystkich grup społecznych wobec państwa. W praktyce oznacza to potrzebę prowadzenia bardzo precyzyjnej polityki bezpieczeństwa wewnętrznego, w której kwestie militarne, społeczne i informacyjne wzajemnie się przenikają. Estonia i Łotwa nie mogą ograniczać się wyłącznie do wzmacniania służb specjalnych, ochrony granic czy zwiększania wydatków obronnych, ponieważ współczesne zagrożenia mają znacznie bardziej złożony charakter. Równie istotne staje się budowanie trwałego zaufania obywateli do instytucji państwowych, przeciwdziałanie społecznemu wykluczeniu oraz ograniczanie przestrzeni dla narracji podważających legalność i wiarygodność państwa. Rosja bardzo często wykorzystuje bowiem istniejące napięcia społeczne jako narzędzie wpływu politycznego, wzmacniając poczucie marginalizacji wybranych grup i przedstawiając siebie jako ich potencjalnego „obrońcę”.
Szczególne znaczenie ma tu kwestia integracji rosyjskojęzycznych mieszkańców z systemem politycznym i społecznym państw bałtyckich. Z punktu widzenia bezpieczeństwa nie chodzi wyłącznie o formalną lojalność wobec państwa, lecz także o realne poczucie uczestnictwa w życiu społecznym, gospodarczym i obywatelskim. Im silniejsze są więzi obywatelskie i im większa identyfikacja mieszkańców z państwem, tym trudniej wykorzystać kwestie etniczne lub językowe jako instrument destabilizacji. Dlatego polityka bezpieczeństwa musi być w pewnym sensie równocześnie polityką społeczną i integracyjną. Państwo, które chce ograniczyć podatność na wpływy zewnętrzne, musi tworzyć warunki sprzyjające uczestnictwu wszystkich grup społecznych w życiu publicznym, przy jednoczesnym zachowaniu wyraźnych ram konstytucyjnych i językowych wzmacniających narodową tożsamość państwową. W tym kontekście istotne staje się także prowadzenie przemyślanej polityki informacyjnej. Estonia i Łotwa funkcjonują w środowisku, w którym rosyjskie media i kanały propagandowe przez lata miały znaczący wpływ na część rosyjskojęzycznych odbiorców. Ograniczanie tego wpływu wymaga nie tylko działań administracyjnych, lecz również tworzenia własnej atrakcyjnej przestrzeni medialnej i komunikacyjnej. Samo blokowanie propagandy nie wystarcza, jeśli państwo nie potrafi równocześnie budować wiarygodnej narracji integrującej obywateli wokół wspólnych interesów i poczucia bezpieczeństwa. W przeciwnym razie może powstawać próżnia informacyjna, którą łatwo ponownie zagospodarować zewnętrznymi przekazami.
Ostrożność, o której mowa w kontekście polityki Estonii i Łotwy, wynika również z faktu, że Rosja często operuje mechanizmem celowego eskalowania sporów symbolicznych. Nawet stosunkowo ograniczone decyzje dotyczące języka edukacji, statusu obywatelstwa czy usuwania radzieckich pomników mogą zostać przedstawione jako dowód „represji” wobec ludności rosyjskojęzycznej. Moskwa nie potrzebuje przy tym pełnej wiarygodności swoich narracji — wystarczające jest stworzenie atmosfery kontrowersji i niepewności, która utrudnia zachodnim partnerom jednoznaczne interpretowanie sytuacji. Dlatego państwa bałtyckie muszą prowadzić politykę bardzo dobrze komunikowaną zarówno wewnętrznie, jak i na arenie międzynarodowej, tak aby ograniczać możliwość propagandowego zniekształcania własnych działań. Istotnym elementem tej strategii jest także wzmacnianie odporności instytucjonalnej państwa. Chodzi nie tylko o ochronę przed działalnością wywiadowczą czy wpływami politycznymi, lecz również o budowanie administracji zdolnej do funkcjonowania w warunkach długotrwałej presji informacyjnej i politycznej. Współczesne działania hybrydowe bardzo często nie mają charakteru jednorazowego kryzysu, ale przybierają formę stałego oddziaływania mającego stopniowo osłabiać zaufanie społeczne i zdolność państwa do skutecznego reagowania. Z tego względu Estonia i Łotwa starają się rozwijać model bezpieczeństwa oparty nie tylko na sile militarnej, lecz także na odporności społecznej, stabilności instytucji oraz wysokim poziomie świadomości obywatelskiej.
Długofalowo największym wyzwaniem pozostaje utrzymanie równowagi pomiędzy bezpieczeństwem a otwartością demokratycznego państwa. Zbyt słaba reakcja na wpływy zewnętrzne mogłaby zwiększać podatność na destabilizację, natomiast działania nadmiernie restrykcyjne mogłyby pogłębiać napięcia społeczne i dostarczać argumentów rosyjskiej propagandzie. Właśnie dlatego polityka bezpieczeństwa państw bałtyckich musi mieć charakter wyjątkowo wielowymiarowy — łączący odstraszanie, integrację społeczną, odporność informacyjną i umiejętność zarządzania napięciami wewnętrznymi bez wchodzenia w logikę politycznej eskalacji, której oczekiwałaby Moskwa.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz destabilizacji regionu bałtyckiego nie musi przybrać formy klasycznej inwazji na wzór lutego 2022 roku. Znacznie bardziej realne wydają się działania wielowarstwowe: cyberataki, presja migracyjna, sabotaż infrastruktury energetycznej i telekomunikacyjnej, prowokacje graniczne, operacje informacyjne, zakłócanie transportu morskiego na Bałtyku czy próby wywoływania napięć społecznych wokół mniejszości narodowych. Rosja obserwuje przebieg wojny w Ukrainie i wyciąga wnioski z własnych błędów. Jednym z nich jest świadomość, że pełnoskalowa agresja przeciw państwu NATO oznaczałaby ryzyko bezpośredniej konfrontacji z całym Sojuszem. Dlatego bardziej prawdopodobna jest strategia stopniowego testowania spójności NATO i odporności państw regionu niż otwarta operacja militarna od pierwszego dnia. Tego rodzaju strategia odpowiada rosyjskiemu sposobowi prowadzenia konfliktów poniżej progu formalnej wojny. Jej istotą nie jest szybkie zajęcie terytorium przy użyciu dużych związków pancernych, lecz stopniowe osłabianie przeciwnika poprzez wywoływanie niepewności, chaosu i napięć politycznych. W praktyce oznacza to działania trudne do jednoznacznego przypisania i często rozciągnięte w czasie, które mają utrudniać państwom zachodnim podjęcie zdecydowanej odpowiedzi. Rosja od lat rozwija model oddziaływania hybrydowego, w którym narzędzia militarne są jedynie jednym z elementów znacznie szerszej strategii obejmującej cyberprzestrzeń, energetykę, migrację, propagandę, działania wywiadowcze oraz presję gospodarczą. Region bałtycki, ze względu na swoje położenie geograficzne i znaczenie strategiczne, jest szczególnie podatny na tego rodzaju operacje.
Jednym z najważniejszych obszarów potencjalnej presji pozostaje infrastruktura krytyczna. Bałtyk jest przestrzenią intensywnego przesyłu energii, danych i surowców. Przebiegają tam gazociągi, kable telekomunikacyjne, połączenia energetyczne oraz szlaki transportu morskiego mające znaczenie dla całej Europy Północnej. W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się incydenty związane z uszkodzeniami infrastruktury podmorskiej, które trudno jednoznacznie zakwalifikować jako przypadkowe lub celowe. Sam fakt możliwości przeprowadzania takich operacji wywołuje efekt psychologiczny i ekonomiczny. Państwa regionu muszą brać pod uwagę scenariusze zakłócania dostaw energii, destabilizacji sieci teleinformatycznych czy czasowego paraliżu portów i żeglugi. Nawet ograniczone incydenty mogłyby prowadzić do wzrostu napięcia politycznego, zakłóceń gospodarczych oraz presji społecznej na rządy państw regionu.
Istotnym instrumentem destabilizacji mogą być także cyberataki. Estonia już w 2007 roku doświadczyła szeroko zakrojonej operacji cybernetycznej wymierzonej w administrację publiczną, sektor bankowy i media. Od tego czasu państwa bałtyckie intensywnie rozwijają zdolności cyberobrony, jednak zagrożenie stale rośnie. Potencjalne ataki mogłyby być wymierzone nie tylko w instytucje państwowe, lecz również w systemy energetyczne, kolejowe, lotnicze czy finansowe. Charakterystyczne dla takich działań jest to, że mogą one powodować realne skutki społeczne bez użycia klasycznej siły militarnej. Zakłócenie działania sieci energetycznej, systemów płatniczych czy komunikacji elektronicznej nawet przez kilka dni mogłoby wywołać atmosferę kryzysu i podważać zaufanie obywateli do zdolności państwa do zapewnienia bezpieczeństwa. Równie istotna pozostaje sfera informacyjna. Rosja od dawna traktuje przestrzeń medialną jako element pola walki strategicznej. W regionie bałtyckim działania dezinformacyjne mogą być szczególnie intensywne ze względu na obecność rosyjskojęzycznych społeczności oraz bliskość geograficzną Rosji. Celem nie musi być przekonanie większości społeczeństwa do prorosyjskiej narracji, lecz raczej pogłębianie podziałów, osłabianie zaufania do instytucji państwowych i wywoływanie chaosu informacyjnego. W praktyce może to oznaczać rozpowszechnianie fałszywych informacji o rzekomych incydentach z udziałem NATO, podsycanie konfliktów etnicznych, wzmacnianie radykalnych środowisk politycznych czy tworzenie atmosfery zagrożenia gospodarczego i społecznego. W nowoczesnych konfliktach destabilizacja psychologiczna społeczeństwa staje się równie ważna jak działania militarne.
Coraz częściej analizowany jest również scenariusz wykorzystywania presji migracyjnej jako instrumentu politycznego. Mechanizm ten był już widoczny na granicy Białorusi z Polską, Litwą i Łotwą, gdzie migranci byli wykorzystywani jako narzędzie destabilizacji i presji politycznej. Państwa bałtyckie zakładają, że podobne działania mogłyby zostać ponownie użyte w celu wywołania napięć humanitarnych, politycznych i społecznych. Tego rodzaju operacje mają dodatkową zaletę z perspektywy agresora: utrudniają jednoznaczne przypisanie odpowiedzialności oraz wywołują spory wewnętrzne w państwach demokratycznych dotyczące sposobu reagowania.
Rosja może również testować granice reakcji NATO poprzez serię ograniczonych prowokacji wojskowych i granicznych. Mogłyby one obejmować naruszenia przestrzeni powietrznej, agresywne manewry morskie, zakłócanie sygnałów GPS, incydenty z udziałem służb granicznych czy demonstracyjne ćwiczenia wojskowe w pobliżu granic państw bałtyckich. Tego rodzaju działania mają nie tylko znaczenie militarne, lecz przede wszystkim polityczne i psychologiczne. Ich celem jest sprawdzanie szybkości reakcji państw NATO, poziomu koordynacji między sojusznikami oraz gotowości społeczeństw do funkcjonowania w warunkach permanentnego napięcia.
Z rosyjskiej perspektywy szczególnie ważne może być właśnie stopniowe „zużywanie” odporności Zachodu. Kreml prawdopodobnie zakłada, że długotrwała presja ekonomiczna, informacyjna i psychologiczna może z czasem osłabić determinację państw europejskich bardziej skutecznie niż gwałtowna konfrontacja militarna. Wojna przeciw Ukrainie pokazała bowiem, że klasyczna agresja może prowadzić do konsolidacji Zachodu i mobilizacji militarnej NATO. W regionie bałtyckim bardziej prawdopodobna wydaje się więc strategia ciągłego podnoszenia poziomu napięcia bez przekraczania granicy, która uruchomiłaby jednoznaczną odpowiedź całego Sojuszu. Właśnie dlatego bezpieczeństwo państw bałtyckich zależy dziś nie tylko od liczby żołnierzy czy systemów uzbrojenia, ale także od odporności infrastruktury, sprawności administracji, stabilności społecznej i zdolności państwa do funkcjonowania pod presją długotrwałych działań hybrydowych.
Z punktu widzenia Polski i państw nordyckich bezpieczeństwo regionu bałtyckiego ma obecnie znaczenie fundamentalne. Polska jest naturalnym zapleczem logistycznym i militarnym dla państw bałtyckich, a jednocześnie krajem najbardziej zainteresowanym utrzymaniem wiarygodności NATO na wschodniej flance. Włączenie Finlandii i Szwecji do struktur sojuszniczych radykalnie zmieniło sytuację strategiczną regionu Morza Bałtyckiego. Bałtyk coraz częściej określany jest wręcz jako „wewnętrzne morze NATO”, ponieważ niemal wszystkie państwa wybrzeża należą obecnie do Sojuszu. Oznacza to możliwość znacznie ściślejszej współpracy wojskowej, wspólnego monitorowania przestrzeni morskiej i powietrznej, integracji obrony przeciwlotniczej oraz szybszego reagowania na incydenty hybrydowe. Zmiana ta ma znaczenie znacznie szersze niż wyłącznie symboliczne. Jeszcze kilka lat temu region Morza Bałtyckiego był postrzegany jako przestrzeń o ograniczonej spójności strategicznej, w której część państw pozostawała poza formalnymi strukturami NATO. Neutralność Finlandii i Szwecji tworzyła specyficzną sytuację geopolityczną: oba kraje współpracowały z Zachodem, lecz nie były objęte pełnymi gwarancjami wynikającymi z artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Rosyjska agresja przeciw Ukrainie zasadniczo zmieniła tę kalkulację bezpieczeństwa. Zarówno Helsinki, jak i Sztokholm uznały, że tradycyjny model bezpieczeństwa oparty na wojskowej niezaangażowaniu przestał odpowiadać realiom współczesnego środowiska strategicznego. W rezultacie cały układ sił wokół Bałtyku został przedefiniowany na korzyść NATO, a Rosja utraciła część strategicznej swobody działania w regionie.
Dla Polski oznacza to jednocześnie wzrost znaczenia i odpowiedzialności. Warszawa stała się jednym z kluczowych centrów logistycznych, transportowych i wojskowych dla wschodniej flanki Sojuszu. Przez terytorium Polski przebiegają główne szlaki transportu wojskowego i zaopatrzenia dla państw bałtyckich oraz dla Ukrainy. Polska infrastruktura kolejowa, drogowa, portowa i lotnicza zaczęła pełnić funkcję zaplecza strategicznego dla działań NATO w regionie. W praktyce oznacza to, że bezpieczeństwo Polski i bezpieczeństwo państw bałtyckich są dziś znacznie silniej powiązane niż jeszcze dekadę temu. Ewentualna destabilizacja Litwy, Łotwy czy Estonii automatycznie wpływałaby na sytuację strategiczną Polski, podobnie jak kryzys dotyczący przesmyku suwalskiego — wąskiego pasa terytorium łączącego państwa bałtyckie z resztą NATO — miałby znaczenie dla całego systemu bezpieczeństwa europejskiego. Rosnące znaczenie regionu powoduje również coraz większą integrację wojskową państw północnej i wschodniej Europy. Wspólne ćwiczenia wojskowe, koordynacja działań marynarek wojennych, rozwój systemów rozpoznania oraz współpraca wywiadowcza stają się elementem codziennego funkcjonowania struktur bezpieczeństwa w regionie. Szczególnego znaczenia nabiera kontrola przestrzeni powietrznej i morskiej. Bałtyk jest akwenem relatywnie niewielkim, ale niezwykle istotnym gospodarczo i militarnie. Koncentracja infrastruktury energetycznej, portów, połączeń telekomunikacyjnych oraz szlaków handlowych sprawia, że utrzymanie bezpieczeństwa morskiego staje się jednym z priorytetów NATO. W praktyce oznacza to rozwój zdolności monitorowania ruchu okrętów, ochrony infrastruktury podmorskiej oraz szybkiego reagowania na incydenty o charakterze hybrydowym lub sabotażowym.
Państwa nordyckie mogą odgrywać szczególnie istotną rolę w zakresie technologii wojskowych, rozpoznania, bezpieczeństwa morskiego i odporności infrastruktury krytycznej. Finlandia wnosi doświadczenie wieloletniego funkcjonowania w cieniu Rosji oraz rozbudowany model obrony totalnej, obejmujący mobilizację społeczną i przygotowanie infrastruktury cywilnej na kryzysy. Fiński model bezpieczeństwa opiera się nie tylko na sile armii, ale również na zdolności całego społeczeństwa do funkcjonowania w warunkach długotrwałego zagrożenia. Obejmuje on rozwinięty system rezerw, przygotowanie administracji lokalnej, zabezpieczenie infrastruktury krytycznej oraz utrzymywanie wysokiego poziomu świadomości społecznej dotyczącej zagrożeń. Dla państw bałtyckich i Polski jest to przykład podejścia, które łączy odstraszanie militarne z odpornością cywilną.
Szwecja natomiast posiada wyjątkowe znaczenie strategiczne ze względu na położenie Gotlandii. Kontrola nad tą wyspą wpływa na możliwość monitorowania i zabezpieczenia znacznej części środkowego Bałtyku. W ostatnich latach Sztokholm wyraźnie zwiększył obecność wojskową na Gotlandii, uznając ją za jeden z kluczowych punktów bezpieczeństwa regionu. Ewentualna destabilizacja tego obszaru mogłaby wpływać na swobodę działania sił NATO oraz bezpieczeństwo szlaków komunikacyjnych między państwami bałtyckimi a resztą Europy. Z kolei Norwegia wnosi doświadczenie związane z obserwacją rosyjskiej aktywności militarnej na północy Europy, zwłaszcza w rejonie Arktyki i Morza Barentsa. Oslo od lat rozwija zdolności monitorowania rosyjskiej Floty Północnej oraz infrastruktury strategicznej związanej z rosyjskim potencjałem nuklearnym. Wiedza i doświadczenie norweskie stają się coraz bardziej istotne również dla bezpieczeństwa Bałtyku, ponieważ aktywność rosyjskich sił zbrojnych jest dziś analizowana w szerszym, północnoeuropejskim wymiarze strategicznym.
Jednocześnie Rosja także analizuje przebieg dotychczasowych wydarzeń i dostosowuje swoje działania. Kreml widzi, że wojna na Ukrainie doprowadziła do odwrotnego efektu niż zakładano: NATO zostało wzmocnione, Finlandia i Szwecja przystąpiły do Sojuszu, Europa ograniczyła zależność energetyczną od Rosji, a wydatki obronne państw regionu gwałtownie wzrosły. Moskwa może więc uznać, że bardziej efektywne będą działania poniżej progu wojny, pozwalające destabilizować przeciwników bez wywoływania automatycznej odpowiedzi militarnej NATO. Z rosyjskiej perspektywy region bałtycki pozostaje jednak obszarem szczególnie istotnym strategicznie. Obwód kaliningradzki nadal pełni funkcję silnie zmilitaryzowanego przyczółka między Polską a Litwą, umożliwiającego projekcję siły militarnej na Bałtyku i w Europie Północnej. Rosja zdaje sobie sprawę, że bezpośrednia konfrontacja z NATO byłaby obecnie obarczona ogromnym ryzykiem, dlatego coraz większego znaczenia nabierają instrumenty presji pośredniej. Mogą one obejmować działania cybernetyczne, sabotaż infrastruktury krytycznej, prowokacje morskie, operacje dezinformacyjne czy próby wywoływania sporów politycznych wewnątrz państw europejskich. Celem takich działań nie musi być natychmiastowa destabilizacja militarna regionu, lecz raczej stopniowe osłabianie zaufania społecznego, podważanie spójności NATO oraz testowanie gotowości państw Zachodu do wspólnej reakcji.
Istotnym elementem strategii „rozpraszania” rosyjskiej presji powinno być także umiędzynarodowienie bezpieczeństwa regionu. Im silniej państwa bałtyckie są powiązane politycznie, gospodarczo i militarnie z resztą Europy Północnej i NATO, tym trudniej traktować je jako obszar potencjalnej izolowanej presji. Rosja znacznie ostrożniej kalkuluje ryzyko działań wobec państw, które posiadają silne wsparcie regionalne i trwałą obecność sojuszniczą. Dlatego ogromne znaczenie mają wspólne ćwiczenia wojskowe, koordynacja polityczna, integracja systemów obronnych oraz budowanie wspólnej świadomości strategicznej w regionie. Jednocześnie działania Polski i państw nordyckich nie powinny ograniczać się wyłącznie do wzmacniania presji militarnej wobec Rosji, ponieważ mogłoby to prowadzić do dalszej eskalacji napięcia. Bardziej efektywna wydaje się strategia utrzymywania wysokiej odporności przy jednoczesnym ograniczaniu możliwości propagandowego przedstawiania regionu jako źródła zagrożenia dla Rosji. Oznacza to potrzebę zachowania stabilności politycznej, unikania niekontrolowanej retoryki eskalacyjnej oraz konsekwentnego podkreślania defensywnego charakteru działań NATO. Im trudniej będzie Moskwie przekonać własne społeczeństwo i część opinii międzynarodowej, że państwa regionu stanowią zagrożenie, tym słabsza stanie się wiarygodność rosyjskiej narracji strategicznej.
Długofalowo najskuteczniejszą metodą obniżania prawdopodobieństwa rosyjskiej agresji może być właśnie tworzenie środowiska strategicznego, w którym destabilizacja regionu staje się dla Kremla mało efektywna politycznie i kosztowna operacyjnie. Polska i państwa nordyckie mogą wspólnie budować taki model bezpieczeństwa poprzez połączenie odstraszania militarnego, odporności społecznej, integracji regionalnej i stabilności politycznej. W takim układzie Rosja napotykałaby nie pojedyncze państwa podatne na presję, lecz wielowarstwowy system współpracy regionalnej, zdolny absorbować napięcia, ograniczać skutki działań hybrydowych i utrudniać osiąganie politycznych efektów destabilizacji. Właśnie dlatego współpraca Polski, państw bałtyckich i krajów nordyckich coraz częściej wykracza poza tradycyjnie rozumianą obronność. Obejmuje bezpieczeństwo energetyczne, ochronę infrastruktury cyfrowej, odporność społeczną, bezpieczeństwo morskie oraz zdolność reagowania na kryzysy hybrydowe. Region Morza Bałtyckiego staje się tym samym jednym z najważniejszych laboratoriów nowoczesnej polityki bezpieczeństwa w Europie — obszarem, gdzie klasyczne odstraszanie wojskowe musi być stale uzupełniane przez działania wzmacniające odporność państwa i społeczeństwa na wielowymiarową presję zewnętrzną.
Rosja działa według określonych schematów, nawet jeśli potrafi wykazywać się znaczną elastycznością operacyjną i dużą pomysłowością w doborze narzędzi nacisku. Wbrew częstemu przekonaniu jej działania nie są całkowicie nieprzewidywalne ani chaotyczne. Przeciwnie — w wielu przypadkach można dostrzec powtarzalne mechanizmy obejmujące stopniowe budowanie napięcia informacyjnego, tworzenie politycznych pretekstów, wykorzystywanie konfliktów społecznych, operowanie niejednoznacznością oraz przesuwanie granic akceptowalnego ryzyka metodą małych kroków. Rosja bardzo często działa poprzez mieszanie elementów prawdy, manipulacji i prowokacji, starając się równocześnie zacierać granicę pomiędzy wojną a pokojem, presją polityczną a działaniem militarnym, konfliktem wewnętrznym a ingerencją zewnętrzną. Z tego względu jednym z najskuteczniejszych sposobów ograniczania skuteczności rosyjskiej strategii może być właśnie wcześniejsze rozpoznawanie jej logiki, konceptualizowanie możliwych działań i budowanie realistycznych scenariuszy rozwoju sytuacji jeszcze zanim kryzys osiągnie pełną skalę.
Kluczowe znaczenie ma tutaj zdolność antycypowania, czyli uprzedzającego rozpoznawania wzorców działania. Jeśli państwa regionu oraz ich społeczeństwa potrafią wcześniej zidentyfikować potencjalne mechanizmy destabilizacji, rosyjskie operacje tracą część swojej skuteczności. Działania hybrydowe opierają się bowiem w dużej mierze na efekcie zaskoczenia, chaosu informacyjnego i niepewności. Gdy społeczeństwo rozumie logikę możliwych prowokacji — na przykład prób wywoływania napięć etnicznych, cyberataków, presji migracyjnej czy operacji dezinformacyjnych — znacznie trudniej osiągnąć efekt destabilizacji psychologicznej. W tym sensie samo publiczne analizowanie potencjalnych scenariuszy staje się elementem odstraszania. Rosja znacznie trudniej wykorzystuje mechanizm niepewności, gdy potencjalne działania zostały wcześniej opisane, przeanalizowane i osadzone w szerszym kontekście strategicznym. Szczególnie istotne może być „uwiarygadnianie” takich scenariuszy w przestrzeni publicznej, ale w sposób odpowiedzialny i oparty na analizie, a nie na atmosferze paniki. Chodzi o budowanie społecznej świadomości zagrożeń bez tworzenia poczucia permanentnego strachu. Państwa demokratyczne często mają problem z reagowaniem na działania hybrydowe właśnie dlatego, że przestrzeń publiczna długo traktuje je jako przypadkowe incydenty lub przesadzone ostrzeżenia. Tymczasem Rosja bardzo często wykorzystuje moment przejściowy pomiędzy „normalnością” a pełnym rozpoznaniem zagrożenia. Jeśli jednak społeczeństwa oraz elity polityczne wcześniej rozumieją mechanizmy potencjalnej destabilizacji, maleje podatność na manipulację, a reakcja państwa może być szybsza i bardziej spójna.
Wymaga to jednak dużej kreatywności strategicznej. Odpowiedź na rosyjskie działania nie może ograniczać się wyłącznie do klasycznej logiki militarnej czy prostego wzmacniania sankcji. Rosja funkcjonuje jednocześnie jako państwo, społeczeństwo, przestrzeń kulturowa i cywilizacyjna część Europy oraz Eurazji, dlatego trwała stabilizacja regionu wymaga bardziej złożonego podejścia niż wyłącznie polityka izolacji. Konieczne jest równoczesne utrzymywanie twardych mechanizmów odstraszania i tworzenie warunków dla przyszłego funkcjonowania Rosji w przewidywalnym porządku międzynarodowym. Problem polega bowiem na tym, że trwałe bezpieczeństwo Europy nie będzie możliwe ani poprzez całkowite ignorowanie Rosji, ani poprzez nieustanną spiralę eskalacji. Dlatego jednym z największych wyzwań strategicznych staje się znalezienie równowagi pomiędzy stanowczością a pozostawieniem przestrzeni dla przyszłej normalizacji relacji. Poszanowanie prawa międzynarodowego, odpowiedzialność za agresję oraz naprawa wyrządzonych szkód muszą pozostać warunkiem odbudowy zaufania. Jednocześnie długofalowa strategia wobec Rosji powinna zakładać, że społeczeństwo rosyjskie nie może zostać całkowicie wypchnięte poza europejski i globalny porządek bezpieczeństwa. Izolacja totalna mogłaby w dłuższej perspektywie utrwalać logikę oblężonej twierdzy, wzmacniać autorytarne tendencje i pogłębiać agresywną politykę rewizjonistyczną. W tym sensie skuteczne przeciwdziałanie rosyjskiej agresji wymaga nie tylko siły militarnej i odporności instytucjonalnej, ale także zdolności intelektualnego wyprzedzania rosyjskich działań. Państwa regionu powinny rozwijać własną kulturę strategiczną opartą na analizie scenariuszowej, interdyscyplinarnym rozpoznawaniu zagrożeń oraz umiejętności łączenia polityki bezpieczeństwa z komunikacją społeczną. Im lepiej rozumiemy mechanizmy rosyjskiego działania i im wcześniej potrafimy je nazwać oraz objaśnić opinii publicznej, tym trudniej będzie Moskwie budować przewagę opartą na niejednoznaczności, zaskoczeniu i chaosie informacyjnym.
Region bałtycki może zatem stać się areną konfliktu o innym charakterze niż wojna w Ukrainie. Zamiast wielkich operacji pancernych bardziej prawdopodobne są działania rozproszone, trudniejsze do jednoznacznego przypisania i rozciągnięte w czasie. Mogą obejmować jednocześnie sferę militarną, gospodarczą, informacyjną i społeczną. Kluczowe znaczenie będzie miało nie tylko odstraszanie militarne, ale także odporność państw na presję psychologiczną, dezinformację i próby destabilizacji wewnętrznej. W tym sensie bezpieczeństwo regionu zależy nie wyłącznie od liczby żołnierzy czy sprzętu, lecz również od spójności społecznej, jakości instytucji państwowych i zdolności do utrzymania jedności politycznej w sytuacji długotrwałej presji.
