Tomasz Augustyn
Partie polityczne dysponują słabym zapleczem organizacyjnym i eksperckim. W efekcie regiony i społeczności lokalne przegrywają z logiką ogólnopolskiego sporu politycznego.
Współczesny kryzys zdolności polskich partii politycznych do prowadzenia skutecznej polityki publicznej wynika nie tylko z jakości elit politycznych, lecz przede wszystkim z narastającej dysproporcji pomiędzy stopniem złożoności państwa a możliwościami organizacyjnymi podmiotów, które aspirują do jego zarządzania. Polska jest dziś państwem liczącym blisko czterdzieści milionów mieszkańców, silnie zróżnicowanym gospodarczo, społecznie, demograficznie i przestrzennie. Jednocześnie funkcjonuje w warunkach wielopoziomowego systemu zarządzania obejmującego Unię Europejską, administrację centralną, samorządy wojewódzkie, powiatowe i gminne, a także coraz bardziej złożone relacje pomiędzy sektorem publicznym, biznesem i organizacjami społecznymi. Zarządzanie takim organizmem wymaga zdolności jednoczesnego rozumienia procesów globalnych, krajowych i lokalnych oraz umiejętności integrowania bardzo różnych polityk sektorowych. Tymczasem współczesne partie polityczne dysponują strukturami organizacyjnymi, które w coraz mniejszym stopniu odpowiadają skali tej złożoności.
Polska nie jest państwem jednorodnym, którego rozwój można opisać za pomocą jednego programu wyborczego czy kilku uniwersalnych haseł politycznych. Poszczególne regiony znajdują się na odmiennych etapach rozwoju i mierzą się z całkowicie różnymi wyzwaniami strukturalnymi. Transformacja gospodarcza Górnego Śląska wymaga rozwiązywania problemów związanych z odchodzeniem od gospodarki węglowej, restrukturyzacją przemysłu ciężkiego oraz przebudową rynku pracy. Pomorze Zachodnie i Pomorze Gdańskie stoją przed wyzwaniem wykorzystania potencjału morskiej energetyki wiatrowej, rozwoju portów, logistyki i gospodarki morskiej. Polska Wschodnia w znacznie większym stopniu koncentruje się na problemach depopulacji, dostępności usług publicznych, rozwoju rolnictwa oraz przezwyciężania peryferyjności komunikacyjnej. Wielkie metropolie zmagają się z kryzysem mieszkaniowym, suburbanizacją i przeciążeniem infrastruktury, podczas gdy wiele małych miast walczy o utrzymanie podstawowych funkcji społeczno-gospodarczych. Na wszystkie te procesy nakładają się dodatkowo wyzwania wynikające z transformacji klimatycznej, polityki energetycznej Unii Europejskiej, systemu EU ETS, cyfryzacji gospodarki, zmian demograficznych oraz rosnącej konkurencji geopolitycznej.
Oznacza to, że współczesna polityka państwa wymaga nie tyle jednego programu rozwoju, ile zdolności prowadzenia wielu równoległych polityk dostosowanych do specyfiki poszczególnych terytoriów. Państwo powinno jednocześnie prowadzić skuteczną politykę przemysłową dla regionów pogórniczych, rozwijać gospodarkę morską, wspierać transformację energetyczną, przeciwdziałać wykluczeniu transportowemu, odpowiadać na wyzwania starzenia się społeczeństwa oraz prowadzić aktywną politykę rozwoju obszarów wiejskich. Skala tej różnorodności powoduje, że zarządzanie państwem coraz bardziej przypomina zarządzanie portfelem bardzo różnych polityk publicznych niż realizację jednego uniwersalnego programu ideowego.
Problem polega na tym, że współczesne partie polityczne nie przeszły analogicznej ewolucji organizacyjnej. Wbrew często powtarzanej opinii nie jest to wyłącznie efekt spadku jakości klasy politycznej. Zmienił się przede wszystkim model funkcjonowania samych partii. Wielkie masowe organizacje polityczne charakterystyczne dla drugiej połowy XX wieku dysponowały rozbudowanymi strukturami terenowymi, własnymi środowiskami eksperckimi, zapleczem intelektualnym oraz dużą liczbą aktywnych członków. Partie były nie tylko organizacjami wyborczymi, ale również instytucjami społecznej reprezentacji, prowadzącymi ciągłą pracę programową i organizacyjną. Dzisiejsze ugrupowania funkcjonują już w zupełnie odmiennych realiach. Są znacznie bardziej scentralizowane, znacznie mniej liczne oraz coraz częściej przypominają organizacje kadrowe skoncentrowane wokół wąskiej grupy liderów, parlamentarzystów i specjalistów od komunikacji politycznej.
Zmiana ta nie jest wyłącznie polską specyfiką. Wynika z głębokich przemian społecznych, które doprowadziły do osłabienia tradycyjnych form uczestnictwa obywatelskiego. Partie polityczne przestały być miejscem długotrwałej aktywności społecznej, a stały się przede wszystkim narzędziami uczestnictwa w rywalizacji wyborczej. Zmniejszyła się liczba członków, osłabły lokalne struktury, ograniczono działalność programową, a coraz większe znaczenie zaczęły odgrywać profesjonalne kampanie medialne. W konsekwencji partie dysponują znacznie mniejszym potencjałem analitycznym i eksperckim niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, mimo że rzeczywistość, którą mają opisywać i kształtować, stała się nieporównywalnie bardziej skomplikowana.
Jednocześnie zmianie uległa sama dynamika życia politycznego. W epoce mediów społecznościowych, całodobowych kanałów informacyjnych i permanentnych badań opinii publicznej polityka coraz częściej funkcjonuje w logice spektaklu, natychmiastowej reakcji i krótkiego cyklu informacyjnego. Dominują komunikaty dostosowane do kilkudziesięciosekundowych materiałów wideo, pojedynczych wpisów w mediach społecznościowych czy bieżących sporów politycznych. Partie koncentrują znaczną część swoich zasobów na zarządzaniu przekazem medialnym, reagowaniu na kryzysy wizerunkowe oraz monitorowaniu sondaży. W takich warunkach coraz trudniej prowadzić pogłębioną refleksję nad długofalowymi procesami rozwojowymi wymagającymi wieloletniej konsekwencji oraz eksperckiego zaplecza.
Paradoks współczesnej polityki polega więc na tym, że w momencie, gdy państwo staje się coraz bardziej złożone, organizacje odpowiedzialne za jego zarządzanie ulegają organizacyjnemu uproszczeniu. Dotyczy to nie tylko nowych ugrupowań powstających wokół jednego lidera lub pojedynczego hasła politycznego. Coraz wyraźniej problem ten obejmuje również największe polskie partie, które mimo wieloletniej obecności na scenie politycznej mają ograniczoną zdolność do objęcia całej złożoności współczesnych procesów rozwojowych. Trudno bowiem oczekiwać, aby stosunkowo niewielkie zespoły eksperckie były w stanie jednocześnie kompetentnie zajmować się transformacją energetyczną, polityką przemysłową, rozwojem regionalnym, polityką morską, cyfryzacją, sztuczną inteligencją, demografią, bezpieczeństwem żywnościowym, planowaniem przestrzennym, finansami samorządowymi czy adaptacją do zmian klimatu. W praktyce oznacza to nieuchronną selekcję tematów oraz koncentrację na tych zagadnieniach, które posiadają największy potencjał polityczny lub medialny.
Jeszcze wyraźniej problem ten widoczny jest w przypadku ugrupowań średnich i małych. W polskim systemie wyborczym każda partia musi wystawić kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych, co oznacza konieczność znalezienia setek osób zdolnych nie tylko prowadzić kampanię wyborczą, ale również reprezentować określony poziom kompetencji merytorycznych. W praktyce okazuje się to niezwykle trudnym zadaniem. Partie coraz częściej kompletują listy wyborcze przede wszystkim według kryteriów organizacyjnych i politycznych, a nie kompetencyjnych. W wielu przypadkach kandydaci nie posiadają wystarczającej wiedzy dotyczącej problemów regionów, które mają reprezentować, ani specjalistycznego przygotowania do prowadzenia debaty o złożonych politykach publicznych. Problem pogłębia fakt, że same partie stosunkowo rzadko inwestują w systematyczne kształcenie własnych kadr, rozwój zaplecza eksperckiego czy budowę trwałych środowisk programowych. W efekcie niedobór kompetencji nie jest jedynie konsekwencją ograniczonej podaży odpowiednich kandydatów, lecz również rezultatem niewystarczającej troski ugrupowań politycznych o rozwój własnego potencjału intelektualnego.
Najbardziej negatywne skutki tej sytuacji odczuwa Polska lokalna i regionalna. To właśnie na poziomie terytorialnym ujawnia się największa różnorodność problemów rozwojowych, których nie da się rozwiązać za pomocą jednolitych recept formułowanych z perspektywy centralnej. Tymczasem słabość struktur partyjnych powoduje, że regionalna specyfika coraz częściej przegrywa z ogólnokrajową logiką konfliktu politycznego. Problemy charakterystyczne dla poszczególnych województw, subregionów czy obszarów funkcjonalnych zostają podporządkowane dominującym narracjom partyjnym, dotyczącym sporów ideologicznych, personalnych lub światopoglądowych. W rezultacie debata publiczna koncentruje się na zagadnieniach, które często mają ograniczone znaczenie dla codziennego funkcjonowania społeczności lokalnych, podczas gdy kwestie fundamentalne dla rozwoju konkretnych terytoriów pozostają na marginesie zainteresowania.
Mechanizm ten prowadzi do stopniowej centralizacji debaty politycznej i jednoczesnej marginalizacji problemów regionalnych. Polityka wobec obszarów pogórniczych, rozwój gospodarki morskiej, przyszłość średnich miast, dostępność transportu publicznego, zarządzanie procesami depopulacji czy dostosowanie polityki klimatycznej do specyfiki poszczególnych regionów wymagają pogłębionej wiedzy oraz trwałego dialogu z lokalnymi środowiskami. Tymczasem organizacyjna słabość współczesnych partii sprawia, że znacznie łatwiej jest prowadzić jednolitą narrację ogólnopolską niż budować zróżnicowane programy odpowiadające specyfice różnych części kraju. W efekcie to właśnie regiony ponoszą największe koszty niedostosowania współczesnego systemu partyjnego do stopnia złożoności państwa.
Można zatem postawić tezę, że jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed polskim systemem politycznym nie jest wyłącznie poprawa jakości elit czy zwiększenie profesjonalizmu administracji publicznej, lecz odbudowa zdolności partii politycznych do rzeczywistej reprezentacji złożoności państwa. Bez silniejszych struktur eksperckich, trwałego zakorzenienia regionalnego oraz zdolności prowadzenia wielowymiarowej refleksji programowej nawet największe ugrupowania będą coraz częściej reagować na rzeczywistość zamiast ją strategicznie kształtować. W konsekwencji różnorodność terytorialna Polski nie stanie się źródłem rozwoju, lecz kolejnym obszarem narastającego rozdźwięku pomiędzy rzeczywistymi potrzebami regionów a zdolnością systemu politycznego do ich rozpoznawania i skutecznego adresowania.
