Andrzej Pieśla

Skarga Ministerstwa Gospodarki postawiła związek turystyczny Meklemburgii-Pomorza Przedniego w trudnej sytuacji. Stowarzyszenie, zatrudniające blisko 50 pracowników jest zagrożone niewypłacalnością. Być może padło ofiara politycznych rozgrywek.

Sytuacja stowarzyszenia staje się coraz bardziej krytyczna. Na początku marca ogłoszono, że ministerstwo zgłosiło podejrzenie oszustwa związanego z dotacjami popełnionego przez szefa stowarzyszenia. Ministerstwo zakręciło też kurek z pieniędzmi. Stowarzyszeniu grozi niewypłacalność, jego działalność finansowana jest niemal w całości ze środków skarbu państwa. Zgodnie z publicznym planem gospodarczym Ministerstwo Gospodarki wydaje rocznie prawie sześć milionów euro. Pieniądze te idą na marketing, na różnego rodzaju projekty specjalne, do których państwo również często się odwołuje, i są wykorzystywane na personel.

Wynagrodzenia i składki na ubezpieczenia społeczne około 45 pracowników mogą zostać wypłacone pod koniec miesiąca. Potem kasa organizacji będzie pusta. Stowarzyszenie, które nie jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, stoi w obliczu niewypłacalności. Ministerstwo Gospodarki na razie poinformowało jedynie, że zbadało jego księgi rachunkowe i znalazło nieścisłości. Sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Jochen Schulte (SPD) zlecił audytorom kancelarii prawnej Hardt & Ketelsen z Rostocku przeprowadzenie „wnikliwego audytu” za pośrednictwem państwowego Towarzystwa Rozwoju Strukturalnego i Rynku Pracy (GSA). Po uzyskaniu wyników Schulte wszczął postępowanie prawne po konsultacji z Kancelarią Stanu Premier Manueli Schwesig (SPD). Na początku lutego Schulte, za zgodą ministra gospodarki Wolfganga Blanka (niezależnego), skontaktował się również z prokuraturą w Schwerinie. Badane są dokumenty, ale nie zapadła jeszcze decyzja, czy wszcząć dochodzenie. Ponieważ jednak najwyraźniej pojawiły się formalne wątpliwości co do wiarygodności odbiorcy finansowania, ministerstwo wstrzymało wypłaty środków na czas określony.

W branży panuje duże podekscytowanie. Dyrektorzy ośrodków wypoczynkowych i eksperci w dziedzinie turystyki maja wątpliwości co do działań ministerstwa. Zaufanie do organizacji w dużej mierze zostało zniszczone. W ocenie części środowiska komunikacja publiczna Ministerstwa Gospodarki w odniesieniu do najważniejszego sektora gospodarki, jakim jest turystyka, przynosi jej znaczne szkody. Państwowa Organizacja Turystyczna Meklemburgii – Pomorza Przedniego cieszy się znakomitą renomą nie tylko na szczeblu krajowym, ale i międzynarodowym.

Oskarżenia są na razie dość niejasne, a wszyscy zamieszani w sprawę zachowują milczenie. Najwyraźniej chodzi o prawdopodobnie nieautoryzowane rezerwy stowarzyszenia, które rzekomo utworzono z niewykorzystanych funduszy. W sprawozdaniu finansowym za rok 2022 stwierdzono, że pewna pozycja została znacząco nieprawidłowo ujęta w rozliczeniu. Jednak struktura finansowania stowarzyszenia od pewnego czasu jest uważana za niepewną. Straty pokrywano ze środków skarbu państwa; nie było zasady wcześniejszej płatności, która mogłaby zrekompensować ewentualne niedobory finansowe na wczesnym etapie. Członkowie zarządu mieli wielokrotnie ostrzegać Ministerstwo Gospodarki przed ryzykiem niewypłacalności.

Tydzień po ujawnieniu zarzutów pojawiło się coraz więcej przesłanek wskazujących na to, że ministerstwo wszczęło intrygę przeciwko dyrektorowi zarządzającemu stowarzyszenia, Tobiasowi Woitendorfowi. Celem jest „pozbycie się” Wiotendorfa, ponieważ w przeszłości otwarcie identyfikował i krytykował niepożądane zmiany w organizacji. Woitendorf jest także przedstawicielem rządu krajowego ds. turystyki. Uderzające jest, że sprawy zaczęły iść do przodu dopiero po wycofaniu się jego wieloletniego sponsora, byłego ministra gospodarki Reinharda Meyera (SPD). W kręgach branżowych często mówi się, że ministerstwo zaostrzyło już swoje stanowisko przeciwko Woitendorfowi. Najwyraźniej jest wykorzystywany jako pionek, chociaż w branży turystycznej nie ma lepszego menedżera niż Woitendorf. Skoro oficjalnie zarzuty o „niezgodności w rozliczeniach” są skierowane przeciwko „osobom odpowiedzialnym w stowarzyszeniu”, nie jest w pełni jasne, kim ona jest. Według niektórych obserwatorów może też chodzić o sam szczyt władzy, czyli przewodniczącą Landtagu Birgit Hesse (SPD), która stoi na czele stowarzyszenia. To oznaczałoby, że polityk SPD, Jochen Schulte, wziąłby na celownik swoją partyjną towarzyszkę.