Sławomir Doburzyński

Zacznijmy poważnie zabiegać o bezpieczeństwo i interesy Polski. One związane są dziś z aktywnym, ofensywnym działaniem Europy w strefie Arktyki i regionie Morza Bałtyckiego jako jej przedpolu.

Z dnia na dzień coraz wyraźniej ujawnia się proces, na który Instytut Studiów Regionalnych zwraca uwagę już od pewnego czasu: Arktyka przestaje być peryferyjnym tematem debaty międzynarodowej i tym samym staje się realnym przedmiotem polskiego interesu strategicznego. Nie jest to zjawisko przypadkowe ani wynik chwilowej mody. Wynika ono bezpośrednio z położenia geograficznego Polski, z jej usytuowania w regionie Morza Bałtyckiego oraz z rosnącego zaangażowania politycznego i bezpieczeństwa państw północnej Europy, z którymi łączą nas trwałe relacje sojusznicze, gospodarcze i infrastrukturalne. Dynamika wydarzeń w Arktyce coraz silniej oddziałuje na cały system bezpieczeństwa i stabilności regionu nordycko-bałtyckiego, a pośrednio również na interesy Polski. To z kolei wymaga nie tylko uwagi, lecz także decyzji – a przede wszystkim spójnej koncepcji i przemyślanych, długofalowych działań.

Duński minister spraw zagranicznych i minister spraw zagranicznych Grenlandii spotkali się w środę w Białym Domu z wiceprezydentem USA J.D. Vance’em i sekretarzem stanu Marco Rubio. W najbliższych tygodniach zostanie powołana grupa robocza, która ma się spotkać w celu omówienia, czy istnieje sposób na zaspokojenie „amerykańskich obaw dotyczących bezpieczeństwa”, nie przekraczając jednocześnie „czerwonej linii” Danii. Krótko po zakończeniu spotkania Parlament Europejski wydał komunikat prasowy , w którym wyraził poparcie dla Grenlandii i Danii oraz dla „opartego na zasadach porządku świata”. – Parlament Europejski jednoznacznie potępia oświadczenia administracji Trumpa na temat Grenlandii, gdyż stanowią one jawne naruszenie prawa międzynarodowego – czytamy w dokumencie. Kolejne kraje pojawiają się na szachownicy. Szwecja wysyła oficerów na prośbę Danii. Według premiera są oni nieuzbrojeni, należą do grupy z kilku krajów sojuszniczych, która wspólnie przygotuje elementy w ramach duńskich ćwiczeń Operation Arctic Endurance. Minister spraw zagranicznych Maria Malmer Stenergard powiedziała, że ​​poprzez rozmieszczenie sił Szwecja chce „pokazać, że poważnie traktujemy kwestię bezpieczeństwa w Arktyce”.

Wiele wskazuje na to, że działania Stanów Zjednoczonych w kontekście arktycznym – mimo ich chaotycznej, często topornej formy komunikacyjnej – są elementem świadomej strategii opartej na jasno zdefiniowanych interesach geopolitycznych. Nawet jeśli bieżący rytm wydarzeń, ich retoryczny kształt oraz kompromitującą narrację dyktuje Donald Trump w swoim charakterystycznym, destrukcyjnym stylu, nie powinno to przesłaniać istoty rzeczy. Stany Zjednoczone konsekwentnie dążą do wzmocnienia militarnej kontroli nad obszarem Arktyki, do uzyskania pozycji głównego dysponenta przyszłych szlaków transportowych, do dominacji nad strategicznymi złożami surowców naturalnych, a także do utrzymania przewagi w obszarze komunikacji strategicznej i narzędzi soft power. Wszystkie te cele ujawniają się wyraźnie w amerykańskich działaniach wobec Grenlandii, ale jednocześnie nadają one nową dynamikę całej polityce Stanów Zjednoczonych wobec Europy. Należy to otwarcie i jasno artykułować, aby właściwie zrozumieć intencje USA i wpisać je w szerszą logikę relacji między Ameryką a jej europejskimi sojusznikami. Jest to wyraz zrozumienia twardej prawdy o realiach polityki.

Presja wywierana na Danię w sprawie Grenlandii ma zatem charakter przede wszystkim taktyczny. Jest to instrument służący realizacji szerszych celów strategicznych, a nie jednorazowy akt politycznej agresji czy osobistej fantazji prezydenta Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście kluczowe pytanie brzmi: czego potrzebuje Europa, jeśli rzeczywiście chce odzyskać podmiotowość w relacjach transatlantyckich i poważnie traktuje przynależność Danii oraz innych państw nordyckich do wspólnoty europejskiej? Odpowiedź prowadzi do konieczności radykalnego zwrotu ku „kwestii północnej”.

Nie oznacza to zwrotu militarnego – Europa nie dysponuje dziś ani adekwatnymi narzędziami, ani realną potrzebą konfrontacyjnej projekcji siły w Arktyce. Kluczowe zasoby Unii Europejskiej i jej państw członkowskich leżą gdzie indziej: w geografii, demografii i ekonomii, a także w zdolności do tworzenia norm, regulacji i ram instytucjonalnych. To właśnie te narzędzia mogą i powinny zostać wykorzystane do ukierunkowania amerykańskich działań na rzecz budowy arktycznego ładu, który odpowiadałby zarówno warunkom wynikającym z postępujących zmian klimatycznych, jak i rosnącej presji ekonomicznej na ten obszar. W tym sensie Arktyka okazuje się dziś jednym z najważniejszych tematów geopolitycznych dla całego kontynentu europejskiego.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o Danię i Grenlandię, lecz także – w perspektywie strategicznej – o pozostałe państwa nordyckie, które w wymiarze środowiskowym, militarnym i gospodarczym są bezpośrednio zainteresowane stabilnością i przyszłym kształtem Arktyki. Ich doświadczenia, potencjał instytucjonalny oraz zdolności adaptacyjne stanowią dla Europy zasób, który może zostać wykorzystany w szerszej strategii północnej.

Najprostszym, a zarazem najbardziej racjonalnym ruchem tego środowiska byłoby jak najszybsze wypracowanie wspólnej odpowiedzi dostosowanej do mentalności, retoryki i taktyki Donalda Trumpa. Innymi słowy – zdefiniowanie czegoś na kształt nowego, „arktycznego wielkiego dealu”. Chodzi o stworzenie ram, w których geografia, demografia, ekonomia i elementy bezpieczeństwa mogłyby zostać wprzęgnięte w spójny porządek, umożliwiający częściowe zaspokojenie amerykańskich ambicji przy jednoczesnym zabezpieczeniu kluczowych interesów europejskich.

Europejska mądrość strategiczna powinna jednak uwzględniać dwa dodatkowe elementy. Po pierwsze, kalkulację na przeczekanie Trumpa i zmienność amerykańskiej sceny politycznej. Po drugie, odpowiedzialnie zdefiniowany cel długofalowy, w którego obrębie szybko przedstawiona propozycja taktyczna mogłaby być stopniowo modyfikowana i dostosowywana do konsekwentnie realizowanej strategii. Strategii, która nie zaprzecza wartościom wyznawanym dziś przez państwa nordyckie i Unię Europejską, lecz przeciwnie – wykorzystuje je jako element siły negocjacyjnej i podstawę trwałego ładu w Arktyce.

Ameryka nie wycofa się z obecności w Arktyce, nawet jeśli – czego trudno się dziś spodziewać – Trumpa zastąpi nowy Biden, a polityka i przynajmniej retoryczna troska o wartości (ich pozory?) zastąpi obecny awanturniczy styl. Tym bardziej wielopoziomowa strategia i aktywne działania europeizujące perspektywę, w której Europa jest angażowana w kwestię Arktyki są niezbędne. Nie uciekniemy od tego tematu, od wyzwań i problemów, w tym konkretnym obszarze jako kontynent dramatycznie potrzebujemy podmiotowości i zdolności do działania.

Polska racja stanu w kontekście narastającego znaczenia regionu północnego i Arktyki opiera się dziś na trzech wzajemnie powiązanych komponentach, które powinny zostać potraktowane nie jako odrębne wątki polityki zagranicznej, lecz jako elementy jednej, spójnej strategii państwowej.

Pierwszym komponentem są relacje Polski z poszczególnymi państwami regionu Morza Bałtyckiego oraz z regionem jako całością. W nowej rzeczywistości geopolitycznej coraz wyraźniej rysuje się europejskie postrzeganie tego obszaru nie tylko jako peryferyjnego pasa bezpieczeństwa, lecz jako „przestrzeni północnej” – zaplecza Arktyki, kluczowego dla przyszłych szlaków transportowych, bezpieczeństwa energetycznego i stabilności środowiskowej. Ta zmiana optyki otwiera przed Polską realne, dotąd niedostrzegane możliwości. Oznacza ona szansę na wyjście poza ograniczenia tradycyjnych schematów myślenia o polityce regionalnej – zarówno tych odwołujących się do romantycznych „rojeń jagiellońskich”, jak i do wąskiego, defensywnego formatu wyszehradzkiego. Zamiast tego Polska może i powinna otworzyć się na ścisłą współpracę z wysoko rozwiniętymi gospodarkami północnej Europy, korzystając z ich potencjału technologicznego, innowacyjnego i instytucjonalnego. Taki zwrot oznacza również podniesienie rangi Morza Bałtyckiego – nie tylko jako akwenu bezpieczeństwa, lecz jako przestrzeni realnej integracji gospodarczej, infrastrukturalnej i strategicznej.

Drugim komponentem polskiej racji stanu jest wzmocnienie i „dociążenie” wymiaru bałtyckiego w skali całej Unii Europejskiej. Polska, ze względu na swoje położenie, skalę demograficzną i potencjał polityczny, ma wszelkie przesłanki, aby stać się wielostronnym pivotem tej części Europy. Oznacza to konieczność wyjścia z roli wyłącznie „ambasadora antyrosyjskości”, która – choć zrozumiała w kontekście doświadczeń historycznych i bieżących zagrożeń – w dłuższej perspektywie ogranicza pole manewru i redukuje percepcję Polski do jednego wymiaru. Polska powinna jednocześnie zachować swoją rangę punktu ciężkości w relacjach z Europą Środkową i Ukrainą, a zarazem konsekwentnie budować pozycję pomostu między tym obszarem a północą kontynentu. Taka rola wzmacniałaby znaczenie Polski w wewnętrznej architekturze UE, czyniąc ją nie tylko państwem granicznym, lecz jednym z kluczowych węzłów europejskiej geopolityki.

Trzecim komponentem jest kwestia Rosji oraz potrzeba nadania relacjom z nią nowej dynamiki w kontekście otwierającej się Północy. Arktyka stwarza przed Rosją realne szanse – gospodarcze, surowcowe i strategiczne – na które Kreml od lat cierpliwie czeka. Jednocześnie Rosja nie dysponuje dziś wystarczającymi siłami ani zasobami, by w krótkim czasie w pełni wykorzystać potencjał nowej arktycznej koniunktury. Mimo to w polityczno-militarno-ekonomicznych zmaganiach o pozycję w Arktyce musi wziąć udział – nie może się od nich uchylić, ponieważ stawką jest jej długofalowa pozycja globalna. Ta strukturalna sprzeczność – między ambicjami a ograniczeniami – powinna zostać wykorzystana jako argument w dialogu Polski i Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. Konfrontacyjna postawa Rosji w Arktyce nie jest anomalią, lecz elementem jej strategicznej kultury i powinna być traktowana jako czynnik porządkujący europejską odpowiedź, a nie pretekst do politycznej bierności.

Przed tym „starciem” z Rosją nie ma sensu się uchylać. Przeciwnie – należy nadać mu własną dynamikę i logikę, opartą na przewagach instytucjonalnych, regulacyjnych i koalicyjnych Zachodu. Warto przy tym pamiętać, że dokładnie w takim duchu Rosja próbowała wcześniej opowiedzieć i ułożyć przestrzeń Morza Bałtyckiego, forsując projekt Nord Stream – jako instrument nie tylko energetyczny, lecz geopolityczny, zmieniający układ sił w regionie. Arktyka stanowi dziś analogiczne pole gry, tyle że o znacznie większej skali i konsekwencjach. Ten fakt jest rozumiany przez Finów i Szwedów, powinien jednak zostać uwolniony od etykiety terytorialnej.

Nie musimy eskalować relacji z którymkolwiek uczestnikiem batalii, zwłaszcza z Rosją, zachowując przy tym zdrowy stosunek do jej agresywności, także w obszarze Bałtyku. Polska musi sama zrozumieć wreszcie i docenić rangę tego regionu oraz dołożyć starań, by w polityce europejskiej zyskał on odpowiednią rangę. Należy wyciągnąć wnioski z faktu, że już nie tylko pustosłowie o „oknie na świat”, ale tez rzeczywiste interesy Polski (obronne, energetyczne, logistyczne, ekonomiczne) wiążą się z zachowaniem równowagi i bezpieczeństwa w całej północnej strefie europejskiej wspólnoty wartości i władztwa, do której chcąc nie chcąc należymy. Skandynawowie potrzebują Polski w tym europejskim zwrocie, Polska potrzebuje prawdziwie bałtyckiego wymiaru swej orientacji geopolitycznej. Potrzebuje zatem także bałtyckiego zwrotu, działań wykraczających poza dotychczasowe wysiłki. Działań symbolicznych i realnych, widocznych i trwałych.