Tomasz Augustyn

Samorząd województwa pomorskiego sprawnie planuje rozwój na fali wielkich inwestycji skarbu państwa. Wiążą się z tym obiecujące perspektywy, ale i istotne ryzyka.

Obecność na konferencji inaugurującej konsultacje projektu Strategii Rozwoju Województwa Pomorskiego 2035 przedstawicieli największych polskich podmiotów energetycznych, surowcowych i infrastrukturalnych oraz ich wystąpienia nie powinny być traktowane jako kwestia protokołu. Dobrze oddaje zmianę pozycji Pomorza w krajowej geografii inwestycji. Region staje się miejscem nakładania się kilku przedsięwzięć o znaczeniu państwowym. Stanowi lokalizację dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, rozwoju morskiej energetyki wiatrowej i infrastruktury służącej jej obsłudze, nowych inwestycji sieciowych i energetycznych, rozbudowy portów, a potencjalnie również projektu wydobycia polihalitu w rejonie Zatoki Puckiej. Nie wszystkie znajdują się na tym samym etapie i nie wszystkie są przesądzone. Elektrownia jądrowa w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino znajduje się już w fazie prac przygotowawczych, a PEJ złożyły w marcu 2026 r. wniosek o zezwolenie na budowę; rozpoczęcie zasadniczej budowy planowane jest na 2028 r., a uruchamianie trzech bloków na lata 2036–2038. Projekt PUCK dotyczący polihalitu pozostaje natomiast przedsięwzięciem przygotowywanym: KGHM i samorząd województwa podpisały w lipcu list intencyjny, a rozpoznane zasoby złoża Mieroszyno przekraczają 303 mln ton.

Sama koncentracja dużych inwestycji nie jest jeszcze najważniejsza. Znacznie ciekawsze jest to, że projekt Strategii Rozwoju Województwa Pomorskiego 2035 powstaje w momencie, w którym polityka regionalna może próbować przechwycić i ukierunkować proces rozwojowy uruchamiany w dużej mierze poza nią. Samorząd województwa nie zdecydował o lokalizacji elektrowni jądrowej, nie prowadzi polityki energetycznej państwa, nie jest inwestorem morskich farm wiatrowych ani kopalni polihalitu. Może jednak wpływać na to, czy przedsięwzięcia te pozostaną na Pomorzu zespołem wielkich inwestycji sektorowych, czy zaczną tworzyć nową strukturę regionalnej gospodarki. To subtelna, ale fundamentalna różnica pomiędzy regionem, w którym państwo inwestuje, a regionem, który potrafi przekształcić inwestycje państwa w własny proces rozwojowy. W tym sensie Pomorze staje przed sytuacją stosunkowo rzadką w polskiej polityce regionalnej. Zwykle strategia województwa musi przede wszystkim odpowiadać na deficyty i poszukiwać impulsów rozwojowych. Tutaj część impulsów już istnieje i ma skalę przekraczającą możliwości samorządu. Regionalnym zadaniem staje się więc nie tyle ich wykreowanie, ile wykorzystanie ich masy, czasu trwania i wzajemnego sąsiedztwa.

Można mówić o powstawaniu kumulacyjnego mechanizmu rozwoju. Elektrownia jądrowa nie oznacza wyłącznie kilku gigawatów nowych mocy. Jej realizacja wymusza budowę dróg, kolei, sieci elektroenergetycznych, zaplecza budowlanego i logistycznego, systemów bezpieczeństwa oraz infrastruktury społecznej. Już powstaje połączenie drogowe przyszłej elektrowni z siecią prowadzącą do S6. Polskie Elektrownie Jądrowe przeniosły w 2026 r. swoją siedzibę do Gdańska, co jest niewielkim w porównaniu z samą inwestycją, ale znaczącym przykładem przenoszenia do regionu również funkcji organizacyjnych i zarządczych związanych z projektem. Offshore generuje zapotrzebowanie na porty instalacyjne, serwis, konstrukcje, logistykę, energetykę, szkolenia i usługi inżynieryjne. W porcie Gdańsk rozwijany jest terminal instalacyjny T5 przeznaczony do obsługi morskich farm wiatrowych; wartość projektu objętego wsparciem KPO przekracza 1,4 mld zł. Projekt polihalitowy – jeżeli przejdzie od przygotowania do realizacji – dołożyłby do tej struktury przemysł wydobywczy i potencjalnie kolejne ogniwa przetwórstwa nawozowego, transportu i logistyki. Każde z tych przedsięwzięć ma własną logikę sektorową. Dopiero ich równoczesność tworzy zjawisko interesujące z punktu widzenia rozwoju regionalnego. Wielka inwestycja generuje bowiem nie tylko bezpośredni popyt na wykonawców. Zmienia oczekiwania dotyczące przyszłości regionu. Przedsiębiorstwa zaczynają dostrzegać rynek, którego wcześniej nie było. Uczelnie mogą uznać za racjonalne uruchamianie nowych kierunków i laboratoriów, pracownicy otrzymują sygnał o powstawaniu długoterminowego popytu na określone kwalifikacje, deweloperzy i samorządy lokalne reagują na zmianę geografii zatrudnienia, a dostawcy podejmują inwestycje, ponieważ pojawia się perspektywa kolejnych kontraktów. Jedna inwestycja obniża więc ryzyko następnej. Właśnie na tym polega rzeczywisty efekt kuli śniegowej – nie na mechanicznym sumowaniu miliardów złotych nakładów, lecz na zmianie rachunku ekonomicznego kolejnych uczestników rynku.

Jeżeli mechanizm zadziała, nastąpi stopniowe przejście od inwestycji inicjowanych przede wszystkim przez państwo i kontrolowane przez nie przedsiębiorstwa do inwestycji indukowanych przez rynek. To moment krytyczny. Pierwsza fala może być związana z PEJ, KGHM, ORLEN-em, Energą, portami i operatorami sieci. Kolejna powinna już obejmować producentów komponentów, przedsiębiorstwa budowlane, firmy inżynieryjne, logistyczne i informatyczne, instytucje finansowe, szkolnictwo zawodowe, uczelnie oraz prywatnych inwestorów wykorzystujących powstający rynek energii, usług i kompetencji. Jeszcze później powinny pojawić się działalności, których nie da się dzisiaj przypisać do konkretnego megaprojektu: centra badawcze, wyspecjalizowane start-upy, automatyka, robotyka, systemy autonomiczne, technologie morskie, rozwiązania cyfrowe czy energochłonne działalności przemysłowe przyciągane przez nową konfigurację infrastruktury. Na tym polega różnica pomiędzy boomem inwestycyjnym a transformacją strukturalną. Boom może być ogromny, ale przejściowy. Przez kilkanaście lat generuje popyt na budownictwo, transport, zakwaterowanie, usługi i pracowników, po czym kończy się wraz z zakończeniem fazy inwestycyjnej. Transformacja strukturalna zachodzi dopiero wtedy, gdy po zakończeniu budowy pozostają przedsiębiorstwa, kompetencje, instytucje, laboratoria, infrastruktura, własność intelektualna oraz zdolność zdobywania kolejnych rynków. Najważniejszym testem strategii Pomorza nie będzie więc to, ile inwestycji zostanie zrealizowanych do 2035 r., lecz jak wiele nowych zdolności gospodarczych pozostanie w regionie po zakończeniu ich budowy.

To zmienia również znaczenie polityki local content. Nie powinna ona sprowadzać się do maksymalizacji udziału miejscowych wykonawców w zamówieniach budowlanych. Najniższe poziomy łańcucha dostaw są potrzebne, ale nie tworzą jeszcze trwałej przewagi. Region powinien dążyć do przesuwania swoich przedsiębiorstw od robót, transportu i prostych usług w kierunku projektowania, certyfikacji, integracji systemów, automatyki, utrzymania infrastruktury, usług cyfrowych, serwisu, bezpieczeństwa i prac badawczo-rozwojowych. Interesujące jest, że w porozumieniu KGHM z województwem dotyczącym projektu PUCK potencjał pomorskich przedsiębiorców i local content zostały już wpisane w ramy współpracy. Jeżeli podobna filozofia obejmie inne wielkie przedsięwzięcia, region może próbować budować nie tyle lokalny udział w pojedynczych inwestycjach, ile regionalny system dostawców dla nowych gałęzi gospodarki.

Szczególnego znaczenia nabierają uczelnie. Skala planowanych przedsięwzięć może odwrócić tradycyjną zależność, w której szkolnictwo wyższe próbuje dostosowywać ofertę do istniejącego rynku pracy. Tutaj rynek przyszłych kompetencji jest częściowo widoczny z wieloletnim wyprzedzeniem. Wiadomo, że potrzebni będą specjaliści energetyki jądrowej, elektroenergetycy, automatycy, spawalnicy, inżynierowie morscy, logistycy, specjaliści cyberbezpieczeństwa, ochrony infrastruktury krytycznej, materiałoznawstwa, chemii, geologii czy analizy danych. Daje to możliwość budowania całych ścieżek kompetencyjnych – od szkół technicznych przez studia po badania i doktoraty przemysłowe – zanim pojawi się pełny popyt. Jeżeli uczelnie wejdą w ten proces odpowiednio wcześnie, inwestycje infrastrukturalne mogą zwiększyć ich potencjał naukowy i atrakcyjność. Jeżeli zareagują za późno, znaczną część wysokokwalifikowanej pracy wykonają specjaliści sprowadzani spoza regionu. Podobny mechanizm dotyczy demografii. Pomorze może znaleźć się wśród nielicznych części Polski, w których wieloletni strumień inwestycji będzie tworzył trwały popyt na pracę w okresie narastającego krajowego deficytu zasobów pracy. Oznacza to, że konkurencja regionalna będzie coraz mniej dotyczyła samego kapitału, a coraz bardziej ludzi. Jeżeli Pomorze zaoferuje jednocześnie atrakcyjne miejsca pracy, dobre uczelnie, usługi publiczne, mieszkania i jakość życia, może zwiększyć swoją zdolność przyciągania młodych mieszkańców innych regionów oraz migrantów zagranicznych. Powstałby wówczas kolejny mechanizm kumulacyjny: inwestycje przyciągają ludzi, ludzie zwiększają wielkość rynku, większy rynek przyciąga kolejne usługi i przedsiębiorstwa, a ich obecność zwiększa atrakcyjność regionu.

Nie jest jednak przesądzone, że korzyści rozłożą się równomiernie. Już obecnie Pomorze jest gospodarczo silnie spolaryzowane wewnętrznie. W 2022 r. PKB na mieszkańca podregionu trójmiejskiego odpowiadał 163,1% średniej wojewódzkiej, podczas gdy w podregionach chojnickim i gdańskim było to odpowiednio 63,8% i 64,6%. Nowa fala inwestycji może tę geografię skomplikować. Część największych projektów powstaje bowiem poza rdzeniem metropolitalnym – przede wszystkim w północnej części województwa. Choczewo, Ziemia Pucka i nadmorskie lokalizacje energetyczne mogą uzyskać znaczenie gospodarcze niewspółmierne do swojej dotychczasowej pozycji. Otwiera to możliwość powstania nowej osi rozwojowej północnego Pomorza, ale nie oznacza automatycznej dyfuzji dobrobytu. Wielka infrastruktura może funkcjonować jak enklawa, posiadać własne zaplecze wykonawcze, sprowadzanych pracowników i zewnętrznych dostawców, pozostawiając w otoczeniu przede wszystkim presję mieszkaniową, transportową i środowiskową. Alternatywą jest jej włączenie w regionalne systemy transportowe, edukacyjne, gospodarcze i usługowe. Strategia województwa powinna więc interesować się nie tylko miejscem inwestycji, lecz geografią przepływu jej efektów: skąd przyjeżdżają pracownicy, gdzie mieszkają, gdzie powstają firmy dostawcze, które szkoły kształcą kadry, gdzie płacone są podatki, gdzie realizowane są zamówienia i w jakich miejscowościach rozwijają się usługi.

Najbardziej interesujące konsekwencje pojawiają się jednak na poziomie krajowym. Jeżeli zakładany mechanizm zadziała, Pomorze może rzeczywiście zacząć „uciekać do przodu”. Nie chodzi przy tym tylko o wzrost PKB. Region mógłby wejść w jakościowo inną konfigurację rozwojową, łącząc metropolię, porty, energetykę, przemysł morski, logistykę, zasoby surowcowe, naukę i technologie. Byłaby to przewaga trudniejsza do skopiowania niż pojedyncza inwestycja, ponieważ wynikałaby z kombinacji aktywów, które wzajemnie podnoszą swoją wartość. Taki scenariusz miałby poważne konsekwencje dla polskiej polityki regionalnej. Polska pozostaje krajem o dużych dysproporcjach przestrzennych. Według GUS ponad połowa PKB w 2024 r. powstawała zaledwie w pięciu regionach statystycznych: warszawskim stołecznym, śląskim, wielkopolskim, dolnośląskim i małopolskim. Dotychczasowa polityka spójności była w znacznej mierze konstruowana wokół założenia, że regiony słabsze powinny stopniowo nadrabiać dystans poprzez inwestycje infrastrukturalne, kapitał ludzki i poprawę dostępności. Wielka transformacja energetyczna może jednak uruchomić przeciwny mechanizm: kapitał zacznie koncentrować się tam, gdzie istnieją zasoby i lokalizacje niezbędne dla nowych systemów energetycznych i logistycznych.

Pomorze posiada w tej perspektywie wyjątkowo korzystną kombinację. Ma dostęp do morza, porty zdolne obsługiwać globalne przepływy, lokalizacje offshore, miejsce budowy pierwszej elektrowni jądrowej, potencjalne zasoby surowcowe, silną metropolię oraz relatywnie rozwinięte zaplecze naukowe i biznesowe. Jeżeli każdy kolejny element zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się następnego, uruchamia się mechanizm znany z ekonomii aglomeracji: przewaga zaczyna reprodukować samą siebie. Firma wybiera region nie dlatego, że otrzymuje dotację, lecz dlatego, że są już tam energia, port, dostawcy, kadry i klienci. Specjalista przeprowadza się tam, ponieważ istnieje wiele potencjalnych miejsc pracy. Uczelnia inwestuje w specjalizację, ponieważ posiada partnerów przemysłowych. Kolejny inwestor przychodzi, ponieważ wszystkie te elementy są już dostępne. To zasadniczo zmienia problem spójności terytorialnej. Jeżeli Pomorze przyspieszy szybciej niż część kraju, nie należy hamować tego procesu w imię wyrównywania różnic. Byłoby to ekonomicznie przeciwskuteczne. Polityka regionalna będzie jednak musiała znaleźć odpowiedź na pytanie, jak wykorzystywać wzrost regionów przyspieszających do zwiększania produktywności pozostałych części kraju. W miejsce prostego modelu redystrybucji potrzebny będzie model powiązań: krajowe łańcuchy dostaw, współpraca uczelni, migracje wahadłowe i trwałe, infrastruktura transportowa, przepływ technologii oraz dostęp przedsiębiorstw z innych regionów do zamówień generowanych przez pomorskie inwestycje.

Może to również zmienić dotychczasową hierarchię polskich regionów. Przez trzy dekady największe korzyści z transformacji odnosiły przede wszystkim Warszawa oraz silne ośrodki zachodniej i południowej Polski, wykorzystujące bliskość rynku niemieckiego, napływ inwestycji zagranicznych, rozwój przemysłu eksportowego i koncentrację nowoczesnych usług. Transformacja energetyczna oraz rosnące znaczenie gospodarki morskiej przesuwają część strategicznych aktywów ku północy. Nie oznacza to automatycznego odwrócenia dotychczasowej geografii gospodarczej, ale tworzy możliwość powstania nowego północnego pasa wzrostu, którego znaczenie będzie wynikało z energetyki, portów, przemysłu morskiego, logistyki i infrastruktury bezpieczeństwa. W takim układzie Pomorze nie musi konkurować wyłącznie o zwiększenie swojego udziału w dotychczasowej gospodarce. Może stać się jednym z miejsc, w których powstaje jej nowa struktura. To znacznie ambitniejsza perspektywa. Elektrownia jądrowa, offshore czy potencjalna kopalnia polihalitu nie są wówczas „projektami dla Pomorza”. Są projektami krajowymi zlokalizowanymi na Pomorzu, z których region próbuje zbudować własną przewagę rozwojową.

Największe ryzyko polega na tym, że strategia przeceni zdolność samych megaprojektów do wywoływania trwałego rozwoju. Efekt kuli śniegowej nie jest automatyczny. Może zostać przerwany przez deficyt pracowników, niewydolność sieci energetycznych i transportowych, wzrost cen mieszkań, konflikty przestrzenne, niedostosowanie edukacji, niewystarczającą zdolność lokalnych przedsiębiorstw do wejścia do łańcuchów dostaw czy opóźnienia samych inwestycji. Szczególnie projekt polihalitowy należy traktować na razie jako możliwość, nie przesądzoną inwestycję – obecne porozumienie rozpoczyna dalsze analizy techniczne, środowiskowe, transportowe i logistyczne. Dlatego w SRWP 2035 najważniejsza nie powinna być lista wielkich inwestycji. Powinien nią być mechanizm transformacji inwestycji w rozwój. Jego elementami są regionalne łańcuchy dostaw, przygotowanie kadr, działalność B+R, infrastruktura towarzysząca, rozwój lokalnej przedsiębiorczości, mieszkalnictwo, transport, zdolność absorpcji nowych mieszkańców oraz tworzenie powiązań między metropolią i obszarami lokalizacji inwestycji. Strategia powinna być oceniana według tego, czy potrafi połączyć przedsięwzięcia realizowane przez różnych inwestorów i resorty w jeden regionalny system gospodarczy.

Jest w tym również interesująca zmiana samej roli samorządu województwa. W tradycyjnym modelu polskiej polityki regionalnej województwo było przede wszystkim dysponentem części środków europejskich, programistą rozwoju i organizatorem określonych usług publicznych. W nowej konfiguracji może zacząć pełnić funkcję integratora procesów, których samo nie kontroluje. Nie buduje elektrowni, kopalni ani farm wiatrowych, ale może łączyć wokół nich przedsiębiorstwa, uczelnie, samorządy lokalne, szkolnictwo, transport, politykę przestrzenną i regionalne instytucje rozwoju. Jest to znacznie bardziej dojrzała forma polityki regionalnej: nie polega na finansowaniu wszystkich procesów, lecz na takim organizowaniu systemu, aby wielkie strumienie kapitału zewnętrznego uruchamiały możliwie dużo aktywności wewnętrznej.

Jeżeli Pomorzu uda się przejść tę drogę, efektem nie będzie jedynie kilka spektakularnych inwestycji. Może powstać samowzmacniający się regionalny system rozwojowy: energia zwiększa atrakcyjność przemysłu, porty zwiększają wartość energetyki i przemysłu, przemysł tworzy popyt na technologie i kompetencje, uczelnie dostarczają kadry i wiedzę, wysokiej jakości miejsca pracy przyciągają mieszkańców, a rosnący rynek zwiększa atrakcyjność kolejnych inwestycji prywatnych. Wtedy obecność wielkich koncernów przy dyskusji o strategii województwa okaże się czymś więcej niż symbolem obecnej koniunktury. Może oznaczać początek przejścia od Pomorza jako miejsca wielkich inwestycji do Pomorza jako jednego z głównych systemów wzrostu polskiej gospodarki. A jeśli rzeczywiście do tego dojdzie, wyzwaniem polityki regionalnej po 2030 r. może stać się już nie tylko tradycyjne nadrabianie dystansu przez regiony słabsze. Coraz ważniejsze będzie zarządzanie sytuacją, w której kilka regionów posiadających porty, energię, metropolie, technologie i kapitał zacznie rozwijać się kumulacyjnie szybciej od reszty kraju. Wówczas spójność nie będzie oznaczała powstrzymywania liderów, lecz budowę takich powiązań międzyregionalnych, aby ich przyspieszenie stało się możliwie szeroko źródłem rozwoju kraju, a nie nową linią jego terytorialnego podziału.