Tomasz Augustyn

Narastająca luką między formalnym dostępem do usług publicznych a ich realną dostępnością w przestrzeni to jedno. Gorzej, że wciąż nie potrafimy sobie z tym radzić.

Sprawa porodówki w Lesku stała się symbolem szerszego, strukturalnego problemu dostępności usług publicznych w obszarach peryferyjnych, w szczególności w regionie Bieszczadów. Sam przypadek dotyczy oddziału położniczego w szpitalu powiatowym w Lesku, który – podobnie jak wcześniej inne porodówki w regionie – znalazł się pod presją likwidacji z powodu niskiej liczby porodów, problemów kadrowych oraz rosnących kosztów funkcjonowania. W praktyce oznacza to, że kolejne placówki położnicze w południowo-wschodniej części województwa podkarpackiego były zamykane lub zawieszane, co doprowadziło do sytuacji, w której dostęp do podstawowej opieki okołoporodowej uległ znacznemu ograniczeniu przestrzennemu. Kobiety w ciąży zmuszone są do pokonywania coraz większych odległości do najbliższych szpitali, co w warunkach słabej dostępności transportowej i górzystego ukształtowania terenu ma wymiar nie tylko dyskomfortu, ale realnego ryzyka zdrowotnego.

Istota problemu wykracza jednak daleko poza pojedynczy przypadek i sprowadza się do braku zdolności do zarządzania usługami publicznymi w układzie ponadlokalnym, funkcjonalnym. Kolejne powiaty, działając w logice administracyjnej i finansowej autonomii, podejmowały decyzje o ograniczaniu działalności swoich placówek w oparciu o lokalne wskaźniki efektywności – liczbę urodzeń, koszty utrzymania, dostępność personelu. W efekcie zabrakło mechanizmu koordynacji, który pozwoliłby na połączenie sił kilku jednostek samorządu terytorialnego i stworzenie jednej, dobrze wyposażonej i stabilnej kadrowo placówki obsługującej większy obszar funkcjonalny, przekraczający granice powiatów. Taki model – choć potencjalnie bardziej racjonalny ekonomicznie i jakościowo – wymaga współpracy, zaufania instytucjonalnego oraz wsparcia systemowego, których w tym przypadku zabrakło.

Problem ten ma charakter systemowy i wpisuje się w szerszy proces kurczenia się dostępności usług publicznych w regionach o niskiej gęstości zaludnienia i niekorzystnych trendach demograficznych. Malejąca liczba mieszkańców, starzenie się populacji oraz odpływ młodych ludzi powodują, że utrzymanie infrastruktury publicznej w dotychczasowej skali staje się ekonomicznie coraz trudniejsze. W konsekwencji obserwujemy mechanizm kaskadowy: najpierw likwidowane są usługi najbardziej „wrażliwe” na spadek liczby użytkowników i wysokie koszty jednostkowe – jak porodówki – a następnie proces ten rozszerza się na kolejne obszary.

W najbliższej perspektywie podobna logika będzie dotyczyć szkolnictwa, zwłaszcza na poziomie ponadpodstawowym. Już dziś w wielu powiatach obserwuje się spadek liczby uczniów, co prowadzi do łączenia klas, ograniczania oferty edukacyjnej, a w dalszej kolejności – do zamykania szkół średnich w mniejszych ośrodkach. W dłuższym horyzoncie proces ten obejmie również szkoły podstawowe, szczególnie w najmniejszych miejscowościach, gdzie utrzymanie placówki dla kilkudziesięciu uczniów staje się coraz trudniejsze do uzasadnienia finansowo. W efekcie dzieci i młodzież będą zmuszone do codziennych dojazdów na coraz większe odległości, co dodatkowo pogłębi peryferyzację tych obszarów.

Analogiczne procesy będą dotyczyć także innych usług publicznych. W sektorze ochrony zdrowia można spodziewać się dalszej koncentracji świadczeń specjalistycznych w większych ośrodkach, co oznacza ograniczenie dostępności ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, rehabilitacji czy diagnostyki w mniejszych miastach. W administracji publicznej może to prowadzić do redukcji lokalnych punktów obsługi mieszkańców, centralizacji usług i przenoszenia ich do większych centrów powiatowych lub regionalnych. Podobne tendencje mogą objąć transport publiczny, gdzie niska liczba pasażerów skutkuje likwidacją połączeń, co z kolei jeszcze bardziej ogranicza dostęp do innych usług. Wreszcie dotyczy to także instytucji kultury, opieki społecznej czy nawet podstawowych usług komunalnych, które w warunkach depopulacji tracą swoją ekonomiczną racjonalność.

Wszystkie te procesy mają wspólny mianownik: są konsekwencją ignorowania zmieniającej się rzeczywistości demograficznej oraz braku zdolności do zarządzania w porządku funkcjonalnym, czyli takim, który opiera się na realnych przepływach ludności, potrzebach mieszkańców i efektywnym wykorzystaniu zasobów, a nie sztywnych granicach administracyjnych. Zarówno na poziomie lokalnym, jak i centralnym widoczna jest niezdolność do przejścia od modelu „każdy sam za siebie” do modelu współpracy i współdzielenia infrastruktury. Samorządy często nie mają bodźców ani narzędzi do podejmowania wspólnych działań, a państwo nie tworzy wystarczająco silnych mechanizmów koordynacyjnych ani kompensacyjnych.

Jednocześnie widoczny jest deficyt uczenia się instytucjonalnego na poziomie państwa. Przypadki takie jak Lesko nie są odosobnione, lecz powtarzają się w różnych częściach kraju i w różnych sektorach usług publicznych. Mimo to reakcje systemowe pozostają fragmentaryczne i spóźnione. Państwo w niewystarczającym stopniu wchodzi ze wsparciem tam, gdzie lokalne społeczności i samorządy nie są w stanie samodzielnie zapewnić odpowiedniego poziomu usług. Brakuje elastycznych instrumentów pozwalających na tworzenie ponadlokalnych struktur zarządzania, finansowania usług o znaczeniu ponadpowiatowym czy rekompensowania kosztów peryferyjności.

W efekcie mamy do czynienia z narastającą luką między formalnym dostępem do usług publicznych a ich realną dostępnością w przestrzeni. Sprawa porodówki w Lesku jest więc nie tylko lokalnym konfliktem czy problemem jednego szpitala, ale ilustracją głębszego kryzysu modelu świadczenia usług publicznych w obszarach peryferyjnych – kryzysu, który bez zasadniczej zmiany podejścia będzie się pogłębiał i obejmował kolejne dziedziny życia społeczno-gospodarczego.