Tomasz Augustyn
Studenci wydają więcej, żyją bardziej samodzielnie, ale z coraz mniejszym poczuciem bezpieczeństwa
Raport „Portfel Studenta 2026”, przygotowany przez Związek Banków Polskich i Warszawski Instytut Bankowości, daje interesujący obraz sytuacji młodych ludzi, ponieważ pokazuje dwa pozornie sprzeczne procesy. Z jednej strony studenci coraz lepiej adaptują się do realiów ekonomicznych: częściej pracują, odkładają pieniądze, relatywnie rzadko rozważają przerwanie studiów i w dużej części utrzymują poczucie kontroli nad własnym budżetem. Z drugiej strony coraz wyższe koszty utrzymania, zwłaszcza mieszkania, powodują, że model studiowania staje się coraz silniej uzależniony od dostępu do zasobów rodzinnych albo od równoległego zatrudnienia. Student nie tyle znajduje się więc w sytuacji gwałtownego kryzysu finansowego, ile coraz wyraźniej przestaje być osobą funkcjonującą poza rynkiem pracy i poza pełnymi kosztami dorosłego życia. To prawdopodobnie najważniejszy wniosek płynący z jedenastej edycji raportu, opublikowanej w tych dniach.
Raport łączy dane GUS i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z wynikami własnych badań dotyczących sytuacji finansowej młodych ludzi. Autorzy wskazują, że badanie „Sytuacja finansowa młodych Polaków” przeprowadzono w lipcu 2026 roku przez Instytut Badań Pollster na próbie 1006 osób w wieku 18–26 lat. W dalszej części raportu próba jest jednak określana jako 1006 studentek i studentów, co tworzy pewną niejednoznaczność metodologiczną, którą warto mieć na uwadze przy interpretowaniu wyników. Sam raport należy więc traktować przede wszystkim jako rozbudowany obraz tendencji i zachowań finansowych młodych studiujących osób, a nie jako pełną diagnozę ekonomiczną całej populacji studentów w Polsce.
Punktem wyjścia jest przy tym interesująca zmiana demograficzna. Po latach głębokiego spadku liczba studentów ponownie przekroczyła 1,3 mln. W roku akademickim 2025/2026 było ich według danych przywoływanych w raporcie 1 322 841, czyli o 42,7 tys. więcej niż rok wcześniej i najwięcej od 2016 roku. Nie oznacza to powrotu do skali polskiego szkolnictwa wyższego z pierwszej dekady XXI wieku, kiedy studiowało prawie 2 mln osób, ale pokazuje zatrzymanie wieloletniego procesu kurczenia się populacji akademickiej. Nadal dominują studia pierwszego stopnia, skupiające 58,9 proc. studentów, podczas gdy studia drugiego stopnia obejmują 20 proc., a jednolite magisterskie 20,8 proc. Kobiety stanowią 58,2 proc. studiujących. Jednocześnie wyhamował jeden z procesów, który w ostatnich latach kompensował niekorzystne procesy demograficzne: napływ studentów zagranicznych. W roku akademickim 2025/2026 było ich 101,6 tys., o 6,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Dominują nadal obywatele Ukrainy – 46,7 tys., a następnie Białorusi – 10,9 tys. i Turcji – 4,8 tys. Zdecydowana większość cudzoziemców studiuje stacjonarnie. Sam raport interpretuje zmniejszenie ich liczby między innymi jako oznakę zbliżania się systemu do ograniczeń infrastrukturalnych. Niezależnie od tej interpretacji jest to istotny sygnał dla miast akademickich. W warunkach słabszej demografii krajowej zdolność uczelni do pozyskiwania studentów zagranicznych będzie coraz ważniejszym elementem ich potencjału rozwojowego.
Centralnym tematem publikacji pozostają jednak koszty studiowania. Symulowany miesięczny „portfel studenta” osiągnął w 2026 roku 4 045,82 zł, wobec 3 979,22 zł w roku poprzednim i 1 574 zł w pierwszej edycji zestawienia w 2016 roku. W zaprezentowanym modelu największą pozycją jest wynajem mieszkania – 1 400 zł – następnie żywność – 732,22 zł oraz czesne – 500 zł. Po wyłączeniu czesnego miesięczny budżet wyniósłby 3 545,82 zł. Warto jednak bardzo wyraźnie odróżnić tę symulację od przeciętnych wydatków wszystkich studentów. Kalkulacja dotyczy konkretnego modelu życia: studentki studiów niestacjonarnych w Warszawie, wynajmującej pokój i pracującej na pełny etat. Nie jest więc statystycznym „koszykiem przeciętnego polskiego studenta”. Potwierdzają to wyniki badania ankietowego. W 2026 roku 28 proc. badanych deklarowało całkowite miesięczne wydatki poniżej 1 tys. zł, 32 proc. od 1001 do 2000 zł, 23 proc. od 2001 do 3000 zł, a 12 proc. między 3001 a 4000 zł. Powyżej 4 tys. zł wydawało łącznie 5 proc. respondentów. Jednocześnie udział osób mieszczących się do 2 tys. zł zmniejszył się w ciągu roku z 65 do 60 proc., co bardzo wyraźnie pokazuje przesuwanie się studenckich budżetów w kierunku wyższych przedziałów. Nie mamy więc jeszcze do czynienia z powszechnym budżetem przekraczającym 4 tys. zł, lecz z konsekwentnym wypychaniem kolejnych grup studentów do wyższych kategorii kosztowych. To ważniejsze niż pojedyncza kwota. Raport pokazuje proces stopniowego przekształcania ekonomiki studiowania: coraz trudniej funkcjonować jako student bez dochodu własnego albo bez istotnego wsparcia rodziny.
Największym czynnikiem różnicującym sytuację młodych ludzi jest mieszkanie. 45 proc. badanych mieszka z rodziną lub znajomymi i nie ponosi kosztów najmu. Kolejne 29 proc. wynajmuje nieruchomość, 11 proc. mieszka w akademiku, 9 proc. mieszka z rodziną lub znajomymi, ale uczestniczy w kosztach mieszkania, a 6 proc. posiada własną nieruchomość i nie płaci za wynajem. Ta struktura odsłania istotne społecznie zjawisko. Niemal połowa badanych studentów korzysta z mieszkaniowej osłony rodziny lub znajomych. Możliwość studiowania bez ponoszenia kosztu rynkowego mieszkania staje się jednym z najważniejszych nieformalnych mechanizmów finansowania edukacji. Oznacza to zarazem, że pozycja ekonomiczna studentów może być silnie determinowana przez zasoby rodzinne oraz miejsce zamieszkania przed rozpoczęciem studiów. Student pochodzący z miasta akademickiego może korzystać z bezpłatnego mieszkania rodzinnego, podczas gdy osoba przyjeżdżająca z mniejszego miasta lub obszaru wiejskiego musi w swoim budżecie znaleźć kilkaset albo ponad 1500 zł miesięcznie. W praktyce problem mieszkaniowy może więc wzmacniać nierówności dostępu do edukacji wyższej także wtedy, gdy samo kształcenie na studiach stacjonarnych pozostaje bezpłatne.
Presja ta rośnie. Wśród studentów ponoszących koszty najmu już 25 proc. płaci ponad 1500 zł miesięcznie, podczas gdy rok wcześniej było to 18 proc. Zmalały natomiast udziały przedziałów 1001–1200 oraz 1201–1500 zł. Największa grupa – 24 proc. – nadal płaci 501–800 zł, ale udział najtańszych ofert do 500 zł spadł do 8 proc. Raport trafnie interpretuje ten proces jako przesuwanie rynku ku wyższym przedziałom cenowym. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera infrastruktura akademików. Korzysta z niej tylko 11 proc. studentów, a uczelnie nadzorowane przez MNiSW oferują nieco ponad 100 tys. miejsc. Raport wskazuje zarówno na deficyt podaży, jak i potrzebę modernizacji istniejącej infrastruktury. Złożono 14 wniosków inwestycyjnych wspieranych z Funduszu Dopłat BGK o wartości blisko 464 mln zł, dotyczących ponad 3,2 tys. nowych lub modernizowanych miejsc. Jest to ruch w dobrym kierunku, ale jego skala pokazuje zarazem wielkość strukturalnego deficytu.
Akademiki publiczne nadal mogą pełnić rolę istotnego amortyzatora kosztów. Analizowane przez autorów stawki zaczynają się od około 400 zł, a przeciętne koszty w badanych obiektach mieszczą się, zależnie od miasta, mniej więcej między 560 a 1100 zł. Maksymalna wskazana stawka w akademiku publicznym sięga 1470 zł. Zupełnie innym segmentem są prywatne obiekty o podwyższonym standardzie – w przytoczonym warszawskim przykładzie miesięczny koszt wynosi od 2200 do 3600 zł. Raport pokazuje jednocześnie stosunkowo dużą odporność finansową studentów. 39 proc. badanych deklaruje poprawę własnej sytuacji finansowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, 32 proc. brak zmian, a 25 proc. pogorszenie. Co ważniejsze, presja kosztowa nie przekłada się na masową gotowość do rezygnowania z kształcenia. 85 proc. nie rozważało rezygnacji ani urlopu dziekańskiego z powodów finansowych, a tylko 4 proc. deklaruje obecnie rozważanie zawieszenia bądź rezygnacji ze studiów jako reakcji na sytuację ekonomiczną. Znacznie częstszą strategią jest ograniczenie wydatków lub wejście na rynek pracy. 42 proc. bierze pod uwagę podjęcie pierwszej albo dodatkowej pracy.
Jeszcze ciekawsze są dane dotyczące oszczędności. Pomimo wzrostu bieżących kosztów tylko 12 proc. studentów deklaruje, że w ogóle nie oszczędza. 26 proc. odkłada ponad 500 zł miesięcznie, a kolejne 23 proc. między 251 a 500 zł. Według raportu 23 proc. posiada już oszczędności przekraczające 10 tys. zł. Należy jednak ostrożnie interpretować tę część danych. Autorzy mówią o rosnącej „dojrzałości ekonomicznej” młodego pokolenia. Taki wniosek jest możliwy, lecz same dane nie pozwalają ustalić, w jakim stopniu wzrost oszczędności wynika z kompetencji finansowych, a w jakim z rosnących dochodów z pracy, wsparcia rodziców czy specyficznej struktury próby. Raport pokazuje zachowanie – rosnącą zdolność części studentów do odkładania pieniędzy – ale wyjaśnienie przyczyn tego zjawiska wymagałoby głębszego badania.
Najsilniejszą zmianą strukturalną wydaje się natomiast upowszechnienie pracy podczas studiów. 63 proc. ankietowanych łączy obecnie studia z działalnością zarobkową, wobec 59 proc. rok wcześniej. Jednocześnie zwiększa się udział relatywnie dobrze zarabiających studentów. 11 proc. pracujących deklaruje dochód netto między 4001 a 5000 zł, a 9 proc. powyżej 5000 zł. Łącznie co piąty pracujący student osiąga więc ponad 4 tys. zł netto miesięcznie. To jeden z kluczowych punktów raportu. Coraz częściej nie mamy już do czynienia z tradycyjnym modelem, w którym student przede wszystkim studiuje, a praca jest aktywnością dodatkową służącą zdobyciu doświadczenia lub niewielkiego dochodu. Dla dużej części młodych ludzi praca staje się warunkiem ekonomicznej możliwości studiowania. Raport sam stwierdza, że wejście na rynek pracy „powoli przestaje być opcjonalne”, wskazując na rosnące koszty życia jako istotną przyczynę. Prowadzi to jednak do paradoksu. Studenci pracują częściej i część z nich osiąga coraz wyższe dochody, a jednocześnie ich ocena rynku pracy jest bardzo słaba. 57 proc. negatywnie ocenia sytuację studentów na rynku pracy, uwzględniając dostępność ofert, warunki zatrudnienia, płace oraz możliwość pogodzenia pracy ze studiami. 37 proc. ocenia sytuację „raczej źle”, a aż 20 proc. „bardzo źle”. Jeszcze w 2023 roku udział tej ostatniej grupy był według raportu prawie dwukrotnie mniejszy. To pozornie sprzeczne dane, ale można je odczytać jako sygnał jakościowy. Problemem nie jest wyłącznie możliwość znalezienia jakiejkolwiek pracy. Studenci zaczynają oceniać rynek przez pryzmat możliwości pogodzenia różnych funkcji: zdobywania wykształcenia, uzyskiwania dochodów, zdobywania doświadczenia zawodowego i zachowania czasu prywatnego. Elastyczność zatrudnienia, praca zdalna oraz warunki pozwalające łączyć aktywność zawodową z edukacją stają się częścią oczekiwanego standardu. Jednocześnie rozwój AI zmienia strukturę kompetencji wymaganych przy wejściu na rynek pracy, co – jak zauważają autorzy – tworzy zarówno nowe możliwości, jak i nowe bariery.
W szerszej perspektywie raport pokazuje zatem coś więcej niż tylko wzrost „portfela studenta”. Zmienia się społeczno-ekonomiczny model studiowania w Polsce. Uczelnia funkcjonuje już nie tylko w systemie edukacji, ale coraz silniej w systemie rynku pracy i mieszkalnictwa. Możliwość podjęcia studiów zależy od tego, czy młody człowiek może znaleźć mieszkanie, czy posiada zaplecze rodzinne, czy lokalny rynek pracy oferuje zatrudnienie możliwe do pogodzenia z zajęciami i czy dochody pozwalają pokryć rosnące koszty funkcjonowania. Ma to również bezpośredni wymiar regionalny. Miasta akademickie konkurują o studentów nie wyłącznie jakością uczelni. Konkurują całym ekosystemem życia studenckiego: dostępnością mieszkań i akademików, kosztami życia, transportem publicznym, możliwością znalezienia elastycznej pracy oraz perspektywą wejścia po studiach na atrakcyjny lokalny rynek zatrudnienia. W warunkach pogarszającej się demografii ta zależność będzie coraz silniejsza. Dla ośrodków takich jak Szczecin oznacza to, że polityki akademickiej nie można oddzielać od polityki mieszkaniowej, transportowej, gospodarczej i rynku pracy.
Najbardziej interesujący wniosek z „Portfela Studenta 2026” można więc sformułować inaczej niż autorzy raportu. Nie jest nim po prostu stwierdzenie, że studentom jest drożej. Jest nim raczej to, że polscy studenci coraz skuteczniej dostosowują się do droższego otoczenia, ale kosztem głębszego wejścia w dorosłość ekonomiczną już podczas studiów. Więcej pracują, bardziej świadomie gospodarują pieniędzmi, dzielą koszty mieszkania, korzystają z rodziny jako zaplecza ekonomicznego i budują oszczędności. System pozostaje więc społecznie odporny, ale część tej odporności jest przerzucana na samych studentów i ich rodziny. To zasadnicza różnica. Jeśli tendencja się utrzyma, jednym z podstawowych problemów polityki szkolnictwa wyższego nie będzie już wyłącznie finansowanie uczelni, lecz finansowe i mieszkaniowe warunki uczestnictwa w studiach. To właśnie one mogą coraz silniej decydować o tym, kto, gdzie i w jaki sposób będzie mógł studiować w Polsce w kolejnej dekadzie.
