Tomasz Augustyn
Pomorze Zachodnie coraz wyraźniej staje się kluczowym elementem ważnego przewartościowania w koncepcji rozwoju Polski – jako miejsce produkcji i potencjalnego wykorzystywania czystej energii.
Z punktu widzenia interesu Pomorza Zachodniego dużym wyzwaniem jest wykorzystanie obecnej koniunktury politycznej, społecznej i ekonomicznej na transformację energetyczną jako konieczny aspekt zmian w funkcjonowaniu polskiej gospodarki. Uzyskano dużą dynamikę w zakresie produkcji energii wytwarzanej z wykorzystaniem lądowych wiatraków. Powoli rozkręca się także budowa morskich farm wiatrowych, choć bez wymiernych efektów dla wzmocnienia segmentów rynku w otoczeniu produkcji energii. Nowe wyzwanie dotyczy budowy sieci przesyłowych oraz wykorzystania podaży energii dla aktywizacji ekonomicznej regionu. Rezerwy związane są także z potencjalnym rozwojem produkcji rolniczej o profilu energetycznym. Mogłaby być ona adresowana do przedsięwzięć gospodarczych w samym sektorze rolnym opartym na gospodarstwach wielkoobszarowych – istnieją firmy, które zbliżają się do progu efektywności energetycznej prowadzonej działalności, mimo że w ich zasięgu znajdują się tereny predestynowane do zapewnienia dopływu mocy. Można przewidywać, że z czasem będzie rosnąć zapotrzebowanie na energię o udokumentowanym pochodzeniu, co dla regionu o tak dużej skali jej produkcji ze źródeł odnawialnych może oznaczać uruchomienie nowej żyły złota.
Inny aspekt, który należy brać pod uwagę przy definiowaniu działań strategicznych i taktycznych na najbliższe lata to perspektywa eksportu wyprodukowanej w Polsce energii, w szczególności do Niemiec. Według opublikowanego ostatnio raportu Boston Consulting Group Niemcom grozi wpadnięcie w pułapkę, która może doprowadzić do dalszego wzrostu kosztów transformacji energetycznej. Istnieje obawa, iż transformacja energetyczna okaże się o 320 mld euro droższa niż zakładają obecne plany władz federalnych. Od momentu, gdy zaczęto wycofywać się z energii jądrowej, to ceny energii w Niemczech wzrosły dwukrotnie. Największym problemem tego kraju jest przeszacowanie zapotrzebowania na energię i próba za wszelką cenę sprostania temu wyzwaniu. Zdaniem BCG Niemcy mogłyby zaoszczędzić 215 mld euro, gdyby skorygowano prognozy.
Z punktu widzenia Niemiec istniejących planach transformacji energetycznej do 2035 r. założono za dużą jak na rzeczywiste potrzeby energetyczne rozbudowę mocy wytwórczych w OZE. Takie założenia potęgują koszty Energiewende, ponieważ rozbudowa mocy w OZE wymaga odpowiednio szybkich i kosztowych inwestycji w sieci przesyłowe i niesie ze sobą ryzyko dalszych wzrostów cen energii. Tym samym inwestycje tego rodzaju są w powijakach, co dodatkowo zwiększa potencjalną atrakcyjność polskiego rynku mocy jako źródła energii dla niemieckiej gospodarki – o ile potrafimy sami zdecydować się na szybkie, i tak nieuchronne przemodelowanie polskiego systemu.
W opracowaniu BCG dotyczącym Niemiec sugeruje się oszczędności zyskane drogą zwiększenia elastyczności w zakresie zapotrzebowania na energię. W tym celu proponuje się wprowadzanie dynamicznych taryf za energię elektryczną, bardziej zróżnicowane założenia w ramach ładowania samochodów elektrycznych oraz lepszą kontrolę skali i zasadności wdrażania pomp ciepła (działanie te mogłoby przynieść oszczędności sięgające 50 mld euro). Podkreślono również potrzebę rozbudowy sieci opartych na nowych mocach z elektrowni gazowych, które mogłyby wygenerować następne 50 mld euro oszczędności. Kolejną kwestią jest odłożenie w czasie wykorzystania zielonego wodoru, ponieważ w przewidywalnej przyszłości nie będzie można go tanio produkować. Raport zwraca też uwagę na błędną decyzję koalicji rządowej CDU/CSU-SPD z 2011 r. o wyłączeniu w RFN sektora jądrowego. Do tego typu mocy wytwórczych nie ma już jednak w tej chwili opłacalnej ścieżki powrotu. Eksperci BCG przywołują jako przykład inwestycje w elektrownie jądrowe Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii i Flamanville 3 we Francji, które – ich zdaniem – będą początkowo produkować energię elektryczną droższą o 50% niż obecnie obowiązująca cena na giełdzie. Przewiduje się też, że niemiecki system elektroenergetyczny nie będzie wykazywał aż tak dużego zapotrzebowania na energię elektryczną w zakresie obciążenia podstawowego do momentu uruchomienia nowej elektrowni jądrowej (czas budowy wynosi 15-20 lat), aby wspierać tego typu rozwiązanie. Tu akurat także jesteśmy „za Rubikonem”, polski projekt jądrowy wkracza stopniowo w fazę realizacji i jest wiodącym punktem odniesienia dla transformacji energetycznej w sakli kraju.
Atuty Pomorza Zachodniego nie kończą się na produkcji energii z wiatru. Według opisywanych przez nas analiz Gaz-Systemu północno-zachodnia część kraju wkrótce stanie się kluczowym regionem wytwarzania wodoru – chodzi o województwa lubuskie, zachodniopomorskie i pomorskie. Już w 2030 roku region ten ma odpowiadać za dwie trzecie krajowej produkcji, a później nawet za trzy czwarte. Trzeba pamiętać o randze świnoujskiego gazoportu, który jest polską bramą do niezależności w pozyskiwaniu tego wciąż istotnego surowca bez konieczności oglądania się na Rosję. W sumie zatem Pomorze Zachodnie należy poważnie brać pod uwagę jako lokalizację dla nowoczesnego przemysłu, zarówno w aspekcie dostępności mocy i zróżnicowania je źródeł, jak i profilu produkcji energii, jeśli pożądane jest zapewnienie jej pochodzenia ze źródeł odnawialnych.
Prawdziwe wyzwanie dotyczy tego, by fakty te znalazły przełożenie na politykę inwestycyjną państwa oraz jego rozumienie istoty dokonującej się transformacji. Nie ma potrzeby przenoszenia na północno – zachodnie rubieże kraju całego wolumenu produkcji przemysłowej, są jednak przesłanki, by zarzadzanie gospodarką i inwestycjami pozwalało w pierwszej kolejności zrównoważyć zaniedbania względem tej części kraju, a w dalszej uczynić z niej silny, innowacyjny i nie generujący nowych problemów region aktywizacji gospodarczej. Taka optyka powinna znaleźć zapisy w planowaniu strategicznym rozwoju na najbliższą dekadę.
