Tomasz Augustyn
Na krótką metę Szczecin może zyskać na wprowadzeniu „ustawy o zrównoważonym rozwoju miast”, w dłuższej perspektywie osłabienie regionalnego zaplecza obraca się przeciwko niemu.
W Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej trwają prace nad ustawą o zrównoważonym rozwoju miast. Wbrew tytułowi ustawa nie stawia w absolutnym centrum uwagi miast i nie odnosi się do ich roli w systemie zarządzania rozwojem, ale stanowi próbę porządkowania układów terytorialnych, w których miasta odgrywają istotną, ale nie wyłączną rolę. Jest ona wynikiem refleksji o charakterze relacji w ramach miejskich (aglomeracyjnych) obszarach funkcjonalnych, która to refleksja odnosi się do tendencji do formułowania kolejnych ustaw metropolitalnych – odrębnych, niespójnych i pociągających konsekwencje dla wielu ustaw. Dotychczas w życie weszła jedynie ustawa dotycząca metropolii górnośląsko – zagłębiowskiej, w kolejce czeka rozwiązanie ustrojowe dla Trójmiasta.
Projekt ustawy został już wprowadzony do porządku prac rządu, a prace nad nim mają – według deklaracji Ministerstwa – charakter priorytetowy. Rozpoczęcie trzytygodniowych konsultacji publicznych planowane jest na luty br., po czym nastąpi etap uzgodnień międzyresortowych. Ministerstwo, we współpracy z ekspertami, przeprowadziło serię spotkań z korporacjami samorządowymi oraz innymi interesariuszami. Z dotychczasowych prac strony rządowej i samorządowej wynika zgodne podejście co do potrzeby wejścia ustawy w życie, choć w odniesieniu do niektórych obszarów występują rozbieżności stanowisk. Najwięcej uwag dotyczy statutu związku rozwojowego i trybu jego tworzenia oraz katalogu zadań własnych. Związek rozwojowy ma skupiać miasto „centralne” i położone wokół niego gminy, jak to ma miejsce np. w przypadku Szczecińskiego Obszaru Metropolitalnego. Pojęcie „miasta centralnego” jest nota bene mylące w kontekście praktyki centralizacji procesów rozwojowych w Polsce (w których Warszawa odgrywa wiodącą rolę) oraz w wymiarze regionalnym (w policentrycznym układzie rozwoju równomiernie rozłożone aglomeracje miejskie odgrywają role miast de facto centralnych). Uzasadnione byłoby zatem zastosowanie innej nomenklatury, np. miejskie ośrodki obszarów funkcjonalnych.
Tu zaś leży sedno problemu. Ustawa w procedowanej postaci ignoruje istotę obszarów funkcjonalnych jako wspólną dla procesów rozwojowych zachodzących w otoczeniu w otoczeniu wszelkiego rodzaju ośrodków miejskich. Nie rozwiązuje wobec tego problemu rzeczywistego uchwycenia delimitacji powiązań funkcjonalnych i tworzonych przez ich nasilenie obszarów, poprzestając na podziałach administracyjnych. Nie docenia przy tym roli samorządu regionalnego jako potencjalnego koordynatora ogółu tego rodzaju procesów, a zarazem współkoordynatora (z administracją wojewódzka państwa) optymalnego wykorzystania istniejących zasobów i wsparcia procesów rozwojowych. Polska stoi przed realna perspektywą przyspieszonej ucieczki rozwojowej największych ośrodków kosztem regionalnych peryferii. Na krótką metę miasta takie jak Szczecin mogą na tym zyskać, w dłuższej perspektywie osłabienie regionalnego zaplecza obraca się przeciwko nim, co wyraźnie widać już obecnie.
Eksperci Ministerstwa wskazują na potrzebę dalszej dyskusji na temat roli samorządów w kształtowaniu związków rozwojowych, które mają decydować o kierunkach rozwoju miast i ich otoczenia, o funkcjonowaniu komitetu rozwoju (do projektu ustawy wprowadzono istotną zmianę: wojewoda nie będzie członkiem komitetu, lecz obserwatorem), o karcie rozwoju (dokumencie obejmującym listę wspólnych lub pojedynczych przedsięwzięć o znaczeniu dla całego obszaru). Wątpliwości budzą jednak możliwości stanowienia aktów prawa miejscowego przez związki rozwojowe, a przede wszystkim funkcja takich podmiotów jak obecne SOM po ustawowym wprowadzeniu instytucji związku rozwojowego. W projekcie ustawy brak wskazania duopoli miast już funkcjonujących. Niepewny jest też status Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych w kolejnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej.
Obecnie nie ma jeszcze stanowiska Ministerstwa Finansów do projektu ustawy o zrównoważonym rozwoju miast. Decyzja odnośnie poziomu udziału związków rozwojowych w podatkach będzie kluczowa dla atrakcyjności tego rozwiązania dla lokalnych samorządów. Jak na razie budzi ono jednak więcej wątpliwości niż rozstrzygnięć. Jak się wydaje, nie stanowi dobrego rozwiązania ani w kontekście potrzeby przezwyciężenia strukturalnych problemów całego kraju, ani nie poprawi kondycji mniejszych miast, które w myśl równolegle procedowanej Strategii Rozwoju Polski do 2035 roku mają być przedmiotem szczególnej troski wobec dotyczącego ich kryzysu.
