Sławomir Doburzyński

Unia Europejska powinna potrzebować silnej Europy Bałtyckiej z Polską w centrum nie mniej, niż Polska potrzebowałaby unijnej gwarancji.

Relacje Polski z Niemcami i Ukrainą w ostatnich latach można traktować jako swoiste laboratoria rozwoju państwa. Rozwoju rozumianego nie tylko jako wzrost gospodarczy czy modernizacja instytucji, lecz przede wszystkim jako zdolność do jednoczesnego mierzenia się z własną przeszłością, porządkowania teraźniejszości i projektowania przyszłości. W obu przypadkach Polska funkcjonuje w przestrzeni silnie obciążonej historią, jednak charakter tych obciążeń jest odmienny. W relacjach z Niemcami dominującym wyzwaniem pozostaje znalezienie równowagi pomiędzy pamięcią historyczną a pragmatyzmem współpracy gospodarczej, politycznej i bezpieczeństwa. W relacjach z Ukrainą problem jest bardziej złożony, ponieważ równolegle nakładają się na siebie kwestie historyczne, asymetrie wynikające z wojny oraz konkurujące wizje przyszłego układu sił w Europie Środkowo-Wschodniej. W obu przypadkach kluczowe pytanie nie dotyczy jednak przeszłości ani nawet bieżących sporów, lecz przyszłości i zdolności Polski do zachowania oraz zwiększania własnego wpływu na otoczenie międzynarodowe.

To właśnie ta perspektywa rozwojowa wydaje się najciekawsza i zarazem najtrudniejsza. Państwa rozwijają się nie tylko poprzez akumulację kapitału, wzrost produktywności czy rozbudowę infrastruktury, ale również poprzez uczenie się zarządzania złożonością relacji zewnętrznych. W tym sensie Niemcy i Ukraina są dla Polski dwoma odmiennymi testami dojrzałości strategicznej. Pierwszy dotyczy relacji z państwem silniejszym gospodarczo, głęboko zakorzenionym w strukturach europejskich i przez dekady współkształtującym reguły funkcjonowania kontynentu. Drugi odnosi się do relacji z państwem znajdującym się w procesie fundamentalnej transformacji, walczącym o własne przetrwanie i jednocześnie redefiniującym swoją pozycję w Europie. W obu przypadkach Polska musi odpowiadać na podobne pytania: jak przekształcać bliskość geograficzną w trwały kapitał polityczny, jak budować współzależności wzmacniające własną podmiotowość oraz jak sprawić, aby bieżące decyzje tworzyły korzystne warunki działania w przyszłości. Istotą problemu nie jest bowiem sama historia ani nawet aktualny stan relacji, lecz zdolność do budowania lewaru politycznego, gospodarczego i społecznego. Państwo skuteczne nie ogranicza się do reagowania na wydarzenia, lecz stara się tworzyć takie układy zależności, które zwiększają jego znaczenie dla partnerów i ograniczają ryzyko marginalizacji. W tym sensie relacje z Niemcami i Ukrainą pokazują dwa różne oblicza polskiej polityki zagranicznej. Z jednej strony widoczna jest rosnąca zdolność do artykułowania własnych interesów i wykorzystywania zmieniającego się układu sił w Europie. Z drugiej strony nadal ujawniają się trudności z przekładaniem krótkookresowych sukcesów politycznych na trwałe instrumenty wpływu. Polska stosunkowo dobrze radzi sobie z mobilizacją zasobów w momentach przełomowych, znacznie gorzej natomiast z instytucjonalizowaniem osiągniętych przewag i przekształcaniem ich w długofalowe korzyści.

Relacje z Niemcami i Ukrainą można więc traktować nie tylko jako element polityki zagranicznej, ale także jako zwierciadło pokazujące stan polskiej kultury strategicznej. Ujawniają one, w jakim stopniu państwo potrafi wyjść poza logikę historycznych resentymentów, bieżących emocji i krótkoterminowych sporów, a w jakim nadal pozostaje ich zakładnikiem. Prawdziwą miarą sukcesu nie będzie rozwiązanie wszystkich konfliktów pamięci ani osiągnięcie pełnej harmonii interesów, ponieważ jest to nierealistyczne. Kluczowa będzie zdolność do prowadzenia polityki, która mimo istniejących sporów pozwala konsekwentnie zwiększać zakres własnego oddziaływania i wzmacniać pozycję Polski w kształtującym się porządku europejskim. Ostatecznie bowiem rozwój państwa w XXI wieku coraz mniej zależy od tego, jak interpretuje ono swoją przeszłość, a coraz bardziej od tego, czy potrafi wykorzystać ją jako punkt wyjścia do świadomego projektowania przyszłości.

Historia pozostaje ważnym elementem polityki zagranicznej, ale nie może być jej jedyną osią. Państwa, które osiągają trwałą pozycję w swoim otoczeniu, potrafią wykorzystywać pamięć historyczną jako zasób wzmacniający ich podmiotowość, a nie jako ograniczenie uniemożliwiające budowanie nowych relacji. W stosunkach z Niemcami Polska stopniowo odzyskuje część politycznego i gospodarczego lewaru. Dzieje się tak nie tylko dzięki zmianom geopolitycznym wywołanym agresją Rosji przeciwko Ukrainie, lecz także wskutek wzrostu znaczenia polskiej gospodarki, roli Polski w europejskich łańcuchach dostaw oraz jej pozycji na wschodniej flance NATO. Niemcy coraz częściej muszą uwzględniać Polskę jako partnera, którego nie można już traktować wyłącznie jako beneficjenta integracji europejskiej, ale jako współtwórcę regionalnej stabilności i bezpieczeństwa. Oznacza to, że historyczne zaszłości nie znikają, lecz przestają być jedynym punktem odniesienia dla wzajemnych relacji. Znacznie bardziej ambiwalentny obraz wyłania się z relacji polsko-ukraińskich. Polska odegrała kluczową rolę w pierwszym okresie rosyjskiej inwazji, zapewniając wsparcie polityczne, logistyczne, humanitarne i wojskowe. Jednocześnie jednak nie przełożyła tej wyjątkowej pozycji na trwałe instrumenty wpływu. W wielu obszarach dominowała logika moralnego obowiązku i reakcji na kryzys, podczas gdy mniej uwagi poświęcono budowaniu długookresowych mechanizmów współzależności. Spory wokół handlu produktami rolnymi, kwestie transportowe czy napięcia dotyczące interpretacji historii pokazały, że nawet bardzo silny kapitał polityczny może zostać szybko roztrwoniony, jeśli nie jest przekuwany w trwałe instytucje współpracy i jasno definiowane interesy. Polska, mimo ogromnego zaangażowania, nie zawsze potrafiła wykorzystać moment do budowania własnej pozycji negocjacyjnej. W rezultacie częściej reagowała na działania innych aktorów niż sama kształtowała reguły gry.

To doświadczenie prowadzi do szerszej refleksji nad polską polityką zagraniczną. Polska wykazała w ostatnich dekadach znaczną skuteczność w realizacji strategicznych celów związanych z integracją euroatlantycką. Wejście do NATO i Unii Europejskiej było efektem konsekwentnie prowadzonej polityki, zdolności do budowania koalicji oraz trafnego rozpoznania kierunków rozwoju środowiska międzynarodowego. Znacznie słabiej wygląda jednak umiejętność prowadzenia długofalowej polityki bilateralnej i regionalnej. Wciąż zbyt często dominuje myślenie reaktywne, skoncentrowane na bieżących wydarzeniach, podczas gdy mniej uwagi poświęca się projektowaniu pożądanych układów zależności na dekady do przodu. Tymczasem właśnie zdolność do kreowania takich układów stanowi o dojrzałości państwa i jego miejscu w międzynarodowej hierarchii.

W przeciwieństwie do relacji z Niemcami czy Ukrainą, przestrzeń bałtycka jest w znacznie mniejszym stopniu obciążona historycznymi konfliktami. Wyjątkiem pozostają pewne wrażliwości obecne w relacjach z Litwą, jednak skala tych napięć jest nieporównywalna z ciężarem historii w stosunkach polsko-niemieckich czy polsko-ukraińskich. Co więcej, region bałtycki oferuje możliwość opowiedzenia historii na nowo – nie poprzez negowanie przeszłości, lecz poprzez budowanie wspólnej narracji o doświadczeniu zagrożenia ze strony Rosji, odporności społeczeństw i konieczności ochrony ładu międzynarodowego opartego na prawie i suwerenności państw. Taka narracja jest zrozumiała zarówno dla państw bałtyckich, jak i dla krajów nordyckich, a po rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie stała się również bardziej czytelna dla znacznej części Europy Zachodniej. Jednocześnie należy zachować daleko idącą ostrożność w zarządzaniu pamięcią. Polityka oparta wyłącznie na strachu przed Rosją jest polityką niepełną i potencjalnie niebezpieczną. Zagrożenie rosyjskie pozostaje realnym i trwałym elementem środowiska bezpieczeństwa, jednak nie może być jedynym spoiwem regionalnej współpracy. Historia Europy pokazuje, że wspólnoty budowane wyłącznie przeciwko komuś często tracą dynamikę, gdy zmieniają się okoliczności. Dlatego świadomość zagrożeń powinna być fundamentem, ale nie jedyną treścią projektu politycznego. Region Morza Bałtyckiego potrzebuje również pozytywnej wizji rozwoju, obejmującej współpracę gospodarczą, energetyczną, infrastrukturalną, technologiczną i społeczną. Bez takiej wizji bezpieczeństwo staje się celem samym w sobie, zamiast narzędziem umożliwiającym rozwój.

Pojawia się zatem pytanie, co jest dziś ważniejsze dla Polski w perspektywie bałtyckiej – zarządzanie współczesnością czy projektowanie przyszłości? Intuicyjnie można uznać, że wobec wojny za wschodnią granicą wszystkie zasoby – materialne, polityczne i symboliczne – powinny zostać podporządkowane bezpieczeństwu. Na pierwszy plan wysuwa się bieżąca sytuacja i związane z nią obawy i nastroje społeczne. Jednak doświadczenie Ukrainy i jej postępowanie wobec Polski pokazuje, że koncentracja wyłącznie na bieżącym kryzysie może prowadzić do utraty zdolności kształtowania przyszłych relacji. Ukraina mobilizuje swoich obywateli ruchami o krótkim terminie przydatności, ale w relacji z Polską traci sterowność, walutę dla osiągania celów strategicznych. Nie możemy popełniać takich błędów. Państwa regionu bałtyckiego obawiają się Rosji nie mniej niż Polska. Oznacza to, że bezpieczeństwo powinno być traktowane nie tylko jako obszar ochrony przed zagrożeniem, ale również jako instrument budowania trwałych więzi i współzależności. Już dziś karta bezpieczeństwa powinna być rozgrywana w sposób pozwalający kształtować przyszły ład regionalny i wzmacniać pozycję Polski zarówno w regionie Morza Bałtyckiego, jak i w całej Unii Europejskiej, jako kluczowego gwaranta stabilnego ładu.

W tym względzie zaczynamy osiągać pewne sukcesy, ale potrzebne jest uzyskanie balansu między bieżącą realizacją interesów a zachowaniem wyjścia na cele długofalowe, strategiczne. Punktem wyjścia powinna być jasna wizja przyszłości. Polska potrzebuje nie tyle Europy słabej i podzielonej, ile silnej, zasobnej i konkurencyjnej Unii Europejskiej, w ramach której odgrywa rolę jednego z kluczowych podmiotów politycznych i gospodarczych. Podstawowym wyzwaniem jest zatem nie tylko zwiększanie własnych zasobów, ale także budowanie takich sieci współzależności, które wzmacniają znaczenie Polski dla innych aktorów. W polityce międzynarodowej trwały wpływ nie wynika wyłącznie z potencjału militarnego czy wielkości gospodarki. Wynika przede wszystkim z tego, jak bardzo inni potrzebują współpracy z danym państwem. Państwa osiągające trwałą pozycję w systemie międzynarodowym nie są po prostu silne – są niezbędne. Tworzą rozwiązania, infrastruktury, rynki, technologie i instytucje, bez których funkcjonowanie ich otoczenia staje się trudniejsze lub bardziej kosztowne. Właśnie taka logika powinna przyświecać polskiej strategii rozwoju i polityce regionalnej. Nie chodzi o maksymalizowanie autonomii rozumianej jako samowystarczalność, lecz o budowanie takiej pozycji, w której rozwój innych państw staje się częściowo uzależniony od jakości współpracy z Polską.

Naszym strategicznym celem powinno być tworzenie sytuacji, w której państwa nordyckie i bałtyckie postrzegają Polskę jako niezbędnego partnera dla własnego bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego, transformacji energetycznej czy integracji infrastrukturalnej. Nie chodzi o dominację, lecz o centralność. Jest to różnica fundamentalna. Dominacja zakłada podporządkowanie innych podmiotów własnym interesom, centralność natomiast oznacza zajmowanie takiej pozycji w sieci relacji, bez której trudno wyobrazić sobie efektywne funkcjonowanie całego układu. Państwo centralne nie musi być najbogatsze ani najsilniejsze militarnie. Wystarczy, że staje się kluczowym węzłem przepływu ludzi, kapitału, energii, informacji, technologii i decyzji politycznych. Taka pozycja generuje wpływ znacznie trwalszy niż ten oparty wyłącznie na przewadze ekonomicznej czy wojskowej. Sprawczość polega na tym, że historia nie jest dla państwa obciążeniem, przestrzenią uzależnienia czy słabości, argumentem najważniejszym albo i jedynym w relacjach dwustronnych, lecz może być angażowana w kształtowanie teraźniejszości, zaś wobec przyszłości państwo to dysponuje wieloma potencjalnymi scenariuszami forsowania i osiągania swoich celów.

Z tej perspektywy Europa Bałtycka może stać się jednym z najważniejszych projektów geopolitycznych Polski w nadchodzących dekadach. Region skupiający Skandynawię, państwa bałtyckie oraz Polskę posiada znaczący potencjał gospodarczy, wysoki poziom innowacyjności, rozwinięte instytucje i rosnące znaczenie strategiczne. Jednocześnie jest to przestrzeń, w której interesy bezpieczeństwa coraz wyraźniej się zbliżają, a świadomość wspólnych wyzwań staje się coraz bardziej powszechna. Otwiera to możliwość budowania nowej osi współpracy europejskiej, opartej nie na historycznych hierarchiach, lecz na komplementarności zasobów i wspólnym rozumieniu przyszłych zagrożeń oraz szans rozwojowych. Polska dysponuje potencjałem demograficznym, skalą rynku, położeniem geograficznym i rosnącym znaczeniem logistycznym, które pozwalają jej odgrywać rolę naturalnego łącznika pomiędzy północą kontynentu a jego częścią środkową i wschodnią. Jeżeli Polska potrafiłaby stać się głównym węzłem łączącym północ Europy z jej częścią środkową i wschodnią, mogłaby budować swoją pozycję nie tylko jako państwo graniczne NATO, ale również jako centrum przepływów gospodarczych, logistycznych, energetycznych i politycznych. W praktyce oznaczałoby to rozwijanie infrastruktury transportowej i cyfrowej, wzmacnianie połączeń energetycznych, zwiększanie znaczenia polskich portów, budowanie wspólnych rynków usług i innowacji oraz aktywne uczestnictwo w kształtowaniu regionalnych polityk bezpieczeństwa. Kluczowe byłoby przy tym odejście od myślenia o Polsce wyłącznie jako o państwie frontowym czy państwie tranzytowym. Znacznie korzystniejszą rolą jest bycie państwem organizującym przestrzeń współpracy, koordynującym przepływy i tworzącym warunki dla rozwoju całego regionu. Państwem nie skazanym na szafowanie przeszłością, ale przede wszystkim przyszłością.

Taki projekt wymaga jednak czegoś więcej niż inwestycji infrastrukturalnych. Wymaga również atrakcyjnej narracji politycznej i gospodarczej. Polska powinna być postrzegana jako państwo oferujące regionowi konkretne korzyści: większe bezpieczeństwo, dostęp do dużego rynku, możliwości inwestycyjne, zdolność do reprezentowania interesów północy i wschodu Europy na forum unijnym oraz kompetencje w zakresie transformacji energetycznej i odporności strategicznej. Dopiero połączenie twardych zasobów z atrakcyjną wizją wspólnej przyszłości może stworzyć podstawy trwałej centralności. W takim układzie Unia Europejska potrzebowałaby silnej Europy Bałtyckiej z Polską w centrum bardziej, niż Polska potrzebowałaby ciągłego potwierdzania swojej roli przez instytucje unijne. Nie oznaczałoby to osłabiania integracji europejskiej ani budowania alternatywy wobec niej. Przeciwnie, oznaczałoby wzmacnianie Unii poprzez tworzenie jednego z jej najbardziej dynamicznych i strategicznie istotnych makroregionów. Polska nie byłaby wówczas wyłącznie odbiorcą europejskich polityk, lecz współautorem rozwiązań odpowiadających na wyzwania bezpieczeństwa, konkurencyjności i rozwoju. Byłaby to relacja oparta na współtworzeniu wartości i bezpieczeństwa, a nie wyłącznie na korzystaniu z istniejących struktur. W długim horyzoncie właśnie taka zdolność do organizowania przestrzeni współpracy, a nie jedynie uczestnictwa w niej, może stać się najważniejszym źródłem polskiej podmiotowości w Europie.

Taka wizja powinna być nie tylko intelektualnym projektem czy kierunkiem debaty strategicznej, ale przede wszystkim argumentem i narzędziem służącym do kształtowania ładu regionalnego zgodnego z polskimi interesami. Państwa nie budują swojej pozycji wyłącznie poprzez reagowanie na istniejące układy sił, lecz poprzez aktywne tworzenie warunków, w których inni uczestnicy systemu zaczynają postrzegać określony porządek jako korzystny także dla siebie. W tym sensie kluczowym zasobem nie jest sama siła, lecz zdolność do lewarowania własnej pozycji – do przekształcania posiadanych atutów geograficznych, gospodarczych, infrastrukturalnych, politycznych i społecznych w instrumenty oddziaływania na decyzje innych aktorów. W przestrzeni bałtyckiej Polska posiada ku temu wyjątkowo sprzyjające warunki. Jest największym państwem regionu pod względem ludności, dysponuje największym rynkiem wewnętrznym, znajduje się na styku szlaków północ-południe i wschód-zachód, a jednocześnie pełni funkcję strategicznego zaplecza dla bezpieczeństwa całej wschodniej flanki NATO. Problem nie polega więc na braku zasobów, lecz na tym, czy potrafimy zamienić je w trwałe mechanizmy wpływu.

W perspektywie najbliższych lat podstawowym obszarem lewarowania pozostanie bezpieczeństwo. Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie sprawiła, że państwa nordyckie i bałtyckie zaczęły postrzegać bezpieczeństwo regionu jako wspólne dobro, którego nie można już rozpatrywać wyłącznie w kategoriach narodowych. Polska może wykorzystać tę zmianę nie tylko do wzmacniania własnego potencjału obronnego, ale również do budowania sieci współzależności politycznych i wojskowych. Im bardziej bezpieczeństwo Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii czy Szwecji będzie powiązane z infrastrukturą, logistyką, przemysłem obronnym i zdolnościami operacyjnymi rozwijanymi na terytorium Polski, tym większa będzie zdolność Warszawy do współkształtowania decyzji podejmowanych w regionie. Nie chodzi o możliwość blokowania działań partnerów, lecz o sytuację, w której ich bezpieczeństwo staje się częściowo uzależnione od jakości współpracy z Polską. Tak rozumiany wpływ jest znacznie trwalszy niż wpływ wynikający z okresowej przewagi politycznej czy zmiennej koniunktury międzynarodowej.

Jednak prawdziwie trwały lewar nie powstaje w sferze wojskowej, lecz gospodarczej. Historia pokazuje, że państwa o największej zdolności oddziaływania to te, które stają się niezbędnymi ogniwami przepływu kapitału, technologii, energii i usług. W regionie bałtyckim oznacza to konieczność budowania pozycji Polski jako głównego centrum logistycznego i infrastrukturalnego. Rozbudowa portów, sieci kolejowych, połączeń energetycznych, magazynów energii, infrastruktury cyfrowej czy centrów przetwarzania danych nie powinna być postrzegana wyłącznie jako inwestycja krajowa. Każdy taki projekt powinien być oceniany również przez pryzmat pytania, czy zwiększa zależność innych państw od sprawnego funkcjonowania polskiej infrastruktury. Im więcej strategicznych przepływów będzie przebiegać przez Polskę, tym większe będzie znaczenie Polski przy stole negocjacyjnym. Nie dlatego, że będzie mogła narzucać innym swoją wolę, lecz dlatego, że jej interesy będą coraz silniej wpisane w interesy całego regionu.

W średniej perspektywie szczególnego znaczenia nabierze energetyka. Region Morza Bałtyckiego staje się jednym z najważniejszych obszarów europejskiej transformacji energetycznej. Rozwój morskiej energetyki wiatrowej, nowych połączeń elektroenergetycznych, infrastruktury LNG, potencjalnie wodoru oraz przyszłych technologii magazynowania energii będzie tworzył nową mapę zależności gospodarczych. Polska powinna dążyć do tego, aby nie być jedynie odbiorcą tych procesów, lecz jednym z ich głównych organizatorów. Państwo, przez którego terytorium przebiegają kluczowe połączenia energetyczne i które współdecyduje o bezpieczeństwie dostaw energii dla sąsiadów, zyskuje zdolność oddziaływania dalece wykraczającą poza sam sektor energetyczny. Energetyka staje się wówczas narzędziem budowania pozycji politycznej, podobnie jak przez dekady była nim kontrola nad surowcami czy szlakami handlowymi.

Jeszcze ważniejsza może okazać się jednak perspektywa długookresowa. W ciągu najbliższych dwóch–trzech dekad o pozycji regionów europejskich będą decydowały nie tylko tradycyjne zasoby, ale przede wszystkim zdolność do generowania wiedzy, innowacji i przewag technologicznych. Jeżeli Polska chce rzeczywiście znaleźć się w centrum Europy Bałtyckiej, musi stać się miejscem, w którym koncentrują się nie tylko towary i energia, ale również kompetencje, kapitał ludzki i procesy decyzyjne. Oznacza to budowanie sieci współpracy naukowej, wspólnych programów badawczo-rozwojowych, powiązań pomiędzy uczelniami, sektorem technologicznym i przemysłem. W przyszłości najcenniejszym lewarem może okazać się nie kontrola nad infrastrukturą fizyczną, lecz zdolność do organizowania przepływu wiedzy, talentów i innowacji. Państwo, które staje się naturalnym miejscem spotkania regionalnych elit gospodarczych, politycznych i technologicznych, uzyskuje wpływ trudny do zastąpienia przez konkurentów.

Równie istotny będzie wymiar symboliczny i polityczny. Trwałe przywództwo regionalne nie opiera się wyłącznie na zasobach materialnych. Wymaga także zdolności do formułowania atrakcyjnej wizji przyszłości, wokół której inni chcą się organizować. Polska powinna więc dążyć do sytuacji, w której Europa Bałtycka staje się rozpoznawalnym projektem politycznym i gospodarczym nie dlatego, że wymaga tego geografia lub zagrożenie ze strony Rosji, ale dlatego, że uczestnictwo w takim układzie przynosi wszystkim jego członkom wymierne korzyści. Im bardziej państwa nordyckie i bałtyckie będą postrzegały rozwój własnych gospodarek, bezpieczeństwa i pozycji w Unii Europejskiej jako związany z sukcesem całego regionu, tym większa będzie zdolność Polski do współkształtowania kierunków jego rozwoju.

Ostatecznie więc lewarowanie w przestrzeni bałtyckiej nie powinno być rozumiane jako zdolność do wymuszania określonych zachowań, lecz jako zdolność do tworzenia takich sieci współzależności, w których interesy innych państw coraz częściej prowadzą je do wspierania rozwiązań korzystnych również dla Polski. Jest to najbardziej zaawansowana forma wpływu, ponieważ nie opiera się na presji ani przewadze, lecz na umiejętnym projektowaniu środowiska, w którym cele własne i cele partnerów stają się ze sobą częściowo zbieżne. Właśnie taka zdolność do organizowania przestrzeni współpracy może stać się najważniejszym źródłem polskiej podmiotowości w regionie Morza Bałtyckiego w nadchodzących dekadach.

Wizja państwa i stosunków międzynarodowych oraz konsekwentne dążenie do jej realizacji nie oznacza nielojalności wobec sojuszników ani kwestionowania obecnego ładu międzynarodowego. Przeciwnie, zakłada jego wzmacnianie poprzez aktywne współtworzenie. Poszanowanie prawa międzynarodowego, suwerenności państw i zasad współpracy europejskiej pozostaje fundamentem polskiej racji stanu. Jednocześnie dojrzała polityka zagraniczna wymaga, aby wartości te były realizowane w sposób uwzględniający interes państwa i jego długookresowe cele. Kluczowym zadaniem nie jest więc wybór między idealizmem a realizmem, lecz umiejętność ich połączenia. Polska potrzebuje polityki, która będzie jednocześnie zakorzeniona w wartościach i zdolna do konsekwentnego budowania własnej pozycji. Ostatecznie bowiem nie o pamięć, bezpieczeństwo czy nawet bieżące relacje chodzi najbardziej, lecz o zdolność kształtowania przyszłości w taki sposób, aby Polska pozostawała podmiotem, a nie przedmiotem procesów zachodzących w Europie.