Tomasz Augustyn
Wakacje to dobry czas by docenić fakt, że Szczecin nie leży nad morzem, a plaża nie organizuje jego przestrzeni.
Jednym z najbardziej charakterystycznych, a zarazem najmniej opisanych wyróżników Szczecina jest jego specyficzna logika przestrzenna, która odróżnia go od większości dużych miast Europy Środkowej. W przeciwieństwie do Krakowa, Wrocławia, Poznania czy Gdańska, rozwój miasta nie doprowadził do wykształcenia jednoznacznie dominującego centrum, wokół którego koncentrowałoby się życie społeczne, symboliczne i funkcjonalne. Nie oznacza to oczywiście braku śródmieścia ani przestrzeni publicznych, lecz odmienny sposób ich organizacji i użytkowania. Szczecin nie jest miastem, które przyciąga mieszkańców do jednego miejsca, nakazując niejako celebrację jego centralności. Jest raczej miastem ruchu, przemieszczania się i ciągłego odkrywania kolejnych fragmentów przestrzeni. Paradoks polega na tym, że właśnie brak wyraźnie zdefiniowanego centrum staje się jedną z największych zalet miasta, budując jego wyjątkowy charakter oraz sposób doświadczania przestrzeni.
W klasycznym modelu europejskiego miasta historycznego przestrzeń organizowana jest wokół rynku lub centralnego placu. To tam zbiegają się główne ciągi komunikacyjne, tam lokalizowane są najważniejsze funkcje reprezentacyjne, handlowe i społeczne. Rynek pełni jednocześnie funkcję orientacyjną, symboliczną i emocjonalną. Jest miejscem, do którego się przyjeżdża, w którym się przebywa i które staje się naturalnym punktem odniesienia dla całego miasta. W Krakowie funkcję tę pełni Rynek Główny, uzupełniany przez Wawel. We Wrocławiu podobną rolę odgrywa Rynek wraz z Ostrowem Tumskim. Nawet współczesne miasta, których funkcje uległy policentryzacji, zachowują przestrzeń o jednoznacznie centralnym znaczeniu. Szczecin rozwijał się według odmiennej logiki. Historyczne uwarunkowania, zniszczenia wojenne, przebudowy urbanistyczne oraz specyfika topografii sprawiły, że nie powstało miejsce posiadające podobną siłę grawitacji. Plac Solidarności, Aleja Fontann, plac Grunwaldzki, Jasne Błonia, Wały Chrobrego, Deptak Bogusława czy Łasztownia pełnią ważne funkcje publiczne, jednak żadne z nich nie przejęło roli jednoznacznego serca miasta. Co więcej, wydaje się, że przestrzeń Szczecina nie została zaprojektowana po to, aby zatrzymywać mieszkańców w jednym miejscu. Jej logika polega raczej na zachęcaniu do dalszego przemieszczania się.
Można wręcz odnieść wrażenie, że Szczecin jest miastem przechodzenia. Nie w znaczeniu tranzytowym ani komunikacyjnym, lecz egzystencjalnym i przestrzennym. Miasto nieustannie sugeruje możliwość kontynuowania spaceru. Każda przestrzeń wydaje się prowadzić do kolejnej. Ulica przechodzi w park, park w nabrzeże, nabrzeże w kolejne kwartały zabudowy, te zaś otwierają dostęp do następnych przestrzeni. Nawet miejsca uznawane za najbardziej reprezentacyjne rzadko posiadają charakter zamkniętych wnętrz urbanistycznych. Zawsze pozostawiają możliwość dalszego ruchu, kolejnego wyboru kierunku i odkrywania następnych fragmentów miasta. Z tego punktu widzenia interesujące staje się również funkcjonowanie szczecińskich placów. W klasycznym rozumieniu plac stanowi przestrzeń zatrzymania. Jego zadaniem jest stworzenie miejsca przebywania, spotkania, obserwacji i budowania wspólnoty miejskiej. Tymczasem w Szczecinie wiele przestrzeni określanych mianem placów pełni raczej funkcję poszerzonych ulic lub ciągów komunikacyjnych. Aleja Fontann jest bardziej reprezentacyjnym bulwarem niż placem. Plac Grunwaldzki pozostaje przede wszystkim węzłem promieniście rozchodzących się ulic. Deptak Bogusława, mimo swojej popularności, również zachowuje charakter liniowy. Nawet kiedy mieszkańcy siadają w ogródkach gastronomicznych, czynią to niejako na krawędzi ruchu, pozostając uczestnikami przepływu ludzi i miasta, a nie jego centralnego zatrzymania. Przebywanie w Szczecinie bardzo często oznacza pozostawanie „w drodze”, nawet jeśli fizycznie siedzi się przy stoliku kawiarni.
To właśnie otwartość przestrzeni wydaje się jedną z najbardziej charakterystycznych cech miasta. Szczecin niezwykle rzadko zamyka perspektywy. Oś widokowa prowadzi dalej. Ulica otwiera się na kolejną ulicę. Za parkiem znajduje się następny park, za kwartałem kamienic odsłania się nabrzeże lub kolejna dzielnica. Przestrzeń miasta nie wywołuje poczucia osiągnięcia celu, lecz raczej wzmacnia ciekawość tego, co znajduje się dalej. Miasto nieustannie składa obietnicę kolejnego doświadczenia przestrzennego.
Z urbanistycznego punktu widzenia jest to cecha wyjątkowo interesująca. Wiele miast buduje swoją atrakcyjność poprzez koncentrację funkcji w jednym reprezentacyjnym miejscu. Szczecin wydaje się rozwijać odwrotną filozofię. Nie zmusza mieszkańca do pozostawania w określonym punkcie. Nie uzależnia atrakcyjności miasta od jednego placu, rynku czy reprezentacyjnej ulicy. Przeciwnie – zachęca do ciągłego przemieszczania się pomiędzy różnymi przestrzeniami, z których każda oferuje odmienny sposób odczuwania miasta. Wyjątkowość Szczecina polega również na niezwykłej różnorodności jego dzielnic, które funkcjonują niemal jak autonomiczne mikroświaty. Przejście z secesyjnego śródmieścia na Pogodno przypomina zmianę całkowicie odmiennego miasta. Spacer z parku Żeromskiego na Łasztownię prowadzi do przestrzeni o zupełnie innym charakterze estetycznym, społecznym i funkcjonalnym. Wały Chrobrego oferują monumentalną panoramę Odry, natomiast pobliskie kwartały śródmiejskie budują doświadczenie wielkomiejskiej secesji. Kilkanaście minut spaceru wystarcza, aby znaleźć się w otoczeniu parkowym, przemysłowym, portowym lub willowym. Można odnieść wrażenie, że przemieszczanie się po Szczecinie przypomina przechodzenie pomiędzy kolejnymi salami dużej księgarni. Każda z nich posiada własny klimat, własną estetykę i własny sposób opowiadania miasta. Nie ma jednej dominującej narracji przestrzennej. Miasto składa się raczej z wielu odrębnych opowieści, które pozostają ze sobą luźno powiązane. Ta wielość światów jest jedną z największych wartości Szczecina. Nie jest on miastem, którego atrakcyjność wynika z nagromadzenia zabytków najwyższej klasy światowej. Znacznie bardziej fascynuje właśnie możliwością płynnego przechodzenia pomiędzy różnymi sposobami przeżywania przestrzeni.
W tym sensie Szczecin jest miastem bardziej doświadczenia niż monumentalności. Nie buduje swojej tożsamości poprzez pojedyncze ikony architektoniczne, lecz poprzez relacje pomiędzy przestrzeniami. Istotniejsza od konkretnego obiektu staje się droga prowadząca pomiędzy nimi. Spacer sam w sobie staje się doświadczeniem miejskim, a nie wyłącznie sposobem dotarcia do celu. Jest to cecha wyjątkowo rzadka w dużych miastach, które coraz częściej organizowane są wokół spektakularnych atrakcji lub komercyjnych centrów aktywności. Istotnym elementem tej specyfiki pozostaje również skala miasta. Szczecin zachował rozmiar umożliwiający stosunkowo swobodne przemieszczanie się pieszo pomiędzy najważniejszymi obszarami śródmiejskimi. Nie posiada intensywności ruchu charakterystycznej dla Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Brak nadmiernego zagęszczenia użytkowników przestrzeni powoduje, że miasto pozostaje czytelne i komfortowe. Nawet w najbardziej uczęszczanych miejscach trudno mówić o poczuciu tłoku właściwego największym metropoliom. Przestrzeń zachowuje oddech. Ulice są szerokie, parki rozległe, a odległości pomiędzy kolejnymi punktami atrakcyjności nie powodują zmęczenia ani przeciążenia bodźcami. Można nawet postawić tezę, że Szczecin należy do nielicznych dużych polskich miast, które nie wywołują presji ciągłego uczestniczenia w życiu miejskim. W wielu metropoliach istnieje silne poczucie, że opuszczenie głównego centrum oznacza utratę dostępu do najważniejszych wydarzeń i atrakcji. W Szczecinie mechanizm ten praktycznie nie występuje. Opuszczenie jednej przestrzeni nie rodzi poczucia straty. Przeciwnie – wzmacnia oczekiwanie odkrycia kolejnej. Miasto nie przywiązuje do jednego miejsca, lecz zachęca do nieustannego ruchu.
Osobną opowieść stanowi piesze lub rowerowe odkrywanie północnych dzielnic Szczecina, a także Dąbia czy Podjuch. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było postrzegać je jako organizmy niejako doklejone do miasta – przestrzenie formalnie należące do Szczecina, lecz funkcjonujące jako odrębne światy, zachowujące własną historię, rytm i tożsamość. Współcześnie ich charakter uległ zasadniczej zmianie. Nie są już peryferiami ani przyłączonymi satelitami, lecz alternatywnymi światami funkcjonującymi w obrębie tej samej miejskiej rzeczywistości. Są strukturalnie zintegrowane z organizmem miasta, pozostając jednocześnie wierne własnej specyfice przestrzennej i krajobrazowej. Przemierzając rowerem nadodrzańskie odcinki północnego Szczecina, doświadcza się zupełnie innego oblicza tej samej rzeki niż na Wałach Chrobrego. Odra jest tu spokojniejsza, bardziej przemysłowa, miejscami niemal dzika, mniej monumentalna, a bardziej codzienna. Jednocześnie nie traci się świadomości, że jest to ta sama rzeka i to samo miasto – zmienia się jedynie sposób ich przeżywania. Podobnie dzieje się w Podjuchach i wokół Jeziora Szmaragdowego. Ta przestrzeń nie funkcjonuje jako odrębna atrakcja turystyczna oderwana od Szczecina, lecz jako jego naturalne letnisko, miejsce odpoczynku, rekreacji i kontaktu z przyrodą. Spotykają się tam różne warstwy miejskiej historii: przedwojenny krajobraz, powojenne doświadczenie odbudowy oraz współczesne sposoby korzystania z przestrzeni. Wszystkie są obecne jednocześnie, wzajemnie się przenikając i uzupełniając. Być może właśnie dlatego tak trafne wydaje się stwierdzenie, że dobrze, iż Szczecin lezy nad morzem, nie posiada klasycznej miejskiej plaży. Nie został sprowadzony do prostego modelu miasta, w którym rytm życia wyznacza droga „na plażę” i „z plaży”. Relacja miasta z wodą jest znacznie bogatsza i bardziej wielowymiarowa. Nie polega na kulminacji w jednym punkcie, lecz na nieustannym odkrywaniu kolejnych odcinków rzeki, jezior, lasów i nabrzeży, z których każde opowiada inną historię tego samego miasta.
Opisywana tu nieoczywistość może stanowić jedną z najważniejszych przewag konkurencyjnych Szczecina w przyszłości. W epoce rosnącego znaczenia jakości życia, zdrowia psychicznego, kontaktu z naturą oraz codziennych doświadczeń przestrzennych miasta coraz częściej konkurują nie spektakularnością, lecz komfortem użytkowania. Szczecin posiada pod tym względem wyjątkowy potencjał. Łączy wielkomiejskość z przestronnością, miejskość z obecnością zieleni, historyczną zabudowę z szerokimi osiami widokowymi, a intensywność funkcji z możliwością spokojnego przemieszczania się. Paradoksalnie więc to, co przez lata bywało interpretowane jako słabość miasta – brak wyraźnego rynku, jednoznacznego centrum i dominującej przestrzeni publicznej – może okazać się jedną z jego największych zalet. Szczecin proponuje bowiem odmienny model miejskości. Nie opiera go na koncentracji doświadczeń, lecz na ich sekwencyjności. Nie zatrzymuje mieszkańca w jednym miejscu, lecz zaprasza do ciągłego odkrywania kolejnych fragmentów miasta. To miasto, którego nie poznaje się poprzez jeden plac ani jedną ulicę. Poznaje się je, idąc dalej. I właśnie w tej nieustannej możliwości dalszego ruchu kryje się być może najgłębsza istota szczecińskiej przestrzeni.
