Tomasz Augustyn
Wybory nie przyniosły Szwecji prostego zwrotu politycznego. Niemal idealna równowaga dwóch obozów współistnieje z głęboką przebudową znaczenia poszczególnych partii i.
Wynik szwedzkich wyborów parlamentarnych z 13 września 2026 roku trzeba na obecnym etapie traktować jako preliminarny. W poniedziałek rano cztery partie opozycyjne skupione wokół socjaldemokratów dysponowały projekcją 176 mandatów, podczas gdy dotychczasowy obóz rządowy wraz ze Szwedzkimi Demokratami – 173. Różnica w liczbie głosów wynosiła zaledwie około 28–29 tys., czyli mniej więcej 0,4 pkt proc. Nadal pozostają do policzenia głosy oddane za granicą oraz część późno docierających głosów przedterminowych. Oficjalny system szwedzki przewiduje ich dodatkowe liczenie w środę, a ostateczny wynik wyborów powinien zostać ustalony dopiero pod koniec tygodnia. Nie zmienia to jednak zasadniczego obrazu wyborów. Szwecja znalazła się w sytuacji niemal doskonałej równowagi parlamentarnej, ale polityczne znaczenie tego wyniku jest większe niż sama różnica trzech mandatów. Wybory pokazują bowiem kolejną fazę przebudowy systemu partyjnego, analizowanej wcześniej przez Instytut Studiów Regionalnych w tekstach o końcu starego szwedzkiego porządku politycznego i politycznym rozdrożu państw bałtyckich. Tym razem warto spojrzeć na proces z innej strony: nie przez kolejną rekonstrukcję przesuwania się szwedzkiej polityki na prawo, lecz przez zmianę relacji pomiędzy poparciem wyborczym, zdolnością koalicyjną i realną możliwością sprawowania władzy. W dzisiejszej Szwecji te trzy rzeczy coraz wyraźniej przestają być tożsame.
Socjaldemokraci pozostają największą partią kraju, ale według aktualnych danych zdobyli około 28,1% głosów – mniej niż 30,3% w 2022 roku i byłby to jeden z najsłabszych wyników partii w jej współczesnej historii. Nie można więc interpretować możliwego powrotu Magdaleny Andersson do władzy jako klasycznego zwycięstwa socjaldemokracji. Byłoby to raczej zwycięstwo zdolności skupienia parlamentarnej większości wokół największej partii, mimo że sama partia nie odzyskała dawnej dominacji społecznej. Jest to zasadnicza różnica. Historyczny szwedzki model opierał się na bardzo silnym centrum socjaldemokratycznym, wokół którego organizowana była znaczna część systemu politycznego. Obecnie socjaldemokracja pozostaje jego największym pojedynczym elementem, lecz nie jest już hegemonem zdolnym samodzielnie wyznaczać granice kompromisu.
Jeszcze bardziej znacząca zmiana nastąpiła po drugiej stronie. Szwedzcy Demokraci, którzy w 2022 roku uzyskali 20,5% głosów i stali się drugą siłą polityczną kraju, tym razem osiągnęli według aktualnych danych około 17,6%. Moderaci odzyskali więc pozycję drugiej partii, podczas gdy SD spadli na miejsce trzecie. Jest to ważne przede wszystkim dlatego, że kadencja 2022–2026 była pierwszym pełnym testem funkcjonowania Szwedzkich Demokratów jako podmiotu współodpowiedzialnego za kierunek polityki państwa. Nie zasiadali formalnie w rządzie, ale porozumienie z Tidö uczyniło ich niezbędnym zapleczem większości Ulfa Kristerssona. W wyborach 2026 mieli wykonać następny krok – przejść od wpływania na gabinet z zewnątrz do potencjalnego uczestnictwa w nim. Wynik wyborczy osłabił ich pozycję negocjacyjną, choć nie usunął ich z centrum układu politycznego. Jest to interesujący przykład mechanizmu występującego również w innych europejskich systemach partyjnych. Partia protestu po wejściu do realnego systemu współdecydowania zaczyna ponosić koszty odpowiedzialności. Przestaje być wyłącznie odbiorcą społecznego niezadowolenia, ponieważ wyborcy mogą już porównywać jej postulaty z efektami polityki, na którą miała wpływ. W przypadku SD dodatkowym czynnikiem stało się częściowe przejęcie ich agendy przez szwedzki mainstream. W ciągu ostatnich lat zaostrzono politykę migracyjną i azylową, rozbudowano instrumenty walki z przestępczością zorganizowaną oraz zwiększono znaczenie bezpieczeństwa wewnętrznego. Tym samym część problemów, które wcześniej zapewniały SD polityczną odrębność, stała się elementem programu państwa i pozostałych partii prawicy. Reuters wskazuje, że nawet ewentualna zmiana rządu nie oznacza powrotu do wcześniejszego liberalnego modelu polityki migracyjnej.
To prowadzi do jednego z najważniejszych wniosków płynących z tych wyborów. Zmiana większości parlamentarnej nie musi oznaczać symetrycznego odwrócenia polityki państwa. Cztery lata rządów Kristerssona przesunęły punkt równowagi szwedzkiej polityki w kilku zasadniczych dziedzinach. Migracja, bezpieczeństwo wewnętrzne, zwalczanie gangów, obronność i stosunek do NATO funkcjonują dziś w innym otoczeniu politycznym niż jeszcze dekadę temu. Socjaldemokraci również przeszli znaczącą ewolucję w tych kwestiach. W polityce bezpieczeństwa przestrzeń różnicy jest jeszcze mniejsza: członkostwo w NATO, zwiększanie wydatków obronnych oraz wsparcie Ukrainy należą do obszarów szerokiego konsensusu głównych sił politycznych. Paradoks polega zatem na tym, że polaryzacja układu partyjnego może współistnieć z konwergencją części polityk publicznych. Partie ostro konkurują o władzę i różnią się w kwestiach podatkowych, społecznych, klimatycznych czy dotyczących zakresu państwa dobrobytu, ale granice politycznie możliwego przesunęły się wspólnie. Szwedzcy Demokraci mogą więc stracić kilka punktów procentowych poparcia, a jednocześnie pozostawić po sobie trwałą zmianę szwedzkiego mainstreamu. Z punktu widzenia analizy systemu politycznego wpływ partii nie powinien być zatem mierzony wyłącznie liczbą jej mandatów. Może być również mierzony stopniem, w jakim inne partie zaczynają prowadzić politykę w obszarach wcześniej przez nią definiowanych.
Jednocześnie wynik wyborów pokazuje znaczenie małych i średnich ugrupowań. Szczególnie interesujący jest przypadek liberałów. Jeszcze kilka miesięcy przed głosowaniem ich poparcie znajdowało się wyraźnie poniżej czteroprocentowego progu parlamentarnego. Ostatecznie uzyskali około 5,4%. Ich przetrwanie ma znaczenie nieproporcjonalnie duże do skali samej partii. Gdyby liberałowie znaleźli się poza Riksdagiem, rozkład mandatów zmieniłby się zasadniczo. Szwedzki system wyborczy sprawia więc, że przy niemal równych obozach politycznych przekroczenie progu przez niewielką partię staje się wydarzeniem potencjalnie rozstrzygającym o władzy. Mechanizm ten wzmacnia głosowanie strategiczne. Wyborca nie musi głosować wyłącznie na partię, którą preferuje najbardziej; może głosować na ugrupowanie zagrożone wypadnięciem z parlamentu, jeżeli jego obecność jest konieczna do utrzymania całego obozu politycznego. Tym samym czteroprocentowy próg przestaje być wyłącznie technicznym elementem ordynacji. Staje się jednym z centralnych parametrów strategii wyborczej. Przy różnicy około 28 tys. głosów pomiędzy obozami decyzje stosunkowo niewielkiej części elektoratu mogą przesądzić nie tylko o losie jednej partii, lecz o całej konstrukcji parlamentarnej. Analogiczny problem występuje po stronie potencjalnej większości skupionej wokół socjaldemokratów, choć przybiera inną postać. Magdalena Andersson może dysponować większością arytmetyczną, która nie jest jeszcze większością polityczną. Socjaldemokraci, Zieloni, Partia Lewicy i Partia Centrum są zdolni wspólnie pozbawić dotychczasowy obóz większości, ale znacznie trudniejsze jest stworzenie z nich jednolitego zaplecza programu rządowego. Szczególnie istotne są różnice pomiędzy Partią Lewicy i Partią Centrum w sprawach podatków, przedsiębiorczości, własności i zakresu interwencji państwa. Przed wyborami Centrum wykluczało zarówno współpracę ze Szwedzkimi Demokratami, jak i udział Partii Lewicy w rządzie.
Właśnie dlatego rezultat 176:173 – jeżeli zostanie utrzymany – nie rozstrzyga jeszcze najważniejszego problemu. Większość zdolna odsunąć rząd od władzy nie jest automatycznie większością zdolną stworzyć nowy rząd. To rozróżnienie może stać się jednym z głównych problemów szwedzkiej polityki najbliższych tygodni. Socjaldemokraci mogą stanąć przed koniecznością budowania gabinetu mniejszościowego, negocjującego poparcie dla budżetu i kolejnych ustaw z różnymi partnerami. Nie byłoby to zresztą w szwedzkim systemie rozwiązanie nadzwyczajne. Rządy mniejszościowe mają tam długą tradycję. Nowością jest raczej skala wzajemnych ograniczeń nakładanych przez coraz bardziej autonomiczne partie średniej wielkości. W konsekwencji rośnie znaczenie zdolności koalicyjnej jako odrębnego zasobu politycznego. Wynik wyborczy określa liczbę mandatów, ale dopiero możliwość współpracy z innymi ugrupowaniami określa realną wartość tych mandatów. Partia Centrum jest tego szczególnie dobrym przykładem. Jej pozycja ideowa znajduje się pomiędzy tradycyjnymi obozami: gospodarczo pozostaje ugrupowaniem liberalnym, ale jednocześnie konsekwentnie odrzuca współpracę z SD. Może więc stać się jednym z podmiotów decydujących o tym, jakie konfiguracje parlamentarne są możliwe, nawet jeśli sama nie pretenduje do kierowania rządem.
Podobne napięcie występuje na prawicy. Moderaci pozostają partią premiera i ponownie wyprzedzili Szwedzkich Demokratów, ale dotychczasowy model rządzenia nie byłby możliwy bez SD. W ten sposób szwedzka prawica weszła w fazę, w której nie obowiązuje już prosta hierarchia „duża partia centroprawicowa plus mniejsi partnerzy”. Istnieje kilka ośrodków siły posiadających odmienne rodzaje zasobów: Moderaci mają urząd premiera, doświadczenie rządowe i większą zdolność koalicyjną, SD posiadają duży elektorat i zdolność wywierania presji programowej, a mniejsze KD i liberałowie mogą być niezbędne do osiągnięcia parlamentarnej większości.
Wynik wyborów pokazuje więc dalszą erozję dawnego modelu szwedzkiej polityki, ale nie prowadzi jeszcze do powstania nowego stabilnego układu. Dawna oś socjaldemokracja–centroprawica została przecięta przez kolejne podziały: stosunek do SD, politykę migracyjną, kwestie klimatyczne, zakres redystrybucji, stosunek do energetyki jądrowej oraz napięcie pomiędzy liberalizmem gospodarczym i polityką państwa dobrobytu. W efekcie dwa obozy wyborcze nie są dwoma jednolitymi blokami politycznymi. Są raczej konfiguracjami kilku partii, które potrzebują się wzajemnie do zdobycia władzy, ale niekoniecznie posiadają wspólną wizję jej sprawowania. Ma to znaczenie również dla sposobu interpretowania wyniku wyborczego. Pokusa przedstawienia go jako „powrotu lewicy” albo „porażki prawicy” upraszcza sytuację. Socjaldemokraci tracą część poparcia. Szwedzcy Demokraci również tracą. Moderaci odzyskują pozycję drugiej partii, ale ich obóz może stracić władzę. Zieloni zyskują, liberałowie pozostają w parlamencie, a Centrum zwiększa swoją potencjalną wagę negocjacyjną. Nie mamy zatem do czynienia z jednym kierunkiem przepływu elektoratu. Wyborcy dokonali raczej korekty wewnątrz istniejącego systemu niż jego ponownego odwrócenia. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do kolejnej transformacji szwedzkiej polityki. Dotychczas zasadniczym procesem była normalizacja SD i przebudowa prawicy wokół współpracy z tym ugrupowaniem. Kolejnym może być poszukiwanie nowych konfiguracji środka. Przy niemal równym podziale kraju każda partia zdolna przekraczać granicę obozów uzyskuje potencjalnie bardzo dużą premię polityczną. Jednocześnie takie przesunięcie jest niezwykle trudne, ponieważ partie budowały w ostatnich latach swoją tożsamość właśnie poprzez wyznaczanie granic dopuszczalnej współpracy. Szwedzki system znalazł się więc w swoistym paradoksie: arytmetyka zachęca do poszerzania koalicji, podczas gdy logika konkurencji partyjnej skłania do utrzymywania wyraźnych granic między nimi.
Najbliższe dni mogą oczywiście zmienić sam rozkład mandatów. Szwedzka Komisja Wyborcza podkreśla, że obecne dane pozostają wstępne, a ostateczne ustalenie wyniku nastąpi dopiero po zakończeniu pełnego liczenia. Przy tak minimalnej różnicy ostrożność jest szczególnie uzasadniona. W 2022 roku pierwsze powyborcze wskazania również nie oddawały ostatecznego rozstrzygnięcia. Niezależnie jednak od tego, czy ostateczny rezultat wyniesie 176:173, czy przesunie kilka mandatów w przeciwną stronę, najważniejszy polityczny fakt wyborów już jest widoczny. Szwecja nie wraca do dawnego porządku. Wchodzi w system, w którym żadna duża partia nie posiada dominującej pozycji, partie średnie i małe mogą decydować o możliwości utworzenia większości, a rzeczywista władza zależy coraz bardziej od zdolności konstruowania współpracy pomiędzy ugrupowaniami o częściowo sprzecznych interesach. Jednocześnie zasadniczy kurs państwa w polityce bezpieczeństwa, NATO, obronności i wsparcia Ukrainy pozostaje znacznie stabilniejszy niż jego układ partyjny.
To być może najciekawszy rezultat niedzielnego głosowania. Szwedzka polityka stała się mniej przewidywalna w kwestii tego, kto będzie rządził, ale bardziej przewidywalna w części najważniejszych kierunków polityki państwa. Niestabilność konfiguracji parlamentarnej nie musi zatem oznaczać niestabilności strategicznej. Może natomiast oznaczać trudniejsze podejmowanie decyzji dotyczących podatków, polityki społecznej, klimatu, energetyki i sposobu finansowania rozbudowanego państwa dobrobytu. Właśnie na tym polu, a nie w prostym podziale na zwycięstwo lewicy lub prawicy, będzie rozgrywała się kolejna faza szwedzkiej polityki.
