Tomasz Augustyn
Rosja w szwedzkiej kampanii wyborczej to sprawa większa niż jeden polityczny skandal
Portal POLITICO pisze o rosyjskim wątku w końcówce szwedzkiej kampanii wyborczej, co warto czytać znacznie szerzej niż jako opis kolejnej afery personalnej. Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi 13 września 2026 r. do centrum sporu politycznego weszło pytanie o odporność państwa na wpływ rosyjski, wiarygodność ugrupowań aspirujących do udziału w rządzie oraz o to, jak demokracja powinna reagować wtedy, gdy zagrożenie hybrydowe przenika w sferę partyjną, medialną i instytucjonalną. Magdalena Andersson, liderka socjaldemokratów i główna rywalka premiera Ulfa Kristerssona, wykorzystała ujawnione informacje dotyczące osoby związanej ze Szwedzkimi Demokratami do postawienia problemu w kategoriach bezpieczeństwa państwa, a nie zwykłej odpowiedzialności partyjnej. POLITICO opisuje jej żądanie, aby premier wyjaśnił, co wiedział o sprawie i jak ocenia ryzyko związane z potencjalnym przyszłym partnerem koalicyjnym.
Bezpośrednim punktem zapalnym stało się śledztwo fundacji Expo dotyczące Poliny Malaberg, politycznej urzędniczki pracującej od 2024 r. przy przedstawicielach Szwedzkich Demokratów w komisji konstytucyjnej Riksdagu. Według Expo Malaberg przez lata rozpowszechniała prorosyjskie narracje, uczestniczyła w 2017 r. w wyjeździe do Moskwy przedstawianym jako element operacji wpływu mającej legitymizować rosyjski system wyborczy oraz funkcjonowała w środowiskach mających styczność z rosyjskimi podmiotami państwowymi i okołopaństwowymi. Expo zwraca również uwagę na jej relację z Gustavem Gellerbrantem, jednym z kluczowych urzędników Szwedzkich Demokratów odpowiedzialnych za współpracę partii z rządem w ramach porozumienia Tidö. Te ustalenia pochodzą z materiału śledczego Expo i pozostają zarzutami wymagającymi oceny przez właściwe instytucje; nie są równoznaczne z dowodem prowadzenia działalności wywiadowczej.
To rozróżnienie jest fundamentalne. W warunkach kampanii wyborczej łatwo przejść od stwierdzenia, że dana osoba propagowała narracje zgodne z linią Kremla lub utrzymywała ryzykowne kontakty, do tezy o infiltracji całego ugrupowania. Tego dostępny materiał nie dowodzi. Pokazuje natomiast coś innego i potencjalnie równie istotnego: możliwość istnienia podatności instytucjonalnej. Z punktu widzenia kontrwywiadowczego właśnie podatność, a nie formalne członkostwo w obcej siatce, jest często właściwym przedmiotem analizy. Pytanie brzmi wtedy nie tylko: „czy ktoś był agentem?”, lecz również: „do jakich informacji miał dostęp, jakie posiadał kontakty, jakie narracje rozpowszechniał, czy przeszedł odpowiednią weryfikację i czy organizacja, w której funkcjonował, potrafiła prawidłowo zarządzać ryzykiem?”. W tym sensie sprawa dotyka bezpośrednio szwedzkiej transformacji bezpieczeństwa. Szwecja w ciągu zaledwie kilku lat przeszła od państwa pozostającego poza NATO do pełnoprawnego członka Sojuszu, położonego w jednym z najbardziej wrażliwych strategicznie obszarów Europy. Jej znaczenie wynika z położenia wobec Bałtyku, Gotlandii, Finlandii, państw bałtyckich i północnej flanki NATO. Oznacza to, że polityka wewnętrzna, odporność instytucji i bezpieczeństwo informacji mają dziś zupełnie inną wagę niż dekadę wcześniej. Szwedzka służba bezpieczeństwa Säpo poinformowała zaledwie miesiąc przed wyborami o rozbiciu operacji rosyjskiego wywiadu SVR, której celem miało być pozyskiwanie informacji o procesie decyzyjnym oraz umożliwianie działań wpływu dotyczących kwestii polaryzujących, a w dalszej perspektywie podważanie zaufania do Szwecji, NATO i UE. To bardzo ważny kontekst. Sprawa opisywana przez POLITICO nie pojawia się w próżni. Szwedzkie państwo od miesięcy przygotowuje się do wyborów, traktując zagraniczną ingerencję informacyjną jako realne zagrożenie. Premier Kristersson już w lutym zebrał liderów wszystkich ugrupowań parlamentarnych na specjalnym briefingu dotyczącym ochrony wyborów, z udziałem Urzędu Wyborczego, Säpo oraz Agencji Obrony Psychologicznej. Rząd i administracja wyborcza podkreślają jednocześnie, że sam system wyborczy jest odporny, zdecentralizowany i transparentny, a głównym polem ryzyka pozostaje nie tyle fałszowanie głosów, ile oddziaływanie na informację, zaufanie i percepcję procesu politycznego.
Współczesne operacje wpływu nie muszą prowadzić do zmiany pojedynczego wyniku wyborczego. Ich celem może być osłabienie jakości systemu decyzyjnego, zwiększenie polaryzacji, kompromitowanie instytucji, wzmacnianie nieufności między partiami i tworzenie sytuacji, w której każda niewygodna decyzja zaczyna być interpretowana jako rezultat obcej manipulacji. Paradoksalnie więc państwo może zostać osłabione zarówno przez rzeczywistą ingerencję, jak i przez nadmierne upolitycznienie samego oskarżenia o ingerencję. Dlatego odporność demokratyczna wymaga jednocześnie wysokiej czujności i wysokich standardów dowodowych. Szwedzki przypadek jest pod tym względem szczególnie interesujący, ponieważ przez większość kampanii sprawy bezpieczeństwa zewnętrznego pozostawały poza główną osią konfliktu partyjnego. ECFR zwraca uwagę, że istnieje szeroki konsensus co do zagrożenia ze strony Rosji, uczestnictwa w NATO i pomocy Ukrainie; kampania koncentrowała się przede wszystkim na państwie dobrobytu, migracji, przestępczości, energetyce, gospodarce i klimacie. W efekcie rosyjski wątek nie dzieli klasycznie szwedzkiej polityki na obóz bardziej i mniej prorosyjski. Uderza natomiast w wiarygodność bezpieczeństwa konkretnego ugrupowania – Szwedzkich Demokratów – właśnie w momencie, gdy może ono po raz pierwszy uzyskać formalny udział w rządzie.
To nadaje sprawie szczególną wagę. Szwedzcy Demokraci nie są już ugrupowaniem protestu funkcjonującym na obrzeżach systemu. Po wyborach 2022 r. stali się kluczowym parlamentarnym zapleczem centroprawicowego rządu, a w kampanii 2026 r. otwarcie deklarują gotowość do bezpośredniego wejścia do gabinetu. Granica między partią współtworzącą większość parlamentarną a partią obejmującą stanowiska ministerialne jest z punktu widzenia bezpieczeństwa zasadnicza. Uczestnictwo w rządzie oznacza bowiem dostęp do bardziej wrażliwych procesów decyzyjnych, większy kontakt z informacją niejawną oraz bezpośrednią odpowiedzialność za politykę bezpieczeństwa państwa. W tym kontekście nawet pojedynczy przypadek źle zarządzanego ryzyka personalnego staje się problemem ustrojowym. Dlatego reakcja premiera Kristerssona jest równie interesująca jak atak Andersson. Według ostatnich relacji szef rządu uznał, że jeśli przedstawione zarzuty są prawdziwe, osoba objęta sprawą nie powinna pozostać na swoim stanowisku. To pokazuje charakterystyczne napięcie centroprawicy. Kristersson potrzebuje Szwedzkich Demokratów do utrzymania władzy, ale jako premier odpowiada równocześnie za standard bezpieczeństwa całego systemu państwowego. Im bardziej SD stają się normalnym partnerem rządowym, tym mniej mogą być traktowani według łagodniejszych standardów właściwych dla ugrupowania antysystemowego. Instytucjonalizacja partii oznacza również instytucjonalizację odpowiedzialności.
Sama Magdalena Andersson znajduje się natomiast w sytuacji politycznie korzystnej, ale również delikatnej. Sondaże wskazują na przewagę jej centrolewicowego bloku, choć w ostatnich tygodniach różnica wyraźnie zmalała. Najnowszy sondaż Novus daje centrolewicy 50,3 proc., a obozowi rządowemu 47,9 proc. Ważnym elementem jest wzrost notowań liberałów powyżej czteroprocentowego progu wyborczego, co może zasadniczo zmienić arytmetykę mandatów. Kilka dni wcześniej inne badania pokazywały nieco większą przewagę opozycji. Rosyjski wątek może więc wpłynąć na końcówkę kampanii, ale nie należy z góry zakładać, że rozstrzygnie wybory. Istnieje przy tym interesujący paradoks. Jeżeli Andersson nadmiernie wykorzysta sprawę jako typowe narzędzie kampanii, może osłabić ponadpartyjny charakter szwedzkiej polityki bezpieczeństwa. Jeżeli jednak potraktuje ją przede wszystkim jako kwestię standardów instytucjonalnych, może wzmocnić argument, że odporność na rosyjskie wpływy powinna obowiązywać bez względu na przynależność partyjną. Różnica jest zasadnicza. Pierwsza logika mówi: „przeciwnik ma problem z Rosją”. Druga: „każda partia aspirująca do władzy musi posiadać zdolność wykrywania i neutralizowania ryzyk związanych z obcym wpływem”. Z punktu widzenia państwa druga interpretacja jest znacznie dojrzalsza.
Szwecja daje tutaj ciekawą lekcję całej Europie. Przez lata bezpieczeństwo demokratyczne kojarzono przede wszystkim z zabezpieczeniem lokali wyborczych, urn, procedur liczenia głosów i finansowania kampanii. Dziś to za mało. Bezpieczeństwo wyborów obejmuje także ochronę informacji, odporność partii politycznych, transparentność kontaktów zagranicznych, bezpieczeństwo personelu politycznego, odporność mediów, zdolność rozpoznawania operacji narracyjnych oraz ochronę przed cyberatakami i manipulacją w mediach społecznościowych. Szwedzki Urząd Wyborczy otrzymał przed wyborami 2026 r. rozszerzoną odpowiedzialność za analizę zagrożeń, koordynację zabezpieczeń i monitorowanie m.in. dezinformacji. To oznacza przejście od ochrony samego aktu głosowania do ochrony całego środowiska, w którym wyborca podejmuje decyzję. Jeszcze ważniejsza jest kwestia odporności partii politycznych. Są one jednym z najbardziej niedocenianych elementów infrastruktury krytycznej demokracji. Formalnie pozostają organizacjami politycznymi, nie organami państwa. Faktycznie jednak produkują kadry ministerialne, tworzą programy bezpieczeństwa, prowadzą negocjacje koalicyjne, posiadają dostęp do parlamentarnej dokumentacji, uczestniczą w komisjach i tworzą zaplecze eksperckie dla rządu. Państwo może posiadać bardzo dobrze zabezpieczone ministerstwa, a jednocześnie pozostawać podatne poprzez partie, fundacje, think tanki, asystentów parlamentarnych i nieformalnych doradców. To właśnie te „strefy pośrednie” są szczególnie atrakcyjne dla operacji wpływu.
Rosyjskie działania w Europie od lat wykorzystują podobny mechanizm. Celem nie zawsze jest budowanie jawnie prorosyjskiej siły politycznej. Znacznie skuteczniejsze bywa wspieranie narracji, środowisk i konfliktów, które z rosyjskiego punktu widzenia zwiększają koszty funkcjonowania europejskich demokracji: podważają zaufanie do instytucji, UE i NATO, pogłębiają konflikty dotyczące migracji, wojny, energii czy tożsamości i utrudniają osiąganie strategicznych kompromisów. Säpo opisując sierpniową operację SVR wprost wskazywało zainteresowanie tematami polaryzującymi, szwedzkim wsparciem Ukrainy, polityką NATO i UE oraz zdolnościami wojskowymi kraju. Stąd płynie szerszy wniosek, że współczesna ingerencja polityczna polega coraz mniej na „przekonywaniu ludzi do Rosji”, a coraz bardziej na zwiększaniu entropii systemu demokratycznego. Moskwa nie musi doprowadzić do wyboru własnego kandydata. Wystarczy, że państwo staje się bardziej spolaryzowane, mniej zdolne do podejmowania decyzji, bardziej nieufne wobec swoich instytucji i bardziej podatne na wewnętrzne konflikty. Wówczas cele strategiczne można osiągać pośrednio. Z tej perspektywy równie niebezpieczne jak brak reakcji byłoby stworzenie atmosfery, w której dowolnego politycznego przeciwnika można łatwo określić mianem rosyjskiego narzędzia wpływu. To również niszczyłoby zaufanie. Dlatego demokratyczna odporność powinna opierać się na instytucjach, procedurach bezpieczeństwa, audytowalnych faktach i odpowiedzialności organizacyjnej, a nie jedynie na medialnym oskarżeniu. Szwedzkie przygotowania do wyborów są właśnie próbą pogodzenia tych dwóch wymagań: uznania zagrożenia za realne bez delegitymizowania samego procesu wyborczego. Co znamienne, po wcześniejszej ocenie ODIHR uznało, że szwedzka administracja wyborcza posiada wysoki poziom zaufania i jest zdolna przeprowadzić wybory niezależnie i transparentnie.
Dla Polski przypadek szwedzki powinien być szczególnie interesujący. Nasza ekspozycja na rosyjskie działania jest co najmniej równie wysoka, a stopień wewnętrznej polaryzacji politycznej znacznie większy. Oznacza to, że rosyjska strategia nie musi polegać na tworzeniu w Polsce jawnej opcji prorosyjskiej. Znacznie bardziej racjonalne jest wzmacnianie konfliktów już istniejących: wokół Ukrainy, migracji, UE, relacji polsko-ukraińskich, kosztów obronności, energii, uchodźców czy społecznych kosztów wojny. W takim środowisku kluczowe staje się nie tylko tropienie dezinformacji w internecie, lecz podnoszenie standardów bezpieczeństwa całego procesu politycznego. Dotyczy to również poziomu regionalnego i lokalnego. Operacje wpływu nie muszą koncentrować się wyłącznie na parlamentach i rządach. Regiony posiadają wiedzę o infrastrukturze krytycznej, portach, energetyce, transporcie, inwestycjach, ochronie ludności i zapleczu logistycznym. Samorządy, przedsiębiorstwa komunalne, porty, uczelnie i organizacje gospodarcze uczestniczą w systemach o rosnącym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Im większe znaczenie strategiczne Bałtyku i północnej flanki NATO, tym bardziej również regionalna przestrzeń informacyjna, kadrowa i instytucjonalna staje się potencjalnym obiektem zainteresowania obcych służb.
W tym kontekście szczególnie ważna jest zmiana myślenia o bezpieczeństwie. Nie wystarczy ochrona budynków, sieci teleinformatycznych i dokumentów niejawnych. Trzeba chronić również proces podejmowania decyzji. Jeśli ktoś może wpływać na sposób formułowania problemu, selekcję informacji przekazywanych politykom, dobór ekspertów, narrację publiczną albo personalne relacje wewnątrz instytucji, może oddziaływać na państwo bez przełamywania żadnego fizycznego zabezpieczenia. Szwedzki przypadek przypomina więc o ważnej zasadzie: najbardziej wrażliwym elementem bezpieczeństwa demokratycznego nie zawsze jest urna wyborcza. Często jest nim infrastruktura relacji wokół ludzi, którzy podejmują decyzje.
Sprawa opisywana przez POLITICO będzie miała znaczenie niezależnie od tego, czy wpłynie na wynik wyborów 13 września. Jeśli zarzuty wobec osoby związanej ze Szwedzkimi Demokratami zostaną potwierdzone w istotnej części, pojawi się pytanie o jakość procedur bezpieczeństwa w partii aspirującej do udziału w rządzie. Jeśli nie zostaną potwierdzone, pozostanie pytanie o sposób odpowiedzialnego komunikowania podejrzeń dotyczących obcej ingerencji w czasie kampanii. W obu wariantach przedmiotem sprawdzianu jest odporność instytucjonalna. Lekcja z tej historii wykracza więc daleko poza Szwecję. W epoce wojny hybrydowej partie polityczne, media, think tanki, personel parlamentarny, eksperci i sieci społeczne stają się częścią systemu bezpieczeństwa państwa, choć formalnie nie należą do tradycyjnej infrastruktury bezpieczeństwa. Demokracja może być odporna proceduralnie, a zarazem podatna relacyjnie. Ta relacyjna podatność staje się jednym z najważniejszych pól współczesnej rywalizacji z Rosją. Nie chodzi wyłącznie o to, czy Moskwa potrafi wpłynąć na wynik wyborów. W istocie stara się ona wejść pomiędzy społeczeństwo, partie i państwo na tyle głęboko, aby osłabić zdolność demokracji do wspólnego rozpoznawania zagrożeń i podejmowania decyzji. Szwecja potraktowała to zagrożenie jako problem bezpieczeństwa państwa jeszcze przed rozpoczęciem decydującej fazy kampanii.
