Tomasz Augustyn
Wyłączony zakład w Lubminie, dawniej obsługujący Nord Stream 1, ma trafić na Ukrainę mimo protestów części mieszkańców i polityków.
Plan przekazania wyłączonej z użytkowania elektrowni gazowej w Lubminie stronie ukraińskiej wywołał w północno-wschodnich Niemczech szeroką debatę polityczną i gospodarczą. Chodzi o instalację zlokalizowaną przy punkcie odbioru gazociągu Nord Stream 1, która przez lata była elementem infrastruktury odpowiedzialnej za obsługę rosyjskiego gazu przesyłanego do Niemiec przez Morze Bałtyckie. Obiekt, mimo że technicznie pozostaje sprawny, od kilku lat nie pracuje i obecnie ma zostać zdemontowany, a następnie przewieziony na Ukrainę jako forma wsparcia dla tamtejszego sektora energetycznego. Decyzja ta spotyka się jednak z rosnącym sprzeciwem części lokalnych środowisk, które uważają, że zakład powinien zostać zachowany w regionie albo ponownie wykorzystany na potrzeby niemieckiego systemu energetycznego.
Elektrociepłownia powstała w 2013 roku na terenie portu przemysłowego w Lubminie, w powiecie Vorpommern-Greifswald. Jej podstawowym zadaniem było dostarczanie energii elektrycznej oraz ciepła technologicznego potrzebnego do obsługi rosyjskiego gazu wtłaczanego do niemieckiej sieci przesyłowej. Funkcjonowanie instalacji było więc ściśle związane z działalnością Nord Stream 1. Sytuacja zmieniła się całkowicie jesienią 2022 roku, kiedy przesył gazu z Rosji został zatrzymany. W efekcie gwałtownie spadło zapotrzebowanie na ciepło technologiczne, a dalsza eksploatacja zakładu przestała mieć ekonomiczne uzasadnienie. Spółka Sefe Securing Energy for Europe GmbH z Berlina, będąca pośrednio własnością niemieckiego rządu federalnego, podkreśla, że analizowano różne możliwości dalszego wykorzystania obiektu, jednak żadna z nich nie okazała się realna pod względem finansowym. Rzecznik firmy Christoph Gottstein wskazywał, że wszystkie próby sprzedaży elektrowni zakończyły się niepowodzeniem, a brak odbiorców ciepła definitywnie przesądził o zakończeniu działalności instalacji w 2023 roku.
Zakład posiada moc wynoszącą 84 megawaty, choć jego rzeczywista moc znamionowa netto to jedynie 38,2 megawata. Na tle nowoczesnych elektrowni gazowych, które obecnie osiągają poziom od 500 do nawet 800 megawatów, obiekt w Lubminie uznawany jest za stosunkowo niewielki i technologicznie mniej konkurencyjny. Elektrownia zajmuje teren o powierzchni około 2500 metrów kwadratowych w obrębie portu przemysłowego. Według przedstawicieli Sefe przekazanie instalacji Ukrainie ma być bardziej racjonalnym rozwiązaniem niż jej kosztowna likwidacja i zezłomowanie. Firma argumentuje, że demontaż obiektu i oddanie go ukraińskiemu operatorowi energetycznemu nie przyniesie większych strat finansowych niż całkowite usunięcie infrastruktury, a jednocześnie pozwoli wesprzeć odbudowę systemu energetycznego Ukrainy, regularnie niszczonego wskutek działań wojennych. Zgodnie z planami rozbiórka ma rozpocząć się jeszcze przed końcem lata, a transport urządzeń ma zostać przeprowadzony możliwie dyskretnie.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w Lubminie rozważana jest jednocześnie budowa nowej, znacznie większej elektrowni gazowej o mocy około 500 megawatów. Część komentatorów uważa więc, że usunięcie starej instalacji może stanowić przygotowanie terenu pod nową inwestycję energetyczną. Mimo to decyzja wywołuje silne emocje społeczne. W regionie nadal żywe są skojarzenia związane z uszkodzeniem gazociągów Nord Stream we wrześniu 2022 roku. W debacie publicznej pojawiają się przypuszczenia, że za sabotaż mogły odpowiadać podmioty działające w interesie Ukrainy, co dodatkowo zaostrza reakcje części mieszkańców wobec planu przekazania elektrowni właśnie temu państwu.
Najostrzejszą krytykę formułuje AfD, określając całą operację mianem „absurdu”. Partia argumentuje, że sprawna technicznie elektrownia nie powinna opuszczać regionu, ponieważ Lubmin posiada strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Zdaniem polityków ugrupowania likwidacja obiektu osłabi potencjał gospodarczy i energetyczny tej lokalizacji. AfD domaga się od władz landowych oraz rządu federalnego podjęcia działań mających zablokować demontaż instalacji. Wskazuje również, że skoro spółka Sefe pozostaje pośrednio kontrolowana przez państwo niemieckie, rząd ma instrumenty pozwalające zatrzymać realizację projektu. Krytyczne stanowisko prezentują także niektórzy przedstawiciele lokalnego biznesu. Gerold Jürgens, stojący na czele Stowarzyszenia Biznesu Pomorza Zachodniego, podkreślał, że przedsiębiorcy woleliby zachowanie elektrowni w regionie, natomiast burmistrz Lubmina Axel Vogt ostrzegał przed możliwością wybuchu protestów społecznych związanych z przekazaniem instalacji Ukrainie. Obawy te wynikają przede wszystkim z napiętej atmosfery politycznej i emocjonalnego stosunku części mieszkańców do sprawy Nord Stream oraz wojny rosyjsko-ukraińskiej.
