Tomasz Augustyn
Do powstania gabinetu nie jest konieczne rozwiązanie wszystkich konfliktów, ale znalezienie formuły, która pozwoli przynajmniej część z nich przełożyć z konfliktu o władzę na negocjacje dotyczące konkretnych decyzji.
Czwartkowa (w dniu 17 września) rezygnacja Ulfa Kristerssona z funkcji premiera roku zamyka pierwszy etap powyborczego procesu w Szwecji, ale nie oznacza jeszcze przesądzenia kształtu następnego rządu. Warto przy tym precyzyjnie rozróżnić wynik wyborczy od wyniku procedury tworzenia gabinetu. Po zakończeniu dodatkowego liczenia głosów szwedzki Urząd Wyborczy podał zaktualizowany wynik wstępny, zgodnie z którym cztery partie opozycyjne skupione wokół socjaldemokratów dysponują 176 mandatami, a dotychczasowy obóz rządowy 173. Formalne zatwierdzenie wyniku nastąpi dopiero po zakończeniu ostatecznego liczenia. Kristersson zdecydował się jednak nie czekać na tę procedurę i złożył dymisję, co uruchomiło konstytucyjny mechanizm formowania nowego rządu.
Ta decyzja zmienia charakter sytuacji politycznej. Do 17 września zasadniczym przedmiotem obserwacji było ustalenie, który z dwóch układów parlamentarnych uzyska przewagę mandatową. Od momentu rezygnacji Kristerssona pytanie jest inne: nie kto uzyskał więcej mandatów, lecz jaki rząd może zostać zaakceptowany przez nowy Riksdag. W szwedzkich warunkach są to dwie odrębne kwestie. Mechanizm tworzenia rządu został skonstruowany w taki sposób, aby umożliwiać funkcjonowanie gabinetów, które nie posiadają własnej większości bezwzględnej. To właśnie ten element instytucjonalny może okazać się kluczowy dla interpretacji obecnej sytuacji. Szwecja stosuje bowiem zasadę negatywnego parlamentaryzmu. Kandydat na premiera przedstawiony przez przewodniczącego Riksdagu nie potrzebuje 175 głosów poparcia. Jego kandydatura zostaje odrzucona dopiero wtedy, gdy co najmniej 175 spośród 349 deputowanych zagłosuje przeciw. Wstrzymanie się od głosu nie działa więc przeciw kandydatowi – oznacza w praktyce tolerowanie powstania rządu bez udzielania mu politycznego poparcia. Jest to zasadnicza właściwość szwedzkiego systemu i powoduje, że arytmetyka 176 do 173 nie musi zostać bezpośrednio przełożona na skład gabinetu. Z tego punktu widzenia termin „zwycięstwo lewicy”, pojawiający się w części relacji medialnych, jest jedynie skrótem. Przewagę parlamentarną uzyskała grupa czterech ugrupowań, które łączyła przede wszystkim alternatywa wobec dotychczasowego układu rządowego. Znajdująca się w niej Partia Centrum jest ugrupowaniem liberalnym gospodarczo i konsekwentnie sprzeciwia się udziałowi Partii Lewicy w przyszłym rządzie. Partia Lewicy z kolei deklaruje zainteresowanie formalnym udziałem w gabinecie. Jeszcze po wyborach przedstawiciele obu ugrupowań publicznie podtrzymywali te stanowiska.
Nie oznacza to jednak, że warunkiem powołania nowego rządu jest rozwiązanie wszystkich tych sprzeczności poprzez stworzenie czteropartyjnej koalicji. Tutaj właśnie znaczenia nabiera negatywny parlamentaryzm. Dla Magdaleny Andersson zasadniczym zadaniem nie musi być zbudowanie koalicji posiadającej 176 głosów aktywnego poparcia. Wystarczający może okazać się taki układ, w którym część ugrupowań wejdzie do rządu, a pozostałe zgodzą się nie tworzyć większości zdolnej do jego zablokowania. Dlatego obok negocjowania składu gabinetu równie ważne stają się rozmowy o warunkach tolerowania rządu: budżecie, konkretnych reformach, procedurach konsultacyjnych i granicach swobody przyszłego premiera. Rezygnacja Kristerssona uruchomiła właśnie tę fazę. 18 września przewodniczący Riksdagu Andreas Norlén rozpoczął indywidualne rozmowy z przedstawicielami ugrupowań parlamentarnych, zaczynając od Magdaleny Andersson. Jego zadaniem nie jest skonstruowanie większości koalicyjnej w klasycznym rozumieniu, lecz ustalenie, który kandydat ma największą szansę nie spotkać się z większościowym sprzeciwem parlamentu. Obecny przewodniczący może rozpocząć prace przygotowawcze, natomiast nowo wybrany Riksdag wybierze po swoim zebraniu przewodniczącego izby, który – jeśli nastąpi zmiana na tym stanowisku – przejmie dalsze prowadzenie procedury.
Nie występuje przy tym próżnia władzy. Po przyjęciu dymisji premiera przewodniczący Riksdagu zwolnił Kristerssona i ministrów z obowiązków, jednak pozostają oni na stanowiskach do czasu zaprzysiężenia następnego gabinetu. Rząd działa teraz jako regering övergångsvis, czyli gabinet przejściowy. Może prowadzić bieżące sprawy państwa i podejmować decyzje pilne. Jedynym wyraźnym konstytucyjnym zakazem jest możliwość samodzielnego zarządzenia przedterminowych wyborów; zgodnie z utrwaloną praktyką gabinet przejściowy powstrzymuje się również od inicjowania spraw wyraźnie politycznie kontrowersyjnych. Administracja państwowa, realizacja wcześniej przyjętych decyzji oraz obsługa spraw międzynarodowych mogą natomiast funkcjonować bez przerwy. To ważna cecha szwedzkiego modelu ustrojowego. Potencjalnie długotrwałe negocjacje rządowe nie oznaczają automatycznie paraliżu państwa. Wyraźnie rozdzielone są dwa poziomy funkcjonowania: ciągłość instytucjonalna administracji oraz polityczna zdolność nowego rządu do podejmowania nowych zobowiązań. W okresie przejściowym pierwsza zostaje zachowana, druga jest świadomie ograniczana. Pozwala to znosić długie okresy negocjacji parlamentarnych przy relatywnie niewielkim ryzyku destabilizacji bieżącego działania państwa. Procedura ma jednak swoje ramy. Nowo wybrany Riksdag rozpocznie pracę pod koniec września, a najwcześniejszy termin wyboru nowego premiera przypada po otwarciu nowej sesji parlamentarnej 29 września. Przewodniczący Riksdagu może przedstawić kolejno cztery kandydatury. Jeżeli wszystkie cztery zostaną odrzucone przez większość izby, konieczne jest przeprowadzenie przedterminowych wyborów w ciągu trzech miesięcy. Taki scenariusz jest elementem konstrukcji ustrojowej, a nie obecnie przesądzonym kierunkiem rozwoju sytuacji.
Najbardziej praktycznym testem nowego układu parlamentarnego może być jednak nie samo głosowanie nad premierem, ale budżet państwa na 2027 rok. To właśnie tutaj ujawni się różnica pomiędzy zdolnością do tolerowania określonego gabinetu a zdolnością do wspólnego podejmowania decyzji finansowych. W roku wyborczym szwedzkie przepisy przesuwają termin przedstawienia projektu budżetu. Nowy gabinet powinien przedłożyć go w ciągu trzech tygodni od objęcia urzędu, a w 2026 roku ostateczny termin przypada 12 listopada. Oznacza to, że przyszły premier będzie miał stosunkowo niewiele czasu na przełożenie porozumienia umożliwiającego utworzenie rządu na wspólny program finansowy. To jakościowo trudniejsze zadanie. Wstrzymanie się od głosu podczas wyboru premiera może być decyzją proceduralną. Budżet wymaga natomiast rozstrzygnięć dotyczących podziału środków, podatków, wydatków społecznych, inwestycji, polityki energetycznej i klimatycznej. Właśnie dlatego o rzeczywistym charakterze nowego układu politycznego więcej może powiedzieć pierwsza jesienna procedura budżetowa niż sama lista ministrów.
Z punktu widzenia analizy państwa szwedzkiego obecny moment jest interesujący również dlatego, że sprawdza w praktyce zdolność systemu do oddzielenia wyborczego rozstrzygnięcia, tworzenia rządu i zdolności rządzenia. Wyborcy dokonali podziału mandatów. Kristersson uznał, że po tym rozstrzygnięciu nie powinien dalej zabiegać o potwierdzenie mandatu swojego gabinetu i uruchomił procedurę zmiany władzy. Teraz system parlamentarny musi przetworzyć rezultat wyborów w konstrukcję, która będzie zdolna nie tylko uzyskać akceptację Riksdagu, lecz także przeprowadzać budżet i kolejne ustawy. Nie należy zatem utożsamiać dymisji Kristerssona z zakończeniem procesu zmiany władzy. Jest ona raczej przejściem od fazy wyborczej do fazy instytucjonalnej. Najważniejszym zasobem politycznym w tej drugiej fazie nie jest już liczba głosów zdobytych 13 września, lecz zdolność do stworzenia takiej architektury współpracy, w której co najmniej 175 parlamentarzystów nie będzie gotowych jej zablokować. Dopiero później pojawi się trudniejsze kryterium – możliwość zgromadzenia wystarczającego poparcia dla konkretnych decyzji. W tym sensie najbliższe tygodnie będą testem nie tylko partii politycznych, lecz również samej konstrukcji szwedzkiego parlamentaryzmu. System negatywnego poparcia został stworzony właśnie po to, aby umożliwiać powstawanie rządów w sytuacji fragmentaryzacji parlamentu i braku oczywistej większości pozytywnej. Obecna konfiguracja pokazuje jego logikę wyjątkowo wyraźnie. Do powstania gabinetu nie jest konieczne rozwiązanie wszystkich konfliktów pomiędzy ugrupowaniami, ale konieczne jest znalezienie takiej formuły, która pozwoli przynajmniej część z nich przełożyć z konfliktu o władzę na negocjacje dotyczące konkretnych decyzji.
Dla partnerów Szwecji istotne jest przy tym odróżnienie okresowej niepewności co do składu przyszłego rządu od nieciągłości funkcjonowania państwa. Gabinet przejściowy pozostaje odpowiedzialny za bieżące i pilne sprawy, administracja działa nadal, a konstytucyjny harmonogram określa kolejne etapy procesu. Szwecja weszła więc nie w okres bezwładu, lecz w ściśle uregulowaną fazę negocjowania nowego centrum decyzyjnego. Jej rezultatem będzie nie tylko odpowiedź na pytanie, kto obejmie urząd premiera, ale przede wszystkim ustalenie jakiego rodzaju parlamentarnego kontraktu będzie wymagało rządzenie krajem w kadencji 2026–2030.
