Zbigniew Jagniątkowski

Jeżeli państwo decyduje się na głęboką transformację energetyczną i środowiskową, musi równocześnie stworzyć warunki, w których przemysł – zwłaszcza w regionach o trudniejszym punkcie wyjścia – będzie miał realną szansę dostosowania się i rozwoju.

Dane dotyczące kondycji przemysłu w województwie zachodniopomorskim nie pozostawiają złudzeń: stoimy wobec barier, których nie sposób przełamać wyłącznie przedsiębiorczością, kreatywnością czy lokalnym zaangażowaniem. Produkcja sprzedana regionu pozostaje umiarkowana w skali kraju, a wydajność pracy – istotnie niższa od średniej krajowej. To nie jest kwestia chwilowej dekoniunktury ani braku inicjatywy po stronie przedsiębiorców. Na obecny stan rzeczy składa się kompleks czynników historycznych, decyzji gospodarczych podejmowanych przez dekady, przestrzennej struktury państwa, koncentracji kapitału w kilku metropoliach oraz długotrwałych procesów deindustrializacji. Dziś jednak najważniejszym czynnikiem determinującym perspektywy rozwoju przemysłu jest koszt energii.

Polska i Europa podążają w kierunku określonej wizji zarządzania zasobami i relacji ze środowiskiem. Transformacja energetyczna, dekarbonizacja, wzrost wymogów regulacyjnych – to procesy o charakterze strategicznym, których sensu nie sposób negować. Mają one jednak bardzo konkretne konsekwencje dla produkcji przemysłowej, zwłaszcza tej energochłonnej. Wzrost cen energii elektrycznej i kosztów uprawnień do emisji CO₂ przekłada się bezpośrednio na konkurencyjność zakładów produkcyjnych. W regionach o silnym zapleczu kapitałowym i technologicznej przewadze skutki te mogą być amortyzowane przez skalę działalności i wyższą wartość dodaną. W województwie zachodniopomorskim sytuacja wygląda inaczej.

Pomorze Zachodnie znajduje się dziś w szczególnie trudnym położeniu. Jeśli spojrzeć na kluczowe czynniki kształtujące siłę przemysłu – dostęp do taniej energii, zaplecze technologiczne, koncentrację kapitału, infrastrukturę przemysłową, silne tradycje branżowe oraz zasoby wyspecjalizowanych kadr – w wielu z nich startujemy z pozycji słabszej niż regiony centralne czy południowe. Nie mamy realnego pola manewru w zarządzaniu kosztami energii. Nie jesteśmy w stanie w krótkim czasie zbudować przewagi konkurencyjnej w sektorach wymagających wieloletniego zaplecza badawczo-rozwojowego i głębokich tradycji przemysłowych. Nie możemy liczyć na gwałtowny, cudowny przełom technologiczny, który jednym ruchem odwróci strukturę gospodarczą regionu. W takich warunkach trudno mówić o równorzędnej konkurencji.

Jeżeli mielibyśmy realnie wrócić na wyższe miejsce w gospodarczym porządku państwa, naturalnym kierunkiem byłaby reaktywacja produkcji stoczniowej na większą skalę. To branża zakorzeniona historycznie, osadzona w strukturze przestrzennej regionu, powiązana z infrastrukturą portową i kompetencjami, które wciąż częściowo istnieją. Jednak właśnie przemysł stoczniowy, jako energochłonny i kapitałochłonny, szczególnie silnie odczuwa skutki nowej polityki energetycznej. Powstaje zamknięte koło: aby odbudować potencjał, potrzebujemy stabilnych warunków kosztowych i wsparcia inwestycyjnego; aby takie wsparcie uzasadnić, musimy wykazać trwałą konkurencyjność. W realiach wysokich cen energii i rosnących obciążeń regulacyjnych to zadanie ponad siły pojedynczych podmiotów.

Nie chodzi o litość ani o szczególne przywileje. Chodzi o elementarną spójność polityki państwa. Nie da się równocześnie realizować wszystkich ambitnych celów transformacyjnych i pozostawić przemysłu bez narzędzi adaptacyjnych. Jeżeli jako państwo przyjmujemy, że priorytetem jest obniżenie emisyjności, stabilność relacji ze środowiskiem i przebudowa miksu energetycznego, to równolegle musimy zaoferować przemysłowi – zwłaszcza w regionach peryferyjnych – inne instrumenty wsparcia.

W sektorze stoczniowym na całym świecie stosuje się ograniczoną, ale ukierunkowaną interwencję państwa. Może ona przyjmować formę gwarancji kredytowych dla kontraktów, preferencyjnych mechanizmów finansowania dużych projektów, wykorzystania infrastruktury państwowej w sposób obniżający koszty działalności czy wsparcia zamówień publicznych. Szczególnym kierunkiem mogłoby być szersze otwarcie na produkcję o przeznaczeniu militarnym – tam, gdzie państwo samo jest kluczowym zamawiającym, a bezpieczeństwo narodowe uzasadnia długofalowe kontrakty i stabilność portfela zamówień. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu gospodarkach rynkowych i nie stoją w sprzeczności z zasadami konkurencji, o ile są przejrzyste i proporcjonalne.

Państwowa infrastruktura – porty, tereny stoczniowe, zaplecze logistyczne – powinna być tym bardziej użyteczna dla biznesu, im wyższe są systemowe koszty energii i regulacji. W grę wchodzą również instrumenty podatkowe, wsparcie inwestycji w efektywność energetyczną, rozwój lokalnych źródeł energii dla przemysłu czy specjalne programy modernizacyjne współfinansowane ze środków krajowych i europejskich. Wszystko to przy zachowaniu rygorów wolnego rynku i zasad przejrzystości – ale z pełną świadomością, że konkurencja międzynarodowa nie toczy się w próżni regulacyjnej.

Pomorze Zachodnie nie oczekuje uprzywilejowania. Oczekuje uczciwości i konsekwencji w prowadzeniu polityki gospodarczej. Jeżeli państwo decyduje się na głęboką transformację energetyczną i środowiskową, musi równocześnie stworzyć warunki, w których przemysł – zwłaszcza w regionach o trudniejszym punkcie wyjścia – będzie miał realną szansę dostosowania się i rozwoju. Nie da się przeprowadzić wszystkich gruntownych przemian jednocześnie, nie oferując sektorom wrażliwym żadnych instrumentów osłonowych i rozwojowych. W przeciwnym razie ambicje modernizacyjne mogą paradoksalnie utrwalić peryferyjność tych części kraju, które najbardziej potrzebują nowego impulsu. A na to – jako państwo – nie możemy sobie pozwolić.