Polska obecność na Filipinach powinna być budowana jako proces mierzony dekadą a nie seria rocznych projektów.

Rywalizacja o wpływy na Filipinach dobrze pokazuje zmianę zachodzącą w całym Indo-Pacyfiku. Państwa regionu nie są już jedynie odbiorcami polityki prowadzonej przez największe mocarstwa. Coraz częściej próbują dywersyfikować relacje, wykorzystywać konkurencję pomiędzy partnerami i ograniczać uzależnienie od jednego centrum politycznego lub gospodarczego. W przypadku Filipin jest to szczególnie widoczne. Stany Zjednoczone pozostają najważniejszym sojusznikiem bezpieczeństwa, a współpraca wojskowa jest intensyfikowana. Chiny są zarazem potężnym partnerem gospodarczym i źródłem narastającej presji w sporach dotyczących Morza Południowochińskiego. Manila znajduje się więc pomiędzy dwoma mocarstwami oferującymi zasoby, bezpieczeństwo, inwestycje i dostęp do rynku, ale jednocześnie realizującymi własne strategiczne interesy. Filipińska polityka coraz wyraźniej odpowiada na tę sytuację dywersyfikacją partnerów.

Dlatego nie warto sprowadzać amerykańskiego i chińskiego zaangażowania do prostego obrazu dwóch identycznych form dominacji. Amerykańska obecność opiera się przede wszystkim na formalnym sojuszu obronnym, porozumieniach wojskowych i rosnącej interoperacyjności sił zbrojnych. W 2026 r. współpraca ta nadal jest pogłębiana. Chiny wykorzystują natomiast przede wszystkim ciężar gospodarczy, inwestycyjny i handlowy, jednocześnie prowadząc znacznie bardziej konfrontacyjną politykę na morzu. Z filipińskiej perspektywy wspólnym problemem pozostaje jednak asymetria: relacja z mocarstwem zawsze oznacza ryzyko, że potrzeby mniejszego partnera zostaną podporządkowane logice globalnej rywalizacji.

W tej przestrzeni pojawia się możliwość dla Europy. Jej przewaga nie musi polegać na próbie dorównania Chinom skalą szybkiego finansowania ani Stanom Zjednoczonym potencjałem militarnym. Europa może zaproponować inny model obecności: wolniejszy, mniej spektakularny, ale bardziej partnerski i instytucjonalny. Taki kierunek nie jest jedynie postulatem. W czerwcu 2026 r. Rada UE ponownie określiła Global Gateway jako strategię opartą na wzajemnie korzystnych partnerstwach, lokalnej własności projektów oraz uzgadnianiu ich z władzami, biznesem i społeczeństwem obywatelskim państw partnerskich. W lipcu relacje UE–Filipiny zostały podniesione do poziomu Enhanced Partnership, obejmującego bezpieczeństwo, handel, zieloną i cyfrową transformację, dobre rządzenie, praworządność, prawa człowieka oraz kontakty międzyludzkie. Filipiny mogą być więc interesującym testem europejskiego modelu ekspansji gospodarczej. Nie ekspansji rozumianej jako zdobywanie przestrzeni wpływów, lecz jako budowanie trwałej obecności poprzez relacje, kompetencje, instytucje i wzajemne korzyści. W takim modelu czas nie jest słabością. Staje się jednym z podstawowych aktywów. Zaufania do partnera, znajomości lokalnego rynku, kontaktów pomiędzy przedsiębiorcami, zdolności poruszania się w miejscowym systemie administracyjnym czy reputacji nie można kupić pojedynczą misją gospodarczą. Powstają przez kolejne spotkania, wspólne przedsięwzięcia, dotrzymywanie zobowiązań i obecność także wtedy, kiedy nie prowadzi ona natychmiast do kontraktu.

Dla Polski jest to szczególnie interesująca perspektywa. Nie dysponujemy (na razie?) zasobami pozwalającymi konkurować na Filipinach poprzez wielkie państwowe pakiety inwestycyjne. Nie mamy również politycznego ani gospodarczego powodu, aby próbować tworzyć własną miniaturę polityki mocarstwowej. Możemy natomiast wykorzystać cechy, które w relacji z państwem takim jak Filipiny mogą okazać się zaletą: brak historycznego obciążenia kolonialnego, członkostwo w Unii Europejskiej, relatywnie wysoka wiarygodność technologiczna i przemysłowa, doświadczenie transformacji gospodarczej, rozwinięty sektor MŚP oraz kompetencje w dziedzinach, których filipińska gospodarka będzie potrzebowała coraz więcej. Rynek filipiński jest przy tym wystarczająco duży, aby traktować go poważnie. Handel towarowy w relacji UE–Filipiny osiągnął w 2025 r. 17,6 mld euro, handel usługami wyniósł 10,3 mld euro w 2024 r., a wartość zasobu unijnych inwestycji bezpośrednich na Filipinach sięgała 15,4 mld euro. Trwają również negocjacje kompleksowej umowy o wolnym handlu. Filipiny nie są więc egzotycznym rynkiem peryferyjnym. Są ponadstumilionową gospodarką Azji Południowo-Wschodniej, której znaczenie będzie rosło wraz z przesuwaniem światowego centrum gospodarczego w stronę Indo-Pacyfiku.

W tym kontekście doświadczenia zdobywane obecnie przez przedsiębiorców z Pomorza Zachodniego nabierają znaczenia większego niż efekty pojedynczej misji gospodarczej. W marcu 2026 r. siedem przedsiębiorstw z regionu reprezentujących m.in. branże morską, portową, stoczniową i budowlaną uczestniczyło w misji na Filipiny, prezentując ofertę podczas Philippine Ports and Logistics oraz WORLDBEX. Były wśród nich Elektryka Morska, Slipform, NAVMAR, JPP Marine, Phoenix Poland, Wojnarowski & Partners i Inter-metal. Nie należy mierzyć znaczenia takiego przedsięwzięcia wyłącznie liczbą podpisanych bezpośrednio po nim kontraktów. Wchodzenie na odległy rynek zaczyna się od zgromadzenia wiedzy, zbudowania kontaktów, rozpoznania lokalnych procedur, partnerów, potrzeb technologicznych i sposobu prowadzenia biznesu. Co więcej, pierwsze działania zaczynają tworzyć ciągłość. W następstwie kolejnych wydarzeń – wyjazdów, kontaktów, kolejnych spotkań, przygotowywanych przedsięwzięć – zaczyna powstawać coś znacznie wartościowszego niż pojedyncza promocja eksportowa: infrastruktura relacji gospodarczych.

Doświadczenie Pomorza Zachodniego może stać się interesującą propozycją dla polityki krajowej. Polska polityka ekspansji zagranicznej zbyt często jest organizowana w rytmie wydarzeń: misja, targi, konferencja, memorandum, zdjęcie, powrót. Tymczasem przedsiębiorstwo wchodzące na odległy rynek potrzebuje zupełnie innego horyzontu. Potrzebuje partnera lokalnego, informacji prawnej, kontaktu z administracją, rozpoznania systemu zamówień, finansowania, zabezpieczenia transakcji, pomocy w certyfikacji, kolejnych wizyt oraz instytucji, która nie znika po zakończeniu projektu promocyjnego. Dlatego polska obecność na Filipinach powinna być budowana jako proces mierzony dekadą a nie seria rocznych projektów. Pierwszym etapem jest rozpoznanie i budowanie sieci. Drugim – zakotwiczenie obecności poprzez stałe kontakty instytucjonalne. Trzecim – pierwsze kontrakty i wspólne projekty. Czwartym – lokalizacja przedstawicielstw, serwisu, montażu, szkolenia albo produkcji. Piątym – wykorzystanie Filipin jako jednego z punktów wejścia polskich przedsiębiorstw do szerszej przestrzeni ASEAN.

Nie oznacza to konieczności tworzenia od razu rozbudowanej administracji. Przeciwnie, początkowo skuteczniejsza może być niewielka, ale trwała sieć: ambasada, PAIH, samorządy gospodarcze, regiony, uczelnie, fundacje, konsulat honorowy, banki i instytucje finansowania eksportu oraz grupa przedsiębiorstw rzeczywiście zainteresowanych rynkiem. Najważniejszym zasobem takiego systemu byłaby ciągłość wiedzy. Każda kolejna polska firma nie powinna zaczynać od zera. Pomorze Zachodnie posiada przy tym naturalną specjalizację, którą można wykorzystać. Filipiny są państwem archipelagowym. Transport morski, porty, logistyka, budownictwo infrastrukturalne, gospodarka wodna, energetyka rozproszona, technologie morskie, wyposażenie jednostek, bezpieczeństwo żeglugi czy rozwiązania dla gospodarki przybrzeżnej są dziedzinami, w których doświadczenia polskiego wybrzeża mogą być atrakcyjne. Marcowa misja nieprzypadkowo miała silny komponent morski i portowy. Nie chodzi więc o poszukiwanie dowolnego eksportu, lecz o dopasowanie polskich kompetencji do strukturalnych potrzeb filipińskiej gospodarki.

Drugą przestrzenią może stać się mobilność pracowników. Filipiny należą do największych światowych eksporterów pracy, a Polska coraz bardziej potrzebuje pracowników zagranicznych. Samo potraktowanie tego zjawiska jako sposobu uzupełniania niedoborów kadrowych byłoby jednak powtórzeniem modelu czysto transakcyjnego. Partnerstwo powinno obejmować przygotowanie zawodowe i językowe przed wyjazdem, uznawanie kompetencji, znajomość europejskich standardów pracy, ochronę przed nieuczciwymi pośrednikami, pomoc po przyjeździe oraz możliwość podnoszenia kwalifikacji. Tutaj europejski model może pokazać swoją przewagę normatywną. UE przeznaczyła na współpracę z Filipinami 225 mln euro w latach 2021–2027, obejmując wsparciem m.in. zieloną i cyfrową transformację, dobre rządzenie, prawa człowieka oraz działania dotyczące praw pracowniczych. Finansowany jest m.in. projekt wzmacniający zdolność związków zawodowych i społeczeństwa obywatelskiego do monitorowania standardów pracy, praw i klimatu. Relacja gospodarcza może więc obejmować coś więcej niż przepływ kapitału i ludzi – może tworzyć standard odpowiedzialnej mobilności.

Trzecim filarem powinna być edukacja i współpraca społeczna. Jeżeli europejska obecność ma różnić się od polityki czysto transakcyjnej, musi obejmować uczelnie, studentów, samorządy, organizacje społeczne i młodych liderów. Demokracji, praworządności czy europejskiego modelu społecznego nie powinno się przy tym „eksportować” w formie pouczania partnera. Znacznie skuteczniejsze jest tworzenie wspólnych doświadczeń: programów akademickich, wymiany samorządowej, projektów obywatelskich, szkoleń, wspólnych badań, kontaktów przedsiębiorców i organizacji społecznych. Powinno za tym nadążać finansowanie. Europejska oferta może być atrakcyjna tylko wtedy, kiedy za relacjami pojawi się możliwość realizacji projektów. Global Gateway właśnie w tym kierunku próbuje połączyć współpracę rozwojową, handel, inwestycje i sektor prywatny, przy czym Rada UE w czerwcu 2026 r. wezwała do zwiększenia udziału europejskich przedsiębiorstw, w tym MŚP. Dla Polski oznacza to potrzebę znacznie aktywniejszego włączania przedsiębiorstw w europejskie instrumenty zewnętrzne. Firma z Pomorza Zachodniego nie musi sama finansować ekspansji na rynek oddalony o dziesięć tysięcy kilometrów. Może uczestniczyć w szerszej europejskiej ofercie infrastrukturalnej, technologicznej i rozwojowej.

Filipiny mogą być dla Polski czymś więcej niż kolejnym rynkiem eksportowym. Mogą stać się laboratorium nowego sposobu polskiej obecności gospodarczej poza Europą. Nie próbujemy konkurować wielkością kapitału. Konkurujemy jakością relacji, specjalizacją, elastycznością przedsiębiorstw, technologią, wiarygodnością i zdolnością pozostania na rynku wystarczająco długo, aby powstało zaufanie. Ma to jeszcze jeden wymiar. Polska sama przez trzy dekady korzystała z modelu integracji opartego w znacznej mierze na instytucjach, standardach, transferze wiedzy, otwieraniu rynku, inwestycjach i stopniowym budowaniu zdolności. Nie był to proces pozbawiony asymetrii ani konfliktów, ale jego zasadniczą cechą była długotrwałość. To doświadczenie może być jednym z naszych najbardziej interesujących aktywów w relacjach z państwami rozwijającymi się. Polska może być dla nich bardziej wiarygodnym rozmówcą niż państwo, które od pokoleń występuje wyłącznie jako eksporter kapitału i technologii.

Pierwszych działań przedsiębiorców z Pomorza Zachodniego nie należy przeceniać, ale tym bardziej nie należy ich lekceważyć. Ich największą wartością może okazać się nie pierwszy kontrakt, lecz wytworzenie ścieżki, którą później przejdą następni. Misja gospodarcza z marca, kontakty na targach, dialog inwestycyjny w Manili, Warszawie i Szczecinie tworzą początek takiej ścieżki.  Z tego doświadczenia można sformułować propozycję dla Polski: wybierzmy kilka rynków, na których nie będziemy pojawiać się okazjonalnie, lecz pozostaniemy przez dekadę. Filipiny mogą być jednym z nich. Zbudujmy stałą platformę współpracy, coroczny dialog gospodarczy, sektorowe grupy przedsiębiorstw, relacje uczelni i organizacji społecznych, system przygotowania pracowników, instrument wsparcia wejścia polskich MŚP oraz mechanizm korzystania z Global Gateway i innych funduszy europejskich. Mierzmy rezultaty nie liczbą misji, ale po pięciu i dziesięciu latach liczbą trwałych relacji handlowych, inwestycji, wspólnych przedsięwzięć, filipińskich partnerów polskich firm i polskich technologii obecnych na tamtejszym rynku.

W świecie coraz ostrzejszej konkurencji mocarstw taka polityka może wydawać się mało spektakularna. Właśnie dlatego może być skuteczna. Mocarstwa mogą zdobywać wpływy szybko. Partnerstwo powstaje wolno. Europa – a wraz z nią Polska – ma szansę uczynić z tej cierpliwości nie oznakę słabości, lecz przewagę strategiczną. Filipiny są dobrym miejscem, żeby sprawdzić, czy potrafimy. A Pomorze Zachodnie może być jednym z miejsc, od których Polska zacznie się tego uczyć.