Tomasz Augustyn
Jak nowa mapa polityczna kraju odbije się na polityce regionalnej?
Zmiany zachodzące na krajowej scenie politycznej mogą w kolejnych latach istotnie przełożyć się na strukturę władzy w samorządach województw, choć prawdopodobnie nie nastąpi to w formie prostego zastąpienia dotychczasowego podziału między Koalicją Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nowym, równie czytelnym układem dwubiegunowym. Bardziej prawdopodobne jest stopniowe przechodzenie od dominacji dwóch bloków do systemu bardziej rozproszonego, w którym o powołaniu zarządu województwa, wyborze marszałka i trwałości większości decydować będą mniejsze kluby, regionalne porozumienia, transfery pojedynczych radnych oraz kontrakty zawierane pomiędzy ugrupowaniami różniącymi się na poziomie krajowym, ale zdolnymi do współdziałania w sprawach rozwojowych. Polityka regionalna może stać się jednym z pierwszych pól praktycznego testowania takich konfiguracji, ponieważ wymusza rozstrzyganie konkretnych kwestii dotyczących funduszy europejskich, transportu, ochrony zdrowia, kultury, rynku pracy, infrastruktury i rozwoju gospodarczego. Jednocześnie nie należy idealizować samorządu województwa jako przestrzeni wolnej od konfliktów ideowych. Im bardziej scena krajowa będzie ulegała fragmentacji i radykalizacji, tym silniejsza stanie się presja na przenoszenie tych podziałów do sejmików.
Wyniki wyborów samorządowych z kwietnia 2024 roku potwierdziły utrzymanie zasadniczej przewagi dwóch największych formacji, ale jednocześnie pokazały, że zwycięstwo pod względem liczby głosów i mandatów nie musi oznaczać zdolności do utworzenia zarządu województwa. Prawo i Sprawiedliwość uzyskało w skali kraju około 34,3 proc. głosów do sejmików i 239 mandatów, Koalicja Obywatelska około 30,6 proc. i 210 mandatów, a Trzecia Droga około 14,3 proc. i 80 mandatów. Pozostałe ugrupowania uzyskały znacznie skromniejszą reprezentację. Mimo przewagi PiS pod względem liczby mandatów formacja ta zachowała władzę przede wszystkim w województwach, w których dysponowała samodzielną większością, natomiast w większości pozostałych regionów zarządy zostały utworzone przez KO wspólnie z PSL, Polską 2050, Lewicą albo środowiskami regionalnymi. Już ten wynik pokazał, że podstawową kategorią analizy polityki regionalnej nie powinno być samo zwycięstwo wyborcze, lecz zdolność koalicyjna.
Zachowanie silnej pozycji przez KO i PiS jest wspierane przez konstrukcję wyborów do sejmików. Mandaty są rozdzielane proporcjonalnie w wielomandatowych okręgach z wykorzystaniem metody kolejnych ilorazów, która sprzyja większym komitetom. Skuteczny udział w wyborach wymaga ponadto wystawienia pełnych, terytorialnie zrównoważonych list, zgromadzenia kandydatów posiadających lokalną rozpoznawalność oraz prowadzenia kampanii obejmującej całe województwo. W wyborach do sejmiku nie wystarcza popularność lidera krajowego ani obecność w mediach społecznościowych. Potrzebni są byli burmistrzowie, radni powiatowi i gminni, przedstawiciele organizacji gospodarczych, dyrektorzy instytucji, działacze społeczni oraz osoby zdolne do zdobycia kilku lub kilkunastu tysięcy głosów w konkretnym okręgu. Konstrukcja systemu wyborczego oznacza, że fragmentacja sceny krajowej nie zostanie automatycznie odtworzona w sejmikach w tych samych proporcjach. Będzie podlegała silnej selekcji organizacyjnej i terytorialnej. Z tego względu największe partie zachowują przewagę nie tylko dzięki rozpoznawalności marek, lecz również dzięki nagromadzonym przez lata zasobom instytucjonalnym. KO i PiS posiadają struktury obejmujące wszystkie województwa, doświadczenie prowadzenia kampanii lokalnych, dostęp do kandydatów oraz środowiska związane z funkcjonowaniem administracji, parlamentu i samorządów. PSL, nawet przy słabszych wynikach krajowych, dysponuje szczególnie cennym zasobem w postaci zakorzenienia w gminach wiejskich, powiatach, organizacjach rolniczych i lokalnych instytucjach. Lewica posiada bardziej nierównomierną sieć, ale w części regionów zachowała zdolność zdobywania mandatów i uczestnictwa w koalicjach. Oznacza to, że wejście nowych ugrupowań na poziom regionalny będzie trudniejsze niż zdobycie przez nie kilku procent poparcia w sondażu ogólnopolskim.
Dotyczy to w szczególności rozrastającej się i różnicującej prawej strony sceny politycznej. Konfederacja Wolność i Niepodległość oraz Konfederacja Korony Polskiej funkcjonują obecnie jako odrębne środowiska polityczne, posiadające własne struktury i reprezentacje parlamentarne. Jednocześnie wokół Mateusza Morawieckiego rozwijany jest projekt Rozwój Plus, który zgromadził liczną grupę parlamentarzystów i może stać się podstawą nowej formacji. Na obecnym etapie właściwsze jest jednak mówienie o środowisku politycznym i potencjalnym ugrupowaniu niż o w pełni ukształtowanej partii posiadającej kompletną sieć struktur regionalnych. Rozwój Plus ma przewagę nad typowym nowym projektem, ponieważ opiera się na politykach posiadających doświadczenie, mandaty i kontakty w dawnym obozie Zjednoczonej Prawicy. Nie musi więc budować wszystkiego od początku. Może próbować przejmować część obecnych działaczy PiS, w tym parlamentarzystów, radnych i lokalnych liderów. Nie oznacza to jednak automatycznej zdolności wystawienia silnych list do wszystkich sejmików ani znalezienia szesnastu wiarygodnych kandydatów na marszałków. Rozłam w dużej partii może wpływać na samorządy regionalne jeszcze przed kolejnymi wyborami. Mandat radnego sejmiku należy do konkretnej osoby, a nie do ugrupowania, z którego listy została wybrana. Jeżeli nowy projekt Mateusza Morawieckiego zacząłby przyciągać radnych wojewódzkich związanych dotąd z PiS, w niektórych sejmikach mogłyby powstać nowe kluby lub koła, a w regionach o niewielkiej przewadze koalicji mogłaby się zmienić arytmetyka większości. Podobne procesy w przeszłości prowadziły do zmian zarządów województw bez przeprowadzania nowych wyborów. Wpływ nowego ugrupowania nie musi zatem rozpoczynać się od samodzielnego zdobycia kilkunastu mandatów. Może ujawnić się poprzez przejęcie części już istniejących zasobów politycznych.
Najbardziej prawdopodobnym następstwem fragmentacji nie jest jednak powstanie sejmików złożonych z sześciu lub siedmiu równie silnych klubów. Ordynacja, rozmiary okręgów oraz terytorialne zróżnicowanie poparcia będą nadal redukować liczbę skutecznych uczestników. Nowe ugrupowania mogą natomiast zdobywać po kilka mandatów i uzyskiwać pozycję nieproporcjonalnie silną wobec wyniku wyborczego. W sejmiku liczącym trzydzieści lub trzydziestu kilku radnych klub posiadający dwóch albo trzech przedstawicieli może zdecydować, kto zostanie marszałkiem. Jego wpływ nie będzie polegał na samodzielnym prowadzeniu polityki regionalnej, lecz na możliwości postawienia warunków większym partnerom. W takiej sytuacji rzeczywistym zwycięzcą wyborów może okazać się nie ugrupowanie z największą liczbą mandatów, lecz formacja o największej zdolności koalicyjnej. Polityka regionalna może w tych warunkach stać się polem testowania nowych kontraktów politycznych. Jest to możliwe dlatego, że zasadnicza część działalności samorządu województwa ma charakter rozwojowy, inwestycyjny i zarządczy. Sejmik uchwala strategię rozwoju, budżet, programy wojewódzkie i plan zagospodarowania przestrzennego, a zarząd odpowiada za wdrażanie funduszy europejskich, organizowanie części transportu kolejowego, prowadzenie szpitali, instytucji kultury i dróg wojewódzkich oraz zarządzanie majątkiem. Ustawa wskazuje rozwój gospodarczy, transport, ochronę środowiska, kulturę, edukację, zdrowie i bezpieczeństwo jako obszary aktywności województwa. Są to dziedziny, w których możliwe jest zawieranie kontraktów opartych na podziale odpowiedzialności, uzgodnieniu inwestycji i ochronie interesów poszczególnych części regionu, nawet jeżeli partnerzy różnią się w kwestiach ideowych.
Regionalny pragmatyzm nie oznacza jednak braku polityki. Decyzja o przebiegu linii kolejowej, lokalizacji szpitala, finansowaniu instytucji kultury czy podziale środków europejskich posiada konkretnych beneficjentów i przegranych. Wraz z większą liczbą ugrupowań może więc pojawić się model koalicji transakcyjnych, w których poparcie dla marszałka jest wymieniane na inwestycje w określonych powiatach, stanowiska w zarządzie, kontrolę nad instytucjami albo wpływ na programy dotacyjne. Taki układ może być stabilny, jeśli zostanie oparty na przejrzystym kontrakcie programowym. Może jednak prowadzić również do fragmentacji polityki rozwoju, gdy każdy partner będzie traktował budżet województwa jako źródło zasobów dla własnego zaplecza terytorialnego.
Możliwe jest zatem powstanie dwóch przeciwnych tendencji. Pierwszą byłoby przekształcenie województw w laboratoria dojrzałej polityki koalicyjnej, w których partie uczą się zawierania umów przekraczających krajowy podział i koncentrują się na kilku mierzalnych celach: transporcie, ochronie zdrowia, bezpieczeństwie energetycznym, rozwoju gospodarczym czy dostępności usług. Drugą byłoby przeniesienie do sejmików najbardziej konfliktowych tematów krajowych, nawet wtedy, gdy samorząd województwa nie posiada narzędzi pozwalających je rozstrzygnąć. W tym drugim wariancie polityka regionalna stawałaby się kolejną sceną ogólnopolskiej kampanii, a uchwały sejmiku, debaty budżetowe i działalność instytucji kultury byłyby podporządkowywane budowaniu rozpoznawalności ugrupowań.
Szczególnie podatnym obszarem jest migracja. Dla nowych formacji prawicowych temat ten jest atrakcyjny, ponieważ pozwala łączyć kwestie bezpieczeństwa, tożsamości, rynku pracy, kosztów usług publicznych i stosunku do Unii Europejskiej. Jest przy tym relatywnie łatwy komunikacyjnie: nie wymaga przedstawienia skomplikowanego programu rozwoju regionu, a umożliwia tworzenie wyrazistych podziałów. Samorząd województwa nie kontroluje granic ani polityki azylowej, ale uczestniczy w prowadzeniu polityki rynku pracy, ochrony zdrowia, rozwoju społecznego, edukacji, integracji i współpracy z organizacjami społecznymi. Spór może więc zostać przeniesiony na finansowanie programów integracyjnych, dostęp do świadczeń, współpracę z organizacjami wspierającymi cudzoziemców, treść regionalnych strategii społecznych oraz politykę informacyjną. Prawdopodobne jest przy tym przesunięcie debaty od realnej oceny potrzeb rynku pracy i zdolności integracyjnej regionu ku symbolicznym deklaracjom. Sejmiki mogą podejmować uchwały wyrażające poparcie lub sprzeciw wobec polityki migracyjnej państwa, mimo że nie będą posiadały instrumentów do jej zmiany. Tego rodzaju aktywność jest politycznie użyteczna, ponieważ pozwala nowym ugrupowaniom zaznaczyć odrębność, a większe partie zmusza do zajęcia stanowiska. W rezultacie migracja może stać się tematem organizującym koalicje nawet w województwach, w których rzeczywista skala napływu cudzoziemców jest niewielka. Nie skuteczność interwencji, lecz zdolność do mobilizowania wyborców stanie się główną miarą politycznej przydatności zagadnienia.
Innym polem konfliktu będzie stosunek do Unii Europejskiej i funduszy europejskich. Przez wiele lat zarządzanie znaczącymi środkami polityki spójności wzmacniało pozycję marszałków, a możliwość wskazywania inwestycji powstających dzięki funduszom europejskim sprzyjała formacjom jednoznacznie identyfikowanym z integracją europejską. Z czasem polityczny efekt tego mechanizmu może jednak słabnąć. Infrastruktura współfinansowana przez Unię staje się normalnym składnikiem rozwoju, a nie wydarzeniem wyjątkowym. Młodsi wyborcy nie pamiętają okresu sprzed akcesji, przez co fundusze europejskie mogą być postrzegane jako należny element funkcjonowania państwa, a nie osiągnięcie konkretnego środowiska politycznego. Nie oznacza to zaniku znaczenia europejskiego finansowania. Oznacza raczej zmianę języka sporu. Zamiast prostego podziału na zwolenników i przeciwników Unii mogą pojawić się pytania o warunki korzystania ze środków, opłacalność poszczególnych polityk, koszty regulacyjne, podporządkowanie funduszy celom klimatycznym, migracyjnym lub praworządności oraz o możliwość bardziej samodzielnego określania priorytetów rozwoju. Partie eurosceptyczne mogą twierdzić, że środki unijne nie rekompensują kosztów określonych regulacji albo że regiony zostały sprowadzone do roli wykonawców polityki projektowanej w Brukseli i Warszawie. KO będzie bronić modelu integracyjnego, ale utraci monopol na przedstawianie każdej inwestycji europejskiej jako własnego politycznego sukcesu.
Na poziomie regionalnym radykalny postulat rezygnacji z europejskich mechanizmów finansowych będzie trudny do przełożenia na praktykę. Zarządy województw odpowiadają za programy regionalne, a znaczna część inwestycji samorządowych i gospodarczych jest powiązana z polityką spójności. Nawet ugrupowania krytyczne wobec Unii będą zmuszone odróżniać retorykę krajową od odpowiedzialności za regionalny budżet. Może to sprzyjać politycznemu pragmatyzmowi, ale również prowadzić do podwójnego języka: ostrej krytyki integracji europejskiej w kampanii i aktywnego pozyskiwania funduszy po wejściu do zarządu województwa. Właśnie taka konieczność konfrontowania deklaracji z praktyką może uczynić samorząd regionalny laboratorium nowych formacji.
Trzecim zasadniczym obszarem będzie demografia. Spadek liczby mieszkańców i starzenie się populacji nie są jedynie problemami społecznymi, lecz wpływają bezpośrednio na koszty transportu, utrzymania szkół, szpitali, instytucji kultury i infrastruktury. Koszty wielu usług nie zmniejszają się proporcjonalnie do liczby mieszkańców. Pociąg, oddział szpitalny, droga czy instytucja publiczna muszą funkcjonować również wtedy, gdy liczba użytkowników stopniowo spada. Prognozy GUS wskazują na dalsze zmniejszanie się populacji Polski i wzrost udziału osób starszych, przy czym proces ten będzie szczególnie silny w części regionów i powiatów. Presja demograficzna może wzmacniać postulaty centralizacyjne. Ugrupowania będą argumentować, że słabnące gminy i powiaty nie są w stanie samodzielnie utrzymać usług, a państwo powinno przejąć większą odpowiedzialność finansową i organizacyjną. W warunkach zaostrzonej konkurencji może rozpocząć się swoisty wyścig na obietnice centralizacji: przejmowania szpitali, finansowania transportu, ustalania standardów usług, konsolidacji instytucji czy zwiększania transferów wyrównawczych. Nowa ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego zmieniła zasady finansowania i zwiększyła rolę obiektywizowanych potrzeb wydatkowych, ale nie usuwa strukturalnej zależności samorządów od decyzji ustawodawcy, reguł podziału dochodów i transferów z budżetu państwa.
Centralizacja może być politycznie atrakcyjna, ponieważ pozwala obiecać jednolity standard i przeniesienie kosztów na budżet państwa. Nie rozwiązuje jednak automatycznie problemu terytorialnej organizacji usług. Państwo centralne może zwiększyć finansowanie, ale nadal konieczne pozostaje ustalenie, gdzie powinien funkcjonować szpital, jak zorganizować transport w słabo zaludnionym powiecie, które instytucje należy łączyć i jak zapewnić dostęp mieszkańcom obszarów peryferyjnych. Właśnie samorząd województwa mógłby pełnić w tym zakresie rolę koordynatora systemów funkcjonalnych przekraczających granice gmin i powiatów. Paradoks polega na tym, że presja demograficzna może zarówno uzasadniać centralizację, jak i wzmacniać potrzebę prowadzenia bardziej aktywnej polityki regionalnej.
Wzrost siły i różnorodności prawej strony sceny politycznej może również skierować większą uwagę na kwestie światopoglądowe, przede wszystkim kulturę, edukację, politykę historyczną i tożsamość regionalną. W odniesieniu do edukacji trzeba zachować precyzję: samorząd województwa nie odpowiada za zarządzanie szkołami podstawowymi i ponadpodstawowymi ani za podstawę programową. Jego bezpośredni wpływ jest znacznie mniejszy niż wpływ państwa, gmin i powiatów. Województwo może jednak prowadzić niektóre placówki edukacyjne, wspierać kształcenie zawodowe, uczestniczyć w polityce umiejętności, finansować projekty edukacyjne i współpracować z uczelniami oraz instytucjami rynku pracy. Znacznie większą swobodę posiada w obszarze kultury, gdzie prowadzi teatry, muzea, biblioteki, opery i inne instytucje oraz rozdziela dotacje. Nowe ugrupowania prawicowe mogą formułować postulaty zwiększenia kontroli nad treścią programów kulturalnych, wzmocnienia polityki historycznej, promocji tradycyjnego modelu rodziny, ograniczenia finansowania projektów związanych z różnorodnością społeczną i przeciwdziałaniem dyskryminacji, a także wprowadzenia kryteriów „neutralności światopoglądowej” lub „zgodności z interesem wspólnoty”. W praktyce neutralność może oznaczać przesunięcie środków ku instytucjom i inicjatywom reprezentującym konserwatywną wizję kultury. Możliwe są również postulaty audytu instytucji, konkursów na dyrektorów, zmiany składów rad programowych oraz silniejszego powiązania finansowania z promocją dziedzictwa narodowego, religijnego i regionalnego. Po przeciwnej stronie KO, Lewica i część środowisk liberalnych mogą mocniej akcentować europejski charakter regionów, autonomię instytucji kultury, prawa mniejszości, edukację obywatelską i otwartość społeczną. Spór nie będzie więc dotyczył wyłącznie wysokości dotacji, lecz tego, kto posiada prawo definiowania wspólnoty regionalnej i jej symbolicznego centrum. Instytucje kultury mogą stać się jednym z głównych obszarów wymiany politycznej w negocjacjach koalicyjnych. Mniejsza partia, która nie uzyska stanowiska marszałka, może domagać się wpływu na kulturę, edukację lub politykę społeczną, aby zaznaczyć własną odrębność programową.
Najpoważniejszą konsekwencją narastającej rywalizacji może być dalsze pogłębianie różnic między mieszkańcami dużych miast a społecznościami mniejszych ośrodków i obszarów wiejskich. Zróżnicowania te wynikają z odmiennych rynków pracy, dostępu do usług, poziomu wykształcenia, mobilności, stylów życia i struktury demograficznej. Polityka może je jednak nie tylko odzwierciedlać, lecz również wzmacniać. Ugrupowania mają interes w konstruowaniu względnie jednorodnych grup wyborców i przedstawianiu ich jako wspólnot o sprzecznych potrzebach. Miasto może być opisywane jako przestrzeń uprzywilejowana, kosmopolityczna i oderwana od problemów reszty regionu, a wieś jako obszar konserwatywny, uzależniony od transferów i niechętny modernizacji. Takie przedstawienia upraszczają rzeczywistość, ale są skuteczne w mobilizacji.
Sejmik województwa jest szczególnym miejscem konfrontacji tych dwóch światów, ponieważ reprezentuje jednocześnie metropolie, miasta średnie, powiaty peryferyjne i obszary wiejskie. Polityka regionalna może łagodzić różnice poprzez rozwój transportu, dostępność usług, wzmacnianie mniejszych ośrodków i budowanie powiązań funkcjonalnych. Może jednak również utrwalać podział, jeżeli każda decyzja inwestycyjna zostanie przedstawiona jako przesunięcie zasobów między „miastem” i „prowincją”. Wówczas konflikt kulturowy zostanie powiązany z konfliktem dystrybucyjnym, co zwiększy jego trwałość. Nowe ugrupowania mogą próbować budować swoją pozycję właśnie na tym pęknięciu. Konfederacyjne środowiska mogą łączyć liberalne postulaty gospodarcze atrakcyjne dla części młodych mieszkańców miast z konserwatywnym przekazem kierowanym do mniejszych ośrodków. Formacja Mateusza Morawieckiego może próbować połączyć politykę rozwojową, inwestycyjną i technokratyczną z konserwatywną tożsamością, starając się odzyskać wyborców przedsiębiorczych, młodszych i lepiej wykształconych, którzy odchodzą od PiS. PiS może odpowiadać dalszym podkreślaniem bezpieczeństwa socjalnego, suwerenności, centralnej redystrybucji i ochrony tradycyjnych wartości. Każda z tych strategii może znaleźć regionalne odmiany, zależne od struktury gospodarki i osadnictwa danego województwa.
Jednocześnie nowe formacje napotkają problem braku wyrazistych postaci regionalnych. Wybory do sejmików są personalne w większym stopniu, niż wynikałoby to z formalnego głosowania na listy. Kandydat na marszałka powinien być zdolny do prowadzenia negocjacji z samorządami lokalnymi, administracją centralną, przedsiębiorstwami, uczelniami i instytucjami europejskimi. Powinien znać system funduszy, finanse publiczne i mechanizmy prowadzenia polityki rozwoju. Nie wystarcza sprawność w ogólnopolskich mediach ani radykalizm komunikacyjny. KO, PiS, PSL i w pewnym stopniu Lewica posiadają osoby, które pełniły funkcje marszałków, wojewodów, prezydentów, starostów czy parlamentarzystów. Nowi gracze mogą mieć trudność z przedstawieniem porównywalnej kadry. Słabość organizacyjna nie wyklucza jednak uzyskania wpływu. Nowa formacja nie musi być zdolna do samodzielnego rządzenia województwem, aby zmienić strukturę władzy. Wystarczy, że odbierze kilka mandatów PiS albo KO, uniemożliwiając dotychczasowym koalicjom uzyskanie większości. Może również pozyskać znanego kandydata z istniejącej partii, przejąć lokalne stowarzyszenie samorządowe albo zawrzeć porozumienie z bezpartyjnymi prezydentami i burmistrzami. W polityce regionalnej szczególne znaczenie będzie miała zdolność łączenia ogólnopolskiej marki z lokalnymi sieciami. Może to prowadzić do powstawania różnych modeli koalicyjnych w poszczególnych województwach. W jednym regionie możliwa będzie koalicja KO, PSL i Lewicy, w innym porozumienie PiS z jedną z formacji konfederacyjnych, a gdzie indziej większość zbudowana przez KO, PSL, środowisko Morawieckiego i regionalnych samorządowców. Nie można również wykluczyć koalicji zawieranych wbrew krajowym podziałom, zwłaszcza gdy podstawą porozumienia będą inwestycje infrastrukturalne, ochrona interesów regionu albo sprzeciw wobec centralizacji. PSL może zachować w takim systemie pozycję szczególną. Nawet przy ograniczonym poparciu ogólnopolskim jego sieci lokalne, zdolność koalicyjna i zakorzenienie w samorządzie mogą czynić z niego partnera niezbędnego dla kilku konkurujących bloków.
Warunkiem, aby polityka regionalna rzeczywiście stała się polem testowania nowych kontraktów, jest częściowa autonomia regionalnych liderów wobec central partyjnych. Jeżeli każda koalicja będzie musiała odtwarzać układ krajowy, sejmiki pozostaną jedynie jego terytorialnym przedłużeniem. Jeżeli jednak partie dopuszczą możliwość zawierania porozumień dostosowanych do specyfiki województwa, mogą powstać konfiguracje wyprzedzające późniejsze zmiany w parlamencie. Samorząd regionalny stwarza możliwość sprawdzenia, czy ugrupowania potrafią współpracować, dzielić odpowiedzialność, dotrzymywać umów i realizować wspólny program mimo różnic ideowych. Istnieje jednak także przeciwna możliwość: w miarę fragmentacji sceny krajowej centrale partyjne mogą zwiększać kontrolę nad radnymi i traktować każdą regionalną koalicję jako element walki o wiarygodność. Nowe partie, obawiające się utraty wyrazistości, mogą zakazywać współpracy z dotychczasowymi ugrupowaniami. Konfederacyjne środowiska mogą uznać wejście do zarządu z KO lub PiS za zdradę własnego wizerunku. PiS i KO mogą z kolei próbować izolować nowe formacje, aby nie wzmacniać ich kadrowo i instytucjonalnie. W takim wariancie większa liczba partii nie zwiększy zdolności do zawierania porozumień, lecz utrudni tworzenie stabilnych większości.
Najbardziej prawdopodobna zmiana struktury władzy w województwach nie będzie więc polegała na szybkim zaniku KO i PiS. Obie formacje zachowują przewagę organizacyjną, rozpoznawalność, kadry i dostęp do lokalnych sieci politycznych. PSL pozostanie istotnym partnerem koalicyjnym, zwłaszcza w regionach o silnym komponencie wiejskim, a Lewica może utrzymywać wpływ tam, gdzie kilka jej mandatów będzie niezbędnych do zbudowania większości. Nowi gracze będą natomiast zwiększać liczbę możliwych konfiguracji, odbierać mandaty dotychczasowym blokom i podnosić koszt tworzenia koalicji. Zmiana może zatem nastąpić nie tyle na poziomie zwycięzców wyborów, ile na poziomie sposobu sprawowania władzy. Zamiast stabilnych większości zbudowanych wokół dwóch głównych partii mogą pojawiać się wieloelementowe koalicje, okresowe porozumienia, zarządy mniejszościowe i umowy zawierane osobno wokół budżetu, inwestycji czy obsady instytucji. Marszałek będzie musiał pełnić nie tylko funkcję lidera największego ugrupowania, lecz również stałego negocjatora utrzymującego równowagę pomiędzy partnerami o odmiennych interesach politycznych i terytorialnych.
Taki model może podnosić jakość polityki regionalnej, jeśli wymusi tworzenie konkretnych kontraktów programowych, precyzyjne określanie celów i większą kontrolę nad wykonaniem zobowiązań. Może jednak również prowadzić do krótkoterminowości, rozproszenia zasobów i podporządkowania strategii rozwoju logice utrzymywania większości. Kluczowe znaczenie będzie miało to, czy partie potraktują województwo jako wspólny system funkcjonalny wymagający koordynacji, czy jako pulę stanowisk, dotacji i inwestycji podlegających podziałowi między koalicjantów. Polityka regionalna rzeczywiście może stać się źródłem nowej dynamiki krajowej. To w województwach może zostać sprawdzona zdolność współpracy między środowiskami konserwatywnymi i liberalnymi gospodarczo, między centroprawicą i ruchem ludowym, między partiami ogólnopolskimi i regionalnymi. Tam mogą również powstać liderzy posiadający doświadczenie zarządzania złożonymi systemami, a nie jedynie prowadzenia kampanii. Warunkiem jest jednak zachowanie rzeczywistego regionalnego wymiaru polityki. Jeżeli migracja, stosunek do Unii, edukacja, kultura i demografia zostaną wykorzystane wyłącznie jako paliwo do odtwarzania konfliktów ogólnopolskich, samorządy województw nie staną się laboratoriami nowego modelu polityki, lecz kolejnym obszarem jej polaryzacji.
Ostateczna odpowiedź na pytanie o możliwość zmiany struktury władzy regionalnej jest więc twierdząca, ale wymaga zastrzeżenia. Nadchodząca fragmentacja nie musi obalić dominacji KO i PiS w liczbie mandatów. Może natomiast zakończyć ich zdolność do samodzielnego organizowania całej przestrzeni politycznej województw. Coraz częściej o władzy będą decydować ugrupowania mniejsze, regionalni liderzy i kilkuosobowe kluby, których znaczenie będzie wynikało z położenia pomiędzy większymi blokami. To przesunięcie może uczynić sejmiki miejscem tworzenia nowych kontraktów politycznych. Może też przekształcić je w niestabilne areny walki, na których spory krajowe będą wypierały odpowiedzialność za rozwój regionu. Rozstrzygające okaże się nie samo zwiększenie liczby graczy, lecz to, czy powstaniu bardziej złożonego systemu partyjnego będzie towarzyszyła większa dojrzałość koalicyjna.
