Tekst stanowi zapis dwóch rozmów opublikowanych  na łamach portalu Przegląd Bałtycki:

https://przegladbaltycki.pl/16520,mariusz-miedzinski-kolobrzeg-jako-uzdrowisko-ma-przewage-nad-swinoujsciem.html

https://przegladbaltycki.pl/16524,mariusz-miedzinski-kolobrzeg-juz-dawno-przegonil-slupsk-i-koszalin.html

 

Mariusz Miedziński ze słupskiej Akademii Pomorskiej przekonuje, że Kołobrzeg przegonił zarówno Słupsk, jak i Koszalin pod względem znaczenia społeczno-gospodarczego i ze na to miasto należy stawiać w rozwoju Pomorza Środkowego.

Oczywiście w Świnoujściu są atrakcje, ale to miasto ma jeden drobny problem, którym jest komunikacja. Nie mówię nawet o kłopotliwej przeprawie promowej między jedną a drugą dzielnicą miasta, ale także o bardzo widocznych funkcjach portowych i przemysłowych. Trzeba powiedzieć sobie szczerze: Świnoujście jest kurortem, który generalnie zachował charakter przedwojennej zabudowy, może poza fragmentem miasta obok Radissona czy w śródmieściu, gdzie znajduje się zwarta zabudowa wielopiętrowa. Uzdrowisko w Świnoujściu to faktycznie jedna dzielnica trochę jakby odcięta od reszty kraju – jak dla mnie niezbyt okazała. W mojej subiektywnej ocenie, to jakby jedna dzielnica uzdrowiskowa przyklejona do silnie zurbanizowanego śródmieścia, a całość odcięta przeprawą promową przez wielki port, przemysł, lasy i roje komarów. W Kołobrzegu mamy zaś do czynienia z ogromnymi hotelami, sanatoriami, ale w ramach aż 4-5 dzielnic uzdrowiskowych. Do tego Śródmieście, Starówka, port, liczne atrakcje o charakterze militarnym, zabytki i możliwość uprawiania turystyki wodnej, które sprawiają, że trudno się w Kołobrzegu nudzić – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim doktor Mariusz Miedziński, geograf i wykładowca Akademii Pomorskiej w Słupsku.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Jeśli spojrzymy na mapę administracyjną Polski, nad Bałtyk, to na Wschodzie mamy województwo pomorskie ze stolicą w Gdańsku, zaś na Zachodzie województwo zachodniopomorskie z siedzibą w Szczecinie. Z kolei gdyby patrzeć historycznie, to tradycyjnie na Wschodzie mieliśmy Pomorze Gdańskie, które przekształciło się później w Prusy Królewskie i Prusy Zachodnie, zaś na Zachodzie, już poza granicami Rzeczypospolitej Obojga Narodów niemieckie Pomorze ze stolicą w Szczecinie, sięgające od Stralsundu po Lębork. Ale skąd wzięło się Pomorze Środkowe? Czy to ma coś wspólnego z powstałą tutaj w XIX wieku rejencją koszalińską, która obejmowała Kołobrzeg, Szczecinek czy Słupsk?

Dr Mariusz Miedziński: Historycznie rzecz biorąc, wydzielenie osobnej rejencji przez Prusaków w 1818 roku, przyczyniło się do wyodrębnienia Pomorza Środkowego. Ja bym jednak cofnął się w czasie do wojny francusko-pruskiej z lat 1806-1807, gdy Kołobrzeg był obleganą przez wojska napoleońskie twierdzą, będąc jedną z najważniejszych twierdz w państwie pruskim. On oparł się wielkiej armii francuskiej, inaczej niż twierdze w Kostrzynie i Szczecinie. Kołobrzeg bronił się do przysłowiowego ostatniego naboju, aż do zawarcia pokoju w Tylży. Co prawda miasto zostało wówczas prawie zdobyte, a kołobrzeski ratusz całkowicie spalony przez polskie wojska generała Antoniego Sułkowskiego, jednak twierdza oparła się armii napoleońskiej i wtedy narodził się mit niezdobywalnego Kołobrzegu.

Zapytam zatem, dlaczego to nie Kołobrzeg, a Koszalin został siedzibą rejencji pruskiej?

Kołobrzeżanie byli przyzwyczajeni do tak zwanego wolnego miasta hanzeatyckiego. Niestety pruscy urzędnicy, którzy przybyli z południa, zaczęli bardzo wpływać na życie kołobrzeżan. Z kolei oni bali się napływu nowego elementu. Ci urzędnicy przez złą atmosferę w mieście w końcu przenieśli się kilkadziesiąt kilometrów dalej, do Koszalina. I tak naprawdę tylko z tej przyczyny Koszalin ostatecznie został w 1818 roku stolicą rejencji. Uważam, że Kołobrzeg stracił przez to niebywałą szansę. Pamiętajmy bowiem, że wcześniej, kiedy Szczecin nie należał jeszcze do Prus, a do Szwecji, to właśnie Kołobrzeg był stolicą Pomorza. Tak było przez kilkadziesiąt lat. Tutaj istniały instytucje oddziaływujące na region. Kiedy zaś doszło do powstania rejencji koszalińskiej, zaczęliśmy mieć do czynienia z sytuacją bardzo nietypową – nie było miasta wiodącego, a Kołobrzeg, Koszalin, Słupsk i Białogard faktycznie „podzieliły” się funkcjami. Wtedy także nastąpił okres rewolucji przemysłowej, zaś miasta na Pomorzu dopiero nabierały konkretnego znaczenia w określonych dziedzinach. Od drugiej połowy XIX wieku cztery miasta zaczynają dzielić się funkcjami. Słupsk staje się głównym ośrodkiem przemysłowym, a jednocześnie największym jego ośrodkiem miejskim. W 1939 roku miał już 54 tysiące mieszkańców. Kołobrzeg osiąga wówczas 39 tysięcy mieszkańców, ma funkcje portowe, szczątkowo także funkcje przemysłowe i oczywiście wiodące funkcje turystyczne i uzdrowiskowe. Szczyt tego wszystkiego przypada na 1907 rok, gdy miasto zostaje ogłoszone uzdrowiskiem pierwszej rangi europejskiej. Ta dobra passa w życiu Kołobrzegu trwa tylko do I wojny światowej. Później kryzys, czasy faszystowskie, a potem znane z historii wydarzenia II wojny światowej. Gdy zaś mowa o Koszalinie, który w 1939 roku osiąga 36 tysięcy mieszkańców, a więc mniej niż Kołobrzeg, to jest to przez ponad sto lat administracyjna stolica rejencji o funkcjach wojskowych i garnizonowych z niewielkim udziałem przemysłu i właściwie nic więcej. To ośrodek sztucznie podtrzymywany przez centralę pruską w Berlinie. Zaś Białogard liczący kilkanaście tysięcy mieszkańców, wyrasta na Pomorzu Środkowym na główny węzeł kolejowy. Mamy zatem do II wojny światowej cztery znaczące ośrodki miejskie, z których żaden nie ma pełnej przewagi konkurencyjnej. W ten sposób Pomorze Środkowe rozwija się praktycznie od 1818 roku aż do 1945 roku.

Co się dzieje pod koniec II wojny światowej?

Podam taką ciekawostkę: Jest 12-13 marca 1945 roku. Od kilku dni trwa oblężenie Kołobrzegu, zaś oddział polityczny Wojska Polskiego wydaje widokówkę z mapą Polski, głównymi miastami kraju, gdzie Kołobrzeg jest podany jako port, do którego będzie spływać zboże z Wielkopolski i węgiel ze Śląska, a samo miasto jest graficznie przedstawiane na równi z głównymi ośrodkami miejskimi odbudowującego się kraju. A więc Kołobrzeg postrzegany był już wtedy w nowych warunkach politycznych jako centralne miasto Pomorza Środkowego. Okazuje się, że była podjęta kluczowa decyzja polityczna: Kołobrzeg miał być stolicą województwa.

Jednak okazało się to wcale nie tak proste.

Dochodzi do tego, że na zniszczony dworzec kołobrzeski przyjeżdża pociąg z osadnikami, urzędnikami, biurkami z Poznania. Tylko okazuje się, że nie ma gdzie rozstawić tych biurek, bo miasto jest kompletnie zrujnowane. To tak naprawdę morze ruin. 10 kilometrów kwadratowych zniszczonego przedwojennego miasta. Ponad dwa tysiące zniszczonych budynków. Można powiedzieć, że to miasto zostało zupełnie zrujnowane, a skala zniszczeń przekraczała 90%. Ocalało troszkę zabudowy na przedmieściach i parę domów w dzielnicy uzdrowiskowej. Kołobrzeg nie mógł zatem zostać stolicą województwa. Tymczasem w przypadku Szczecina nie było wciąż pewności, czy to miasto będzie należeć do Polski Ludowej. Czasowo stolicą województwa zachodniopomorskiego zostaje zatem Koszalin. Dlaczego? Znaleziono tam niezniszczony gmach rejencji. I to tak naprawdę jedyny powód, dlaczego Koszalinowi się poszczęściło. Odtąd do 1946 roku był „stolicą”, tymczasową siedzibą województwa zachodniopomorskiego, która później zostaje ostatecznie przeniesiona do Szczecina. Wtedy wiadomo już bowiem, że miasto będzie należeć do Polski. A Koszalin czekał na swój dalszy rozwój aż do 1950 roku. Niestety Kołobrzeg był aż do lat sześćdziesiątych w zupełnej ruinie, gdyż koszty jego odbudowy przekraczały możliwości kraju, a przecież „cały naród odbudowywał swoją stolicę”. Ostatecznie, jak się po latach okazało większość cegły z ruin Kołobrzegu pojechała na odbudowę Warszawy…

W 1945 roku powstaje duże województwo szczecińskie.

Mało zniszczony Koszalin szybko odbudował swój przedwojenny potencjał ludnościowy, a w 1950 roku wydzielone zostaje województwo koszalińskie, które obejmuje takie miasta jak Kołobrzeg, Szczecinek, Słupsk i Wałcz.

Ja jednak chciałbym wrócić jeszcze do pojęcia Pomorza Środkowego, czy to jest pojęcie polskie czy niemieckie?

To pojęcie wprowadził i upowszechnił profesor Eugeniusz Rydz, twórca i nestor słupskiej geografii społeczno-ekonomicznej, mój promotor i emerytowany wykładowca Akademii Pomorskiej w Słupsku. On tworzył nasz słupski ośrodek geograficzny. Gdy w 1975 roku Słupsk stał się miastem wojewódzkim, a nawet jeszcze przed tym okresem konieczne było wskazanie chwytliwej i wyróżniającej nazwy geograficznej dla tego regionu, by go odróżnić od Pomorza Gdańskiego czy Szczecińskiego. Wtedy w opracowaniach profesora Eugeniusza Rydza pojawia się określenie Pomorza Środkowego głównie w sensie społeczno-gospodarczym i geograficznym. Podsumowując mówimy tu zatem o ogólnym określeniu obszaru należącego do dwóch dawnych województw: słupskiego i koszalińskiego.

Chciałbym dodatkowo podkreślić i wspomnieć o jednej bardzo ważnej kwestii, która wyróżnia Pomorze Środkowe. Gdańsk i Szczecin to metropolie portowe, przemysłowe o specyficznych warunkach gospodarczych, przestrzennych, demograficznych. Zaś Pomorze Środkowe to zupełnie inne warunki środowiskowe, praktyczny brak przemysłu, dawne tereny PGR-owskie, piękna przyroda, wielkie lasy, czyste środowisko i nadmorska turystyka.  To wszystko razem spowodowało, że właśnie tu tak silnie mógł się rozwinąć nasz wiodący potencjał turystyczno-uzdrowiskowy. Na Pomorzu Środkowym mamy największą liczbę miejsc noclegowych na całym wybrzeżu. Najwięcej jest ich w miejscowościach nadmorskich począwszy od Mrzeżyna, przez Rogowo, Dźwirzyno, Grzybowo, Kołobrzeg, Ustronie Morskie, Sianożęty, Unieście po Mielno. Pas ten rozciąga się po Gąski i uzdrowisko Dąbki. Dalej jest jeszcze Darłowo, Jarosławiec i Ustka. Jak wynika z moich badań, ten pas koncentruje więcej niż połowę bazy turystycznej i uzdrowiskowej całego polskiego wybrzeża. A warto pamiętać, że to jest faktycznie odcinek liczący od Mrzeżyna do Mielna jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Nasze polskie wybrzeże jest skądinąd kilka razy dłuższe.

Dlaczego Polacy upodobali sobie Pomorze Środkowe? Czy chodzi tylko o infrastrukturę, czy są inne walory, które przyciągają?

Na pewno kluczową rolę w tym wszystkim odgrywa Kołobrzeg. To jest miasto o ciekawej, ważnej historii, o swoistej legendzie, o walorach turystycznych. Pamiętajmy, że od dwustu lat działa tutaj uzdrowisko. Ważna jest także historia. Hasło Kolberg oddziałuje na wyobraźnię większości obywateli Niemiec, którzy doskonale kojarzą to pojęcie. Kołobrzeg odegrał bowiem ogromną rolę w historii tego kraju. Najpierw jego heroiczna obrona w 1807 roku, później najdroższy film „Kolberg” nakręcony w III Rzeszy. Sam minister propagandy III Rzeszy Goebbels nadzorował kręcenie tego filmu. Do dziś jest zakaz wyświetlania go w Polsce. To niesamowicie silne, ekspresyjne dzieło, wskazujące siłę niemieckiego oręża. Oczywiście jego ocenę pozostawiam specjalistom, ale rolę propagandową odegrał on znaczącą. Kołobrzeg to dla Niemców takie miasto-klucz, miasto-symbol. Także dlatego był tak bardzo broniony w marcu 1945 roku. Pamiętajmy, że to największa bitwa miejska II wojny światowej stoczona przez regularną armię polską. Pod względem skali i intensywności walk przewyższa ją tylko Powstanie Warszawskie i oblężenie Wrocławia. To była prawdziwa chwała polskiego oręża, z której powinniśmy być dumni.

Rozmawialiśmy o potencjale turystycznym Kołobrzegu. Jak Pan podkreśla w swoich pracach to jest trzecie miasto w Polsce, jeśli chodzi o liczbę noclegów, zaraz po Warszawie i Krakowie. Kołobrzeg daje także 90% eksportu usług sanatoryjnych.

Można powiedzieć, że jesteśmy potęgą, jeśli chodzi o eksport usług turystycznych i uzdrowiskowych w skali Polski. Na dziesięciu kuracjuszy niemieckich, którzy przyjeżdżali do nas przed pandemią, dziewięciu przypadało na Kołobrzeg, jedynie kilka procent na Świnoujście i powiat jeleniogórski.

Dlaczego Niemcy upodobali sobie Kołobrzeg, który leży przecież dalej w głąb Polski, a nie Świnoujście czy Międzyzdroje?

Odpowiedź jest prosta: miasto-klucz, miasto-historia. Kolberg to jest po prostu symbol. Nie tylko dzielnica uzdrowiskowa, w której po godzinie dwudziestej drugiej  ma być cicho i spokojnie, ale właśnie także kołobrzeska starówka, gdzie koncentruje się życie nocne, kluby, kawiarnie, restauracje. Oni czują się jak u siebie w domu i bardzo podoba im się Kołobrzeg.

Rozumiem jednak, że nie tylko historia odgrywa tutaj swoją rolę?

Niemcy czują się tutaj jak w domu, proszę zobaczyć, nawet w kawiarni na starówce, w której siedzimy, menu jest po niemiecku, a kelner mówi w tym języku. W całym mieście język niemiecki jest stale obecny.

Można nawet kupić niemiecką prasę.

Jeszcze kolejna rzecz: trasa S6 do Berlina. Dwie i pół godziny jazdy. W dodatku szykuje się magistrala Szczecin-Gdańsk, która ma być poprowadzona przez Kołobrzeg. Jestem pewien, że pociąg bezpośredni Berlin-Kołobrzeg to jest tylko kwestia czasu. Właśnie z powodu turystów. Kołobrzeg ma znów szansę stać się dla berlińczyków bazą wypadową, weekendową, tak jak to było przed II wojną światową. A Berlin to największe centrum turystyczne Europy Środkowej dla turystów z całego świata… tylko ten Covid-19…

Dobrze, przyjeżdża tutaj na dwa tygodnie turysta niemiecki i poza Kołobrzegiem chce coś zobaczyć na Pomorzu Środkowym. Co byśmy mu polecili?

Jeżeli ktoś potrzebuje krajobrazu podgórskiego, to oczywiście polecam Szwajcarię Połczyńską. Warto także zobaczyć sam Połczyn-Zdrój, który jest uzdrowiskiem śródlądowym, inaczej niż Kołobrzeg. Jeśli mówimy o innych atrakcjach, to wzdłuż wybrzeża mamy ośrodki o podobnym charakterze jak Kołobrzeg, a więc Świnoujście, Rewal czy Niechorze. Można także ze względów historycznych wpaść do Kamienia Pomorskiego czy Wolina. W kierunku południkowym polecam spływ rzeką Parsętą. Pamiętajmy, że według wskaźników hydrologicznych jest to trzecia co do wielkości rzeka Polski. Według hydrologów Kołobrzeg położony jest właśnie nad trzecią co do wielkości rzeką w Polsce. Warte odwiedzenia jest Centrum Sportów Wodnych w Dźwirzynie, przeznaczone choćby dla surferów. Wspaniałą atrakcją jest także lotnisko Bagicz w Podczelu pod Kołobrzegiem. Dla miłośników techniki oczywiście elektrownia wodna w Żydowie czy jeden z najstarszych zespołów elektrowni wodnych na rzece Słupi w Europie. Warto też udać się do Słupska dla Witkacego i zamków Książąt Pomorskich w Słupsku czy Darłowie. Region nasz to także niesamowite piękno przyrody i żywy kontakt z naturą…

Jeśli ktoś rozważa urlop w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego powinien wybrać Kołobrzeg, a nie Świnoujście?

Oczywiście w Świnoujściu są atrakcje, ale to miasto ma jeden drobny problem jakim jest komunikacja. Nie mówię nawet o kłopotliwej przeprawie promowej między jedną a drugą dzielnicą miasta, ale także o bardzo widocznych funkcjach portowych i przemysłowych. Trzeba powiedzieć sobie szczerze: Świnoujście jest kurortem, który generalnie zachował charakter przedwojennej zabudowy, może poza fragmentem miasta obok Radissona czy w śródmieściu, gdzie znajduje się zwarta zabudowa wielopiętrowa. Większość obiektów w Świnoujściu ma po kilka kondygnacji i są one kameralne i ma to swój urok. Uzdrowisko w Świnoujściu to faktycznie jedna dzielnica trochę jakby odcięta od reszty kraju – jak dla mnie niezbyt okazała i właściwie tyle. W mojej subiektywnej ocenie, to jakby jedna dzielnica uzdrowiskowa przyklejona do silnie zurbanizowanego śródmieścia, a całość odcięta przeprawą promową przez wielki port, przemysł, lasy i roje komarów.

Nie może równać się z Kołobrzegiem?

W Kołobrzegu mamy do czynienia z ogromnymi hotelami, sanatoriami, ale w ramach aż 4-5 dzielnic uzdrowiskowych i kilkukrotnie większą koncentracją funkcji uzdrowiskowych, walorów i zasobów miasta. A każda z tych dzielnic uzdrowiskowych Kołobrzegu ma swój odmienny charakter, atrakcje, walory. Do tego Śródmieście, Starówka, port, liczne atrakcje o charakterze militarnym, zabytki i możliwość uprawiania turystyki wodnej, które sprawiają, że trudno się w Kołobrzegu nudzić. To zróżnicowanie przestrzenne, różnorodność zabudowy i wielka skala rozwoju miasta uzdrowiskowego nie mają sobie równych w kraju. Jest uniwersalny port morski, ale w mikroskali, minimalny poziom funkcji przemysłowych i wszechobecna dominacja funkcji turystyczno-uzdrowiskowych.

Jednak to zupełnie inne dwa miasta. Dla wielu gości jest to ważne, a przypominam że kuracjusz i turysta przebywa tu średnio ponad siedem dni i powinien znakomicie wypoczywać…

Co może być przeszkodą w korzystaniu ze Świnoujścia?

Na pewno drogi. Wciąż nie ma S3, która prowadziłaby do Świnoujścia i tunelu pod Świną. W dodatku Świnoujście jest odcięte od strony Polski strefą przemysłową i portową, która będzie dodatkowo bardzo rozbudowywana. Mam na myśli choćby gazoport czy projektowany terminal kontenerowy. Generalnie powiedziałbym, że funkcje turystyczne i uzdrowiskowe Świnoujścia to jest jakaś jedna trzecia potencjału Kołobrzegu, a funkcje portowe i przemysłowe są wręcz przytłaczające. Są to jednak dwa zupełnie inne miasta. Uważam, że Kołobrzeg ma także o wiele więcej atrakcji. Przykładowo windsurfingowcy podkreślają, że między wejściem do portu a molem w Kołobrzegu znajduje się dla nich najlepsza fala na polskim wybrzeżu. Jest tu także jedyne w Polsce ogólnodostępne lotnisko sportowo-turystyczne położone zaledwie 50 m od plaży. Mamy tu absolutny unikat jakim jest najważniejsze obok Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie muzeum wojskowe w kraju w postaci Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu z kilkoma oddziałami. Na uwagę zasługują także bardzo ciekawe inne ośrodki tj. muzeum Partia Colbergiensis, Muzeum Diecezjalne, Muzeum Minerałów, a także pięknie odrestaurowana historyczna Reduta Solna i wspaniała monumentalna bazylika z krzywymi filarami. Nie do pominięcia jest także ratusz z kamieniczką mieszczańską i innymi obiektami historycznymi dawnego Kołobrzegu. Dodałbym oczywiście jeszcze szlak twierdzy kołobrzeskiej, szlak solny z najstarszym kościółkiem Św. Jana Chrzciciela w dawnym Budzistowie z 1222 roku, a to z kolei  najstarszy zabytek Pomorza Środkowego. Całość spina bardzo rozbudowana sieć ścieżek rowerowych i pieszych ze szlakiem R-10 po ziemi kołobrzeskiej i całym wybrzeżu środkowym, a spacerując czy jeżdżąc po Kołobrzegu z daleka podziwiamy wspomnianą Bazylikę Mariacką…

O kołobrzeskiej starówce będziemy mieli osobny materiał. Gdyby ktoś chciał podróżować bardziej w kierunku wschodnim, pozostając wciąż na Pomorzu Środkowym, to co polecamy w Słupsku?

Na pewno Muzeum Pomorza Środkowego, a zwłaszcza jego zupełnie nową siedzibę. A także kolekcję dzieł Stanisława Ignacego Witkiewicza, „Witkacego”. Mamy w Słupsku piękny, neogotycki ratusz, natomiast w Koszalinie ratusz miejski niestety nie ocalał. Prawda jest jednak taka, że jeśli jedziemy w kierunku wschodnim, to najpierw kłania się Darłowo z Zamkiem Książąt Pomorskich. Polecam historię księcia Eryka. W Ustce warto zwiedzić port i dzielnicę uzdrowiskową, a warto wiedzieć, że Ustka ze Słupskiem tworzą małe dwumiasto. Nową atrakcją jest np.  połączenie kolejowe ze Słupska do przystanku Ustka Uroczysko ulokowanym blisko plaży…

Możemy także zarekomendować Łebę, która historycznie jest także Pomorzem Środkowym.

Tak, ale to już skraj Pomorza Środkowego. Uważam, że Łebie raczej bliżej już do Lęborka i małego Trójmiasta niż do Słupska czy Pomorza Środkowego…

W poprzedniej części rozmowy skupiliśmy się na historii i turystyce. Chciałbym teraz poruszyć temat gospodarki. Od 1998 roku, od czasu reformy administracyjnej rządu Jerzego Buzka, w wyniku której powstały dwa duże regiony: pomorski z siedzibą w Gdańsku i zachodniopomorski ze stolicą w Szczecinie, dyskutuje się o powołaniu do życia siedemnastego województwa, a więc środkowopomorskiego. Przez dwadzieścia lat nic z tego nie wyszło. Zawsze pojawia się jeden argument przeciwko. To byłoby bardzo słabe gospodarczo województwo.

Wiele lat temu ukuto nawet powiedzenie, że połączy się wtedy biedę z biedą. Generalnie powiem w ten sposób: zemściła się postawa rządzących po 1989 roku, którzy pozostawili samymi sobie dwa wielkie regiony byłych PGR. Mam na myśli Warmię i Mazury oraz właśnie Pomorze Środkowe. Zero pomocy, zero wsparcia, całkowity upadek gospodarczy zapomnianego wówczas regionu. A kilka średnich miast bez dobrych połączeń komunikacyjnych na peryferiach kraju bez większego przemysłu nie było w stanie podtrzymać rozwoju. A stąd była tylko prosta droga do zapaści społeczno-gospodarczej…

Co później wpłynęło na popularność Andrzeja Leppera i „Samoobrony”.

Tak naprawdę na Pomorzu Środkowym zostały trzy-cztery miasta, które jakoś przeszły przez transformację ustrojową, a więc Kołobrzeg, Koszalin i Słupsk, a także Szczecinek. Te miasta w miarę zdołały utrzymać swoje funkcje ekonomiczne. Ale nie było żadnych bodźców rozwoju spoza regionu. Gdy zaś mowa o funkcjach naukowych działa tu prężnie Akademia Pomorska w Słupsku i Politechnika w Koszalinie. Obie uczelnie powoli się rozwijają, ale nie odczuwamy tu jakiegoś wielkiego wsparcia z Warszawy. To są nasze wartości dodane i jednocześnie środkowopomorskie „dobra rzadkie”. Niestety pozostało niewiele innych znaczących czynników rozwoju. Po reformie administracyjnej z 1999 roku Koszalin i Słupsk przeżyły faktyczny upadek znaczenia społeczno-gospodarczego, a zwłaszcza politycznego i zarządczego. Ogromna liczba instytucji kluczowych dla podejmowania decyzji społeczno-gospodarczych po prostu zniknęła. Mam na myśli choćby biura planowania przestrzennego, różnego rodzaju instytucje zarządcze, urzędy, organy, które decydowały na miejscu o kierunkach rozwoju. Dlatego oba byłe miasta wojewódzkie po 1999 roku właściwie zatrzymały się w swoim rozwoju.

Jestem w kontakcie z Pomorską Agencją Rozwoju Regionalnego w Słupsku, która zarządza obszarem dawnej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na Pomorzu Środkowym, a obecnie przecież cały kraj jest jakby wielką strefą ekonomiczną. Podczas ćwiczeń terenowych ze studentami otrzymałem od PARR w Słupsku informację, że w ciągu dwudziestu lat istnienia utworzyli oni ponad 3 tysiące miejsc pracy w Słupsku i niewiele mniej w Koszalinie. Cała dawna SSE dała bezpośrednio regionowi w sumie tylko około siedmiu tysięcy miejsc pracy. To niestety tylko potwierdziło, że jest to najsłabsza pod względem aktywizacji społeczno-gospodarczej strefa w kraju, czego przyczyną była zwłaszcza słaba dostępność komunikacyjna, brak dużych miast, skromne zaplecze naukowo-badawcze, a także skromny kapitał ludzki i gospodarczy. Nie da się z kamienistego pola zrobić czarnoziemu…

Ta zapaść nie dotyczy jednak Kołobrzegu, który na Pomorzu Środkowym jest przecież wyjątkiem.

On w porównaniu z Koszalinem i Słupskiem ma specyficzną sytuację, bo inwestorzy od lat dosłownie „pchają się do tego miasta drzwiami i oknami”. Władze miasta i powiatu nie są w stanie ogarnąć tego wszystkiego. Kołobrzeg to jeden wielki plac budowy i trochę taka „mekka inwestorów”. Buduje się hotel Intercontinental – Crowne Plaza na 468 apartamentów, który będzie miał cztery kondygnacje poniżej poziomu morza, szesnaście kondygnacji powyżej poziomu morza. Tylko ten jeden hotel zaoferuje około 500 nowych miejsc pracy. W wielu kolejnych budowanych obiektach w ciągu najbliższych 2-3 lat będzie zapotrzebowanie nawet na kilka tysięcy pracowników. W lipcu 2020 podczas trwającej wciąż epidemii Covid-19 podjęta została decyzja o budowie szwajcarskiego pięciogwiazdkowego hotelu „Mövenpick” na 255 jednostek, a przecież budują się także hotele: Radisson, Westin House Resort, Baltic Plaza, Solny. Przygotowywana jest budowa i rozbudowa hoteli: Fregata, Woźniak Hotel, Marona, Halkozyn, a nowe miejsca pracy da nawet największa budowana obecnie w skali kraju galeria handlowa Karuzela. A więc trudno porównywać to ze Słupskiem i Koszalinem, gdzie kilkadziesiąt nowych miejsc pracy jest już wydarzeniem. W Kołobrzegu dopiero kilkaset trafia do mediów lokalnych…

Kołobrzeg wyrasta zatem na najważniejszy ośrodek na Pomorzu Środkowym.

Ze swoich badań mogę powiedzieć krótko: tylko w samym Kołobrzegu na etapie przygotowywania jest kolejne pięćdziesiąt tysięcy łóżek. To jest absolutny ogrom, wypełnia się wszystkie wolne, ale dopuszczone do zabudowy działki, które jeszcze zostały. W Sianożętach będziemy mieli tylko w jednym projektowanym obiekcie apartamentowym aż dwa tysiące miejsc noclegowych. Mówi się, że za parę lat tylko tam może zostać zbudowane nawet dwadzieścia tysięcy łóżek, do obsługi których będzie potrzebna „armia pracowników”. Wszystko to wynika oczywiście z poprawionej dostępności komunikacyjnej drogi S6 i S11, a także dostępności kolejowej Ustronia Morskiego dzięki Pendolino… To skala wzrostów, jakich wcześniej nie spodziewałem się w Kołobrzegu i jego zapleczu. Trzeba będzie ciężko pracować, by nas to w mieście i regionie nie przerosło, a przy tym trzeba przecież zachować walory i zasoby uzdrowiskowe jakie wciąż ma największe polskie uzdrowisko.

Chciałbym jeszcze wrócić do kwestii województwa środkowopomorskiego. Powiedział Pan, że ten region po 1989 roku był zupełnie zaniedbany. Wyobraźmy sobie, że rząd podejmuje teraz decyzję o powstaniu województwa środkowopomorskiego. Jak to wpłynie na lokalną gospodarkę?

Osobiście jestem zdania, że im dłużej nie ma województwa środkowopomorskiego, tym bardziej prawdopodobny staje się inny, bardzo odważny, a wręcz rewolucyjny wariant. W trakcie zajęć z planowania przestrzennego powtarzam zawsze studentom: hegemonia Gdańska, słabość Szczecina, senność Koszalina i Słupska, wszystko to działa na korzyść Kołobrzegu. Jeśli w Kołobrzegu zdołamy przekroczyć próg rozwoju oznaczający zmianę granic administracyjnych miasta i włączenie gmin Kołobrzeg i Ustronie Morskie do miasta z jednoczesnym utworzeniem powiatu grodzkiego, to Kołobrzeg stanie się największym miastem nadmorskim całego zachodniego i środkowego wybrzeża. Jeśli dodatkowo w Warszawie podjęta zostanie decyzja o likwidacji powiatów i stworzeniu ok. 100 dużych regionów administracyjnych opartych na miastach średnich takich jak Koszalin, Słupsk, Kołobrzeg, Stargard czy Świnoujście, wówczas Kołobrzeg stałby się faktyczną „stolicą” administracyjną zarządzającą ok. dwustoma tysiącami mieszkańców. W takim ośrodku miejskim można wówczas uruchomić państwową wyższą szkołę zawodową, na odpowiednim poziomie może działać kultura czy media regionalne. Uruchamiamy znowu tę Polskę powiatową, która została po 1999 roku zapomniana.

W marcu i kwietniu wiele osób obawiało się, że Kołobrzeg rozłoży na łopatki zaczynająca się pandemia, tymczasem miasto wyszło z niej w zasadzie obronną ręką.

Uważam, że Kołobrzeg poradził sobie na tle innych miast średnich bardzo dobrze opierając swój rozwój na monokulturowej gospodarce, opartej na turystyce i uzdrowisku. Covid-19 pokazał, że była to jednak dość ryzykowna strategia, przy czym miasto sobie nieźle jak na razie w tych okolicznościach poradziło. Prawdopodobnie skala i wielkość wcześniejszej i obecnej oferty turystycznej pozwoliła przetrwać lockdown i zaoferować najlepszą krajową alternatywę dla wypoczynku zagranicznego na polskim wybrzeżu. To pozwoliło osiągnąć aż 80% corocznej wielkości ruchu turystycznego w sierpniu 2020 roku, po 96% jego spadku w kwietniu 2020 roku. Taki spadek, a następnie odbudowa mogły wydarzyć się chyba tylko w mieście i regionie posiadającym  bardzo silną, zdywersyfikowaną i bardzo prężną gospodarkę. Ma ona co prawda bardzo monotematyczny turystyczno-uzdrowiskowy charakter, ale jest mocno wspierana przez bardzo silny sektor deweloperski, budowlany, usługowy i portowy. To sprawiło że Kołobrzeg dość dobrze poradził sobie w sferze społeczno-gospodarczej w pierwszym półroczu 2020 roku. To także dowód żywotności i potencjału tego miasta.

Jeśli powstanie województwo środkowopomorskie, to Koszalin i Słupsk podzielą się funkcjami wojewódzkimi podobnie jak Zielona Góra i Gorzów Wielkopolski?

Uważam, że na obecnym etapie nie da się już pominąć Kołobrzegu w tym ewentualnym rozdaniu. Co z tego, że zrobimy stolicę w Koszalinie czy Słupsku, jeśli tam nie będzie potencjału, jeśli trzeba będzie ciągle do tego interesu dokładać?

W Urzędzie Miasta słyszałem, że Kołobrzeg jest przeciwny temu województwu.

Z prostej przyczyny: my tak naprawdę nie będziemy nic z tego mieli. A nasze relacje z Koszalinem zawsze były skomplikowane.

No dobrze, ale jeśli województwo środkowopomorskie nie powstanie i nie powstaną także duże regiony w liczbie stu z siedzibą w takich miastach jak Koszalin, Słupsk, czy Kołobrzeg, to co się wtedy stanie?

Jeśli to potrwa jeszcze dekadę czy dwie, to wtedy Kołobrzeg po prostu weźmie wszystko. Wracamy zatem do czasu, gdy pierwsze biskupstwo 1000 lat temu było lokowane właśnie w Kołobrzegu, do czasów Fryderyka Wielkiego, kiedy Kołobrzeg był stolicą Pomorza i kiedy była koncepcja ulokowania w nim stolicy województwa w 1945 roku. A za kilka, kilkanaście lat, czyli 80-90 lat po jego zupełnym zniszczeniu, Kołobrzeg znów będzie mógł prawdopodobnie przejąć kluczowe funkcje wiodące. Po całkowitym zniszczeniu w 1945 roku obecny Kołobrzeg już w sumie przegonił zarówno Słupsk, jak i Koszalin pod względem znaczenia społeczno-gospodarczego, a nieomal wszystkie wskaźniki są po prostu na wyższym niż w tych miastach poziomie. Teraz trwa niepisana walka na tym bezkrólewiu, o to które z tych miast w warunkach gospodarki wolnorynkowej i wolnej konkurencji stanie się ostatecznie wiodącym miastem Pomorza Środkowego. Uważam, że jeśli mamy miasto, do którego prowadzą docelowo trzy magistrale kolejowe, dwie drogi ekspresowe, port, przyszły terminal promowy, a w bliskim sąsiedztwie działają dwa lotniska to odpowiedź w dobie globalizacji i wolnej konkurencji chyba jest jasna. Stawiać powinniśmy na Kołobrzeg.

 

Mariusz Miedziński  – Urodził się w 1976 roku w Koszalinie. Ukończył studia z dziedziny geografii w Akademii Pomorskiej w Słupsku, następnie zaś uzyskał stopień doktora na Wydziale Nauk Geograficznych Uniwersytetu Łódzkiego na podstawie pracy „Rozwój przestrzeni turystycznej Kołobrzegu i jego zaplecza”. Obecnie  jest adiunktem w Instytucie Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Turystyki Akademii Pomorskiej w Słupsku. Wśród jego zainteresowań naukowych znajduje się planowanie przestrzenne, gospodarka przestrzenna, gospodarka lokalna, polityka regionalna i lokalna, strategia rozwoju lokalnego i regionalnego, zarządzanie samorządem lokalnym i regionalnym, marketing terytorialny. Mieszka na co dzień w Kołobrzegu, gdzie prowadzi doradztwo i usługi eksperckie. Jest autorem ponad dwudziestu artykułów i prac naukowych. Współpracuje z samorządami, uczestniczy w konsultacjach, opracowywaniu i realizacji lokalnych dokumentów strategicznych i programów inwestycyjnych.